WyspyIstria - chorwacki półwysep w kształcie serca

Istria - chorwacki półwysep w kształcie serca

Istria - chorwacki półwysep w kształcie serca
Źródło zdjęć: © Igor Karasi - Shutterstock

Oparci o wielowiekową fasadę kościoła, spoglądaliśmy w dół urwiska. Pod nami zatoka, jak błękitny obrus, na którym ktoś porozkładał ogromne ciemnozielone puzzle. Piękno chorwackiej Istrii smakowaliśmy w ciszy i samotności.

Oparci o wielowiekową fasadę kościoła, spoglądaliśmy w dół urwiska. Pod nami zatoka, jak błękitny obrus, na którym ktoś porozkładał ogromne ciemnozielone puzzle. Piękno chorwackiej Istrii smakowaliśmy w ciszy i samotności.

Przejechali Istrię *z południa na północ, żeby odebrać nas z lotniska w *Trieście. Sto czterdzieści kilometrów pokonali niespiesznie, falującą w rytm nabrzeża Adriatyku starą trasą. Nasi gospodarze - Andjelka i Voja omijają autostradę. Nie chcą tracić z oczu morza, warownych górskich miasteczek ani pulsujących fioletem łąk Istrii. Dla nich urokliwszej niż *Toskania i Prowansja *razem wzięte. Kiedyś wyruszyli na zachód, żeby się o tym upewnić i rozczarowani widokami jeszcze tego samego dnia zawrócili. Z tęsknoty. Odtąd przemierzają wyłącznie istryjskie szlaki. Najchętniej w towarzystwie gości pobłażliwych dla ich wewnętrznej busoli, której igła wychyla się lekko ku jugonostalgii.

Tekst: Iwona Głowacka, www.podroze.pl

Zobacz także: Chorwacja - te miejsca trzeba zobaczyć

1 / 7

Wczasy w Chorwacji - atrakcje Istrii

Obraz
© Igor Karasi - Shutterstock

Andjelka obwiesza bukietami szałwii i lawendy kamienny dom i podwórko. Dzięki temu czuje się tutejsza. I ona i mąż urodzili się w Belgradzie, ale Voji należał się chorwacki paszport. Posiadał katolickie świadectwo chrztu i przodków na oddalonej o trzy godziny jazdy wyspie Krk. Ułatwiło to przeprowadzkę. Przed kilkoma laty zaczęło im brakować miękkiego brzmienia przesyconego jotą języka chorwackiego. Zatęsknili za połyskującą taflą morza, o którym myśleli, że zawsze będzie wspólne, jugosłowiańskie. Wybór padł na Istrię, kulturową mozaikę. Na przestrzeni wieków żyli tu Ilirowie - praprzodkowie Albańczyków, Rzymianie, Bizantyjczycy, Włosi i Słowianie. Półwysep stanowił część Republiki Weneckiej, Austro-Węgier i powojennej Jugosławii. Dziś osiemdziesiąt siedem procent ludności deklaruje, że ich językiem ojczystym jest chorwacki. Wciąż jednak istnieją miasteczka, w których blisko połowa mieszkańców mówi w domu po włosku. Nad każdą, nawet najmniejszą osadą, góruje wieża kościelna wzorowana na kampanili z
placu św. Marka w Wenecji, a nazwy na znakach drogowych pisane są w dwóch językach.

