Kupili mieszkanie na wakacje. To nie pokój hotelowy, który można po prostu zamknąć
Własny dom wakacyjny do niedawna stanowił luksus nieosiągalny dla Polaków. Dziś nieruchomości w zagranicznych kurortach często kosztują mniej niż kawalerka w dużym polskim mieście. Nic dziwnego, że wiele osób decyduje się na własny adres w atrakcyjnym miejscu. Czy taka inwestycja zawsze jest dobrym pomysłem?
W ostatnich pięciu latach zainteresowanie zakupem nieruchomości z przeznaczeniem na wypoczynek znacznie wzrosło. Zwłaszcza że nie tylko o wypoczynek chodzi - własne mieszkanie to dzięki powszechnej pracy zdalnej także prywatne biuro. Pandemia koronawirusa sprawiła, że zapragnęliśmy mieszkać gdzie indziej niż tylko w kosztownych miejskich sypialniach. Zatęskniliśmy do przestrzeni, przyrody, cieplejszego klimatu. Agresja Rosji na Ukrainę kazała nam zadbać o własne bezpieczeństwo i możliwość ucieczki w razie eskalacji konfliktu.
Koszty zakupu nieruchomości w Polsce stanowią dodatkową motywację do wyboru domu albo mieszkania za granicą. W cenie kawalerki w Warszawie można kupić apartament przy plaży np. w Bułgarii.
Celebryci popularyzują trend letnich domów za granicą: kupują domy w Grecji, Włoszech, Hiszpanii. Ta ostatnia jest chyba ulubionym wyborem Polaków. Według danych Registradores de España w 2024 r. kupiliśmy tam ponad 4 tys. nieruchomości. Chwalimy sobie hiszpańskie temperatury, kuchnię, otwartość miejscowych.
"Halo Polacy". Spotkasz tam wiele polskich gwiazd. "Celebryci naszego pokolenia"
Według ostatnich szacunków publikowanych w polskojęzycznym serwisie NaKanarach.pl w Hiszpanii mieszkania ma w sumie ok. 85 tys. Polaków, z czego prawie 7 tys. na Wyspach Kanaryjskich. Swoje domy mają tu znani celebryci m.in.: Robert i Anna Lewandowscy, Margaret, Joanna Koroniewska i Maciej Dowbor, Aneta Kręglicka, Kazik Staszewski, Dorota Szelągowska i "Pan Lotto" Ryszard Rembiszewski.
Karuzela absurdów
Równolegle ze wzrostem zainteresowania pojawiają się oznaki rozczarowania wśród tych, którzy zdecydowali się na zakup domu za granicą. Rośnie grupa, która nacięła się na czyhające na nieświadomych cudzoziemców pułapki i kruczki związane z transakcją zakupu oraz ewentualnym remontem.
Blanka Lipińska, autorka popularnych książek dla kobiet, nazwała je bez ogródek karuzelą absurdów: "Jak wam ktoś powie, żebyście kupili sobie dom w Hiszpanii, to rozbiegnijcie się i walnijcie głową w ścianę. Przyjemność będzie porównywalna" - przestrzega w mediach społecznościowych.
Poza zawiłościami formalnymi i kiepską jakością techniczną budynków w południowych krajach, Polacy skarżą się na trudnych do pozbycia się dzikich lokatorów, zatajone przez sprzedających informacje o otoczeniu naturalnym (np. osiedla budowane w dawnych korytach rzek lub na terenach zalewowych), a także dokuczliwych sąsiadów i turystyczny zgiełk tam, gdzie miał być spokój.
Wynajem pod kontrolą
Zanim sama na poważnie zacznę rozważać zakup wakacyjnego mieszkania, planuję przeprowadzić badania terenowe. Wpraszam się do mieszkania znajomych w okolicach Alicante. Chcę im zapłacić (licząc na zniżkę). Okazuje się jednak, że najem krótkoterminowy jest zakazany, lokalne władze przeciwdziałają bowiem masowej turystyce. Mogę przyjechać, ale po cichu, nie afiszując się i udając rodzinę.
