Trwa ładowanie...
d2ap8p8

Zamieszkali w lesie. "To nie był projekt anty-miasto, ale raczej pro-las"

Lasy pokrywają powierzchnię blisko 30 proc. Polski. By do nich dotrzeć, potrzebujemy średnio 23 minut. Magda Bębenek i Piotr Horzela postanowili w jednym z nich zamieszkać i na półtora roku przeprowadzili się w głąb Puszczy Knyszyńskiej. - Przebywanie w naturze ma terapeutyczny wpływ i powinno być obecnie podstawą budowania naszej odporności i dbania o higienę codziennego życia - mówi Magda.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Kiedy siedzieliśmy między jabłonkami, słysząc śpiew ptaków, odechciewało nam się jazdy do miasta - opowiada Magda
Kiedy siedzieliśmy między jabłonkami, słysząc śpiew ptaków, odechciewało nam się jazdy do miasta - opowiada Magda (laswnas.com)
d2ap8p8

Joanna Klimowicz: Po Indiach, Hawajach, Ameryce Południowej postanowiliście zamieszkać w Puszczy Knyszyńskiej na Podlasiu. Dlaczego?
Magda Bębenek, podróżniczka, pisarka, promotorka idei powrotu do natury: - Pomieszkiwałam w Indiach przez trzy miesiące, a na Hawajach przez pięć, w międzyczasie sporo podróżowałam. Piotrek [Piotr Horzela - podróżnik, przyrodnik, prowadzi kanał przyrodniczy na YouTube "Piotr Horzela opowiada" i tworzy serię filmów "O lesie" - przyp. red.] ponad półtora roku spędził w Polskiej Stacji Polarnej, prawie dwa lata w Sudanie Południowym. Przed naszym projektem niespiesznie jeździł rowerem po Podlasiu. Bardzo spodobała mu się tutejsza przyroda i ludzie. We mnie chyba też odezwał się zew ziemi moich przodków (rodzina prababci miała posiadłość w Tykocinie). Kiedy Piotrek zasugerował, abyśmy się wynieśli do lasu, od razu pomyśleliśmy o Podlasiu.

Rozważaliśmy przez chwilę Puszczę Białowieską, ale za dużo było wokół niej konfliktów. Z paru różnych źródeł skierowano nas w okolice Puszczy Knyszyńskiej. Lokalna osoba pomogła nam znaleźć tam kawałek ziemi, który zaczęliśmy dzierżawić, a producent domów mobilnych z Białegostoku zgodził się zbudować i na kilka miesięcy udostępnić nam drewniany domek na kółkach.

Chatka w głuszy? Jakimi wygodami tam dysponowaliście?
Na 35 m kw była tam bardzo fajnie rozplanowana przestrzeń. Mieliśmy sypialnię, która zaczynała się i kończyła na łóżku, łazienkę z pralką i prysznicem, część salonowo-jadalno-kuchenną i pokój dla gości, który służył za biuro. Ludzie myśleli, że pojechaliśmy tam żyć z tego, co znajdziemy w lesie, ale ja wyprowadzałam ich z błędu mówiąc, że mieliśmy zmywarkę do naczyń! To zdecydowanie nie był projekt surwiwalowy. Dom stanął w dolinie rzeki, na obrzeżach osady. Z tarasu widzieliśmy kilka starych jabłonek, a za nimi - ścianę lasu.

Mieliśmy świetnych sąsiadów, którzy bardzo nam pomagali. W odległości ok. kilometra było kolejne gospodarstwo, do wsi mieliśmy ok. 6 km, a do Czarnej Białostockiej - ok. 13 km. Na początku, kiedy poruszaliśmy się tylko pieszo i rowerami, poranne zakupy na tamtejszym targu urastały do rangi porządnej wyprawy.

d2ap8p8

Zobacz też: Las deszczowy na Antarktydzie

A zdarzało się wam wyrywać gdzieś dalej?
W naszym przypadku nie było mowy o ucieczce z dużego miasta do puszczy. Projekt nie był czymś "anty-miasto", ale raczej "pro-las". Bywaliśmy w mieście, aby coś załatwić czy nawet pójść do kina, ale… Kiedy siedzieliśmy między jabłonkami, słysząc śpiew ptaków, odechciewało nam się jazdy do miasta. Dopiero na późniejszym etapie zaczęłam odczuwać tęsknotę za znajomymi i łatwością uczestnictwa w różnych wydarzeniach. Tak jak z wielką radością do puszczy przyjechaliśmy, tak z podobną wróciliśmy na trochę do miasta.

Ale swój pobyt w puszczy przedłużyliście?
Założyliśmy początkowo siedem miesięcy - od kwietnia do listopada 2018 r., ale już w czerwcu zaczęliśmy rozmawiać o przedłużeniu pobytu. Domek mobilny dostaliśmy tylko na siedem miesięcy, a potem, po odnowieniu, został zlicytowany na finale WOŚP i znalazł się w TOP10 najwyższych licytacji. Znaleźliśmy alternatywę i wylądowaliśmy w osadzie 4 km dalej, gdzie wynajęliśmy malutki domek. Tam mieszkaliśmy od stycznia do października 2019 r.

