Turyści w stworzonej przez Polaków "Arkadii" na Filipinach. "Wydaje im się, że są przygotowani, jednak rzeczywistość ich przerasta"

Od roku z powodzeniem prowadzi eko-domki na filipińskiej wyspie. W rozmowie z WP przyznaje, że nie zawsze jest łatwo. Mowa o odwiedzających go gościach. – Szukają egzotyki, a kompletnie nie są przygotowani do jej odkrywania – mówi Tomasz Kosiński.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Dwóch Polaków wpadło na pomysł, by wybudować tanie domki na Filipinach i żyć jak w raju
Dwóch Polaków wpadło na pomysł, by wybudować tanie domki na Filipinach i żyć jak w raju (Facebook.com, Fot: Tomasz Kosiński)
WP

Tomasz Kosiński i Gerard Majcher w marcu ub. r. stworzyli resort na wyspie Palan na Filipinach. Wydzierżawili ziemię na 15 lat, postawili na niej drewniane chatki i organizują wyprawy dla turystów. Mieli fundusze oraz możliwości, aby swoje marzenia przekuć w rzeczywistość. Tomek jest licencjonowanym pilotem wycieczek zagranicznych, certyfikowanym nurkiem i żeglarzem, założycielem klubu podróżniczego. Odwiedził ponad 100 krajów – samotnie lub z grupami jako przewodnik. Natomiast firma budowlana Gerarda (Gerard Majcher wrócił w grudniu do Polski) zajmuje się stawianiem drewnianych domków dla hoteli i resortów w Polsce i Europie.

I choć biznes na Palawanie działa, nie wszystko jest jak w bajce. Okazuje się, że przyjeżdżający tu goście nie zawsze potrafią odnaleźć się na egzotycznej wyspie, co też Tomasz opisał w dobitnych słowach na facebookowej grupie "Arkadia Filipiny". Jego post został usunięty przez administrację serwisu, jednak zanim to zrobiono, wpis skomentowało sporo osób.

WP

Wojciech Gojke: Jaka była reakcja użytkowników na szczerą opinię?

Tomasz Kosiński: Nie obyło się bez słów krytyki, że jestem "polaczkiem" nieszanującym swoich klientów. Interesujące, że pisały to osoby, które nigdy nie były na Filipinach. Straszono mnie, że skoro uważam swoich gości za "mięczaków", to zacznie przyjeżdzać ich mniej.

Co może pan powiedzieć o turystach, którzy odwiedzają "Arkadię - polską wioskę na Filipinach"?
Mieszkam z rodziną przy dżungli, w pobliżu jednego z siedmiu cudów natury - Parku Narodowego Rzeki Podziemnej Puerto Princesa. Przyjeżdżają do nas ludzie z całego świata. Jedni fajni, otwarci, pomocni i gotowi na wyzwania - trekking przez dżunglę z przeprawą przez rzekę, naukę otwierania kokosa maczetą czy rozpalanie ogniska na plaży. Inni robią tylko zdjęcia, są ubrani w markowe mundury jak na wyprawę survivalową, z kapeluszem à la Indiana Jones. Mają urządzenia GPS, których nie potrafią obsługiwać oraz dźwigają torby pełne leków, probiotyków i repelentów.

Czego obawiają się turyści?
Wydaje im się, że są przygotowani, bo oglądali parę filmów. Rzeczywistość ich jednak przerasta. Mieliśmy ludzi z fobiami, nie tylko przed pająkami, wężami czy wodą, ale też na przykład... motylami. Gdy ugryzie ich komar, szukają szpitala, ponieważ się boją malarii. Gdy mają otarcie na nodze, boją się gangreny. Boją się płynąć łódką na rajską wyspę. Umierają na widok pająka, węża czy skolopendry.

WP

Czasami nie wiem, jak pomóc takim ludziom. Pokazuję im mojego 4-letniego synka, który jest odważny i świetnie się tu odnalazł. Ale oni uważają nas co najmniej za dziwaków, z którymi fajnie jest sobie zrobić zdjęcie, jak z misiem w Zakopanem, a potem pochwalić się znajomym, że byli w Arkadii.

Jeśli mam być szczery, to co jakiś czas zastanawiam się, co niektórzy turyści tak właściwie tutaj robią. Podziwiam ich za odwagę, że wyruszyli w świat, ale żal patrzeć na ich strach w oczach w sytuacjach, z którymi ja i moja rodzina mamy do czynienia na co dzień.

WP

Nie wiedzieli, na co się piszą?

Myślę, że to po części wina takich programów jak "Boso przez świat", gdzie gość w koszuli w kwiaty, nie wyglądający na twardziela, chodzi bez butów przed kamerą. Wielu myśli, że to proste i oni też tak mogą. Tylko show przed kamerami, jakie robi Cejrowski, ma niewiele wspólnego z rzeczywistością. Oczywiście problem dotyczy nie tylko Polaków, ale też podróżnych z innych zakątków świata.

Tłumaczycie turystom, że pobyt w dżungli to nie zabawa?

