Trwa ładowanie...
d2ap8p8

Ich małe przygody. Poznaj Manię i Jasia - dzieciaki, które podróżują od pierwszych dni życia

Przez 3,5 roku życia Mania wsiadła do samolotu 31 razy. Dwuletni Jaś wchodził na pokład już 19 razy. Karolina i Mario, autorzy bloga Our Little Adventures, nie dają swoim maluchom taryfy ulgowej. I wiedzą, co zrobić, by podróż z dziećmi nie zamieniła się w koszmar.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Karolina, Mario, Mania, Jaś w komplecie
Karolina, Mario, Mania, Jaś w komplecie (Our Little Adventures)
d2ap8p8

*WP: Ile miesięcy mieli Mania i Jaś, kiedy pierwszy raz wsiedli do samolotu? *

Mania miała 5 miesięcy, a Jasiek wsiadł do samolotu jak miał około 3 miesięcy, ale nasze dzieci podróżują z nami od pierwszych dni swojego życia - także samochodem i pociągiem. Oczywiście dany środek transportu wymusza inne sposoby na przygotowanie się do podróży z dzieckiem, podstawą jest przyzwyczajenie dziecka do przemieszczania się.

Rodzice często słyszą, że dziecko potrzebuje własnego łóżeczka, ustalonego rytmu dnia. W podróży zapewnienie tego jest chyba niemożliwe?

Chyba nie jesteśmy dobrymi rodzicami (śmiech). A tak serio - wierzymy (i chyba nawet to wiemy), że dziecko czuje się bezpiecznie tam, gdzie są jego rodzice. Nie ma znaczenia, czy łóżeczko stoi w namiocie na Islandii, czy w domku z bambusa w Tajlandii. Nigdy nie poddaliśmy się idei rytmu dnia. Czasem dojeżdżamy do jakiegoś miejsca o 16, czasem o 22, więc jak tu zaplanować dzień? Takie planowanie musi kosztować rodziców dużo czasu i stresu, a dzieci przecież czują nasze emocje i adekwatnie do nich reagują. Wychodzimy z założenia, że niezestresowany i uśmiechnięty rodzic to zadowolone i uśmiechnięte dziecko.
To podejście wynika trochę z naszego egoizmu. Nasze dzieci jedzą, kiedy są głodne, idą spać, kiedy są śpiące. Żadne z nas nie pilnuje z zegarkiem w ręku, że o godz. 19 idziemy się położyć, a o 18:30 musimy zjeść kolację. Tak jest po prostu dla nas łatwiej.

Wspomnieliście o Islandii i Tajlandii - rozumiem, że odwiedziliście te kraje. Gdzie jeszcze byliście?

d2ap8p8

W sumie Mania odwiedziła z nami 11 państw, na czterech różnych kontynentach. Przy okazji naszej ostatniej podróży policzyliśmy, że przez 3,5 roku życia Mania wsiadła do samolotu 31 razy. A nasz dwulatek wchodził na pokład już 19 razy.

*Co im się najbardziej podobało? *

Jasiu stał się zdecydowanym fanem wielbłądów w Maroku, chociaż o pierwsze miejsce spokojnie mogły konkurować osiołki. Za to Mania najbardziej zapamiętała i wspomina do dziś wizytę w sanktuarium dla słoni odebranych z rąk osób, które wykorzystywały je do przewożenia turystów. Jeśli dziś zapytasz ją o słonie, usłyszysz na starcie, że na słoniu nie wolno jeździć. Duma nas wtedy rozpiera, a jednocześnie jesteśmy zaskoczeni, że zapamiętała takie rzeczy.

Które miejsca najbardziej sprzyjały podróżom z dzieciakami?

Najczęściej w naszych rozmowach i zabawach z dziećmi wraca temat Tajlandii. Często siadamy z mapami Mizielińskich i oglądamy ten azjatycki kraj, pokazując Mani, gdzie byliśmy i co robiliśmy. Jeśli kogoś przeraża długi lot do Tajlandii, to zdecydowanie polecamy odwiedzić Portugalię, w której się zakochaliśmy po ostatniej naszej podróży.

d2ap8p8

Zima pod palmami: najtańsze kierunki na sezon 2017/2018. Zobacz wideo

A były takie miejscówki, z których najchętniej byście uciekli i nigdy do nich nie wracali?

Nigdy nie mieliśmy tak, że chcieliśmy uciec z jakiegoś kraju, jeśli już to z konkretnego miejsca. Nawet ostatnio wspominaliśmy, jak będąc w Chorwacji, dojechaliśmy... no właśnie, gdzie? Powiedzmy, że do gospodarza, który miał nas przenocować, a którego znaleźliśmy na portalu Couchsurfing. Ów człowiek zapomniał jednak wspomnieć, że mieszka w chorwackiej wersji squotu połączonego ze schroniskiem dla zwierząt, z armią niedopalonych jointów walających się na podwórku i latryną, na którą Mania zareagowała słowami: "Tato boję się". Z perspektywy czasu wydaje się to dość śmieszne, ale wtedy właśnie znaleźliśmy swoją granicę standardu mieszkania, której nie chcieliśmy przekraczać. Dzięki takim "smaczkom" zdecydowanie dłużej pamięta się podróże. Jeśli chodzi o konkretny kraj, to najmniejsze wrażenie zrobiło na nas Maroko. Jesteśmy pewni, że nie chcemy do niego wrócić. Natomiast nasze top 3 to niezmiennie: USA, Nowa Zelandia i każdy dowolny kraj, gdzie można zobaczyć zorzę polarną.

d2ap8p8

Gdzie nie zabralibyście swoich dzieci?