Jakie były wasze codzienne zajęcia podczas tego projektu?
Snuliśmy się po lesie, uprawialiśmy ogródek, czasem gdzieś wyjechaliśmy. Prowadziliśmy z grubsza normalne życie, tylko w osadzie leśnej. Zanim przyjechaliśmy do puszczy, Piotrek już prowadził swój kanał na YouTube, założeniem więc było, by kręcić kolejne odcinki. Ja też wystartowałam ze swoim kanałem - "Wracamy do natury". Ponieważ każde z nas przed poznaniem się prowadziło jakąś swoją działalność - Piotrek był związany z edukacją przyrodniczą, a ja wydałam dwie książki dla kobiet - chcieliśmy stworzyć coś wspólnie. Zdecydowaliśmy, że będziemy razem prowadzić profil na Instagramie "Las w nas", relacjonując codzienne przygody. Profil nadal prowadzimy, oprócz treści leśnych i przyrodniczych dorzucając treści o szeroko rozumianym zaangażowaniu.

Co się najbardziej podobało widzom?
Na Instagramie bardzo dużym zainteresowaniem cieszyła się np. zabawa fotograficzna "Leśny weekend". Śmiejemy się, że na kanale Piotrka najczęściej oglądanym filmem jest jak ściąć drzewo. U mnie dużą popularnością cieszył się wywiad, który przeprowadziłam w "Puszczyku" - pierwszym w Polsce leśnym przedszkolu. Ale też film o tym, jak zrobić oksydowaną herbatę, który nagrałam z lokalną zielarką Agnieszką Prymaką, czy dżem z młodych pędów świerku. Zainteresowanie tematyką jest bardzo duże i widzimy bardzo pozytywny odbiór takich treści, nie tylko naszego autorstwa. Coraz więcej osób rozpoznaje pewną stratę i tęsknotę za życiem spokojniejszym, bardziej osadzonym w lokalnym ekosystemie i społeczności. Dodatkowo natura jest fascynująca.

A czego nauczyliście się sami?
Piotrek, choć już wcześniej miał dużą wiedzę, to jednak wychował się w leśniczówce na Pomorzu, w innym typie lasu. Przez pierwsze tygodnie nie mieliśmy bieżącej wody. Nie mieliśmy okazji podpiąć mediów, bo Piotrek cały czas latał robić zdjęcia kwiatkom. Znał je z podręczników, ale w borze sosnowym ich nie uświadczył. Był zafascynowany. Ja się uczyłam wszystkiego - od rozpoznawania gatunków drzew, ziół, tropów i zwyczajów zwierząt, aż po to, jak brzmi śródleśna łąka w nocy.

Co poradzicie tym, którzy mieszkają w mieście i nie mają aż tyle odwagi, co wy, by przeprowadzić się w głuszę?
Wszędzie można mieć kontakt z naturą. Kiedy mieszkamy w Warszawie, codziennie za oknem obserwujemy dziesiątki ptaków. Ostatni opublikowany film Piotrka jest właśnie o miejskich krukowatych. Równocześnie bardzo zachęcamy do tego, by sobie regularnie organizować wyjazdy w lasy, rządzące się swoimi prawami. I na stosunkowo bliskie Podlasie, łatwo dostępne z centralnej Polski, gdzie jest mnóstwo spokoju, lokalnych agroturystyk, gdzie ludzie są przesympatyczni. I w inne miejsca w kraju. Te lasy pokrywają powierzchnię blisko 30 proc. Polski, a by do nich dotrzeć, potrzebujemy średnio 23 minut.

Super sprawą jest schodzenie z ubitych ścieżek (oczywiście poza rezerwatami) i gubienie się w lesie, cierpliwa obserwacja, podpytanie lokalnych ludzi gdzie wyjść, żeby obserwować zwierzaki, gdzie są ciekawe stanowiska ziół czy chociażby dzikiej róży, żebyśmy mogli sobie nazrywać płatków na susz na herbatę. Bardzo zachęcam też do wprowadzania natury do naszego codziennego życia, poza wymiarem spędzania czasu na świeżym powietrzu. Zwróćmy uwagę jakimi materiałami otaczamy się w domu, czy mamy rośliny, jak blisko do natury jest naszemu jedzeniu, i kosmetykom, których używamy czy materiałom, z których są wykonane nasze ubrania. Obszarów kontaktu z naturą jest wiele, niezależnie od tego, gdzie mieszkamy.

Na razie takie wycieczki są wstrzymane ze względu na zakaz wstępu do lasu, wprowadzony w związku z epidemią koronawirusa. Jak go oceniasz?
Patrząc na to, jakie inne środki wprowadzane są w życie w odpowiedzi na obecną sytuację oraz mając świadomość tłumów, które gromadziły się w miejskich parkach i lasach, nie dziwi mnie ten zakaz. Nie oznacza to jednak, że w takiej formie go popieram czy uważam za słuszny. Przypuszczam, że można było tę sytuację rozwiązać wprowadzając konkretne i miejscowe ograniczenia wstępu do lasu, zamiast całkowitego zakazu - zresztą mamy już opinię Rzecznika Praw Obywatelskich, że przepis ten był nielegalny.

Mam wrażenie, że bardzo wiele podejmowanych obecnie decyzji, nie tylko w Polsce, jest wynikiem atmosfery wielkiego stresu i strachu, zakrawających na panikę. A wiadomo, że w takim stanie robimy wiele nieprzemyślanych i nielogicznych rzeczy. Osobiście głęboko wierzę w to, że przebywanie na świeżym powietrzu i w otoczeniu zieleni jest niezbędne dla zachowania naszego zdrowia fizycznego, psychicznego i emocjonalnego - szczególnie w tak trudnym dla wielu czasie. Uważam, że przebywanie w naturze ma na nas terapeutyczny wpływ i powinno być obecnie podstawą budowania naszej odporności i dbania o higienę codziennego życia. Równocześnie musi się to odbywać w sposób odpowiedzialny, nie narażający nas czy innych na niepotrzebne zagrożenie.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

d2ap8p8

Podziel się opinią

Share

d2ap8p8

d2ap8p8