Trwa ładowanie...
d6pn49j
d6pn49j

Letnie mazurskie wspomnienia

Podróżuję samochodem, wraz z grupą przyjaciół, mazurskimi szlakami jako "zwykły" turysta. Postanowiłem tym razem nie przedstawiać się nikomu. To wreszcie urlop, trzeba odpocząć od spraw zawodowych), osobie "prywatnej" łatwiej o spostrzeżenia.
Share
d6pn49j
 (fot. JupiterImages/EAST NEWS)
Źródło: (fot. JupiterImages/EAST NEWS)

Podróżuję samochodem, wraz z grupą przyjaciół, mazurskimi szlakami jako \"zwykły\" turysta. Postanowiłem tym razem nie przedstawiać się nikomu. To wreszcie urlop, trzeba odpocząć od spraw zawodowych), osobie \"prywatnej\" łatwiej o spostrzeżenia.

d6pn49j

Stolicę opuszczam bez postojów w korkach (dobry czas podróży, poniedziałek po porannym szczycie!). Na szlaku pojawia się Jabłonna, która niedawno otrzymała dwupasmową obwodnicę. Czas podróży na Mazury skraca się więc znacznie. Ale... szkoda, że nie przeprowadzono tej obwodnicy do końca. Jadący w kierunku Nowego Dworu Mazowieckiego muszą niestety powrócić do zatłoczonego centrum miejscowości... Przede mną Legionowo z mnóstwem skrzyżowań, Brak synchronizacji sygnalizacji świateł utrudnia podróż. Podrygujemy wraz z przyjaciółmi na wysłużonej, wyboistej drodze, podobno międzynarodowej. Przed Zegrzem rozpoczyna się kawałek Europy. Dwupasmowy odcinek drogi przebiegającej przez most na Narwi poprawia nastroje. Cieszy też od lat pobliski Serock, czyste miasto wprost wypieszczone przez architektów zieleni. Tutaj też napotykamy kilka znaków turystycznych (zgodnych z zaleceniami POT) kierujących do atrakcji miasta, które po rewaloryzacji rynku odzyskało swoją duszę. Przekleństwem jest ogromny ruch TIR-ów, którym
wyznaczono objazd przez środek sympatycznego miasta. Podobno niedługo powstanie tutaj obwodnica.

Droga wzdłuż Narwi, ożywiana od czasu do czasu widokami doliny tej pięknej rzeki, jest niestety nadal zbyt wąska. Pułtusk - miasto Polonii, miasto zabytków, ośrodek akademicki \"mazowiecka Wenecja\", z mojej perspektywy jako uczestnika tranzytu przedstawia się niestety tragicznie. Duży ruch prawie przez środek miasta, zniszczone nawierzchnie, \"odrapane\" i brudne kamienice, wcale nie zwiastują piękna, które ukryło się na ich zapleczu. Tuż za miastem, we wsi Boby - sympatyczne drogowskazy kierują do wiatraka, który od lat pełni funkcje hotelarskie i gastronomiczne. Brawo! Więcej takich inicjatyw!

Przed Szelkowem opuszczamy uczęszczaną drogę i kierujemy się ku Przasnyszowi. Choć droga przebiega prawie przez środek historycznego miasta (widać liczne wieże kościołów), to jednak przejazd nie jest trudny, co powoduje synchronizacja świateł i dobre oznakowanie. Jedna z tablic kieruje do miejscowego muzeum regionalnego. Łatwo też odnaleźć drogę do pobliskiego Rostkowa – sanktuarium w miejscu urodzin św. Stanisława Kostki. Kościół w tej małej miejscowości jest dobrze przygotowany na przyjęcie pielgrzymów i turystów. Są tablice z planem sanktuarium i informacją historyczną, zadaszenia. Szkoda, że nie można tu kupić wydawnictw, ani nawet pocztówek. Nie ma ich nawet w urzędzie pocztowym sąsiadującym przez ulicę z sanktuarium. Dziwią się temu też napotkani turyści, którzy podobnie jak ja, jadą ku Mazurom niezbyt pospiesznie, poznając przy okazji uroki północnego Mazowsza. Oglądamy kościół, odcisk stopy świętego w kamieniu, odpoczywamy w ciszy.

