Trwa ładowanie...
d34h7eq

Podróż samolotem, o której chciałoby się zapomnieć. Zapiski z dziennika pasażera

Pasażer pasażerowi wilkiem. Taki wniosek można wysnuć, jeśli podróżuje się m.in. samolotem. Co może się wydarzyć w powietrzu? Jesteście ciekawi? Czytajcie dalej.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Pokładowa moda rządzi się swoimi prawami
Pokładowa moda rządzi się swoimi prawami (WP.PL)
d34h7eq

Kilka dni temu pasażer linii Gol Airlines został aresztowany tuż po wylądowaniu w stolicy Brazylii. Powód? Kobieta siedząca obok niego zdrzemnęła się, a gdy się obudziła zobaczyła na swoim ubraniu białawy płyn. Uznała, że to sperma i oskarżyła go o molestowanie. Niewiarygodne, ale prawdziwe. Czytając depeszę, pomyślałam: "Och, jakże nudne jest moje życie. Latam sporo, a jeszcze nigdy nie przydarzyła się żadna afera godna opisania!". Ale chwilę, może nie doświadczyłam doznań takiego kalibru, ale były przecież niełatwe momenty. Weźmy choćby kilka sytuacji, których byłam świadkiem w czasie tegorocznych podróży. Wynika z nich niezbicie: pasażer pasażerowi wilkiem. A czasami nawet... hummus pasażerowi wilkiem!

Shutterstock.com

Styczeń, Warszawa – Tunis

Lubię latać, ale tylko do momentu wejścia na pokład dziecka. Gdy zobaczę to słodkie niczym uchatka kalifornijska stworzenie, wiem, że to tylko pozorna słodycz, bo z chwilą wejścia na pokład dziecko zamieni się w wyjca afrykańskiego. Proszę się nie dziwić, że gdy je dostrzegam w trakcie odprawy, dreszcz przebiega mi po kręgosłupie. Przewiduję co za chwilę się wydarzy i z reguły się nie mylę. Kopaniem w oparcie fotela malec najpierw obija mi nerki, potem przystępuje do okładania mojej głowy łyżką. Spoglądam niepewnie na jego matkę. Uśmiecha się promiennie, chyba bardzo cieszy się na wycieczkę. Nie chcę jej psuć zabawy, więc tylko błagam wzrokiem o litość. Ale nie dociera. Uprzejmie więc pytam, czy dziecko mogłoby nie bić mnie po głowie, bo jest mi ona potrzebna do pracy. Wtedy dowiaduję się o sobie wielu interesujących rzeczy. Między innymi tego, że rodzice mnie nie kochali (to w najlepszym razie) lub, że moja matka nie prowadziła się najlepiej (to ekstremum).

d34h7eq

Marzec, lot z Warszawy do Nowego Jorku

Niewiele pamiętam z tych 9 godzin. Poza strasznym głodem. Wiem, że żadna poważna linia lotnicza nie szanuje wegan, jednak tym razem byłam spokojna. Zamówiłam wegański posiłek i kilkukrotnie przed startem upewniałam się, że moja prośba zostanie uwzględniona. Gdy na mój stolik wjeżdża taca pełna roślinnych pyszności, wpadam w euforię. Otwieram pudełko z hummusem i nagle dociera do mnie brutalny fakt – nie jestem w restauracji Gordona Ramseya, tylko w wypchanym po brzegi samolocie, na który bilet kupiłam po taniości. W związku z czym do jedzenia dostaję spleśniałe smakołyki. Lecę głodna, bo stewardesa informuje mnie, że nie mają więcej wegańskich opcji.

Kwiecień, lot z Warszawy do Lizbony

Gość przystępuje do akcji jeszcze zanim samolot wystartuje. Boleść na jego twarzy ustępuje miejsca nieskrywanej uldze. Nareszcie! Po dwugodzinnym dulczeniu na lotnisku i półgodzinnej warcie w kolejce do odprawy (zajęcie miejsca jest punktem obowiązkowych każdej wycieczki) wreszcie może zdjąć buty! Wyłania się z nich skarpeta średnio czysta, bynajmniej niepachnąca fiołkami. Ze skarpety od czasu do czasu wygląda na świat paluch…

d34h7eq

Maj, lot z Warszawy do Tuluzy

Siedzę dwa rzędy za nią, a i tak po 15 minutach lotu wiem, jak ma na imię ciocia wujka i jej kuzyna w piątej linii, który zmarł 18 lat temu. "Chatty Kathy" (z ang. "pogadulska Kasia") mówi dużo i mówi głośno. A repertuar tematów jest imponujący. Słowa płyną z jej ust wartko niczym woda w górskim strumyku. Pieszczą moje uszy i każą zastanawiać się nad sensem istnienia.

