Trwa ładowanie...
dth53sk

Stan wojenny na Ukrainie. Co to znaczy dla mieszkańców i turystów

Ogłoszenie stanu wojennego na Ukrainie zelektryzowało cały świat. Co to znaczy dla mieszkańców i turystów? Postanowiliśmy to sprawdzić.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Protesty pod ambasadą Rosji w Warszawie w akcie niezgody na incydent na Morzu Azowskim
Protesty pod ambasadą Rosji w Warszawie w akcie niezgody na incydent na Morzu Azowskim (Paweł Supernak / PAP)
dth53sk

Komentarz autorki po publikacji tekstu

Stan wojenny ogłoszony u naszego sąsiada za wschodnią granicą budzi emocje. Doświadczyłam tego na własnej skórze. Drodzy czytelnicy, zwróciliście mi uwagę na nieścisłości w artykule. Dziękując za waszą wnikliwość, pozwólcie, że odniosę się do waszych wątpliwości.

Niektórzy z was mieli zastrzeżenia co do osoby wypowiadającej się na temat sytuacji panującej na Ukrainie. Padły zarzuty, że to turysta, rzadko bywający w tych stronach, a do tego ujawniający radykalne poglądy. To prawda, że autor tekstu odpowiada za dobór rozmówcy, a w Polsce jest wiele osób, które mogłyby przedstawić sytuację na Wschodzie. Pragnę jednak zwrócić uwagę, że słowo "turysta" jest nieco krzywdzące w kontekście Marcina Jana Orłowskiego, którego relacje z protestów społecznych na Ukrainie w dniach 25 i 26 listopada pojawiły się w ogólnopolskich stacjach telewizyjnych, m.in. w TVN24 czy Polsat News.

dth53sk

Marcin Jan Orłowski jest dziennikarzem, który współpracuje z wieloma redakcjami, m.in. telewizją Superstacja, prowadzi kanał EasTravel TV w portalu internetowym YouTube. Regularnie odwiedza Ukrainę, ma mieszkanie we Lwowie.

‒ Przede wszystkim chciałbym podkreślić, że słowa, które wypowiadałem na temat obecnej sytuacji na Ukrainie opierały się na przeżyciach osobistych, a nie na przekazach medialnych. Od ponad dwóch lat z dość dużą regularnością podróżuję na Ukrainę w celach zawodowych oraz prywatnych. Liczba dni, które spędzam za wschodnią granicą stale się zwiększa, tak jak grono Ukraińców z którymi mam stały kontakt. Dzięki licznym wyjazdom miałem szansę nie tylko obserwować, ale przede wszystkim rozmawiać z ludźmi w różnym wieku i poznać ich opinie na tematy polityczne i społeczne ‒ mówi Marcin Jan Orłowski, tłumacząc, dlaczego ma prawo wypowiadać się na temat sytuacji politycznej w kraju skonfliktowanym z Rosją.

Dziennikarz był na Ukrainie, gdy Rosja zaatakowała ukraińskich marynarzy na Morzu Azowskim, był świadkiem protestów społecznych, mógł więc na własnej skórze odczuć nastroje mieszkańców, porozmawiać z nimi, poznać ich poglądy na tę sytuację.

‒ 25 i 26 listopada byłem jednym z niewielu polskich dziennikarzy, którzy byli na Ukrainie i uczestniczyłem w protestach społecznych. W niedzielę odwiedziłem przejścia w Rawie Ruskiej i Hruszowie. Stojąc praktycznie "w pierwszym rzędzie" obserwowałem nastroje protestujących, słyszałem ich argumenty oraz nagrałem krótkie wideo, które później pojawiło się w ogólnopolskich stacjach telewizyjnych m.in. TVN24, Polsat News. 26 listopada realizowałem telefoniczne wejścia reporterskie na specjalne życzenie telewizji Superstacja. Opowiadałem o sytuacji na przejściach granicznych i nastawieniu Ukraińców do działań ich władz ‒ wyjaśnia dziennikarz.

dth53sk

Część osób zarzuca Orłowskiemu subiektywizm i uważa, że nie zna realiów panujących u naszego sąsiada oraz podsyca antagonizmy pomiędzy Polakami a Ukraińcami. Jednak to, że istnieją napięcia na tej linii już wcześniej podkreślało Ministerstwo Spraw Zagranicznych, które opublikowało na ten temat komunikat na swojej stronie, prosząc, aby unikać prowokacyjnych zachowań i podchodzić z szacunkiem do symboli narodowych. Ma to związek m.in. z chuligańskim wybrykiem naszych rodaków, który spotkał się z ostrą reakcją ze strony Ukraińców.

