EgzotykaPływające wioski i ich mieszkańcy

Pływające wioski i ich mieszkańcy

Pływające wioski i ich mieszkańcy
Źródło zdjęć: © Nejron Photo - Fotolia.com

Mieszkańcy pływających wiosek całe życie spędzają na wodzie. Jak wygląda ich codzienność? Sprawdziliśmy, jak funkcjonują takie osady i z czego utrzymują się ich mieszkańcy.

Mieszkańcy pływających wiosek całe życie spędzają na wodzie. Miejscowości zbudowane na palach czy beczkach znajdują się w różnych zakątkach świata - możemy je znaleźć zarówno w Azji, jak i w Afryce czy Ameryce Południowej. Sprawdziliśmy, jak funkcjonują takie osady i z czego utrzymują się ich mieszkańcy.

Kampong Phluk znajduje się w północnej części Kambodży, w prowincji Siem Reab, w której można także podziwiać słynną świątynię Angkor Wat . Wioskę zbudowano na jeziorze Tonle Sap - największym zbiorniku na Półwyspie Indochińskim. Jego powierzchnia wynosi w porze suchej 2,5 tys., a w porze deszczowej 15 tys. km kw. Jest to jeden z najbardziej zasobnych w ryby akwenów słodkowodnych na świecie. Nic dziwnego, że podobnych miejscowości i pływających osiedli znajdziemy na nim więcej. Nazwa Kampong Phluk oznacza "Przystań Kłów". Mieszka tu ok. 3 tys. osób. Ze względu na drastyczne zmiany poziomu wody w ciągu roku, ich domy znajdują się na wyjątkowo wysokich palach. Wiele z nich zachwyca żywymi kolorami - pomalowane są na niebiesko lub zielono. W nietypowej osadzie znajdziemy wszystko, czego potrzeba - sklep, szkołę, szpital czy świątynię. Jest też komisariat policji i restauracja na palach. Mieszkańcy zajmują się głównie rybołówstwem, a od kilkunastu lat ważnym źródłem
utrzymania mieszkańców jest także turystyka - wioskę odwiedza ok. 500-700 osób dziennie. Na szczęście Kampong Phluk nie zamieniła się w pokazową osadę, w której tylko zarabia się na przyjezdnych. Jej ogromnym atutem jest autentyczność - pływając po tutejszych drogach wodnych można zobaczyć przez okno dzieci w szkole czy wylegujących się na hamakach mieszkańców. Nie ma tu wymuszonych atrakcji, za które turysta musi słono zapłacić.

ik

1 / 4

Ko Panyi, Tajlandia

Obraz
© Patryk Kosmider - Shutterstock

Lecąc na największą wyspę Tajlandii - Phuket - turyści podziwiają z samolotu liczne wyspy Morza Andamańskiego. Jedna z nich przykuwa szczególną uwagę: kolorowe dachy domów skupiają się na niewielkiej powierzchni i zdają się być przyklejone do pobliskiej skały. Ta nietypowa osada nazywa się Ko Panyi i znajduje się w całości na drewnianych palach. Jest zamieszkiwana przez ok. 1500 osób. Historia niesamowicie położonej wioski sięga końca XVIII wieku. Została założona przez trzy muzułmańskie rodziny z Indonezji, które szukały nowego miejsca zamieszkania. Wybrali właśnie Ko Panyi *ze względu na obfitość ryb w okolicy. Swoje domostwa zbudowali na palach, ponieważ w ówczesnych czasach prawo do własności ziemi mieli jedynie rdzenni mieszkańcy. Dali oni początek społeczności *rybaków, którzy wiodą tu spokojne życie do czasów współczesnych. Jeszcze do niedawna rybołówstwo było głównym źródłem dochodów mieszkańców. Gdy pod koniec XX wieku okazało się, że wpływy znacznie się zmniejszyły i nie wystarczają
nawet na skromne życie, postanowiono otworzyć się na turystów. W wiosce powstały liczne restauracje serwujące owoce morza, sklepy z pamiątkami czy niewielkie pensjonaty. W Ko Panyi *często zatrzymują się na lunch statki z turystami, odbywające wycieczki po zatoce Phang Nga i wyruszające m.in. z Phuket. Obecnie turystyka stanowi główne źródło dochodów, choć rybołówstwo wciąż ma silną pozycję (40 proc. dochodów). Poza niezwykłym położeniem, Ko Panyi nie różni się wiele od innych wiosek na świecie. Znajdziemy tu centrum medyczne, meczet, będący miejscem spotkań społeczności oraz niewielki rynek, na którym można kupić kosmetyki, ubrania czy lekarstwa. Dzieci uczęszczają do *szkoły, w której uczy kilkunastu nauczycieli. Na wyspie mieszka także jeden policjant, ale jak pokazują statystyki, nie ma za dużo pracy. Dostęp do internetu jest tu na porządku dziennymi - miejscowe dzieci, tak jak ich rówieśnicy w wielkich miastach, najchętniej spędzają czas na grach komputerowych. Ciekawostkę stanowi także
niezwykłe boisko do piłki nożnej zbudowane, jak cała wioska, na palach. Pierwsze powstało po Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej w 1986 roku z kawałków drewna i starych tratw. Kilka lat temu wybudowano nowy stadion na wodzie. Co więcej, młodzieżowa drużyna piłkarska Panyee FC stanowi jedną z najlepszych w południowej Tajlandii.

