Trwa ładowanie...
d2b2lbo

Bogusław Wołoszański o

Jeżeli mówimy o XX wieku, to historię tworzą najsilniejsi: Londyn, Berlin, Moskwa, czy Waszyngton. Natomiast ja bym powiedział - Warszawa.

Share
d2b2lbo
Bogusław Wołoszański (fot. WP/Konrad Żelazowski)
Źródło: Bogusław Wołoszański (fot. WP/Konrad Żelazowski)

_ Z Bogusławem Wołoszańskim, twórcą popularnych programów telewizyjnych "Sensacje XX wieku" oraz "Encyklopedia II wojny światowej" rozmawia Agnes Lecznar _

Jak idą prace nad "Tajemnicą twierdzy szyfrów", Pana nowym filmem?

Mamy już 70 procent zdjęć. Niestety, konieczna była przerwa, ponieważ część filmu dzieje się w miesiącach zimowych. Teraz czekamy na zimę, mając nadzieję, że będzie śnieg.

Cały film kręcony jest w Polsce?

Scenariusz przewidywał wyjazd do Normandii, ale niestety jest to dość kosztowne przedsięwzięcie, a budżet filmu na takie fanaberie nie pozwala. Tak więc, zdjęcia robimy w Polsce, Książu, Wałbrzychu, na zamku Czocha w Leśnej, Walimiu. Budżet na ten film wynosi 11 mln złotych, co na 13 odcinków filmu kostiumowego, historycznego jest niewielką sumą. Trzeba uszyć mundury, wypożyczyć pojazdy, wynająć zamki, gra plejada aktorów, to też kosztuje.

Jak układa się współpraca z aktorami?

Znakomicie. Oni podeszli do tego, jak do innego, nowego przedsięwzięcia. Myślę, że aktorzy mają już dość ról mafiozów, gangsterów, postaci w stylu "Ja ci kurwa, pokażę!". Tutaj jest powrót do czasów oczywistych, kiedy bohaterstwo było bohaterstwem, tchórzostwo tchórzostwem, a zdrada zdradą. Istniały ideały, o które walczono i nie pytano ile ten ideał kosztuje. Myślę, że scenariusz bardzo odpowiadał aktorom również z tego względu, że widzieli powrót do dobrego filmu kostiumowego.

W odróżnieniu do "Tajemnicy twierdzy szyfrów", swoje programy kręcił Pan za granicą.

Programy reportażowe kręciłem w wielu krajach. Operator, z którym współpracowałem przy "Sensacjach XX wieku" w żartach zaproponował nawet, że powinniśmy mieć program pod tytułem "Liczyłem do sześciu we wszystkich państwach świata". Wzięło się to stąd, że kiedy startowała kamera, dla bezpieczeństwa i rozruchu sprzętu należało policzyć do sześciu, ponieważ w czasie pierwszych pięciu sekund mogły nastąpić zakłócenia. I zawsze jak zaczynaliśmy było raz, dwa, trzy...sześć, czy w Londynie, czy w Szkocji, Francji, niezliczonych miejscach, we Włoszech, Chinach, Japonii, Stanach Zjednoczonych. To były oczywiście żarty. Niestety czas sprawił, że wszystko się bardzo skomercjalizowało. Kiedy w latach 70-tych, 80-tych zwracałem się z prośbą o wpuszczenie mnie do jakiegoś obiektu, nie było problemu, wpuszczano całą ekipę. Teraz najpierw pada cennik, który jest często szokujący. Dla przykładu godzina zdjęć w muzeum w Hendon, po targach, wynosi 150 funtów, a godzina w muzeum to jest nic.

Czy z którymś z miejsc, gdzie nagrywał Pan swój program wiążą się wyjątkowe wspomnienia?

Jest bardzo wiele takich miejsc. Starałem się dotrzeć do miejsc, gdzie działa się wielka historia, które zarazem są miejscami pasjonującymi pod względem ich piękna. Czy to była Korea Południowa, czy Chiny, czy Japonia, czy Niemcy, czy Francja zawsze docierałem do wstrząsających miejsc. Na przykład Hiroszima jest bardzo współczesnym i ładnym miastem. Ale kiedy stanie się w miejscu, nad którym wybuchła pierwsza bomba atomowa, to już sam ten fakt robi ogromne wrażenie, chociaż świeci słońce, dookoła chodzą normalnie ubrani ludzie, jeżdżą bardzo nowoczesne samochody. To samo Nagasaki. Każdy taki wyjazd był przeżyciem.