Na trasie Chorzele - nieco ospałe mazowieckie miasto, a następnie dawna granica Rzeczypospolitej i Prus Wschodnich. Pierwsze mazurskie miasteczko, Wielbark robi dobre wrażenie, podobnie zresztą jak przydrożny zajazd, w którym mimo przedpołudniowej pory oferowany jest pełen zestaw dań. To podobno już dziś prawie oczywiste, nie okazało się później taką oczywistością. Wjeżdżając w mazurskie lasy, od strony powiatu szczycieńskiego, od razu mam chęć zatrzymać się w jakimś zajeździe lub choćby leśnym polu biwakowym. Okazuje się, że nie jest to zbyt możliwe. Choć leśne pola biwakowe występują na.. mapie, to trudno je odnaleźć z uwagi na słabe (lub brak) oznakowania, chyba, że zdecydujemy się na podróż z prędkością 10 km na godzinę. Z taką też prędkością trzeba jechać przez niesłychanie zatłoczone Szczytno. Po dość długim poszukiwaniu miejsca parkingowego rezygnujemy z postoju w mieście Dalsza droga w kierunku Sorkwit przenosi nas w lata 60. minionego stulecia. Trasa wąska, bez utwardzonego pobocza, z
charakterystycznym \"wysokim progiem\", staje się istną katorgą.

d6pn49j

Teraz pora na zakwaterowanie w umówionym prywatnie ośrodku w X. Postanowiłem nie informować gospodarzy o swoim zawodzie dziennikarskim, planując przede wszystkim odpoczynek. Gdzieś w duchu myślałem, że jeśli będzie mi się tu podobało, to być może porozmawiam trochę z właścicielem. Jednak w ciągu sześciodniowego pobytu nic mnie do takiej rozmowy nie zachęciło. Obsługa zresztą nie była wyraźnie zainteresowana opiniami gości, gdyż najbardziej bawiła się rozmowami między sobą.

Szybko pojąłem, że w ośrodku w X. gospodarze pragną przede wszystkim \"wydoić\" wczasowicza. Koszt pobytu, w porównaniu do proponowanego w ofercie, szybko wzrasta o blisko 50%. Trzeba zapłacić za każdy dzień pobytu samochodu i psa. Zarabianie pieniędzy nie jest dziś przecież czynnością naganną, ale jednak można to robić w inny sposób. Przypomina się tu jeden z dowcipów z czasów PRL. Nad wejściem do jednostki wojskowej w Y. widniał podobno napis \"Witamy Was\", a od drugiej strony można było przeczytać \"Mamy was\". Ośrodek wita ładną bramą i estetycznym budynkiem głównym, otoczonym, pielęgnowaną zielenią. Przy wejściu jednak groźny napis \"Wstęp 5 zł\" odstrasza chętnych do skorzystania z tutejszej kawiarenki. Jednak im dalej zagłębiamy się w ośrodkowych czeluściach, tym bardziej cofamy się w czasie. Efektowne z zewnątrz domki turystyczne, przypominają w środku lata PRL. Przy czym nie chodzi tu o ich rozplanowanie (salon i \"więzienne klitki\" przeznaczone do spania). Gospodarze nie zadbali nawet o
wyposażenie. Każde ze stołów, stołków, krzeseł wzięto chyba z innego muzeum. Niedopasowana wielkością ławka nie mieści się pod zadaszeniem. Brakuje dużego stołu, wieszaków itd.

Ośrodek w X. pracuje według najgorszych zasad dawnej epoki. Aby skonsumować nawet najskromniejszy posiłek trzeba to zgłosić poprzedniego dnia. A jak tu planować kolejny dzień wobec kaprysów pogody. W takim przypadku należałoby zrezygnować z wycieczki, aby zdążyć na obiad. To już było i chyba nie musi być. Ośrodkowy drink - bar ogranicza się (dosłownie) do oferowania napojów.

W ośrodku nikt specjalnie nie interesuje się wczasowiczem. Nie ma żadnych map informujących o atrakcjach w okolicy, ani nawet materiałów informacyjnych w recepcji. Jedyną (dla niektórych upiorną) rozrywką jest głośna dyskoteka. Gospodarze widać nie wiedzą, że obiekt znajduje się w strefie ciszy. Cóż, widać to nie przeszkadza osom, łabędziom ani bocianom (nawet tym czarnym), które spotkałem w najbliższej okolicy.

d6pn49j

Czyżbyśmy przenieśli się we śnie w minione czasy - myślimy. Wizyty w sąsiednich ośrodkach dają szansę kontaktu z podobną rzeczywistością. \"To już koniec sezonu\" - mówi ospały pracownik jednego z ośrodkowych bufetów, w którym można kupić - poza napojami - jedynie słone paluszki po równie słonej cenie. Marazm, dużo pustych miejsc. \"Pojechali do cieplejszych krajów\" - twierdzi pracownik innego ośrodka. Zamiast tablic z ciekawymi informacjami studiuję liczne zakazy i obowiązki wczasowicza. Niewątpliwie przepisy trzeba przestrzegać, lecz czy informacje o nich nie mogą być przekazane w inny sposób?