Ograniczenia w wynajmie to coraz częstszy problem, zaskakujący tych, którzy chcą traktować wakacyjne mieszkanie także jako źródło zarobku. I to nie tylko w krajach na południu Europy. Korzystając z sieci znajomych w Polsce, musiałam przystać na pozasezonowe terminy korzystania z mieszkania lub ceny wynajmu narzucone przez administratora budynku, nawet jeśli znajomi byli skłonni dać mi znacznie większy upust.
- To naprawdę frustrujące - skarży się Ewelina. - Nasze mieszkanie w Kazimierzu Dolnym przez większość roku stoi puste. W miasteczku jest wiele dostępnych noclegów, a administrator budynku zgodnie z umową narzuca nam ceny wynajmu, więc nie możemy być konkurencyjni.
Udręki dojazdu
Decyduję się na podszywanie się pod rodzinę w domu pod Alicante. Mam jednak trudności z wybraniem terminu: bilety lotnicze wydają mi się kosztowne, prawie 2 tys. w dwie strony. Do tego należy doliczyć koszt wynajętego samochodu, bo mieszkanie znajduje się w małej miejscowości, gdzie nie ma lotniska. Tani długi weekend w Hiszpanii już nie wydaje się taki korzystny. Zastanawiam się, ile razy w roku byłabym gotowa wykładać takie pieniądze na to, by skorzystać z wakacyjnego mieszkania. W przypadku rodzinnych pobytów koszt dojazdu należy pomnożyć.
Inna znajoma para kupiła korzystnie mieszkanie na włoskiej prowincji. Urządzili je wspaniale, wypełnili antykami, zaaranżowali taras z pięknym widokiem. Kuszące rolki na Instagramie zachęcają do wynajmu. Ale kilkanaście godzin za kółkiem i koszt paliwa raczej odstraszają. Aby tak daleka i kosztowna podróż miała sens, należałoby tam zostać na dłużej. Ale co po kilku dniach robić w maleńkim miasteczku bez dostępu do morza, z paroma knajpkami na krzyż?
- Koszty to jedno, ale nasze dzieci nie chcą jeździć stale w to samo miejsce - skarży się Marcin, kolejny znajomy. - Po paru wizytach nasz domek w głuszy im się znudził. Chciałyby zobaczyć coś nowego, bawić się z innymi dziećmi. A najchętniej zostać w swoim pokoju w bloku.
Koniec beztroski
Z zakupem wakacyjnego domu jest tak, że niepostrzeżenie staje się miejscem pracy, a nie wypoczynku. To nie pokój hotelowy, który można po prostu zamknąć i zostawić bez sprzątania i zabezpieczenia.
- Wpadając tu na weekendy, nie przyjeżdżamy posiedzieć z kawą na werandzie - mówi Monika, żona Marcina. - Przyjeżdżamy skosić, przewietrzyć, ogrzać, odmalować. Po godzinach dojazdu w jedną stronę, czas w weekend zostaje mocno okrojony. Zamiast leniuchowania jest ciągłe krzątanie. I niepokój, czy kiedy my jesteśmy w mieście, nikt się nie włamie, nie pęknie rura, nie wybuchnie pożar.
Takiego włamania do jej letniego domku doświadczyła Elżbieta. - Wybite okno, skradzione sprzęty i pamiątki, zdewastowane wnętrze, w którego urządzanie włożyłam tyle serca - opowiada.
Jesień sprzyja snuciu fantazji i przeglądaniu ogłoszeń. Zwyczajowo o tej porze wracam do marzeń o własnym kawałku jakiegoś pięknego miejsca. W tym roku poprzestanę jednak na ofertach biur podróży, a nie agencji nieruchomości. Być może mój dom marzeń sam mnie znajdzie, kiedy będę na niego gotowa.