Co sądzi Pan o turystyce wyrosłej dookoła miejsc pogromów, tragedii?

W momencie, gdy wzrasta zainteresowanie historią, momentalnie pojawia się biznes wokół tej historii. Trzeba powiedzieć trudno. Pamiętam, że byłem w Chinach, w 1985 roku, w czasach, gdy kraj budził się dopiero do demokracji. Panował komunizm, było szaro, a na każdym rogu stał milicjant. Tuż przy murze chińskim podszedł do mnie mężczyzna, wyciągnął z kieszeni jakąś monetę. Powiedział, że właśnie ją znalazł i, że chętni mi ją sprzeda. Moneta była w oczywisty sposób sfałszowana, był to odcisk współczesny. Ale nawet wtedy, gdy nic nie było wolno i gdy za podobny zabieg groziły ogromne kary ze strony milicji, istniał handel. Przed komercją nie uciekniemy.

d2b2lbo

Pamiętam, że powstawały pomysły, żeby w "Wilczym Szańcu" ( kwatera Hitlera koło Kętrzyna), w restauracji, kelnerki podawały przebrane w mundury "SS".Mimo wszystko myślę, że warto dotknąć tej historii, przyjechać do danego miejsca. Sadzę, że gdyby nasze szkoły w większym stopniu to stosowały, nauka historii byłaby lepsza. Oraz gdyby dyrektorzy muzeów nie uważali, że "święty kapeć", to ich powołanie. Muzeum nie powinno "być w kapciach", muzeum musi być żywe, gdzie można eksponatu, takiego jak czołg, dotknąć lub nawet się nim przejechać. Na myśl przychodzi mi wspaniałe muzeum broni pancernej w Bovington Camp, w Wielkiej Brytanii, gdzie wchodzi się do okopów z pierwszej wojny światowej i można przeżyć, co czuł żołnierz. Naokoło jest błoto, są szczury, zrobione co prawda z wosku, ale niezwykle sugestywne. To robi niesamowite wrażenie. To jest dopiero historia, gdy siedzi się w okopie, a nad głową przejeżdża czołg.

Zdjęcia do programu poprzedzone są przygotowaniami w danym kraju, co oznacza współpracę z miejscową ludnością. Czy miał Pan z tym kiedyś problem? Różnice kulturowe, różnice w stylu komunikacji.

Miałem, ale o dziwo, nie w żadnym egzotycznym rejonie, tylko w Niemczech. Bardzo chciałem dotrzeć do "Orlego Gniazda"- willi Hitlera na szczycie góry Kehlstein w Alpach Bawarskich, gdzie dziś jest schronisko. Miałem zamiar robić tam zdjęcia, a w tym celu musiałem uzyskać zgodę. Owa zgoda została poprzedzona bardzo nieprzyjemną, 40 minutową rozmową z miejscowym burmistrzem. Popełniłem błąd i powiedziałem, że interesuje mnie Hitler. To wywołało wściekłość mojego rozmówcy. Przez całą rozmowę dowodził, ze oni mają już dość Hitlera i oskarżeń, że żyją z Hitlera...a żyją z Hitlera! Zgodę w końcu uzyskałem i zrobiłem zdjęcia w cudownym miejscu, na szczycie góry. Są takie historie, ale zawsze można je przełamać i porozumieć się z ludźmi.

Czy jest miejsce na świecie, które darzy Pan wyjątkowym sentymentem, gdzie Pan powraca?

Normandia. Ze swoimi przypływami i odpływami, cudownymi plażami. Tam czuje się tą historię, pozostały bunkry, małe muzea. Swój czas dzielę pomiędzy historię i czysto turystyczny pobyt. Te wszystkie miejsca, o których opowiadam, to nie tylko zimne betony ukryte głęboko pod ziemią, to również piękna przyroda. Na przykład linia Maginota (francuskie fortyfikacje obronne),na pograniczu Niemiec i Francji to cudowne miejsce, łagodne pagórki, śliczne wioski. Czy Berchtesgarten, gdzie znajdowała się rezydencja Hitlera to piękne Alpy Bawarskie, jest tam zresztą jeden z najbardziej szanowanych kurortów na świecie. Z tarasu tej willi rozciągał się najpiękniejszy górski widok jaki można sobie wyobrazić.

