Île des Pins. Moja Wyspa Małp
Będąc jeszcze chłopcem, zaczytywałem się powieściami o doktorze Dolittle... W jednej z nich bohater jechał na Wyspę Pajęczych Małp. Gdzie to było? Gdzieś, jakaś mała plamka na globusie. Wtedy wymarzyłem sobie podróż na taką wyspę. I... któregoś dnia przygoda zapukała do drzwi!
Melanezyjscy mieszkańcy nazywają swoją wyspę Kunie. Nazwa Wyspa Sosen (Île des Pins) została nadana przez angielskiego podróżnika Jamesa Cooka w 1774 roku podczas podróży do Nowej Zelandii. Stopy na niej nie postawił, ale z morza zobaczył wysokie sosny – stąd nazwa, i smużkę dymu, uznał ją więc za zamieszkaną.
Île des Pins. Moja Wyspa Małp
Île des Pins. Moja Wyspa Małp
Nawróceni(?) tubylcy postanowili na wszelki wypadek ochronić świętego przed złymi duchami.
Île des Pins. Moja Wyspa Małp
Słynne przydacznie, zwane chrzcielnicami. Małże te osiągają wielkość do 150
centymetrów i wagę do 300 kilogramów! Te były maluśkie.
Île des Pins. Moja Wyspa Małp
Île des Pins. Moja Wyspa Małp
Przedziwne, naturalne twory wyglądają jak wielkie szpilki wbite w dno zatoki.
Île des Pins. Moja Wyspa Małp
Wyprawa pirogą z Saint Joseph, portu na plaży i miejsca konstrukcji łodzi. Warto zwrócić uwagę na statuę świętego, otoczoną palisadą o dość... fallicznych kształtach.
Île des Pins. Moja Wyspa Małp
Wreszcie zaczynam kojarzyć, że są to obrazki wprost ze ścian biur podróży. Więc to są te słynne intrygujące formy z plakatów, a teraz ja jestem wśród nich! Rzucając co pewien czas okiem w toń wody, widzę cienie przemykających ogromnych ryb... Rekiny? Nie wiem, co bardziej zachwyca: spokój, kolory, przyroda czy też poczucie spełnienia marzeń.
Île des Pins. Moja Wyspa Małp
Drzewa rozrywają powoli konstrukcje, tragedię ludzi pochłania zieloność.
Île des Pins. Moja Wyspa Małp
Wzruszony i wściekły – wiedziałem, że już nie będę miał szansy tu wrócić.