Trwa ładowanie...
d4azdyz

Te miejsca odbierają rozum. "Mi się to przytrafiło!"

Mało, kto wyjeżdżając na wakacje myśli o tym, że po powrocie do domu będzie potrzebował pomocy psychologa czy psychiatry. Tymczasem w podróży można nabawić się chorobliwego lęku, dostać paranoi czy ataku szału, które skutecznie zakończą zagraniczne wakacje. O "syndromie jerozolimskim", "dołującym Paryżu" rozmawiamy z Joanną Gutral, psychologa z Uniwersytetu SWPS. Kogo mogą dotknąć takie problemy? "Mnie dotknął!" - zdradza nasza rozmówczyni.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Dla osób głęboko wierzących pobyt w Jerozolimie to ogromne przeżycie duchowe
Dla osób głęboko wierzących pobyt w Jerozolimie to ogromne przeżycie duchowe (Shutterstock.com, Fot: badahos)
d4azdyz

Fiksacja religijna, zdołowanie, panika czy atak szału – nikt nie dopuszcza do siebie myśli, że takie rzeczy mogłyby przytrafić się na urlopie. Przecież wakacje, to ciągły, niczym niezmącony relaks, kolorowe drinki, wieczne słońce i życzliwi ludzie. Mydlana bańka, na którą często czekamy cały rok, czasem pęka w najmniej spodziewanym momencie i przeobraża się w poważny problem psychiczny.
Dlaczego tak się dzieje?

- Odpowiem w bardzo psychologicznym stylu: to zależy. Wakacje powinny być dostosowane do naszego trybu wypoczynku. Jeśli lubimy spędzać wolny czas aktywnie, katorgą będzie dla nas leżenie na plaży, zaś jeśli nie marzy nam się nic innego jak basen i opcja all inclusive, to nie ma sensu fundować sobie ekstremalnych doznań. Jeżeli kusi nas coś, co nieznane, np. bardzo oryginalna destynacja, ale niewiele wiemy o kulturze i zasadach tam panujących, to odpowiedni przegląd przewodników, forów turystycznych, opinii innych pomoże nam uniknąć stresu. Zdarza się, że przed wyjazdem nie myślimy o tego typu detalach, natomiast po wylądowaniu możemy zaznać szoku. Warto przed wyjazdem zastanowić się, jakich form wypoczynku szukam, na jakie warunki chcę i mogę sobie pozwolić, jakie atrakcje w tym konkretnym miejscu i czasie sprawią mi największą przyjemność.

Shutterstock.com
Podziel się

Kilka lat temu do Instytutu Neurologii i Psychiatrii w Warszawie przywieziono kobietę, która podczas pobytu w Jerozolimie przestała spać, maniakalnie wszystko czyściła, a na ulicy próbowała rozdawać wodę, którą wcześniej miała zamienić w wino. To zjawisko znane jest jako syndrom jerozolimski, ale skąd się bierze?
- To zespół urojeniowy, który pojawia się wśród osób zwiedzających Izrael, a w szczególności Jerozolimę. Miasto to częstokroć odwiedzane jest przez pielgrzymów, co wiąże się z przeżyciami duchowymi, religijnymi. Pod wpływem odwiedzenia miejsca, tak bardzo istotnego dla ich wiary, dochodzi do pewnych urojeń, które częstokroć są powiązane z postaciami bądź wydarzeniami biblijnymi. Miejsce to ma dla nich szczególny charakter emocjonalny, jest przestrzenią powiązaną z konkretnymi postaciami i zdarzeniami opisanymi w biblii. Podniosłość tej chwili sprawia, iż zderzenie wyobrażeń z rzeczywistością powoduje pewne zniekształcenia poznawcze i urojenia, które najczęściej mijają po opuszczeniu miejsca.

d4azdyz

Jest też zjawisko nazywane "dołującym Paryżem", albo syndromem paryskim. A ten z kolei dotyka podobno tylko Japończyków, którzy doznają szoku widząc, jakie to miasto jest brudne, a ludzie grubiańscy. Czy to naprawdę możliwe, żeby taka rzecz potrafi zdołować akurat jedną nację?