Gdyby podróżowanie nie było związane z Pana zawodem, to także by Pan podróżował?

Pewnie też bym podróżował... Tylko, że ja nienawidzę podróżować. Dla mnie katorgą jest nawet samolot, na pokładzie nie mogę spać, strasznie się męczę. A czego najbardziej nie lubię, to polecieć na wakacje i położyć się na słońcu. Nosi mnie już drugiego dnia. Taki wyjazd musi być z czymś połączony, a ponieważ mnie pasjonuje historia, to czuję się szczęśliwy, kiedy docieram do miejsc, gdzie historia odcisnęła swoje piętno. Podróżowałbym, ale zawsze w jakimś celu. Na pewno, nigdy nie podróżowałbym na safari, żeby zabijać zwierzęta. Oglądanie i zwiedzanie też jest nudne. Interesujące jest dotknąć, przeżyć, wejść gdzieś, to jest najwspanialsze.

Czyli znów wraca Pan do swojej pasji, historii. Nigdy się pan z nią nie rozstaje, nie wyjeżdża Pan w celach czysto wypoczynkowych?

Niestety tak. Gdzieś tam pojawia się zmęczenie i żona zarządza urlop. Trudno. Mogę zabrać ze sobą tylko dwie książki, więcej mi nie wolno, a moja walizka jest zrewidowana. Nie ma wyjścia, trzeba leżeć na słońcu i odpoczywać.

W jakie miejsca wyjeżdża Pan, na "przymusowy" odpoczynek?

Z reguły są to wyjazdy po słońce, Teneryfa, Cypr. Pracuję zbyt intensywnie żeby pozwolić sobie na ryzyko złej pogody. Niestety polskie morze bywa zawodne, a szkoda, ponieważ Hel uważam za jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie.

Które, Pana zdaniem, miejsce na Ziemi miało największy wpływ na losy ludzkości?

Jednego miejsca nie było. Każdy okres historii ma takie swoje miejsce. Jeżeli mówimy o XX wieku, to historię tworzą najsilniejsi: Londyn, Berlin, Moskwa, czy Waszyngton. Natomiast ja bym powiedział - Warszawa. Proszę pamiętać, że współczesność wyglądałaby zupełnie inaczej, gdyby w 1920 roku pod Warszawą nie zatrzymano armii Tuchaczewskiego. Bolszewicy doszliby do Niemiec, tam wybuchłaby rewolucja, a potem połączyliby się z komunistami niemieckimi. Wyrżnęliby w pień przeciwników komunizmu i niewykluczone, że Europa byłaby Orwellowskim kontynentem z "1984 roku". Później, w 1939 roku Polska stawiła pierwsza zbrojny opór napaści hitlerowskiej. Potem ten punkt ciężkości, z Warszawy, przesunął się na północ i doszedł do Gdańska, ale w rezultacie 1989 rok i "jesień ludów", która nastąpiła to jest też rewolucja w Warszawie i całkowita zmiana Europy, Nie powinniśmy mieć kompleksów.

Podobno ma Pan na półce swoją książkę w języku farsi, wydaną w Iranie.

Tak to prawda. Któregoś dnia zadzwoniła do mnie pewna pani i powiedziała, że przetłumaczyła "Sensacje XX wieku" na język farsi i dała mi w prezencie tą książkę. Nic więcej nie mogę na temat tej książki powiedzieć, ponieważ nie jestem w stanie tego odczytać.

Niezbędnik podróżnika Bogusława Wołoszańskiego?

Zawsze pakuję dres, buty do joggingu i krokomierz, gdyż dzień na urlopie (przymusowym) zaczynam od cztero-pięciokilometrowego biegu po plaży.

d2b2lbo

_ Bogusław Wołoszański jest twórcą popularnych programów telewizyjnych "Sensacje XX wieku" oraz "Encyklopedia II wojny światowej". Na swoim koncie ma także autorstwo wielu książek o tematyce historycznej. Aktualnie pracuje nad ekranizacją jednej z nich "Tajemnica twierdzy szyfrów". Opowiada o historycznych miejscach na świecie i o tym, że czasami musi się rozstać na chwilę ze swoją pasją- historią i wyjechać na przymusowy urlop, gdzie wolno mu wziąć ze sobą tylko dwie książki. _

d2b2lbo

Podziel się opinią

Share
d2b2lbo
d2b2lbo