Z małą Hanią na Kaukazie

Z małą Hanią na Kaukazie

Ania Alboth (Sulewska) - polska dziennikarka wraz z mężem - niemieckim fotografem Thomasem Alboth'em i z półroczną córeczką Hanią przejechali samochodem w sześć miesięcy szlak od Rumunii przez Gruzję, Azerbejdżan, Armenię po Turcję, w drodze pisząc bloga i robiąc zdjęcia.

Ania Alboth (Sulewska) - polska dziennikarka wraz z mężem - niemieckim fotografem Thomasem Alboth'em i z półroczną córeczką Hanią przejechali samochodem w sześć miesięcy szlak od Rumunii przez Gruzję, Azerbejdżan, Armenię po Turcję, w drodze pisząc bloga i robiąc zdjęcia.

1 / 18

Z małą Hanią na Kaukazie

Obraz
© Thomas Alboth

Pasterze przynosili mleko, kobiety częstowały owocami. A że Hania nikogo się nie bała, dobrze czuła na każdych rękach – to było jeszcze milej.

2 / 18

Z małą Hanią na Kaukazie

Obraz
© Thomas Alboth

Nie mówiąc już o praktycznych sytuacjach, w których nam się Hania przydała, np. podczas dyskusji z rosyjską policją (która zatrzymywała nas co pół godziny próbując wyłudzać łapówki) albo podczas przekraczania granic, kiedy oficjele otwierali dyplomatyczne bramki, żeby nas szybciej odprawić.

3 / 18

Z małą Hanią na Kaukazie

Obraz
© Thomas Alboth

Różnice kulturowe, w tym różnice w stosunku: dzieci – rodzice podróżujący z dziećmi powinni brać pod uwagę. Na Kaukazie czy w Turcji, dziecko to dobro wspólne. I zabawiać je będzie ten, kto właśnie weźmie je na ręce. W restauracjach czy w herbaciarniach Hania bardzo często zostawała porwana do kuchni przez kelnerki i kucharzy.

4 / 18

Z małą Hanią na Kaukazie

Obraz
© Thomas Alboth

Hanię absolutnie nie dziwiły inne stroje, fryzury czy inne brzmienie języków. Jak na przykład trafiliśmy w Mołdawii do króla Romów, bardzo zainteresowały ją złote zęby u kobiet.

5 / 18

Z małą Hanią na Kaukazie

Obraz
© Thomas Alboth

Podczas dni spędzonych z Czeczenami najbardziej spodobały jej się pieśni i tańce, podnosiła rączki do tańca.

6 / 18

Z małą Hanią na Kaukazie

Obraz
© Thomas Alboth

Natomiast co do zwierząt, nas to bardzo cieszyło, że Hania nauczyła się jak mówi krówka, owca czy osioł nie z książeczek z dźwiękami, ale na żywo. Miała swój codzienny program przyrodniczy, tyle że nie w telewizji, ale przez okno samochodu. Super.

7 / 18

Z małą Hanią na Kaukazie

Obraz
© Thomas Alboth

Król Romów tak polubił Hanię, że chciał ją kupić dla swojego wnuka na żonę. Ucieszyła nas ta sytuacja, bo słyszeliśmy o nim, że za rozmowy z dziennikarzami zawsze chce pieniądze. A my tylko spacerowaliśmy po mieście z Hanią w nosidełku i po chwili zostaliśmy zaproszeni do jego ogródka, a król okazał się przesympatyczny.

8 / 18

Z małą Hanią na Kaukazie

Obraz
© Thomas Alboth

Spędziliśmy parę godzin na rozmowie. Król nie pozwalał sobie zabrać Hani z kolan, z kolei ją bawiła jego długa broda. A żona króla Romów w międzyczasie wywróżyła nam czwórkę dzieci!

9 / 18

Z małą Hanią na Kaukazie

Obraz
© Thomas Alboth

Jedyne, czego rzeczywiście nie mogliśmy robić to wyjście gdzieś wieczorem. Zabrakło dziadków. ;-) Ale po całych dniach pełnych atrakcji może nawet nie mielibyśmy na to siły.

