Trwa ładowanie...

Jacek Pałubicki. Kajakiem przez Polskę. "Najbrudniejsza jest Czarna Przemsza. To właściwie pół rzeka - pół szambo"

W kajaku spędził 62 dni. Pokonał przeszło 2000 km polskich szlaków rzecznych. Wiele z nich pod prąd. Jacek Pałubicki, student prawa i kryminologii Uniwersytetu Gdańskiego, wsiadł do kajaka, by przepłynąć największą dotychczas pętlę po Polsce, łącząc w czasie jednej wyprawy Wartę i Wisłę oraz ich dorzecza. Przyświecał mu szczytny cel.

Share

W artykule znajdują się linki i boksy z produktami naszych partnerów. Wybierając je, wspierasz nasz rozwój.

Wpływ na śluzę Dwory na Wiśle
Wpływ na śluzę Dwory na WiśleŹródło: Archiwum prywatne
d1rftto

Magda Bukowska: Jak się czuje na lądzie, człowiek, który spędził dwa miesiące na wodzie? Zdążyłeś już odpocząć?

Tak, choć właściwie nie tyle potrzebowałem czasu na wypoczynek, co raczej na przestawienie się na inny tryb życia. Na to, że nie huśta, na inny rytm posiłków, na zwyczajne domowe obowiązki. Zapowiadałem, że po powrocie będę pił herbatę i oglądał telewizję, ale oczywiście przez te dwa miesiące nagromadziło się mnóstwo spraw, którymi trzeba się zająć, no i za kilka dni wracam na uczelnię - do tego też się muszę przygotować.

Skąd pomysł na taką wyprawę? Podobno nie miałeś wcześniej zbyt wielu doświadczeń kajakowych?

Nie miałem żadnych. Przed tą wyprawą siedziałem w kajaku dosłownie kilka razy, a mój najdłuższy spływ liczył może z 15 km. Miałem już jednak za sobą taką dużą krajoznawczą podróż po Polsce rowerem. Pokonałem wtedy 2,5 tys. km. Szukałem po prostu nowego środka transportu. Dla mnie poznawanie świata smakuje najlepiej, jeśli każdy kilometr pokonam dzięki pracy własnych mięśni. Wybór środków lokomocji mam więc stosunkowo mały i kurczy się on z każdą następną podróżą (śmiech).

Pokonywanie przeszkód w naturalnym korycie Warty Archiwum prywatne
Pokonywanie przeszkód w naturalnym korycie WartyŹródło: Archiwum prywatne

Chcesz powiedzieć, że całą trasę pokonałeś o własnych siłach? Nie przewoziłeś nigdzie kajaka?

Tak sobie założyłem. Samodzielnie. Bez podwózek. W jednym miejscu, na tamie w Poraju, nie całkiem mi się to udało. Wyciągnąłem już kajak, przeciągnąłem prawie na drugą stronę, ale zatrzymali mnie pracownicy elektrowni i nie zgodzili się na przeprawę przez tamę. Musiałem się podporządkować i ostatecznie zostałem przewieziony samochodem razem z kajakiem do bocznej zatoki. Trudno to jednak uznać za ułatwienie, bo zostałem zwodowany kawałek dalej, co nawet nieznacznie wydłużyło mi trasę.

d1rftto

Jeśli chodzi o to postanowienie - bez podwózek, w pewnym momencie przeżyłem jednak wielką psychologiczną pokusę. Pod koniec zmagań z Wartą przyszedł czas na trudny odcinek, gdzie w korycie było bardzo mało wody, same mielizny, zwalone drzewa. Pokonywałem około 1 km na godzinę. Uznałem, że tak się płynąć nie da i że będzie szybciej, jeśli wyciągnę kajak i będę go po prostu ciągnął drogą wzdłuż koryta. Wziąłem ze sobą taki wózeczek, więc było to do zrobienia. Problem polegał na tym, że był straszny upał, a ten odcinek miał 17 km.

Po około 13 km zbliżałem się do największego wzniesienia. Ręce mi mdlały, byłem wykończony. I wtedy zatrzymał się samochód. Kierowca proponuje podwózkę. Szczerze mówiąc to był chyba najtrudniejszy moment wyprawy (śmiech).

Cień Jacka podczas 17 km przenoski Archiwum prywatne
Cień Jacka podczas 17 km przenoskiŹródło: Archiwum prywatne

Zgaduję, że odmówiłeś?

Odmówiłem. Ale bardzo dużo mnie to kosztowało (śmiech).

Wiele było takich trudnych momentów?

Były, oczywiście. Pęcherze na rękach, bo około 1/3 trasy pokonałem pod prąd. Większość to jednak zwykłe trudności, których się spodziewasz podczas takiej wyprawy.

