Trwa ładowanie...

Najlepszy sposób na walkę z depresją i stanami lękowymi? Wybierz się w samotną podróż

Najtrudniejszy był pierwszy krok. Dziś Laura Delarato nie ma wątpliwości, że był to jedyny właściwy wybór. Decyzja o podróżowaniu w pojedynkę była efektem pragnienia wprowadzenia radykalnych zmian w życiu, które – jak się okazało – przyszły potem bardzo szybko.
Share

W artykule znajdują się linki i boksy z produktami naszych partnerów. Wybierając je, wspierasz nasz rozwój.

Laura Delarato jest jedną z wielu kobiet na świecie, które zdecydowały się na coraz modniejsze samotne wojaże
Laura Delarato jest jedną z wielu kobiet na świecie, które zdecydowały się na coraz modniejsze samotne wojażeŹródło: Instagram.com/lauradelarato
d1y95ew

Dwa lata temu Laura Delarato odbyła pierwszą samotną podróż w swoim życiu. Poleciała do Portland w północno-zachodniej części Stanów Zjednoczonych. Kiedy samolot podchodził do lądowania, wewnątrz niej narastały sprzeczne uczucia. Z jednej strony pojawiała się ekscytacja, a z drugiej – przeraźliwy lęk. Od początku nie miała jednak wątpliwości, że to, co robi jest słuszne. Laura Delarato jest jedną z wielu kobiet na świecie, które zdecydowały się na coraz modniejsze samotne wojaże. Przyznaje jednak, że początki nie są takie łatwe, jak mogłoby to wynikać z wielu artykułów czy reportaży opowiadających o ludziach, którzy w jednej chwili spakowali walizki i ruszyli przed siebie. Początkom towarzyszy niekiedy potworny strach i niepewność – czasami mający tak ekstremalne oblicze jak w przypadku Laury, która z obawy przed tym, co ją czeka, jeszcze przez godzinę po wylądowaniu tkwiła w lotniskowym barze, obawiając się postawić kolejny krok. Jak sama żartobliwie przyznała, starała się tak naprawdę ukryć wtedy przed światem za kanapką.

Mimo lęku, który się pierwotnie pojawił, Laura nie ma dziś złudzeń, że poszła w odpowiednim kierunku – żadna inna terapia nie przyniosłaby jej tak wielu korzyści w tak krótkim czasie. Dlaczego mowa o terapii? Jak dziś wspomina, był to główny motyw, jaki nią kierował, gdy zdecydowała się ruszyć w drogę. Samotna wyprawa miała być lekiem na trapiące ją bolączki. Decyzję o tym, by zasmakować w samotnych wojażach, podjęła tuz przed trzydziestką. Nim postawiła pierwszy krok i spakowała walizkę, zmagała się z depresją i stanami lękowymi, które podsycane były przez ciągłe problemy finansowe i poczucie braku stabilizacji. Panicznie bała się też kontaktu z innymi ludźmi; tego, że ktoś może się zbliżyć do niej na więcej niż na dwa kroki. Kompletnie wtedy zapomniała, czym tak naprawdę jest w życiu optymizm. To wtedy, kiedy jej stan stawał się coraz poważniejszy, naszła ją refleksja, że albo zaprowadzi w życiu radykalne zmiany, albo niedługo będzie jeszcze gorzej.

Tym lekiem na całe zło miała być właśnie podróż, która przez kilka dni pomogłaby jej poczuć się jak zupełnie innej osobie. Z jednej strony czuła ekscytację, ale z drugiej było to dla niej wyjście ze strefy komfortu, czyli rodzaj sytuacji, który przecież napędzał wiele jej kolejnych, prowadzących do wyczerpania lęków.

Laura zdecydowała o wyjeździe do Portland, bo położone w Oregonie miasto słynie z doskonałej komunikacji, wielu ciekawych miejsc dedykowanych miłośnikom sztuki, a także z dobrego jedzenia. Choć Portland wydawało się miejscem idealnym, jeszcze w momencie dokonywania rezerwacji przeszywał ją paniczny lęk. Wyjazd oznaczał, że będzie musiała się w jednym czasie zmierzyć ze wszystkimi swoimi demonami. Była jednak pewna, że kiedy wyjdzie zwycięsko z tej batalii, w jej życiu dokona się prawdziwa rewolucja – że uda się jej naprawić wiele sfer życia, które wcześniej szwankowały. I nie pomyliła się.

Od czasu, kiedy pojechała do Portland, udało się jej odbyć jeszcze kilka innych samotnych podróży. Po każdej czuła się coraz lepiej. Dotarła do stanów: Kansas, Utah, Wisconsin i Teksasu. Była w Chicago. Za każdym razem była sama. Dziś nie potrafi sobie wyobrazić, jak wyglądałoby jej obecne życie, gdyby nie podjęła dwa lata temu tak ważnej decyzji. Teraz docierając do kolejnych miejsc, odwiedza najpopularniejsze atrakcje, ale też nawiązuje kontakty z miejscowymi. Stała się znacznie bardziej odważna.

d1y95ew

Co do tego, że podróżowanie może mieć efekt terapeutyczny, żadnych wątpliwości nie mają eksperci.

- Cudowny związek pomiędzy samooceną a podróżowaniem występuje naprawdę.* Podróżowanie już samo w sobie jest aktem pewności siebie. Sam fakt, że wybrałeś się gdzieś na własną rękę, stanowi demonstrację siły* – zauważa cytowana przez NBC News dr Chloe Carmichael Peet. - Jeśli robisz coś, co wymaga pewnej dawki siły albo niezależności, potem zaczynasz postrzegać siebie jako osobę silniejszą i bardziej niezależną. Twoje zachowanie wzmacnia twoją pozytywną samoocenę.

Delarato przekonuje dziś, że decyzja o rozpoczęciu podróży na własną rękę, nie zawsze przychodzi łatwo, jak to można przeczytać w niektórych poradnikach. Na pewno nie jest też jednak czymś zarezerwowanym wyłącznie dla wyluzowanych ludzi, którzy działają spontanicznie. Czasami taki krok wymaga zebrania się w sobie. Ale na pewno warto, by mieć potem w życiu po prostu łatwiej. Efekty takiej terapii pojawiają się zwykle natychmiast.

d1y95ew

Najlepsze kierunki na zimę. Zobacz wideo!

icon info

W artykule znajdują się linki i boksy z produktami naszych partnerów. Wybierając je, wspierasz nasz rozwój.

d1y95ew

Podziel się opinią

Share
d1y95ew
d1y95ew