Trwa ładowanie...
d2u72v1

Polak od roku żyje w buddyjskim zakonie. "Jestem jakby brakującą cegiełką dopełniającą całość"

- Jestem mnichem buddyjskim, mieszkam w klasztorze Thamkrabok w Tajlandii. Nasz zakon opiera swoją praktykę o tradycję mnichów leśnych, zwanych także tradycją tudong, albo ścieżką pustelników – mówi mi Dawid, a ja zastanawiam się jak wiele ludzie są w stanie poświęcić, tylko po to, by znaleźć spokój. Przekonajmy się.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Dawid trafił do zakonu w ubiegłym roku. Odpowiada mu taki styl życia
Dawid trafił do zakonu w ubiegłym roku. Odpowiada mu taki styl życia (Facebook.com/david.schwalk)
d2u72v1

Zakon Wat Thamkrabok położony jest w niezwykle malowniczej okolicy, otoczony pasmem krasowych wzniesień, pośród dżungli. Dawid trafił tam w lutym ubiegłego roku.

Ilona Raczyńska: Skąd ten pomysł?
Dawid Schwalk: Narastał we mnie, ale zostanie mnichem nie było planowane. Będąc w podróży dookoła świata, zachęcony opowieściami o niezwykłym pięknie miejsca, odwiedziłem klasztor Thamkrabok. Przyjechałem na kilka dni, zostałem na dłużej.

Facebook.com/david.schwalk

Rozumiem, że można się zachwycić pięknym miejscem, ale decyzja o pozostaniu mnichem to poważna sprawa. Dlaczego mnich w Tajlandii, a nie ksiądz w Polsce?
To bardzo dobre pytanie. W sumie nie ma dużej rozbieżności pomiędzy zakonnikiem buddyjskim, a chrześcijańskim. Są pewne różnice w doktrynie wiary, ale sam sposób praktyki jest zadziwiająco podobny. Ślubujemy celibat i życie w skromności, pomagamy bliźnim, doskonalimy swoją duchowość. W buddyzmie podoba mi się brak jednolitej struktury organizacyjnej. Każdy zakon jest autonomiczną jednostką, z własną doktryną, własnymi nauczycielami, bez zależności finansowych. Mnisi nie posiadają żadnych dóbr osobistych, prócz habitu i misy jałmużnej, a sam zakon należy bardziej do społeczeństwa niż do samych mnichów, którzy są gośćmi w swoim klasztorze. Dzięki temu mnich jest niezależny od nikogo, ani niczego. Buddyzm pokazał mi znaczenie słowa wolność.

Thamkrabok Thailand

*Czy są jakieś rzeczy, których jako mnichowi nie wolno ci robić? *
Praktyka mnicha buddyjskiego polega na wyrzeczeniu. Celibat jest wymogiem bezwzględnym. Ba! Nie powinienem dotknąć kobiety, ani z nią rozmawiać poza miejscem publicznym. Ostre regulacje dotyczące stosunków damsko-męskich praktycznie wykluczają możliwość romansu. Na dodatek golimy sobie głowy wraz z brwiami, żeby wyglądać jak najmniej atrakcyjnie. Nie używamy pieniędzy, śpimy na podłodze, nie używamy dezodorantów, czy jakichkolwiek środków zapachowych. W Thamkrabok dodatkowo obowiązuje zakaz opuszczania zakonu. Za porozumieniem z opatem możemy jednak udać się do lekarza, czy do urzędu imigracyjnego.

A używki?
Nieużywanie substancji zmieniających postrzeganie zmysłowe jest podstawą praktyki. Nie piję więc wcale alkoholu, nie używam ziół oszałamiających, czy jakichkolwiek innych substancji psychoaktywnych. Nie palę papierosów, bo choć samo palenie nie jest z punktu widzenia buddyzmu zabronione, to stoi w sprzeczności z nieużywaniem pieniędzy, czy proszeniem o podarunek (w postaci np. tytoniu). Oprócz tego jest zniewalającym umysł przywiązaniem do świata materialnego. Świadoma rezygnacja ze wszystkich dóbr konsumpcyjnych, prócz fizjologicznie niezbędnych, jest ścieżką do wyzwolenia i szczęśliwości. Buddyzm jest zestawem tablic kierunkowych, w którą stronę podążać, a nie kodeksem karnym z zestawem zakazów i nakazów. Nie piję, bo nie chcę pić, nie palę, bo nie chcę palić, żyję w celibacie, bo nie chcę żyć w związku z kobietą.

