Piramida - arktyczne miasto duchów

Piramida - arktyczne miasto duchów
Źródło zdjęć: © Dmitry Chulov - Shutterstock

Podczas zimnej wojny stykał się tu Wschód z Zachodem. Piramida była wizytówką ZSRR. Dziś do miasta-widma przypływają jedynie turyści. W burtę statku uderzają coraz większe kry lodowe. Zbliżamy się do końca fiordu. Po prawej stronie widzimy gigantyczny lodowiec Nordenskiöld przypominający swoją budową widownię antycznego teatru. Na lewo zaś odsłania się przed nami "scena" - zabetonowany brzeg, z którego sterczą dachy budynków i dziwnych konstrukcji. Przez głowę przebiega mi myśl, aby wdrapać się na samą górę lodowca. Stamtąd byłby jeszcze lepszy widok na to opuszczone miasto. W tym samym momencie nasz statek skręca jednak raptownie w lewo. Płyniemy dokładnie w stronę miasta duchów - Piramidy. To dawna osada radziecka położona na arktycznej wyspie Spitsbergen, należącej do archipelagu Svalbard.

Podczas zimnej wojny stykał się tu Wschód z Zachodem. Piramida była wizytówką ZSRR. Dziś do miasta-widma przypływają jedynie turyści. W burtę statku uderzają coraz większe kry lodowe. Zbliżamy się do końca fiordu. Po prawej stronie widzimy gigantyczny lodowiec Nordenskiöld *przypominający swoją budową widownię antycznego teatru. Na lewo zaś odsłania się przed nami "scena" - zabetonowany brzeg, z którego sterczą dachy budynków i dziwnych konstrukcji. Przez głowę przebiega mi myśl, aby wdrapać się na samą górę lodowca. Stamtąd byłby jeszcze lepszy widok na to opuszczone miasto. W tym samym momencie nasz statek skręca jednak raptownie w lewo. Płyniemy dokładnie w stronę *miasta duchów - Piramidy. To dawna osada radziecka położona na arktycznej wyspie Spitsbergen, należącej do archipelagu Svalbard. W czasach zimnej wojny była tętniącym życiem ośrodkiem węglowym, do którego sprowadzano najlepszych specjalistów z całego ZSRR. Podpływamy do brzegu, załoga statku zrzuca liny. Schodzimy
na ląd. - Zdrastwujtie - wita nas mężczyzna o chłodnym spojrzeniu, który ma być w *Piramidzie *naszym opiekunem.

Tekst: Andrzej Budnik, www.podroze.pl

1 / 4

Atrakcje Norwegii - Piramida, Spitsbergen

Obraz
© Dmitry Chulov - Shutterstock

Osada sprawia bardzo pozytywne pierwsze wrażenie. Już z daleka widać solidne budynki. Nie przypominają tych w stylu "wielkiej płyty". Część bloków jest pomalowana na różne kolory, inne pokryte czymś w stylu boazerii. Wszystko schludne i zadbane, ale jakby zastygłe. Martwe. Kirył, który oprowadza nas po mieście, opowiada z dumą w głosie, że kiedyś każdy chciał tu mieszkać, nawet najwybitniejsi naukowcy i specjaliści. Zarobki były świetne, dobre jedzenie sprowadzano z całego ZSRR. Istniała dobrze zaopatrzona kantyna, najbardziej na północ wysunięta pływalnia, dom kultury oraz piękna, spacerowa aleja z nieziemskim widokiem na lodowiec. Żartobliwie lub wręcz ironicznie nazywana była Champs Élysées. U jej szczytu do dziś stoi popiersie Lenina - też najbardziej wysunięte na północ. W Piramidzie podczas zimnej wojny stykał się Wschód z Zachodem. Na Svalbardzie, znajdującym się pod jurysdykcją norweską, umożliwiono władzom ZSRR wykreowanie Piramidy na wizytówkę kraju. Partia nie szczędziła
dotacji dla arktycznej kopalni węgla. Miasto gościło zagraniczne delegacje i z dumą oraz wypiętą piersią mówiono: "Patrzcie towarzysze. Takie mamy kopalnie węgla, nawet w Arktyce". Węgiel był tu jednak tylko pretekstem. Rosjanom zależało przede wszystkim na tym, aby na Spitsbergenie być i mieć porty morskie, do których mogłyby wpływać rosyjskie statki handlowe i wojskowe. Zostało tak do dziś i choć kopalnia już dawno nie działa, to cel jest ten sam - utrzymać strategiczne miejsce i sprawić, aby przynajmniej na siebie zarabiało. Pan Piotr, zarządca Piramidy z ramienia Konsula Federacji Rosyjskiej, opowiada mi o planach przekształcenia tego miejsca w atrakcję dla bogatych turystów. Restauracja i hotel już działają, można zostać tu na noc.