Wędrówki leśnymi szlakami z mapą mają zawsze dużo uroków, wiążą się też często z interesującymi odkryciami. My też odkryliśmy... nieistniejący ośrodek wczasowy nad Krutynią. Otwarta furtka zachęcała do wejścia, a ładne solidne domki - do zainteresowania się ofertą. Wkrótce jednak okazało się, że jest to ośrodek bezpański. Wszystkie domki są tutaj otwarte, a majątku nie strzeże nikt. Obficie występujące poziomki (przy głównej, wyasfaltowanej drodze ośrodka), świadczą, że do tego \"tajemniczego miejsca\" nie zagląda nikt. Wkrótce też od jedynego napotkanego tutaj człowieka dowiadujemy się, że taki stan trwa już osiem lat, a niezabezpieczone domki, wraz ze stołówką i innymi obiektami, systematycznie niszczeją. To prawdziwy cud, że majątek ten nie został całkowicie rozkradziony. A wszystko to dzieje się na pięknym szlaku Krutyni. Nieczynny jest też, choć tym razem zabezpieczony, jest sąsiedni ośrodek.
I o co w tym wszystkim chodzi - zadajemy sobie pytanie, na które nie mamy od kogo uzyskać odpowiedzi. \"Nie trzeba się martwić. Turyści pojadą do cieplejszych krajów\" !!!
To trochę może i za dużo goryczy. Mazury są przecież naprawdę piękne i być może taki chwilowy oddech od masowego ruchu turystycznego wyjdzie na dobre tutejszej przyrodzie. Ale, czy naprawdę część turystów napo-tykających podobne fakty, nie wybierze (i to już na stale) innego kierunku wakacyjnych wyjazdów.

Trzeba tu dodać wręcz fatalny stan nawierzchni wielu mazurskich dróg, które są znacznie gorsze od tych znanych niegdyś ze wschodnich i centralnych województw kraju. Dziś tam sytuacja poprawiła się radykalnie. Na Mazurach też już coś się dzieje w tej materii. Ale... czy najlepszym pomysłem są wakacyjne prace na wielu drogach łączących główne miasta regionu - właśnie w wakacje. Czy akurat teraz jest właściwy czas, aby rozkopywać np. Mrągowo. Turyści zapamiętają te niedogodności i wybiorą miejsca bardziej przyjazne. Przecież we wrześniu i październiku jest też dobra pogoda do prac drogowych, a ruch wówczas jest znacznie mniejszy.

Wędrówka po atrakcjach turystycznych Mazur nastroiła mnie znacznie większym optymizmem. Na początku - Święta Lipka. Miejscowość, otaczająca zabytkową bazylikę i sama bazylika, po przeprowadzeniu prac rewaloryzacyjnych (finansowanych ze środków Unii Europejskiej) wyglądają bardzo okazale. Turyści mogą skorzystać z oferty gastronomicznej na każdą kieszeń, zadbanych parkingów, nabyć liczne pamiątki i publikacje, są tablice informacyjne (zgodne ze wskazaniami POT). Brakuje natomiast punktu \"it\" (najbliższy jest w siedzibie gminy, w Reszlu). Na miejscu dyżurują liczni przewodnicy PTTK.
Dobrze przygotowana do obsługi turystycznej jest także była kwatera Hitlera, czyli \"Wilczy Szaniec\". Można ją zwiedzać nawet z psem, co stanowi udogodnienie dla wielu turystów. Świadczone są na miejscu usługi przewodnickie, można nabyć liczne publikacje i pamiątki.
Szkoda, że na miejscu nie ma punktu \"it\", który powinien informować o innych atrakcjach okolicy. Drogowskazy z Wilczego Szańca kierują do jeszcze jednej atrakcji - kompleksu bunkrów w Mamerkach nad jeziorem Mamry, opodal Węgorzewa. Tutaj także przygotowano parking, przydrożny bar. Szkoda jedynie, że z wieży widokowej latem nie widać praktycznie jeziora Mamry, gdyż teren jest porośnięty przez drzewa liściaste. Aby ujrzeć piękny widok, trzeba przyjechać tu po opadnięciu liści.