Thamkrabok Thailand

Czy zamierzasz tak żyć już zawsze?
W Dharmie (naukach Buddy) odkryłem moją drogę. Nie przypadkiem znalazłem się w Thamkrabok. Mam przeświadczenie, że bycie mnichem buddyjskim było mi od zawsze pisane. Ze zdumieniem odkrywam, że tutaj w zakonie wszystko zostało przygotowane na moje przybycie. Jestem jakby brakującą cegiełką dopełniającą całość. Niejako idealnie pasuje mi też droga wyznaczana przez regułę zakonną.

Facebook.com/david.schwalk

Już w tę niedzielę wyruszasz na pielgrzymkę tudong, podczas której przemierzacie pieszo Tajlandię aż po granicę z Birmą. Na czym dokładnie polega ta wyprawa?
Tudong jest jedną z praktyk zakonnych odwołujących się do życia samego Buddy. 1 kwietnia wyruszamy na pielgrzymkę, która ma nas wzmocnić. Wędrujemy po Tajlandii, śpiąc pod niesionym ze sobą parasolem w przypadkowych lokacjach. Warto nadmienić, że nasz zakon praktykuje jeden posiłek dziennie oraz nieużywanie środków transportu. Wszędzie gdzie się udajemy, idziemy piechotą.
Kwiecień i maj należą do najgorętszych miesięcy w Tajlandii. Temperatura oscyluje wokół 40 st. C. Podczas marszu nie wolno nam niczym przykrywać ogolonych głów, nie możemy także schronić się pod żadnym zadaszeniem wykonanym ludzką ręką, ani używać infrastruktury rekreacyjnej przeznaczonej dla osób świeckich (np. usiąść na ławce w parku). Oprócz ważącego 10 kg parasola niesiemy ze sobą całe potrzebne wyposażenie. Są to skrajnie trudne warunki, kształtujące charakter i weryfikujące stopień przygotowania emocjonalnego.

Thamkrabok Thailand

Ale także niebezpieczne dla zdrowia, a nawet życia?
Każdy bierze w pielgrzymce udział na własne ryzyko. Nie podąża za nami ambulans. Oprócz udarów czeka na nas ponad 70 gatunków jadowitych węży, skorpionów, czy skolopendr. Niemal regułą jest, że nie wszyscy kończą tudong w klasztorze. W takich przypadkach po zakończonej pielgrzymce przełożony klasztoru musi wrócić i odprawić ceremoniał ściągnięcia duszy z powrotem do klasztoru.
Z pielgrzymki tudong wraca się zwykle już innym człowiekiem, niż się wyruszyło. W tym roku idziemy aż pod granicę z Birmą (podobno, bo oficjalnie planowana trasa nigdy nie zostaje ujawniona przez opata), co zajmie nam około dwóch miesięcy.

Czy trasę, którą wiedzie tudong można polecić także turystom?
Nie jest to trasa rekreacyjna i nie wiedzie przez turystycznie atrakcyjne miejsca. Część drogi zapewne będzie prowadzić wzdłuż ruchliwej i cuchnącej spalinami drogi szybkiego ruchu. Zdarza się, że właśnie na skraju takiej drogi spędzamy noc. Praktyka polega na cieszeniu się z tego, co się od życia dostaje, nawet jeśli jest to nocleg w pasie zieleni ruchliwej autostrady, podczas ulewnego deszczu i porywistego wiatru. Czasami nocujemy w iście rajskiej scenerii, ale nie wspaniałe widoki są podstawą praktyki.
Z drugiej strony jest to jedna z niewielu dróg poznania kraju od przysłowiowej podszewki. Zwiedzam miasta i wioski, ściśle integrując się z tubylcami. Mimo odmiennego koloru skóry stałem się jednym z nich. Mam też możliwość poznania buddyzmu od jego praktycznej, nieskażonej romantyczną, kreowaną przez Hollywood wizją, strony. W tym prawdziwym buddyzmie zdążyłem się już zresztą w pełni zakochać.

Facebook.com/david.schwalk

Co dalej po tudong?
Planuję studiować buddyzm w zakonie Thamkrabok przez co najmniej 4 kolejne lata. W przyszłym roku, po tudong, chciałbym się udać na pielgrzymkę po Polsce. Dużo będzie zależeć od moich przełożonych, bo muszą wyrazić zgodę na moje opuszczenie zakonu. Chciałby przejść przez Polskę piechotą, bo w ojczyźnie nie mieszkam już od 10 lat i trudno nie przyznać, że się bardzo za moimi rodakami stęskniłem. Choć szanse na zrobienie tudong w Polsce są niewielkie, to nadzieja dodaje mi sił. Uczę się tutaj jak pomagać ludziom, jak być lepszym i przede wszystkim szczęśliwszym człowiekiem. Kiedyś tę wiedzę chciałbym przekazać Polakom.

Facebook.com/david.schwalk

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

d2u72v1

Zobacz też: Tajlandia w 180 sekund.

d2u72v1

Podziel się opinią

Share

d2u72v1

d2u72v1