‒ Opinie, które przedstawiałem w wywiadach oraz telefonicznych wejściach reporterskich, mogą podlegać subiektywnej ocenie. Tak jak w społeczeństwie ukraińskim występuje dwugłos w wielu kwestiach, tak i w Polsce można różnie podchodzić do stanu wojennego, konfliktu z Rosją czy też podróżowania po kraju objętych konfliktem. Szanowni Państwo, w Polsce nie ma monopolu na bycie ekspertem ds. Ukrainy i nie powinno być jednego wspólnego zdania na wszystkie tematy z nią związane. Jednocześnie podkreślam, że nigdy nie określałem siebie mianem eksperta, a jedynie dziennikarza-publicysty, który stale poznaje i stara się zrozumieć Ukrainę ‒ przedstawia swój punkt widzenia Orłowski.

Dla dziennikarza ważne jest, gdy jego tekst wywołuje emocje. I choć nie spodziewałam się aż takich po publikacji mojego artykułu o stanie wojennym na Ukrainie, to przyjmuję krytykę. Z uwagą przeczytałam uwagi i postanowiłam się do nich odnieść. Wykonując ten zawód trzeba być odpowiedzialnym za każe słowo, które się wypowiada.

Poniżej treść artykułu, który ukazał się 28 listopada

Stan wojenny na Ukrainie. Co to znaczy dla mieszkańców i turystów

Ogłoszenie stanu wojennego na Ukrainie zelektryzowało cały świat. Co to znaczy dla mieszkańców i turystów? Postanowiliśmy to sprawdzić.

Paweł Kowal, były wiceminister spraw zagranicznych, a obecnie pracownik naukowy PAN, napisał na łamach WP, że stan wojenny na Ukrainie to najlepsze rozwiązanie. "Z Kijowa musi pójść sygnał, że sytuacja jest napięta, bo inaczej Rosja poczuje się bezkarna i podejmie kolejne kroki przeciw Ukrainie. Pięć lat po ostatniej rewolucji na Ukrainie, Zachód zaczął się "przyzwyczajać" do wojny rosyjsko-ukraińskiej. Z kolei w Rosji pojawia się frustracja, że na samej Ukrainie nie nastąpiło zmęczenie niezależnością, że nie powstała jawnie prorosyjska partia" – komentuje sytuację u naszego sąsiada Kowal.

dth53sk

I o ile opinie są podzielone, bo świat różnie interpretuje decyzję prezydenta Ukrainy, to w cieniu tych decyzji są ludzkie niepokoje. Zbliżają się święta, sylwester, część naszych czytelników zakupiła już bilety, zapowiedziała swój przyjazd do najbliższych. I są tam też nasi znajomi, bliscy. Czego mogą się spodziewać, gdy ogłoszony został stan wojenny?

Lepiej nie jechać

– Powstrzymałbym się z wyjazdem na Ukrainę w ciągu najbliższych 30 dni. Nie wiemy, co się stanie. Nie wiemy, czy Petr Poroszenko za 30 dni nie ogłosi stanu wojennego na cały kraj. Raczej tego nie będzie, ale może tak się stać – mówi w rozmowie z WP Marcin Jan Orłowski, dziennikarz EasTravel TV.