WP

Rzecz w tym, że wielu gości nie chce słuchać naszych rad. Mieszkamy tu z małym dzieckiem od ponad roku i na własnej skórze poznaliśmy, czym jest życie w dżungli. Jak mówimy, aby się nie drapali po ukąszeniu przez komara, tylko wzięli kąpiel lub posmarowali sobie skórę olejkiem, np. z trawy cytrynowej, nie słuchają. Potem mają infekcje i muszą brać antybiotyk.

Dla wielu ważniejszy jest szpan, markowe ciuchy. Przede wszystkim powinni zwracać uwagę, jak się ubierają i zachowują miejscowi, którzy przecież najlepiej wiedzą o życiu w tym miejscu. Jest takie powiedzenie: "gdy jesteś w Rzymie – zachowuj się jak Rzymianin ". W egzotycznych krajach, takich jak Filipiny, te słowa należy brać na poważnie.

Są osoby, które mają do was pretensje?

WP

Wielu nie rozumie, czemu tu mieszkamy. Sporo myśli, że to biznes i narzekanie na klientów to strzał w kolano. Może mają po części rację, ale nie dla zbijania fortuny tu jesteśmy. Mieliśmy dość udawania - tutejsi ludzie są naturalni, zwłaszcza na prowincji, na jakiej teraz żyjemy. A Europejczycy czy Amerykanie rzadko mówią, co tak naprawdę myślą. Trzeba zapewnić im pogodę, dobre jedzenie, picie oraz fajne fotki na Instagram. Wtedy będą szczęśliwi. Nie chcę generalizować, ale od otwarcia naszego resortu obsłużyliśmy ponad 400 osób i niestety to, o czym mówię, dotyczy co najmniej połowy z nich.

Całe szczęście, że jest grupa świadomych ludzi, którzy traktują wyjazd do nas jak przygodę, cieszą się dziewiczą przyrodą, krystalicznie czystą wodą, są otwarci na spotkania z miejscowymi, pomagają nam przygotowywać kolację czy ognisko. Bez nich pewnie byśmy już dawno przenieśli się na małą, prywatną działkę, na której nie czulibyśmy się ciągle jak w pracy. Pewnie kiedyś tak zrobimy, ale póki co mamy jeszcze sporo radości ze spotkań i rozmów z naszymi gośćmi.

Tych, co mają problemy z dostosowaniem się do tego miejsca, chcemy uświadamiać, że wielu rzeczy można się nauczyć, tylko trzeba mieć odpowiednie podejście. Są jednak tacy, których nie da się uszczęśliwić na siłę. To ich problem, choć gdy kolejny raz przyjeżdża do nas np. Amerykanin ubrany w kowbojski kapelusz, a na trekking do dżungli zabiera parasol, to czuję się zmęczony. Nie chce mi się mu tłumaczyć czym jest dżungla. Niech idzie i sam się przekona.

Jeśli ktoś mieszka całe życie w mieście, może nie wiedzieć, jak jest na drugim końcu świata…

Prawda, ludzie z miast najczęściej nie mają wiedzy jak wygląda życie na wyspie. Bo niby skąd mają wiedzieć. Ale smutne jest, że brakuje im często wyobraźni i są oporni na rady. Mam czasem wrażenie, że najlepiej dla niektórych byłoby, gdyby jaskinia, wodospad czy wioska tubylców były ulokowane w pobliżu lotniska, ponieważ jazda lokalnymi środkami transportu lub łódką ich przeraża. Porównują wycieczki do Dubaju czy Kuala Lumpur z wyjazdem do Podziemnej Rzeki u nas na Palawanie i się dziwią, że w Sabangu nie ma bankomatu, a w resorcie nie można płacić kartą kredytową. Jak tracą połączenie z wi-fi to wpadają w panikę, bo obawiają się, że nikt ich nie znajdzie.

Co można radzić osobom, które planują się do was wybrać?
Po pierwsze niech przed wyjazdem sprawdzają, dokąd się właściwie udają. Ponadto warto nas podpytać o pewne rzeczy. Ale nie o markę plecaka czy spodni, tylko np. gdzie warto wymienić walutę, jak do nas dojechać, o której godzinie robi się ciemno, kiedy jest pora deszczowa itp.

Każdemu, kto dokona rezerwacji na portalach noclegowych wysyłamy wiadomość powitalną z podstawowymi informacjami. Niestety, wiele osób tego nie czyta, a potem są zdziwieni np. że muszą przemieszczać się łódką. Przecież wybierając się do kraju, który ma ponad 7 tys. wysp, można się spodziewać, że przeprawa transportem wodnym jest nieunikniona.

Póki co robimy swoje. Dużo się uczymy. Jesteśmy szczęśliwi. Rozbudowujemy resort i obsługujemy coraz więcej turystów. Na wakacje jeździmy do Polski. Może złapiemy trochę dystansu, gdy znów zetkniemy się z polską rzeczywistością.

Polub WP Turystyka
WP
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP