W Rzymie zarabiają na tym ponad 1 mln euro rocznie, w Polsce widzą problem
Odwracam się tyłem, przez lewe ramię rzucam monetę i liczę na szczęście lub że jeszcze tu wrócę. Tak jak ja robią miliony turystów przy najsłynniejszych fontannach na całym świecie. W ubiegłym roku do rzymskiej di Trevi wrzucili aż 1,4 mln euro. To większy zysk niż mogłoby przynieść niejedne muzeum. A wszystko to trafiło do Caritasu. Sprawdziliśmy, jak sytuacja wygląda w Polsce.
25.04.2017 | aktual.: 25.04.2017 17:19
Di Trevi jest jedyną rzymską fontanną, z której połów monet nie przeszedł jeszcze na własność miasta. Drobniaki wyłowione z innych idą na remont dróg czy ulic. Ale Rzym to niejedyne miasto na świecie, w którym dokładnie liczy się znaleziska z fontann. Wodotrysk w Mall of America w Minesocie gromadzi w ten sposób ok. 25 tys. dolarów rocznie. Właściciel obiektu przekazuje je na cele charytatywne. Sprytne, prawda? Szkoda, że u nas nikt na to nie wpadł.
Nie wrzucają, nie liczą
Okazuje się, że w Polsce zarządcy utylizują monety lub nawet ich nie liczą. - Jeżeli chodzi o fontanny zlokalizowane na Starym Rynku w Poznaniu, to przypadków, w których mieszkańcy lub turyści wrzucają do nich pieniądze, jest naprawdę niewiele. Zazwyczaj są to monety - z czasem śniedzieją w wodzie i są utylizowane w czasie oczyszczania fontanny – mówi WP Hanna Surma, rzecznik prasowy Prezydenta Poznania i Urzędu Miasta.
W warszawskim magistracie słyszymy, że w ogóle turyści nie wrzucają drobniaków do fontann w stolicy. - Monety nie są znajdywane ani w tak znanych historycznych fontannach, jak Fontanna Wielka w Ogrodzie Saskim, ani w niecce fontanny w Ogrodzie Krasińskich, ani w nowej, tej w Multimedialnym Parku Fontann na Podzamczu – informuje Anna Magdalena Łań z biura marketingu Miasta Warszawy.
Kłopot z bezdomnymi
Do gdańskiej Fontanny Neptuna trafiają czasem drobniaki – złotówki, a nawet euro. Nieważne ile ich jest - także tutaj nikt nie wpadł na to, żeby pieniądze przekazać na jakiś cel. – Wyławiamy je po sezonie, ale nie liczymy, ile tego jest – informuje Agnieszka Kowalkiewicz z Gdańskich Melioracji, które administrują fontannami. - Są to zazwyczaj monety o nominałach od 1 do 50 gr oraz euro. Wszystkie trafiają do półtoralitrowych słoi i stoją u nas w siedzibie.
W mieście celowo nie zachęca się do wrzucania monet do fontanny, bo to kłopot, a nie powód do radości. - Mamy z tym duży problem, bo na monety czają się bezdomni, którzy nie tylko mogą zniszczyć fontannę, ale także narazić swoje zdrowie – dodaje Kowalkiewicz.
Faktycznie na całym świecie bezdomni i osoby poszukujące łatwego zarobku wyciągają drobniaki z fontann. A że nie jest to karalne, chętnych nie brakuje. W Gdańsku taki występek nie raz miał już bolesny finał. Reprezentacyjna fontanna miasta otoczona jest ogrodzeniem z ostrymi elementami i próba przejścia przez nie może zakończyć się skaleczeniem lub upadkiem, a miastu nie zależy, by właśnie z takich powodów było głośno o grodzie nad Motławą.
Nie chcą wracać?
Cóż, trochę szkoda, że w Polsce ta tradycja się nie przyjęła. Bo przecież szczęściu trzeba pomóc. Może to nawet powód do niepokoju, że jeszcze w żadnym polskim mieście nie ma takiej fontanny, jak di Trevi. I nie chodzi tu wcale o łatwy zarobek dla zarządców czy instytucji charytatywnych. A raczej o wizerunek polskich miast - czyżby nikt nie chciał tu wracać?