– Ale jeśli ktoś kupił bilet i planuje np. za 2 miesiące wyjazd do Lwowa czy do Kijowa, to nie ma czego się obawiać, bo tam jest spokojnie. Ale też powinien być "uzbrojony" w podstawową wiedzę na temat tego kraju, po co tam przyjeżdża, co się w tym kraju dzieje. Ważne, żeby mieć ze sobą potwierdzoną rezerwację hotelu. A w przypadku kontroli dokumentów, warto zachować zimną krew. W takich sytuacjach nie panikujmy, bo zwrócimy na siebie tylko uwagę. Turysta, który przyjeżdża do Lwowa i chce się dobrze bawić, nie powinien być zbyt zestresowany, kiedy poprosi się go o paszport. Byłem świadkiem sytuacji, gdy turyści z Polski nie chcieli okazać dokumentów. To jest skrajna nieodpowiedzialność. Ukraińcy w stanie wojny są czujni. I są świadomi, że większym zagrożeniem od człowieka z obywatelstwem rosyjskim, mogą być obywatele z krajów Unii Europejskiej – dodaje Marcin Jan Orłowski.

dth53sk

W dziesięciu obwodach

We Lwowie czy w Kijowie jest spokojnie, choć Ministerstwo Spraw Zagranicznych zaleca zachowanie szczególnej ostrożności na terenie Ukrainy.

Wprowadzony stan wojenny, który potrwa do 27 grudnia br. obowiązuje na terenie dziesięciu wschodnich i południowych obwodach Ukrainy, które graniczą z Rosją i Krymem, także od morza. Są to następujące obwody: czernihowski, chersoński, charkowski, doniecki, Ługański, mikołajewski, odeski, sumski, winnicki i zaporoski.

‒ Na powyższych obszarach może zostać ograniczona swoboda poruszania się, wprowadzony zakaz zgromadzeń i demonstracji oraz zmiany zasad dotyczących wjazdu i wyjazdu z terytorium Ukrainy. MSZ zaleca śledzenie komunikatów polskich placówek dyplomatycznych na Ukrainie informujących o zasadach wjazdu i pobytu cudzoziemców ‒ informuje biuro prasowe Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

dth53sk

Polskie MSZ odradza wszelkie podróże do części obwodów donieckiego i ługańskiego oraz Półwyspu Krymskiego. Wzywa obywateli RP do natychmiastowego opuszczenia tych terenów.

PAP / Abaca
Podziel się

Czy jest tak źle? Czy rzeczywiście mamy się czego bać?

Marcin Jan Orłowski z EasTravel TV zwraca również uwagę na napięte relacje pomiędzy Polakami a Ukraincami.

dth53sk

– Ostatnie sytuacje na Ukrainie nie służą polskiej prasie. To złe nastawienie jest pokłosiem zachowania trzech studentów z Polski, którzy na Cmentarzu Orląt Lwowskich odpalili race. Nic dziwnego, że zainteresowały się nimi służby. W tym momencie każdy Polak, który będzie szedł na ten cmentarz będzie podejrzany. Stąd zainteresowanie służb naszymi rodakami. Takie sytuacje doprowadzą do tego, że będziemy jeszcze częściej legitymowani, jeszcze częściej sprawdzani i jeszcze dokładniej legitymowani, bo Ukraińcy bardzo boją się prowokacji – podkreśla dziennikarz.

O tych antypolskich nastrojach na Ukrainie pisze również MSZ, sugerując, aby powściągać wyrażanie swoich poglądów politycznych.

"Na Ukrainie dochodziło w ostatnim czasie do ataków na miejsca odwiedzane przez polskich turystów (placówki, zabytki i miejsca pamięci związane z Polską), a w przestrzeni publicznej pojawiają się antypolskie hasła, symbole oraz demonstracje o antypolskim wydźwięku. W trakcie podróży mogą wydarzyć się sytuacje o charakterze prowokacji, w szczególności w trakcie zgromadzeń publicznych. Zaleca się ich unikanie oraz podchodzenie z odpowiednim poszanowaniem do lokalnych symboli (flag, godła itp.)" – czytamy w komunikacie.

Paszport a nie dowód osobisty

Wielu czytelników pyta nas, czy podróżując na Ukrainę, wystarczy mieć dowód osobisty. Porucznik Straży Granicznej Agnieszka Golias, rzecznik prasowy Komendanta Głównego Straży Granicznej przypomina, że aby wyjechać z Polski na Ukrainę obywatele RP muszą posiadać paszport.