Zobacz też: Niesamowita metamorfoza. Schudła, bo nie mogła zapiąć pasów

Czerwiec, lot z Londynu do Warszawy

Stało się. Moja przyjaciółka pobiła mężczyznę. Trudno powiedzieć, czyja to była wina. Pana, który odchylając fotel, nie sprawdził, czy ktoś za nim nie ma na stoliku czerwonego wina? Linii lotniczych, które w swojej flocie mają ciasne samoloty? Czy też polskiej rodziny, która jeszcze przed lotem doprowadziła Anię do furii (jej członkowie postanowili czekać na koniec kolejki… na początku kolejki)?

d34h7eq

Faktem jest, że gdy się obudziłam, zobaczyłam, jak moja droga przyjaciółka okłada zrolowaną gazetą faceta. Im bardziej on próbuje się bronić, tym bardziej ona nabiera impetu. Niczym rekin, który poczuł krew i nie odpuści. O niebiosa, pomyślałam, przecież to Azjata. Nie wolno bić ludzi, a już najbardziej tych innych narodowości, bo można zostać posądzonym o rasizm! Zanim zdążyłam uciec, do akcji wkroczyła stewardesa i przywołała Anię do porządku. Do dziś boję się z nią latać.

Sierpień, lot z Warszawy do Berlina

Ciało mojego współpasażera ma niezwykłą właściwość. Po rozparciu się na fotelu nagle zmienia swoją objętość. Rozlewa się niczym ciekły metal i zajmuje połowę mojego miejsca. Jego łokieć w moich żebrach, jego głowa na moim ramieniu, jego obiad na moich kolanach. Nieśmiało próbuję na niego naprzeć swoim wątłym ciałem. Subtelnie zwracam uwagę, że mam już trudności z oddychaniem. Bez trudu unieszkodliwia mnie wzrokiem bazyliszka. Mam ochotę krzyczeć i zabijać, ale ostatecznie tylko w ciszy przeżywam osobisty dramat.

noiseandcolorpdx.com

Wrzesień, lot z Katowic do Dubaju

Lądowanie. Samolot dotyka kołami ziemi. Dla tego faceta to sygnał, że należy natychmiast rozpiąć pasy (choć sygnalizacja wskazuje, by tego nie robić) i biec niczym Forrest Gump, na przekór. Niestety, stoję mu na przeszkodzie. Siedzę z brzegu i nie ruszam się z miejsca, bo boję się, że samolot może nagle zahamować. Współpasażer od okna sapie, dyszy, purpurowieje. Ja wciąż siedzę jak przymurowana. Wtedy mężczyzna przechodzi do akcji – nie może już dłużej zwlekać, przecież tyle na wakacje czekał! Przeciska się przez siedzenia, miażdży mi nogi, gruchocze kości, każąc rozważać amputację obu kończyn. Ale wreszcie jest – na wolności!

d34h7eq

Gdy tylko wyjmie ze schowka walizkę, palto, ponton i dwie reklamówki jedzenia, rusza przed siebie sprintem. Omija przeszkody, tratuje stewardesy, wyważa drzwi wejściowe i na zewnątrz jest pierwszy.

Listopad, lot z Tel Awiwu do Warszawy

Gdy pracownica obsługi lotniska poinformowała nas, że będziemy jedynymi pasażerami, którzy już skończyli szkołę, nie wiedzieliśmy, co oznacza jej tajemniczy uśmiech. Wkrótce wszystko stało się jasne. Po wejściu na pokład zobaczyłam... ludzki rój szarańczy. Młodzież lecąca na szkolną wycieczkę to doświadczenie z gatunku tych granicznych. Opisać się tego nie da. Dość powiedzieć, że samolot już po ukończonym boardingu przez 45 min nie mógł wystartować, bo dzieciaki nie chciały zająć miejsc.

Nauczyciele nawet nie próbowali zapanować nad sytuacją. Stewardesy szybko się poddały. A nas nie uratowało nawet zamówione w dużych ilościach wino. Bo go na pokładzie nie było.

d34h7eq

Podziel się opinią

Share

d34h7eq

d34h7eq