2 / 4

Ganvie, Benin

Obraz
© Licencja CC by Hugo van Tilborg, flickr.com

Największa wioska na palach w Afryce znajduje się w Beninie, na jeziorze Nokoue. Położona jest godzinę drogi na północ od Kotonu - największego miasta kraju i głównego węzła komunikacyjnego zachodniej Afryki. Ganvie została założona w XVI lub XVII wieku przez lud Tofinu. Schronił się on w ten sposób przed handlarzami niewolników z ludu Fon, którzy z powodów religijnych nie wchodzili do wody. Genvie stała się ich bezpieczną oazą. Nazwa wioski nawiązuje do tej historii i oznacza "przetrwaliśmy". Obecnie mieszka tu 20 tys. osób. Podobnie, jak mieszkańcy większości innych wiosek na wodzie, utrzymują się dzięki rybołówstwu i turystyce. Ruch w osadzie odbywa się po wodnych "ulicach". Łodzie zbudowane z pali drzew są jedynym środkiem transportu, nawet jeśli chce się odwiedzić najbliższego sąsiada. W związku z tym Genvie nazywa się często Afrykańską Wenecją. W wiosce znajduje się szpital, kościół oraz sklep, choć większość zakupów mieszkańcy robią na pływającym targu. Miejsce jest licznie
odwiedzane przez turystów, więc funkcjonuje tu także kilka restauracji, w których można zjeść świeżo złowione ryby.

3 / 4

Zatoka Halong, Wietnam

Obraz
© boonsom - Fotolia.com

Ha Long to jedna z najpiękniejszych zatok na świecie. Znajduje się na północy Wietnamu, a jej powierzchnia wynosi 1500 km kw. Turystów przyciąga ponad 1900 wysp i słupów wapiennych oraz podziemne jaskinie i groty. Wszystko otoczone jest lasami tropikalnymi, które wypełniają setki gatunków roślin i zwierząt. Od 1994 roku to zjawiskowe miejsce znajduje się na liście UNESCO. W zatoce żyje 200 gatunków ryb i 450 gatunków mięczaków. Na łodziach i bambusowych tratwach żyje tu 1600 osób, które zajmują się rybołówstwem. Gdy Ha Long znalazła się na liście UNESCO, podjęto decyzję o ich przesiedleniu. Rybacy jednak protestowali przeciwko opuszczeniu zatoki Ha Long i ostatecznie udało im się tam zostać. Zamieszkują cztery pływające wioski - Cua Van, Ba Hang, Cong Tau and Vong Vieng. W każdej z nich mieszka ok. 40-50 rodzin. Jedzenie i woda jest sprowadzana ze stałego lądu. Dzieci uczą się pływać zanim zaczną chodzić. Na wodzie funkcjonuje także szkoła. Poza rybołówstwem mieszkańcy utrzymują się także
z turystyki.

4 / 4

Uros, jezioro Titicaca

Obraz
© flocu - Fotolia.com

Titicaca, położone na terenie Peru i Boliwii, to trzecie pod względem wielkości jezioro w Ameryce Południowej. Znajduje się na wysokości 3812 m n.p.m. i jest także największym zbiornikiem wysokogórskim na świecie. Według inkaskiej legendy, na Wyspie Słońca narodzili się pierwsi Inkowie, a także samo Słońce, czyli Inti. Wciąż dla wielu Indian jest ona miejscem świętym, a dla turystów nie lada atrakcją. Poza tym, na jezioro Titicaca przyciągają ich 42 pływające wyspy, które zostały sztucznie utworzone przez Indian Uro. Nazywa się je Uros, a zbudowane są w całości z trzciny. Zaczęto je budować ze względów bezpieczeństwa. Ewentualny wróg, zanim dostał się do wioski, musiał pokonać najpierw wody jeziora. Miały bardzo praktyczną funkcję - z łatwością można było przenieść je w inne miejsce. Obecnie wielu Indian Uro przeniosło się na stały ląd, a na jeziorze zostało jedynie kilkaset osób, które utrzymują się głównie z turystyki. Na każdej wyspie czeka wiele atrakcji. Prócz podglądania
metod tkania z trzciny, przybysze mogą zakupić pamiątki - zazwyczaj są to słynne peruwiańskie czapeczki. Uro nie stronią od *nowoczesnej technologii *- korzystają z motorówek, paneli słonecznych czy telewizji.

ik

tajlandiaperuwietnam

Wybrane dla Ciebie

Komentarze (1)