– W przypadku Ukrainy obowiązuje mały ruch graniczny i osoby uprawnione mogą przekraczać granicę na podstawie zezwolenia MRG – dodaje Golias.

Wojsko na ulicach

Co oznacza stan wojenny dla zwykłych mieszkańców i osób, które znalazły się w tym czasie na Ukrainie?

Na ulicach w okolicach urzędów czy istotnych dla kraju budynków może pojawić się wojsko. W Kijowie czy Lwowie żołnierze będą pełnić służbę w mniejszym wymiarze niż we wschodniej części kraju. Ale będą.

Funkcjonariusze mogą sprawdzać dokumenty, przeszukać rzeczy osobiste czy pojazdy, a także pomieszczenia biurowe w obwodach graniczących z Rosją.

Mikhail Tereshchenko /TASS / PAP
Podziel się

Ukraińcy mogą zostać również wezwani do wykonania prac publicznych na potrzeby sił zbrojnych swojego kraju lub innych instytucji zaangażowanych w wojnę. Mogą również z tej samej przyczyny być pozbawieni prywatnej własności. Władze mogą wezwać prywatne i publiczne przedsiębiorstwa, instytucje i organizacje do zaangażowania na rzecz ojczyzny, a także nałożyć na obywateli inne ograniczenia, jak wprowadzenie godziny policyjnej czy zakaz sprzedaży alkoholu.

Na granicach miast lub poszczególnych regionów mogą zostać wprowadzone specjalne pozwolenia wjazdu bądź wyjazdu, aby ograniczyć swobodę przemieszczania się. Władze będą mogły przymusowo przesiedlać lub ewakuować obywateli, a także osiedlać w ich mieszkaniach personel wojskowy lub przesiedleńców. Wydaje się, że wszystkie te obostrzenia dotyczyć mogą obwodów objętych stanem wojennym.

Nawet 50 proc. sumy do dyspozycji

Jeśli z różnych ważnych przyczyn osobistych bądź zawodowych, musimy dostać się na Ukrainę - warto pomyśleć o ubezpieczeniu.

– Za każdym razem trzeba sprawdzić co zawierają zapisy OWU. Ochrona w razie wystąpienia zamachu terrorystycznego, nieoczekiwanej wojny jest zwykle limitowana przez ubezpieczycieli oferujących ubezpieczenia turystyczne. Stosują tzw. klauzulę nieoczekiwanej wojny lub aktu terroru, w ramach której poszkodowany ma do dyspozycji część sumy ubezpieczenia kosztów leczenia i assistance – informuje Piotr Ruszowski, dyrektor sprzedaży i marketingu w Mondial Assistance. – Poszkodowany klient może liczyć na pokrycie kosztów wizyt lekarskich, hospitalizacji, transportu medycznego czy transport zwłok. W przypadku najlepiej zbudowanych klauzul klient przy wysokich sumach ubezpieczenia ma nawet 50 proc. tej sumy do dyspozycji w ramach takiej klauzuli. To bardzo dużo, zwłaszcza że zwykle mówimy tu o sumach ubezpieczenia około kilku tysięcy złotych – tłumaczy Ruszowski.

Dyrektor w Mondial Assistance dodaje, że dla osób pracujących w rejonach szczególnie niebezpiecznych (dziennikarze wojenni, dyplomaci) dostępne są specjalistyczne ubezpieczenia dające ochronę ubezpieczeniową. W tych produktach ubezpieczyciele stosują inną klauzulę określaną jako bierne uczestnictwo w działaniach wojennych i aktach terroru.

O kolejnych zmianach, obostrzeniach wjazdu czy wyjazdu na teren Ukrainy, będziemy na bieżąco informować. Śledźcie naszą stroną.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Zobacz też: Konflikt na Ukrainie narasta. Polscy turyści muszą na siebie uważać

dth53sk

Podziel się opinią

Share

dth53sk

dth53sk