Jedyne takie miejsce w Trójmieście. "Nie ma wymówek. Warunki są, trzeba jeździć"
Odwieczny problem Polaków polega na tym, że morze i góry dzielą setki kilometrów. Ale czy mieszkańcy Pomorza muszą jechać w Tatry, żeby pojeździć na nartach? Mało kto wie, że stok narciarski mamy też w Sopocie. - Dla wielu osób to jest paradoks. Stok w Sopocie, jak to możliwe? A wyciąg działa już od ok. 15 lat - mówi WP Maciej Okuniew ze stacji narciarskiej Łysa Góra.
Sopot od lat udowadnia, że potrafi zaskoczyć zimą, oferując coś, czego nad polskim morzem trudno się spodziewać, czyli przestrzeń do uprawiania sportów zimowych.
Wyciąg narciarski nad morzem to dla wielu paradoks - a jednak można
Nie ma się co oszukiwać, ukształtowanie geograficzne terenu na północy Polski sprawia, że nie poszalejemy, jeśli chodzi o wysokość wzniesienia i długość stoku narciarskiego. Łysa Góra umożliwia zjazd z wysokości 39 m, a sama długość trasy to zaledwie ok. 280 m.
Chcieli turystów, teraz mają ich dość. "To jest bardzo trudny temat"
Jest to za to jedyne miejsce w Polsce, w którym ze stoku narciarskiego można podziwiać widok na Bałtyk i panoramę Gdańska. Widok jest naprawdę urzekający. Zwłaszcza nocą, kiedy w oddali migoczą światła miasta.
- Dla wielu osób to jest paradoks. Stok w Sopocie, jak to możliwe? A wyciąg działa już od około 15 lat, więc kiedy tylko były zimy, to my ten sezon zawsze mieliśmy dobry - mówi nam Maciej Okuniew ze stacji narciarskiej Łysa Góra. - Ludziom bardzo się tutaj podoba. Jest restauracja, gdzie można coś zjeść, napić się czegoś ciepłego, odpocząć. Dzieciaki mogą wypić gorącą czekoladę, zjeść coś słodkiego i po prostu chwilę się zrelaksować - opowiada.
Chętnych do korzystania ze stacji narciarskiej nie brakuje. Gdy tylko warunki pogodowe dopiszą, w okolice Łysej Góry zjeżdżają zarówno turyści, jak i mieszkańcy Trójmiasta. A że w ostatnich tygodniach zimowa aura nie opuszczała Pomorza, to i warunki sprzyjały korzystaniu z infrastruktury.
- Frekwencja już od czwartku jest bardzo duża, praktycznie w każdy weekend. W soboty i niedziele obłożenie jest ogromne, szczególnie w niedzielę. Chętnych do zjeżdżania nie brakuje. Ludzi jest naprawdę dużo - wyjaśnia pan Maciej. - W tym roku jak dotąd odwiedzały nas głównie osoby z Pomorza: z Łeby, Wejherowa, Gdańska, Gdyni. Mieliśmy nawet gości, którzy przyjeżdżali do nas z Elbląga, bo tam zamknęli dwa stoki. Niektórzy nawet planowali wyjazd do Zakopanego z dziećmi, ale postanowili zostać tutaj, bo wcześniej nie wiedzieli, że w Sopocie w ogóle jest stok narciarski - dodaje.
Warto korzystać z infrastruktury, jaką mamy pod nosem
Na Łysą Górę wybrałam się w piątkowy poranek. Przed godziną 11 stok był niemal pusty. Dzięki temu nie czekałam w kolejce ani do kasy, ani do wyciągu. Największą wadą małych ośrodków narciarskich są tzw. orczyki, które stanowią utrudnienie zwłaszcza dla osób jeżdżących na snowboardzie. Ostatecznie udało mi się z tym jakoś "pogodzić" i po kilku próbach dotarłam na górę.
Ze szczytu w istocie rozciąga się całkiem przyjemna panorama miasta z wąskim przesmykiem, w którym spomiędzy drzew wyłania się fragment morza. Razem ze mną na stoku było kilku snowboardzistów. Reszta to narciarze. Większość z nich to mieszkańcy Trójmiasta.
- Fajnie mieć tutaj blisko taką górkę, gdzie zawsze można coś poćwiczyć i po prostu się pobawić. Nawet wieczorami po pracy. To jest znakomita możliwość. Myślę też, że to jest przystępny stok. Wjazdy nie są drogie. Infrastruktura może pamięta lepsze czasy, natomiast to nie jest jakaś wada nie do przeskoczenia - mówi pan Tomek, mieszkaniec Sopotu, który na stok wybrał się w ramach integracji ze swoimi współpracownikami. - Jak ktoś chce skorzystać, to jak najbardziej może. I myślę, że warto. Każdy, kto mieszka w okolicy i kocha zimę oraz sporty zimowe, powinien tu przyjść. Stok jest pod bokiem, nie ma wymówek. Warunki są, trzeba jeździć - śmieje się.
Koszty wjazdu na Łysą Górę zaczynają się od 5 zł
Na miejscu działa wypożyczalnia, więc osoby, które nie mają sprzętu, a chciałyby spróbować swoich sił na Łysej Górze, również mają taką możliwość. Ośrodek czynny jest w godzinach 10-21. Można kupić zarówno pojedyncze wjazdy, w cenie 5 zł, jak i większe karnety. Pakiet 10 wjazdów kosztuje 45 zł, 20 wjazdów - 80 zł, a 40 wjazdów 150 zł.
Czytaj także: Narciarze narzekają. "Więcej stania, niż jeżdżenia"
- Jak dotąd frekwencja była naprawdę ogromna, mieliśmy co robić. Jesteśmy ciekawi, jak będzie później, kiedy ferie ruszą w innych regionach Polski. Tutaj naprawdę nie ma co narzekać, bo proszę zobaczyć: przyroda dookoła, las, to wszystko może się ludziom podobać. Tak naprawdę wygląda to podobnie jak w górach. Jak pojedzie się do Zakopanego czy w inne miejsca na południu, to tam też jest taka roślinność - zachęca Maciej Okuniew.