Nie zabralibyśmy dzieci do regionu, w którym występuje malaria. Świat jest tak duży, a lista naszych marzeń podróżniczych jest na tyle długa, że jak dojdziemy do jej końca, nasze dzieci spokojnie będą już mogły przyjmować leki przeciwmalaryczne (a gdyby coś niedobrego działo się po tych lekach, w świadomy sposób będą nam w stanie to zakomunikować). Dlatego też odpuszczamy na razie północne części Azji południowo-wschodniej i większość Afryki.

*Jak Mania i Jaś znoszą długie loty, godziny w aucie, pobyty w tłocznych atrakcjach? *

d2ap8p8

Może to zabrzmi niewiarygodnie, ale nie mamy z nimi żadnego problemu. Nie wiemy, czy to kwestia "dobrego losowania" gdzieś tam na górze, czy może jednak przyzwyczajania dzieci do przemieszczania się od małego. Oczywiście bywają gorsze chwile, każdy z nas je ma, ale staramy się, jak możemy, żeby było ich jak najmniej.

Nie wierzę, że nie było momentów, kiedy chcieliście wysiąść z samolotu, udając, że to nie są wasze dzieci. (śmiech)

Nie, nigdy. Może dlatego, że mamy świadomość, że nie jesteśmy sami w samolocie i że nie każdy musi kochać dzieci. Wielu rodziców często zapomina o takiej, wydawałoby się, podstawowej rzeczy. Ale powiedzmy sobie szczerze - takie zachowanie nie jest wyłącznie domeną rodzin z dziećmi. Polecamy każdemu przelecieć się czarterem np. na Majorkę. Zapewniamy, że po 5 godz. lotu z pijanym, wrzeszczącym, przeklinającym i awanturującym się towarzystwem zapragniecie rodzin z dziećmi na pokładzie. (śmiech)
Oczywiście żaden rodzic nie cieszy się, gdy jego dziecko płacze. Ale przecież maluch nie robi tego specjalnie, "na złość" innym pasażerom. Płacz to jeden z elementów okazywania przez dziecko emocji. Dorośli mniej płaczą, bo nauczyli się już w inny sposób je wyrażać, a dzieci jeszcze nie, ot, cała tajemnica.

Na swoim blogu i w magazynie "To The Moon And Back" zachęcacie do jeżdżenia z maluchami. Macie jakieś triki, sprawdzone metody na to, żeby wakacje z dziećmi nie były koszmarem?

Przez ten czas, od kiedy prowadzimy bloga nauczyliśmy się, że w postępowaniu z dziećmi, i niezależnie czy w domu czy w podróży, nie działają utarte schematy. Co się sprawdza u nas, może się kompletnie nie sprawdzić u innych. Chociaż część rzeczy da się zastosować. Nasze "złote rady" moglibyśmy ograniczyć do kilku punktów:

1. Podróżujesz z niemowlakiem? Zamów kołyskę w samolocie – 16 godzin lotu z półrocznym dzieckiem na kolanach nikogo dobrze nie nastraja.
2. Rozmawiaj z dzieckiem (nawet jeśli ono nie potrafi jeszcze mówić) o tym, co będziecie robić, jak będziecie robić. Może się to wydawać bez sensu, ale wierzymy, że przygotowuje dziecko na nowe. Nikt przecież nie lubi być zaskakiwany.
3. Poszukaj informacji w kilku źródłach, o kraju/regionie, do którego jedziesz. Unikniesz nieporozumień.
4. Pamiętaj, że twój spokój to spokój dziecka.
5. Obserwuj lokalne rodziny z dziećmi i jak czegoś nie jesteś pewny/pewna, zapytaj. Podróżowanie to otwartość na nowe. To, co dla nas jest inne, dla wielu ludzi jest normalne.
Kiedyś też napisaliśmy tekst o tym, czemu rodziny nie decydują się na podróż. Żeby podróż nie okazała się koszmarem, według nas wystarczy być dla siebie partnerem/partnerką. Podział tych ról wydaje się może dla części oczywisty, ale dla większości to zapewne wciąż nieodkryty teren.

*Co powinni wiedzieć inni rodzice, którzy chcieliby podróżować z maluchami, ale z różnych względów się obawiają? *

Przede wszystkim powinni słuchać samych siebie i swojej intuicji. My, gdybyśmy słuchali osób z naszego otoczenia, pewnie nie mielibyśmy możliwości teraz z tobą rozmawiać. "Chile? Zwariowaliście całkowicie. Po co męczyć dziecko i siebie, przecież tam nie ma lekarzy itd." - takich komentarzy słyszeliśmy mnóstwo, a my się po prostu spakowaliśmy w dwa plecaki, z półroczną Manią w nosidle, i wylądowaliśmy w Santiago de Chile.
Wszędzie na świecie są dzieci, a często, rozmawiając z innymi rodzicami, odnosimy wrażenie, że dzieci rodzą się tylko w Polsce, no, co najwyżej w Europie i może jeszcze w USA. Dalej już jest całkowity armagedon. A przecież wszędzie dzieciaki funkcjonują, chodzą do lekarza, kupuje im się pieluchy, jedzenie. Naprawdę nie ma potrzeby panikować.

Śledź podróże Mani i Jasia na blogu Our Little Adventures oraz Facebooku.

d2ap8p8

Podziel się opinią

Share

d2ap8p8

d2ap8p8