Tym, czego się nie spodziewałem, były emocje jakie mi towarzyszyły po wizycie w Auschwitz. Mój spływ miał charakter krajoznawczy. Nie płynąłem na rekord, tylko po to, by odkrywać Polskę i poznawać ludzi. Oświęcim, od początku był na liście miejsc, które muszę zobaczyć. I choć wiedziałem czego się spodziewać, nie przewidziałem jak wielkie wrażenie zrobi na mnie wizyta w obozie.

d1rftto

W ciągu ostatnich dwóch tygodni, jesteś drugą osobą, od której słyszę te słowa. Mateusz Waligóra, który wędruje szlakiem Wisły, też wymienił Auschwitz, jako miejsce, które odcisnęło na nim szczególne piętno.

Rozumiem go. Myślę, że na każdym człowieku, który ma choćby śladową wrażliwość, musi zrobić niezatarte wrażenie. Mieszkam w Rumi. Niedaleko mam Las Szpęgawski, Piaśnicę, Sztutowo. Widziałem wiele miejsc martyrologii. Jako student kryminologii bywałem też na sekcjach zwłok, więc doświadczenie śmierci nie jest czymś, co mnie szokuje, paraliżuje, czy nie pozwala usnąć.

Auschwitz-Birkenau pomimo to wycisnęło ze mnie łzy. Może to kwestia skali, może ta zachowana infrastruktura, świadomość motywacji sprawców, tego wszystkiego co tam się działo - eksperymentów na ludziach, mordów. To miejsce, w którym człowiek odczłowieczył drugiego człowieka. Przerażające, ale bardzo ważne doświadczenie.

Nie boisz się trudnych tematów. Jednym z celów twojej wyprawy była zbiórka pieniędzy na Dom Samotnej Matki w Matemblewie. Dlaczego akurat to miejsce?

Jestem wierzący. A to znaczy, że chcę wspierać życie nienarodzone. Mam jednak poczucie, że w tej całej gorącej dyskusji na temat aborcji, ścierają się dwie kluczowe wartości. Jedną z nich jest życie, drugą wolność.

Nie podoba mi się, że społeczeństwo ma tendencję do konfrontowania tych wartości, zamiast dążenia do ich koegzystencji. Mam świadomość, że to zawsze są trudne decyzje życiowe, podejmowane w dramatycznych okolicznościach. Myślę, że nie ma lepszego sposobu ochrony życia nienarodzonego, niż wspieranie życia już narodzonego. Dom Samotnej Matki, to miejsce, które nie tylko daje kobiecie pomoc bytową, ale także wsparcie psychologiczne, pomoc w wychowaniu dziecka, możliwość nauki i rozwoju. Dzięki temu wsparciu kobieta nie zostaje sama. Zyskuje alternatywę, a to zwiększa szansę na to, że podejmie decyzję o urodzeniu dziecka. Z miłości, a nie dlatego, że zmusza ją do tego ustawa.

d1rftto

Masz jeszcze inny pomysł, jak wykorzystać potencjał twojej podróży dla wspierania innych, prawda?

Tak. Kajak, którym płynąłem został zakupiony dla mnie przez Caritas i od razu po wyprawie trafił do ośrodka wypoczynkowego Caritasu, by służyć jego podopiecznym. Pieniądze ze zbiórki też idą na rzecz ośrodka wspieranego przez Caritas. Chciałbym jednak włączyć się również w pomoc, jaką niesie inna fantastyczna organizacja - Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Dlatego zdecydowałem, że przekażę na licytację WOŚP wiosło, dzięki któremu udało mi się przepłynąć całą Polskę.

Koniec o rzeczach pośrednio związanych z twoją wyprawą, wróćmy do spływu. Zgaduję, że przez dwa miesiące nie brakowało niezwykłych przeżyć?

Zdecydowanie. Fantastyczne widoki, mnóstwo ptaków, cudowne miasta - zachwycił mnie Sandomierz. Spadające na mnie ryby w śluzach. Każdy dzień przynosił jakieś niezwykłe doznania.

d1rftto

Piękną przygodę miałem podczas noclegu w ruinach zamku w Kole. 3 km od najbliższego miasteczka, woda mi się kończy, mam filtr, ale woda z Warty jest mocno zanieczyszczona chemicznie, więc się nie nadaje. Rano mam ruszać w drogę. Siedzę i myślę co tu zrobić, gdy nagle wśród tych ruin pojawia się grupka dzieci. Pytam więc, czy mieszkają w pobliżu i czy mogą mi nalać wody z kranu do trzech butelek, które mam. Po 30 minutach dzieci wracają już z tatą. Przynoszą mi trzy 5-litrowe baniaki. Robimy sobie zdjęcia, rozmawiamy, pytają czy czegoś nie potrzebuję. Super spotkanie.