2 / 7

Wczasy w Chorwacji - atrakcje Istrii

Obraz
© lero - Shutterstock

O świcie uporczywe, rytmiczne odgłosy cykad stają się dla nas, mieszczuchów, nie do zniesienia. Gdy Krnica, nasza maleńka wioska na wzgórzu, pogrążona jest jeszcze we śnie, wyruszamy do oddalonego o kwadrans portu kupić ryby. Voja, stosownie do okazji w marynarskim trykocie i białym kaszkiecie, recytuje litanię typowych dla Istrii gatunków ryb. Z każdą przejechaną sekundą rzędy drzew oliwkowych wychylają się coraz mocniej ku czerwonawej ziemi. Od linii lasu pochyłość terenu raptownie się zwiększa. Ponad koronami drzew dostrzegamy zatokę w kształcie gwiazdy. Przy jednym z jej ramion cumuje kilkanaście łódek. Kolejne wracają z połowów. Trzeba się spieszyć, bo większość ryb odławia się na zamówienie hoteli. Na sprzedaż pozostaje niewiele, a targu dobija się, nie schodząc z pokładu. Voja wraca z reklamówką pełną maleńkich stynek, sardynek i szprotek, które lekko podsmaży na oliwie. Zdobył też dorodne okonie morskie i dorady, które przed grillowaniem obłoży gałązkami rozmarynu, czosnkiem i grubą solą.
Wieczorem poda do nich ziemniaczaną sałatkę z blitvą, czyli bałkańskim burakiem liściowym oraz Malvaziję, białe lokalne wino o przepięknej słomkowej barwie, po którym cykady wydadzą się nam mniej uciążliwe.

3 / 7

Wczasy w Chorwacji - atrakcje Istrii

Obraz
© OPIS Zagreb - Shutterstock

Jeśli przyjmiemy, że Istria to skrzyżowanie cywilizacji, my stoimy na tych krzyżujących się drogach i nie potrafimy podjąć decyzji. Skręcimy w lewo i trafimy do rzymskiej Puli, gdzie czeka doskonale zachowany amfiteatr z pierwszego wieku, łuk triumfalny i świątynia Augusta. Pojedziemy na wprost i odkryjemy Republikę Wenecką w Rovinju, mieście kuszącym wspinaczką brukowanymi uliczkami, z podmywanymi przez wodę kamieniczkami, aż do kampanili kościoła św. Eufemii. Odbijemy nieco w prawo i w Porecu zachwycimy się przepychem Bizancjum - iskrzącymi się złotem, wpisanymi na listę UNESCO mozaikami bazyliki Eufrazjana. Już mamy ruszyć przed siebie, gdy na rozstaju dróg dostrzegamy przedziwną budowlę z szarego kamienia. Można by ją obejść dookoła w trzydziestu krokach. Po bocznych ścianach, niewiele wyższych niż dorosły mężczyzna, pnie się dzikie wino. Od frontu drewniane, niemalowane drzwi i dwa zakratowane okna. Wygląda jak rysowany ręką dziecka dom. Gdyby nie jeden szczegół - wieńcząca dach
sygnaturka bez dzwonu. - To kościół św. Józefa, prawie trzystuletni - objaśnia Andjelka. We wsi stoi jeszcze jeden podobny. A w całej Istrii są ich dziesiątki. Wszystkie popadły w ruinę, ale kto ma o nie dbać? Okolica się wyludnia.

4 / 7

Wczasy w Chorwacji - atrakcje Istrii

Obraz
© Aleksandar Todorovic - Shutterstock

Młodzi uciekają za pracą do Rijeki, do Zagrzebia. Zostali starzy. I przyjezdni, jak my. Kto wie, może przyczyna leży gdzie indziej? Przez wieki na Istrii osiedlali się Słowianie z Dalmacji. Uciekali przed ostrzem osmańskich mieczy i islamizacją, dlatego daleka im była religijna ostentacja. Budowali skromnie, doraźnie, jakby bez wiary, że to, co wznoszą, może przetrwać wieki. Kamienne elementy konstrukcji łączyli bez spoiwa. A może zawinili Wenecjanie? Wytrzebili porastające półwysep dębowe lasy. Marmurowe fragmenty starożytnych zabytków wywieźli do budowy wystawnych pałaców, a budowle podbitych Słowian skazali na powolny rozpad. Andjelka zna miejsce stworzone do takich rozmów - Stary Rakalj. Asfaltowa droga kończy się tuż przed szczytem wzgórza i ostatni odcinek pokonujemy pieszo. Mijamy zębate obręby baszt, bram, murów obronnych. Na kamiennych szczątkach średniowiecznego grodu rozrasta się makia. Prawdopodobnie już w dwunastym stuleciu wznosił się tu warowny zamek. O jego upadku przesądzili
właściciele z Loredanów - weneckiego rodu dożów. Przetrwał tylko kościół św. Agnieszki. Oparci o jego liczącą ponad sześćset lat fasadę spoglądamy w dół urwiska. W samotności i ciszy. Pod nami zatoka, jak błękitny obrus, na którym ktoś ciemnozielonym kordonkiem wyszywał wzory w kształcie puzzli. Z lewej gęsto, raz przy razie. Z prawej przez zieleń prześwitują połacie nagich skał.

