Noblistka Leymah
Liberia, Monrovia, ponad milion mieszkańców w stolicy, w kraju – ponad trzy i pół miliona.
KIEDYŚ
Ma trzydzieści jeden lat, kiedy wraz z ponad setką innych kobiet zasiada przed wejściem do ekskluzywnego hotelu w stolicy Ghany, Akrze, i czeka na postęp w pokojowych rozmowach wszystkich stron konfliktu wojny domowej w Liberii. Kiedy negocjacje przeciągają się z początku czerwca na koniec lipca, a w kraju dzieci-żołnierze wciąż rabują, niszczą i zabijają rodaków, i siebie nawzajem, Leymah Gbowee prowadzi kobiety wprost przed szklane drzwi sali, w której trwają rozmowy. W dłoniach trzymają transparenty z napisami: „Rzeźnikom i mordercom Liberyjczyków STOP!”. Gbowee przekazuje wiadomość głównemu negocjatorowi, byłemu prezydentowi Nigerii, generałowi Abdulsalami A. Abubakarowi, znanemu z zamiłowania do płci żeńskiej, że kobiety splotą ramiona i nie pozwolą dyskutującym wyjść z sali, dopóki nie podpiszą rozejmu.
– Staniecie się naszymi zakładnikami! – mówi.
Na co Abubakar miał przekazać pozostałym: „Hall został zajęty przez panią generał Leymah i jej żołnierzy”.
Budzi to śmiech zgromadzonych.
Gbowee nie pozostaje mu dłużna i obiecuje, że jeśli ktokolwiek będzie chciał opuścić salę, wszystkie kobiety zedrą z siebie ubrania. W Afryce widok rozebranej do naga zamężnej lub starszej kobiety obciąża klątwą całe dalsze życie. I żarty się skończyły, umowa pokojowa pomiędzy stronami zostaje podpisana 18 sierpnia 2003 roku.
W wywiadzie dla „Los Angeles Times” w 2008 roku Leymah Gbowee mówi:
– Kiedy człowiek się łamie, może zrobić dwie rzeczy – albo tę najgorszą, albo najlepszą. Dla mnie w tym właśnie momencie najgorsze było rozebrać się do naga i pozwolić im zrozumieć, że nie ma większego poniżenia, większego odczłowieczenia, które może odczuwać kobieta z Liberii. Nie było większego bólu, który mogłybyśmy czuć za nasze dzieci.
Leymah Gbowee ma siedemnaście lat, kiedy wybucha wojna domowa w Liberii, kraju, który w 1847 roku powstał z urodzonych w Stanach Zjednoczonych wyzwolonych niewolników. Wolność jednak nie wystarcza. W czasie rządów Charlesa Taylora Liberia z jednego z najbogatszych krajów Afryki staje się państwem bezprawia, chaosu i biedy. Kilka miesięcy przed podpisaniem rozejmu w Ghanie Leymah Gbowee, wspólnie z dwoma tysiącami kobiet z ruchu Women of Liberia Mass Action for Peace ubranych w białe T-shirty, zagradza drogę prezydentowi Taylorowi na Tubman Boulevard w Monrovii, domagając się rozmowy. Chce jednak, żeby odbyła się w obecności kobiety, przewodniczącej senatu, Grace Minor. Wierzy, że kobieta kobietę zrozumie najlepiej. Mówi: – Jesteśmy zmęczone wojną. Jesteśmy zmęczone uciekaniem. Jesteśmy zmęczone błaganiem o każde ziarno pszenicy. Jesteśmy zmęczone gwałtem na naszych dzieciach. Walczymy o przyszłość naszych dzieci. Ponieważ wierzymy, jako matki i opiekunki, że jutro nasze dzieci spytają: „Mamo, a jaka była twoja rola podczas konfliktu?”.
Wie, o czym mówi, od kilku lat jako wolontariuszka i jedna z założycielek organizacji pomagającej dzieciom-żołnierzom poznaje koszmar ich życia. Rozumie, że wiele z nich można uznać za bestialskich katów, ale widzi też, że są ofiarą wojny, tak jak ona. Sama jest już matką czwórki dzieci, które na okrągło pytają ją, dlaczego muszą mieszkać z ciotką w Ghanie, dlaczego nie mogą żyć z nią w Liberii. Dlaczego tyle nie ma jej w domu. Tłumaczy, że miała wybór: albo typowo po afrykańsku załamać ręce nad głową i zacząć płakać, albo nie zgadzać się na to, co się dzieje i działać. – To jak puzzle – wyjaśnia dzieciom. – Z tą różnicą, że moje puzzle tworzone są ze złości. Pierwsza złość rodzi się w niej, kiedy z pierworodnym synem leży na podłodze w szpitalnym korytarzu, ponieważ wszystkie miejsca są zajęte przez mężczyzn. Druga złość budzi się, gdy mąż kolejny raz kopie ją w brzuch. Trzeci, kiedy słyszy, że dziesięcioletni syn znajomej wypala do niej serią z kałacha i zaczyna rechotać.
Z kobietami z organizacji Women In Peacebuilding Network chodzi co piątek pod meczet, w soboty pod duże sklepy, a w niedziele pod kościoły i rozdaje ulotki. Kobietom, które nie potrafią czytać, przekazuje rysunki przedstawiające rozerwane pęta na kobiecych rękach.
– Obudźcie się! Wy również macie głos – powtarza, dopóki nie zachrypnie. Doprowadza do spotkania tysięcy muzułmanek z chrześcijankami, które wspólnie modlą się o pokój. Wierzy, że kobiety mają siłę działać na każdym polu, szczególnie gdy sprawa rani ich serca.
TERAZ
Dziś Leymah Gbowee ma 45 lat. Jest laureatką Pokojowej Nagrody Nobla. Dostała ją razem z Ellen Johnson-Sirleaf, prezydentem Liberii, pierwszą kobietą na takim stanowisku w Afryce, i Tawakel Karman z Jemenu – dziennikarką i działaczką na rzecz praw człowieka.