Pierwsza taka sytuacja od 40 lat. "Nigdy czegoś takiego nie widziałam"
Erupcja wulkanu na hawajskiej wyspie Big Island doprowadziła do zamknięcia parku wulkanów i sparaliżowała lotnisko. Sofia Petrova, dziennikarka i przewodniczka turystyczna po Hawajach, przyznaje w rozmowie w WP, że nigdy czegoś takiego nie widziała. - Ludzie mieli poranione ręce, nogi, jedna dziewczyna zmywała krew z twarzy - opowiada.
To był gorący weekend na hawajskiej wyspie Big Island. Erupcja wulkanu Kilauea doprowadziła do pierwszego od 40 lat zamknięcia parku wulkanów, a także okolicznych dróg. Wybuch był tak silny, że wstrzymano nawet loty.
Kilauea pokazała swoje mroczne oblicze
Sofia Petrova, dziennikarka i przewodniczka turystyczna po Hawajach, która od lat mieszka na wyspach, mówi, że nigdy czegoś takiego nie widziała.
- Kilauea jest jednym z najbardziej aktywnych wulkanów na świecie. Regularnie z któregoś z kraterów strzela lawa, ale takiej erupcji, jaką mieliśmy w ten weekend, nie było od bardzo dawna - opowiada Sofia. - Wulkan wyrzucił ogromne ilości tefry (skały będące produktem erupcji wulkanicznej - przyp. redakcja), popiołu i tzw. włosów Pele (cienkie, zastygłe strużki szkła wulkanicznego), dlatego strażnicy zdecydowali się wyprowadzić ludzi z parku i zamknąć go po raz pierwszy od 40 lat - dodaje.
Lody w bułce i cycki św. Agaty. Turyści nie mogą się oprzeć
Z relacji Sofii wynika, że erupcja nie doprowadziła do poważnych wypadków, tych mniej groźnych było jednak sporo, czego sama była świadkiem.
- Wulkan Kilauea wyrzucił mnóstwo wulkanicznych skał, niektóre fragmenty były wielkości dłoni i łatwo mogły kogoś zranić. W łazience w parku widziałam kilka osób, które dostały takimi kawałkami tefry albo się na nią przewróciły, bo pokryła dużą część parku i bardzo łatwo było się na niej poślizgnąć. Ludzie mieli poranione ręce, nogi, jedna dziewczyna zmywała krew z twarzy - opowiada dziennikarka.
Czytaj także: Polka żyje na rajskiej wyspie. "By zamieszkać na Hawajach, ludzie są w stanie zapłacić każde pieniądze"
Włosy Pele delikatne, ale niebezpieczne
Równie niebezpieczne, choć w inny sposób, są unoszące się w powietrzu włosy Pele, cieniutkie, złote nitki szkła wulkanicznego. - Bogini ognia Pele jest patronką Big Island, ale jej "włosy", czyli te szklane niteczki, unoszące się w powietrzu, są bardzo niebezpieczne dla układu oddechowego - mówi Sofia Petrova. - To głównie przez nie zamknęli park i drogi wokół wulkanu. Jeden z moich gości - pan Piotr - na naszej wycieczce kilkanaście kilometrów od parku doświadczył tego, jak łatwo się nimi pokłuć. Coś spadło mu na włosy i mówi do nas, że chyba ukąsiła go mrówka. Kiedy próbował ją zdjąć, okazało się, że to właśnie włos Pele, który przy próbie usunięcia zranił go w palec - relacjonuje przewodniczka.
Na szczęście silna erupcja nie spowodowała większych strat. - Służby szybko zareagowały, wyprowadzono ludzi z parku, teren zamknięto, wstrzymano loty, bo na lotnisko też doleciało mnóstwo popiołu i kawałków terfy, więc poza drobnymi zranieniami nie doszło do poważniejszych incydentów - opowiada dziennikarka. - Najbardziej ucierpiały stojące w pobliżu auta, na które spadły odłamki i włosy Pele - wyjaśnia.
Dodaje, że teraz - kiedy wulkan wyrzuca już z krateru Halema'uma'u tylko lawę i można już bezpiecznie zbliżać się do parku - widoki są niesamowite. Zarówno mieszkańcy jak i turyści przyjeżdżają, żeby je podziwiać, a zdjęcia i wideo, prezentujące to wyjątkowe zjawisko, zalały media społecznościowe.