5 / 7

Wczasy w Chorwacji - atrakcje Istrii

Obraz
© Igor Karasi - Shutterstock

Ulegliśmy namowom gospodarzy. O takiej wyprawie marzyli niegdyś wszyscy Jugosłowianie. Popłyniemy na ulubioną wyspę Josipa Broza Tity - Veli Brijun. Największą z czternastu Wysp Briońskich. Ponoć zachwycony jej urodą marszałek spędzał tam większą część roku. Wstęp na nią mieli tylko komunistyczni dygnitarze, przywódcy zaprzyjaźnionych państw i faworyci ze świata kultury: Richard Burton, Elizabeth Taylor, Sophia Loren. Wokół miejsca narosły legendy. Nawet w polskim przewodniku czytamy, że to skrawek edenu zachowany dla ludzi przez anioły. Obyśmy się nie rozczarowali. Z nabrzeża - a jakże - marszałka Tity w Fazanie wyruszamy promem na oddalony o kilka kilometrów Veli Brijun. Za nami szerokie pasy błękitu - u góry matowego, przetkanego smugami mlecznej bieli, u dołu ciemniejszego, ze srebrzystym połyskiem. Rozdziela je wąziutka mozaika dwupiętrowych, pastelowych kamieniczek. Dopiero teraz rozumiemy zamysł tutejszych architektów. Fazana miała prezentować się bardziej harmonijnie i malowniczo z
morza niż z lądu. Widoki i morska bryza wyciszają nasze obawy. Nie na długo. Po zejściu na ląd w okamgnieniu zyskujemy pewność, że uczestniczymy w pielgrzymce śladami wodza. Wolno nam obejrzeć wystawę pokrytych kurzem zdjęć Tity i gablotki z pamiątkami: jego grzebieniem, futerałem na okulary i wypchanymi zwierzętami. Trzydziestoosobową grupą stłoczyć się wokół klatki z papugą Koko, która osobiście znała marszałka. Spojrzeć z oddali na aleję cedrów, którą spacerował. Za siedemset euro za godzinę wynająć ciemnozielony cadillac z szoferem. Rocznik ’53. Prezent Dwighta Eisenhowera dla przywódcy Jugosławii. Nie wolno: wypożyczać rowerów, jeśli nie jest się gościem hotelowym, wymigiwać się od czterdziestominutowej wycieczki turystyczną ciuchcią w głąb wyspy oraz w jakikolwiek inny sposób odłączyć się od grupy. Wracamy do Fazany z mieszanymi uczuciami. Dostaliśmy niezłą lekcję historii - kultu jednostki, reglamentowanej swobody i przywilejów dla wybranych. A wyspa? W oddali mignęły nam sarny i daniele
przechadzające się po ruinach rzymskiej osady. Wiernie odwzorowany krajobraz afrykańskiej sawanny w parku safari założonym przez Titę - miłośnika zwierząt. Bujna zieleń, przejrzyste morze. Zachwycające miejsce, choć patrzyliśmy na nie przez dziurkę od klucza. Ale odkryliśmy, że drzwi do raju otwierają się na nowe, kapitalistyczne hasło "zapłać za hotel".