d6pn49j

Wszystkie punkty \"it\", które odwiedziłem na Mazurach, oceniam pozytywnie. Są one z reguły dobrze zaopatrzone w materiały, lecz czasem trudno do nich trafić. I tak np. w Urzędzie Gminy Sorkwity uprzejmi pracowni-cy spierali się między sobą o miejsce, w którym zlokalizowany jest taki punkt. Znalazłem go przypadkowo, w bibliotece, na pierwszym piętrze (maleńki szyld, strome schody dla alpinistów). Nie żałowałem jednak tej wizyty. Bardzo uprzejma pani zasypała mnie mnóstwem informacji i materiałów o województwie warmińsko - mazurskim. \"Niestety folder o Sorkwitach, mam tylko jeden, do wglądu na miejscu, gdyż gmina ostatnio ich nie wydaje\" - powiedziała z żalem, chwaląc przy okazji współpracę z Warmińsko - Mazurską Regionalną Organizacją Turystyczną, dzięki której mogła m.in. poznać pracę innych punktów \"it\" w regionie. Także w punkcie \"it\" w Pieckach (fatalna lokalizacja, na końcu wsi) otrzymałem ciekawe materiały, tym razem o powiecie mrągowskim, a nie o samej gminie. \"To już koniec sezonu\" - ponownie
ze zdziwieniem usłyszałem w początku sierpnia. Czyżby wszyscy pospieszyli do cieplejszych krajów - pomyślałem maszerując ospała główną ulica osady w środku dnia.

Na pochwałę zasługuje obsługa Leśniczówki Piersławek należącej do Nadleśnictwa Strzałowo. Leśniczówka ta - będąca miejscem urodzin znanego niemieckiego pisarza - antyfaszysty i piewcy Mazur - Ernsta Wiecherta mieści dziś izbę muzealną, a w okolicy znajduje się ścieżka przyrodnicza. Dzięki zabiegom leśników funkcjonuje tu, wprawdzie nieformalnie, punkt \"it\". Na pochwałę zasługuje bogactwo materiałów o regionie, także w języku niemieckim, co jest bardzo ważne, ponieważ wśród odwiedzających przeważają grupy niemieckie.

Bardzo dobre wrażenie - i to pod każdym względem uczynił Ryn. Zadbane uliczki, odrestaurowany zamek - centrum konferencyjne i bogata oferta gastronomiczna muszą zadowolić każdego. To oaza na \"pustyni\" przy-drożnej gastronomii, której - o dziwo przy wielu frekwentowanych mazurskich drogach po prostu nie ma. Po-twierdzeniem gościnności miasta stała się też wizyta w punkcie \"it\" ulokowanym w zabytkowej kamieniczce, w której mieści się też muzeum i galeria sztuki. Wystroju i asortymentu publikacji nie powstydziłoby się niejedno centrum \"it\" w dużym mieście!

I jeszcze wizyta w \"zielonej\" leśniczówce \"Zielonego\" Konstantego, czyli w Muzeum K. I. Gałczyńskiego w Praniu. Tutaj na każdym kroku odczuwamy wspaniałą atmosferę, gościnność gospodarzy, choć... należałoby nieco poprawić drogę dojazdową i zainstalować - choćby w sezonie bufet. Na picie wody z Jeziora Nidzkiego, mimo jego czystości, nie wszyscy mają ochotę.

d6pn49j

Koniec pobytu na Mazurach, jak zawsze pięknych i trochę w tym roku droższych i mniej ludnych. Przekraczamy ponownie granicę byłych Prus Wschodnich i za wsią Rozogi, w Myszyńcu jesteśmy już na Mazowszu. Ten region, uchodzący kiedyś za zaniedbany, wita przybyszów z Mazur lepszymi drogami, lepszym, oznakowaniem, częstszymi leśnymi parkingami i przydrożnymi zakładami gastronomicznymi. Wybór jest duży. Toteż po odwiedzinach w rezerwacie sosen bartnych w Czarni i Zagrody Kurpiowskiej w Kadzidle (oba obiekty dobrze oznakowane, a muzeum dobrze zaopatrzone w materiały informacyjne i pamiątki - dzieła sztuki ludowej) czas smakowitości regionalnej kuchni. Dodajmy, że ceny oferty gastronomicznej skalkulowano tu wszędzie znacznie niżej niż na Mazurach, a obsługa gościnna i nie zmanierowana. Informacja rozchodzi się bardzo szybko, duża część turystów odkłada spożycie posiłku do przekroczenia granicy Mazur.

Tuż przed Pułtuskiem zamykam swoją wakacyjną pętlę. Była to także \"pętla edukacyjna\", gdyż potwierdziła ona jak niewielkim wysiłkiem można często zaskarbić sobie serce wędrowcy i jak łatwo (często lekceważąc pozorne drobiazgi) można sobie zepsuć opinię. Z tego trochę nietypowego sezonu (Polska pojawiła się w grupie Schengen) trzeba wysnuć wnioski, aby w połowie sierpnia przyszłego roku znowu nie mówić \"że sezon już się zakończył\". Sytuacja ta bowiem niekiedy przypominała prześwietny \"Kabaret Starszych Panów\", którego jeden z odcinków nosił tytuł \"niespodziewany koniec lata\".

_ Tekst:Jan Paweł Piotrowski Źródło: TTG Polska _

d6pn49j

Podziel się opinią

Share
d6pn49j
d6pn49j