2 / 4

Atrakcje Norwegii - Piramida, Spitsbergen

Obraz
© Dmitry Chulov - Shutterstock

Bez broni ani rusz. Problem sprawiają niestety niedźwiedzie polarne, które potrafią beztrosko wałęsać się po ulicach miasta, a nawet zaskoczyć w pustostanach. Dlatego nie wolno po mieście, także po budynkach, chodzić samemu. Przebywanie w Piramidzie jest jeszcze bardziej niebezpieczne niż poruszanie się na dziko po tundrze. Niedźwiedź może być 2-3 metry od nas, zaraz za rogiem budynku. On nas wyczuje, my go nie zobaczymy, a w razie ucieczki nie mamy szans. Zgodę na samotne poruszanie się po terenie Piramidy otrzymują tylko wyposażeni w mausera lub broń krótkolufową. W naszej grupie znajdują się dwie uzbrojone osoby. Podczas zwiedzania opuszczonych budynków towarzyszy nam też Kirył. Wędrując bez pośpiechu w małej grupie, można zobaczyć prawdziwe oblicze tego miasta duchów. Zdecydowanie największe wrażenie robią puste mieszkania. Wszystkie mają taki sam układ - przedpokój, łazienka i niewielki pokoik. Takich bliźniaczych mieszkań są setki, ale różnią się od siebie charakterem. Staram się
rozszyfrowywać, kto kiedyś w danym mieszkaniu przebywał. Można się tego domyślić po zostawionych rzeczach, książkach, plakatach i obrazkach wiszących na ścianie. A czasem po bardzo osobistych dokumentach porzuconych w pośpiechu.

3 / 4

Atrakcje Norwegii - Piramida, Spitsbergen

Obraz
© Dmitry Chulov - Shutterstock

Najczęściej wspólnym mianownikiem dla wszystkich mieszkań są ścienne kalendarze, które zatrzymały się na podobnej dacie. Są też zwiędnięte kwiaty, które zwisają ze starych donic. Suchy i mroźny klimat arktyczny spowalnia proces rozkładu. Drugim miejscem, które robi piorunujące wrażenie, są opuszczone pomieszczenia służb KGB. Na pozór nie różniące się od innych pokoje mają tajne przejścia. Pancerne, grube na 5-6 centymetrów drzwi wprowadzają nas do sekretnego świata. Tak samo jak mieszkania, opuszczonego w pośpiechu. Częściowo spalone dokumenty mieszają się ze świetnie zachowanymi aktami osobowymi. Do dziś można odczytać dane ludzi żyjących w Piramidzie i dowiedzieć się skąd pochodzili, czym się zajmowali. Kiedy chodzę po tych pomieszczeniach, włosy aż jeżą mi się na głowie - to działo się naprawdę. Aparatura do podsłuchu, setki przycisków i kabli, dzięki którym w jednym pomieszczeniu można było sprawdzić, co dzieje się na terenie całego kompleksu kopalni. Za biurkiem brakuje tylko
niedospanego urzędnika, który miałby założone słuchawki na uszach i papierosa w ustach. Bo szklanka po herbacie, a nawet popielniczka z niedopałkami, do dziś stoi tam, gdzie stała kilkadziesiąt lat temu.

4 / 4

Atrakcje Norwegii - Piramida, Spitsbergen

Obraz
© Dmitry Chulov / Shutterstock.com

Pod koniec lat 80. ze wschodniej Ukrainy przywieziono specjalnie bardzo żyzną ziemię, aby rozsypać ją w centrum Piramidy i zasiać trawę - namiastkę wegetacji. Życia w ogóle. Rośliny w Arktyce nie mają łatwo, drzewom udaje się wyrosnąć dosłownie na kilka centymetrów. Można je wręcz zadeptać. Rury wodociągowe i kanalizacyjne oraz prąd poprowadzono nad ziemią z tego samego powodu - wiecznej zmarzliny. Obudowane deskami i balustradami, stanowiły idealne ścieżki do spacerowania z centrum miasta w stronę lodowca. Gdy idziemy tą trasą, w pewnym momencie na horyzoncie zauważamy coś białego. Momentalnie wyostrza nam się czujność. To coś wbiega pod drewnianą promenadę i przemieszcza się w naszym kierunku. Pierwsze skojarzenie jest zawsze takie samo - niedźwiedź. Ale im jest bliżej nas, tym lepiej widzimy szczegóły. Niedźwiedź okazuje się pięknym lisem arktycznym. Ponoć jednym z kilkunastu, które podchodzą do Piramidy w poszukiwaniu jedzenia. Mieszkający niegdyś w Piramidzie ludzie także żyli w poczuciu
strachu
. Z jednej strony mieli wszystko, czego potrzebowali. Z drugiej byli uwięzieni w mieście i odliczali dni do wyjazdu. Jeden z budynków nazywano domem wariatów. Tam mieszkały rodziny z dziećmi, a te nie mogły bawić się na zewnątrz. Chyba że pod specjalnym nadzorem dorosłych. Były też inne budynki - Londyn, w którym zamieszkiwali kawalerowie, oraz Paryż - tam mieszkały niezamężne dziewczyny. Gorsze dni dla firmy Arktik Ugl (Arktyczny Węgiel) nadeszły nagle. Związek Radziecki upadł, skończyły się subsydia rządowe, firma obsługująca kopalnię była skazana na upadek. Wydobycie węgla właściwie nigdy nie było rentowne. Ostatecznie firmę pogrążyła katastrofa samolotu ze 141 pracownikami Arktycznego Węgla lecącymi z Moskwy na Spitsbergen. 31 marca 1998 r. wydobyto w Piramidzie *ostatnią tonę węgla. Ludzie zaczęli wyjeżdżać. Dziś historia zatacza krąg. Nie ma planów, aby znów wydobywać węgiel, jednak *Spitsbergen staje się coraz bardziej dostępny turystycznie. *Piramida *intryguje swoją
historią, a jej urokliwe położenie sprawia, że każdego dnia odbywa się tutaj niesamowity spektakl świateł i cieni, który nadaje temu miejscu jeszcze bardziej tajemniczy charakter.

Tekst: Andrzej Budnik, www.podroze.pl

Wybrane dla Ciebie

Komentarze (0)