6 / 7

Wczasy w Chorwacji - atrakcje Istrii

Obraz
© gevision - Shutterstock

- Pokażę wam, z czego słynęła Istria w czasach mojej młodości - oznajmia Voja i odbija w prawo. Wjeżdżamy do Rasy. Na elewacjach domów pastelowy róż wymieszany z sadzą. - Wydobywano tu najwięcej węgla w całej Jugosławii. Pozamykali kopalnie, a węgiel przypływa z Chin. O budowie Rasy zdecydował Mussolini. Faszystowskie Włochy zbroiły się, wzrastało zapotrzebowanie na surowce. W ciągu 547 dni wzniesiono górnicze miasto o układzie linearnym. Najdalej stanęły rzędy jednopiętrowych domów robotniczych. Prostokątny plac oddzielił je od willi wysokich urzędników i dyrektorów kopalni. Z dawnej zabudowy placu pozostał ratusz. Niegdysiejsza siedziba partii faszystowskiej zdumiewa zestawieniem różu, błękitu i pomarańczu na fasadzie. Stoi tu też kościół św. Barbary. Wygląda jak górniczy wózek odwrócony do góry nogami. Brakuje posągu robotnika-wojownika. Zniszczyli go Jugosłowianie, gdy w 1947 r. świętowali decyzję o odebraniu półwyspu Włochom. Ciekawi nas, dlaczego zamknięto kopalnię. - Przemysł przegrał z
turystyką. Wydobycie węgla zdestabilizowało podłoże. Pobliskiemu zabytkowemu Labinowi *groziła zagłada. Tego wieczoru ze średniowiecznych murów Labina spoglądamy na połyskujący w dole *Adriatyk. Wybrzeże rozbłyska setkami świateł. Wzruszeni snujemy się sennymi uliczkami. Każda z epok zostawiła na Istrii swoje ślady - potęgi, bogactwa, zagrożenia, wojny. Co pozostanie po współczesności? Nie wiadomo. Chorwaci uważają jednak, że najcenniejsze, co mogą zrobić, to ocalić dorobek przeszłości.

7 / 7

Wczasy w Chorwacji - atrakcje Istrii

Obraz
© Igor Karasi - Shutterstock

Dojazd i transport na miejscu

Do *Istrii *najwygodniej dojechać i poruszać się po niej własnym samochodem. Poza rokiem szkolnym między mniejszymi miejscowościami nie kursują autobusy. Autostrada w kształcie litery Y spina słoweński Portoroż na zachodzie z Opatiją na wschodzie oraz Pulą w szpiczastym dole półwyspu. Z Polski nie ma bezpośrednich połączeń lotniczych do Puli. Alitalia oferuje loty do Triestu. W sezonie trafiają się czartery.

Warto pojechać

Na festiwal filmowy w Puli (12-26 lipca, www.pulafilmfestival.hr). Projekcje odbywają się w historycznych pomieszczeniach kasztelu i na antycznej arenie. Na spektakl teatru Ulysses na wyspie Mali Brijun. Prowadzi go chorwacki aktor serbskiego pochodzenia Rade Serbedzija. Znany szerszej widowni z roli Gregorowicza w "Harrym Potterze i Insygniach Śmierci". Przedstawienia wystawiane są na terenie twierdzy. Więcej informacji na stronie www.ulysses.hr.

Trzeba koniecznie

Zejść do stumetrowego krasowego wąwozu rzeki Pazincicy w Pazinie. A po półgodzinnej przeprawie przez bujną zieleń, spojrzeć na kasztel wybudowany nad samym brzegiem urwiska.

Przysmaki

Górskie miasteczka Motovun i Groznjan szczycą się truflami. Podaje się je z polentą, carpaccio, jajeczną fritają z dzikimi szparagami, makaronem fuzi i kluskami njoki. W nadmorskich miejscowościach warto zamówić grillowane kalmary, czyli lignje na zaru. Pod żadnym pozorem nie odmawiać sobie cienko krojonej szynki, zwanej prsut ani kieliszka czerwonego lokalnego wina Teran.

Iwona Głowacka

Dziennikarka, reporterka. Uzależniona od gorącego klimatu i promocji lotniczych. Wykształcenie wypaczyło jej zmysły. Słucha uchem lingwistki, patrzy oczami politolożki.

Wybrane dla Ciebie

Komentarze (0)