Shutterstock.com
Podziel się

- Wynika to z różnic pomiędzy oczekiwaniami a rzeczywistością. Wizja Paryża poza Europą jest bardzo idealizowana: wyśmienita architektura, doskonałe jedzenie. Modni i piękni paryżanie ze zdjęć na pewno nie mogą być nieuprzejmi. Warto pamiętać także o różnicach kulturowych między Japończykami a Francuzami, dodatkowo bariera językowa, przemęczenie wynikające z długiej podróży, zmiany czasu - to wszystko może składać się na obniżenie nastroju, zawroty głowy, uczucie podminowania. Na szczęście stan ten występuje niezwykle rzadko.

Często za to ludzie kończą na terapii po powrocie z Indii. Mają koszmary, lęki, a nawet drętwienie nóg.
Znowu wracamy do tego, o czym mówiłam w przypadku syndromu paryskiego tylko w odwrotnym kierunku. Bo oto ja - Europejczyk, oglądający kolorowe Indie na zdjęciach - przyjeżdżam do zatłoczonego miasta, w którym panuje odmienny kod kulturowy, zasady relacji i komunikacji. Zobaczyć zdjęcie zatłoczonej ulicy w Indiach, to nie to samo, co stanąć na środku niej. Warto pamiętać, że z jednej strony jedziemy na upragnione wakacje do Indii skosztować innej kultury, kuchni, kolorytu, a z drugiej strony obserwujemy biedę i ubóstwo wielu mieszkańców. Sprzeczność doznań może wywołać pewne skutki uboczne. Ponadto specjaliści wskazują, iż zażywanie leków przeciw malarii, które są zalecane w przypadku egzotycznych podróży w tamtych rejonach, w niektórych przypadkach wywołuje lub potęguje trudności psychiczne.

Shutterstock.com
Podziel się

Wróćmy więc do Europy. We Florencji podobno można doznać szoku przez nadmiar dzieł sztuki. W to naprawdę nie chce mi się wierzyć. Kogo mogą dotknąć takie problemy?
Mnie dotknął! Kilka lat temu odwiedziłam Florencję, czekałam godzinę w kolejce do Galerii Uffizi. A kiedy już udało mi się wejść do środka, zmęczonej lipcowym upałem stanęłam twarzą w twarz z dziełami, które znałam jedynie z ilustracji. Na wyciągnięcie ręki były przede mną dzieła Leonardo da Vinci, Michała Anioła, Rubensa, Rembrandta czy Caravaggio! Na żywo zobaczyłam swój ulubiony obraz ostatniego z wymienionych, który do tej pory był tapetą w tle mojego pulpitu na laptopie. Momentalnie dostałam gęsiej skórki, a po wyjściu czułam się zmęczona, wręcz otępiała: to efekt nie tylko mieszających się emocji szczęścia, ekscytacji, wzruszenia, ale ogrom bodźców, jakie przez ostatnią godzinę musiał przetworzyć mój mózg.

Shutterstock.com
Podziel się

Teraz już wierzę. Ale jak walczyć z takimi przeżyciami, jeśli nie do końca jesteśmy świadomi, że mogą nas dotknąć?
Często się wzruszamy, płaczemy, bo właśnie przyjechaliśmy do miejsca, które od zawsze chcieliśmy odwiedzić, spełniliśmy swoje marzenie. Jeżeli jest tak, jak chcieliśmy żeby było, odczuwamy radość, jeśli jednak rzeczywistość mija się z naszymi oczekiwaniami, możemy odczuć obniżenie nastroju, rozdrażnienie. W czasie podróży nie wyłączamy naszych emocji, wręcz przeciwnie, w nowym otoczeniu, kulturze, wśród nowych ludzi przeżywamy je jeszcze intensywniej, zatem nasze reakcje mogą być bardzo różne. Warto uświadomić sobie ich źródło. Jeśli są to emocje negatywne, wówczas warto poprosić o wsparcie towarzyszy podróży, spróbować wyeliminować stresory z otoczenia, pozwolić sobie na chwilkę spokoju w przestrzeni, w której czujemy się stabilniej, np. w hotelu. Jeśli są to emocje pozytywne, nie pozostaje nic innego, jak cieszyć się wakacjami i chwytać każdą chwilę... a depresja pourlopowa? Cóż, o tym może kiedy indziej.

d4azdyz

Podziel się opinią

Share

d4azdyz

d4azdyz