10 / 18

Z małą Hanią na Kaukazie

Obraz
© Thomas Alboth

W drodze nie mieliśmy żadnych problemów. Prawda jest taka, że Hania podczas tych sześciu miesięcy nie złapała nawet kataru. Raz jeden zaraziła się ode mnie opryszczką (na którą szybko dostaliśmy maść od doktora w Mołdawii) i raz wbiła sobie w paluszek drzazgę. Bilans jest dobry. A jej odporność tylko rosła, podczas kąpieli w Morzu Czarnym, Morzu Kaspijskim, jeziorach czy górskich strumykach. Ale też my, choć Hania była wcześniakiem, nigdy nie byliśmy „chuchająco-dmuchającymi rodzicami”.

11 / 18

Z małą Hanią na Kaukazie

Obraz
© Thomas Alboth

Ponieważ na stałe mieszkamy w Berlinie, po urodzeniu dziecka, przez 14 miesięcy rząd płacił pieniądze dla jednego rodzica. Tego, który rezygnuje na ten czas z pracy. Ale to w zupełności wystarczyło. Na te pół roku podróży wynajęliśmy nasze mieszkanie, więc odpadły największe, bieżące koszta. Nocowaliśmy w samochodzie, w namiocie, albo u znajomych (w każdym kraju mieliśmy kilka „baz” z pralką i z Internetem).

12 / 18

Z małą Hanią na Kaukazie

Obraz
© Thomas Alboth

Głównie gotowaliśmy sami, a jeśli nawet jedliśmy w barach czy w knajpkach to gruzińskie czy azerskie ceny - poza stolicami - są nieporównywalnie niskie z Warszawą czy z Berlinem. No i dochodzi do tego gościnność ludzi, którzy na każdym kroku zapraszali nas na kawę, ciasto, obiad czy kolację.

13 / 18

Z małą Hanią na Kaukazie

Obraz
© Thomas Alboth

Natomiast do kosztów podróży należy doliczyć na pewno ubezpieczenie zdrowotne, wizy i benzynę, która na szczęście jest dużo tańsza na wschodzie.

14 / 18

Z małą Hanią na Kaukazie

Obraz
© Thomas Alboth

Wiedzieliśmy, że Hania musi mieć trzy ważne rzeczy: wygodny fotelik, stałe miejsce do spania (zabraliśmy ze sobą turystyczne łóżeczko), no i ukochanego przyjaciela misia, który był zawsze ten sam, mimo zmieniających się widoków za oknem.

15 / 18

Z małą Hanią na Kaukazie

Obraz
© Thomas Alboth

Na starcie mieliśmy paczki pieluch i skrzynkę gotowych słoiczków z jedzeniem, tak na wszelki wypadek. Ale szybko się zorientowaliśmy, że przecież wszędzie są dzieci i wszędzie wszystko można dokupić. Czasem zdarzało się, że pieluszki były na sztuki, a napisów na słoiczkach nie dało się rozszyfrować ;-), ale to nic.

16 / 18

Z małą Hanią na Kaukazie

Obraz
© Thomas Alboth

Nie jesteśmy strachliwi, poza tym mamy doświadczenie, sporo podróżowaliśmy. Poza Gruzją (która okazała się najwspaniajszą niespodzianką tej wyprawy), przynajmniej jedno z nas było w każdym z tych krajów. Wiedzieliśmy, czego możemy się spodziewać.

17 / 18

Z małą Hanią na Kaukazie

Obraz
© Thomas Alboth

Znamy języki, w których można się tam wszędzie porozumieć (przede wszystkim bardzo dobrze rosyjski). Zabraliśmy ze sobą siatkę przeciw komarom i dobrze zaopatrzoną apteczkę. No i co najbardziej istotne i dające ogromne poczucie bezpieczeństwa, mieliśmy na tej trasie wielu serdecznych przyjaciół, którzy pomagali nam w kontaktach z urzędem, policją, szpitalem etc.

18 / 18

Z małą Hanią na Kaukazie

Obraz
© Thomas Alboth

Z małą, wesołą dziewczynką, a tym bardziej blondyneczką na Kaukazie, wszystkie drzwi były dla nas otwarte. Zaprosili nas do siebie na herbatę i ciasto nawet Osetyńczycy w obozie dla uchodźców w Gruzji, z którymi nie bardzo mogliśmy rozmawiać. Ale to jest właśnie czar dziecka – można po prostu usiąść razem i wspólnie bawić się z Hanią.

Wybrane dla Ciebie

Komentarze (0)