Albo inne. Docierałem do miejscowości Konopnica i chciałem pójść na mszę do tutejszego kościoła. Musiałem poszukać kogoś, komu mógłbym zostawić kajak. Widzę na mapie pinezkę "spływy kajakowe" i myślę, że to dobry adres - kajakarz kajakarza zrozumie. Dzwonię do człowieka, mówię, że płynę pod prąd Warty i pytam czy mogę przenocować w jakiejś piwniczce z kajakiem, a on do mnie, że serdecznie zaprasza, bo przecież się znamy. Pytam skąd, a on odpowiada, że wiele osób mijał na Warcie, ale tylko jednego wariata, który płynął pod prąd, więc mnie zapamiętał (śmiech).

Ptactwo nad Notecią Archiwum prywatne
Ptactwo nad NoteciąŹródło: Archiwum prywatne

Widzę, najważniejsze wspomnienia mają związek z ludźmi.

Zdecydowanie. Spotkania z ludźmi to jeden z najfajniejszych aspektów samotnego podróżowania. Im dalej byłem od domu, tym więcej pomocy, wsparcia, życzliwości od nich dostawałem. Myślę, że wiele z tych przygodnych znajomości, przerodzi się w przyjaźnie. Np. na ujściu Noteci do Warty poznałem dwóch Dawidów. Kontakt mamy do dziś, dali mi wiele cennych rad.

d1rftto

Chłopaki robią też świetną robotę, organizując akcje sprzątania Warty. Udostępniają za darmo swoje kajaki, w zamian za to, że osoby, które w nich pływają, zbierają śmieci pływające rzeką i leżące na jej brzegach.

Wisła, Warta, Brda, Noteć… Nie wymienię wszystkich rzek, którymi płynąłeś podczas tej wyprawy, ale z pewnością masz niezły ogląd sytuacji stanu polskich wód. Jest bardzo źle?

Jest różnie. Brda jest bardzo czysta. Kanał Bydgoski czy Noteć to niemal stojące wody, mają więc sporo zanieczyszczeń biologicznych. Zdecydowanie bardziej zanieczyszczona jest Warta. Najlepiej jest blisko źródeł. Im dalej, szczególnie w okolicach Poznania, robi się coraz brudniej. Podobnie z Wisłą. Na niektórych odcinkach jest całkiem nieźle, na innych znacznie gorzej, zwłaszcza koło oczyszczalni Czajka. Na szczęście 25 km dalej jest ujście Narwi, która zasila Wisłę dużą ilością czystej wody.

Samochód na brzegu Czarnej Przemszy Archiwum prywatne
Samochód na brzegu Czarnej PrzemszyŹródło: Archiwum prywatne

Zdecydowanie najbrudniejszą polską rzeką, jaką płynąłem jest Czarna Przemsza. To właściwie pół rzeka - pół szambo. Niestety, zdarzyła mi się tam wywrotka, więc doskonale wiem, co mówię. Naprawdę miałem uczucie, że wpadłem do szamba. Zapach pozostał ze mną na długo. Wrzucone do rzeki samochody, śmieci i przede wszystkim ścieki.

d1rftto

Zaryzykuję stwierdzenie, że jeśli uwzględnimy ujścia kanalizacji, to Czarna Przemsza ma najwięcej dopływów ze wszystkich polskich rzek.

"Bogactwo" Czarnej Przemszy Archiwum prywatne
"Bogactwo" Czarnej PrzemszyŹródło: Archiwum prywatne

Zadecydowałeś swoją podróż dziadkowi. Dlaczego?

Bo to właśnie dziadek zaszczepił we mnie ciekawość świata i ludzi. Dziadek ma w sobie niesamowitą dziecięcą radość życia, od zawsze zachęcał mnie, żebym nie bał się marzyć i te marzenia realizował. Gdyby nie on, nie wiem, czy miałbym taką fantazję i chęć przeżywania przygód. Co ciekawe, dziadek nie był zwolennikiem tej mojej wyprawy. Zwyczajnie bał się o wnuka i podczas powitania w Tczewie, chyba najbardziej niecierpliwie mnie wypatrywał.

Jacek Pałubicki Archiwum prywatne
Jacek PałubickiŹródło: Archiwum prywatne

Na koniec nie mogę jeszcze nie zapytać o twoją brodę. Na zdjęciach ze startu jesteś gładko ogolony, na mecie - prawdziwy drwal. Zapomniałeś maszynki?

(Śmiech) Ogoliłem się na gładko godzinę przed wypłynięciem. Chciałem, żeby ta moja rosnąca broda była takim naturalnym miernikiem długości wyprawy. Nieźle urosła, co? (śmiech)

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Deceuninck w programie Remont w prezencie

icon info

W artykule znajdują się linki i boksy z produktami naszych partnerów. Wybierając je, wspierasz nasz rozwój.

d1rftto

Podziel się opinią

Share

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d1rftto
d1rftto