Amsterdam - tu możesz być kim chcesz
- Sam już nie wiem, kto ma więcej radości z Amsterdamu: wyluzowani mieszkańcy na swoich rowerach czy szukający zakazanych zabaw turyści - Grzegorz Dzięgielewski przez kilka dni wcielał się to w jednych, to drugich. Zobaczcie, czego się dowiedział.
- Sam już nie wiem, kto ma więcej radości z Amsterdamu: wyluzowani mieszkańcy na swoich rowerach czy szukający zakazanych zabaw turyści - Grzegorz Dzięgielewski przez kilka dni wcielał się to w jednych, to drugich. Zobaczcie, czego się dowiedział.
Podobno niezwykle trudno jest zatrzeć pierwsze wrażenie. Amsterdamowi *się to jednak udało. W liceum przyjechałem tu z klasową wycieczką, praktycznie na chwilę. Pierwsze, co rzuciło nam się w oczy po wyjściu z autokaru, to chłopak w stroju alternatywno-młodzieżowym tańczący na śmietniku w rytm sobie tylko znanej melodii. Jego popis wywołał ogólną wesołość i porozumiewawcze mrugnięcia. Bo przecież wiadomo, he he, po czym się w Amsterdamie tak radośnie tańczy. Ale była to najpospolitsza podróżnicza pułapka. Zanim jednak zdążyłem wypatrzyć kolejnego oryginała, zupełnie *obezwładnił mnie widok ulic miasta. A na nich setki, czy nawet tysiące ludzi na rowerach. Wylewali się jak rzeka z każdego skrzyżowania. Zdawali się dominować na drodze, spychając z niej samochody i tramwaje. Ubrani nie na sportowo, a z szykiem i elegancją. Zmierzali do kawiarni, na uczelnię i do pracy na pojazdach, które nie przypominały popularnych wtedy u nas komunijnych "górali", a stylowe nadrdzewiałe damki. Okazało się, że tu jest
tak zawsze. Nawet zimą, nawet w deszcz. To miasto jest po prostu inne.
Tekst: Grzegorz Dzięgielewski, www.podroze.pl
Zobacz także: - To tu najchętniej wyjeżdżają Polacy!
Atrakcje Holandii - Amsterdam, jakiego nie znacie
12 lat później w kilkuosobowej grupie ruszamy z placu Dam w kierunku wschodnim. Prowadzi nas Mark Law, ekscentryczny przewodnik w czapce z kolorowym pomponem. Przyjechał do Amsterdamu na studia w latach 90. XX w., a ostatnio, jak mówi, zatęsknił i wrócił tu spędzić kryzys wieku średniego. Podczas pierwszego pobytu zamieszkał w słynnej Dzielnicy Czerwonych Latarni, piętro ponad pracującą w najstarszym zawodzie świata dziewczyną, dzięki czemu poznał ją, jej koleżanki po fachu i całe to środowisko od podszewki. Wycieczka z nim to dużo lepszy pomysł niż samodzielne szwendanie się po okolicy
Atrakcje Holandii - Amsterdam, jakiego nie znacie
Na nocleg wybrałem miejsce położone nieco na uboczu, w studenckiej dzielnicy De Pijp. Kolejny dzień wstaje deszczowy, co ładnie współgra z moim planem zobaczenia dzielnicy muzeów. Mieszkańcy niezrażeni pogodą pedałują na swoich jednośladach, a ja zastanawiam się, czy mógłbym stać się jednym z nich. Intuicyjnie czuję, że pasowałbym do Amsterdamu. Wytwarza on klimat, w którym wolne duchy i indywidualiści czują się jak ryby w wodzie. Zachwytu nad miastem nie kryła w swoich notatkach z podróży Olga Tokarczuk
Atrakcje Holandii - Amsterdam, jakiego nie znacie
W XVI stuleciu, gdy obszar Niderlandów dostał się we władanie arcykatolickiego króla Hiszpanii Filipa II, protestancka północ kraju wymówiła mu posłuszeństwo, rozpoczynając długi okres walk o niepodległość. Ośmieleni sukcesami na lądzie, Holendrzy szybko zbudowali też flotę i w krótkim czasie przejęli hiszpańskie i portugalskie szlaki morskie oraz wiele spośród ich kolonii w Indiach, Indonezji, Afryce i Ameryce Południowej. W 1602 r. w celu zarządzania terytoriami zamorskimi utworzono Zjednoczoną Kompanię Wschodnioindyjską
Atrakcje Holandii - Amsterdam, jakiego nie znacie
Z tego okresu pochodzą układające się w pajęczą sieć kanały i przeglądające się w nich ceglane kamienice budowane na palach, wbijanych w grząski grunt. Jeśliby nie liczyć rowerów przypiętych do barierek mostów, krajobraz centrum miasta właściwie nie zmienił się od tamtego czasu. Dowody na to znajdziemy w malarstwie holenderskim Złotego Wieku, które zrezygnowało z malowania scen biblijnych na tle baśniowych krajobrazów na rzecz realistycznego przedstawiania ówczesnej rzeczywistości. Wystarczy wybrać się do Rijksmuseum, gdzie zgromadzono pokaźną kolekcję dzieł z tego okresu. Ze ścian spoglądają ukazani jak żywi mężczyźni w eleganckich czarnych surdutach i kapeluszach z zagiętym rondem. Największe tłumy gromadzą od lat ogromne obrazy Rembrandta van Rijna, w tym słynna _ Straż nocna _. Przedstawia ona kompanię gwardzistów w bojowym rynsztunku wychodzących na nocny patrol. Wygląda na to, że w tej akurat kwestii coś się zmieniło. Dzisiaj policji na ulicach Amsterdamu prawie się nie widuje.
Atrakcje Holandii - Amsterdam, jakiego nie znacie
Po sąsiedzku znajduje się także muzeum poświęcone twórczości Vincenta van Gogha oraz muzeum miejskie, gromadzące sztukę współczesną, zaś między placówkami rozpościera się wielka zielona przestrzeń. Gdyby tylko dzisiaj nie padało, pewnie poszedłbym w ślady mieszkańców i zamiast zwiedzać tyle muzeów, urządziłbym sobie drugie śniadanie na trawie. Prawdę mówiąc, zazdroszczę im trochę. Od dwóch dni częściej od chropowatej holenderskiej mowy słyszę angielski z amerykańskim akcentem, przeciskam się przez tłumy turystów, wdychając po drodze opary marihuany dolatujące z coffeeshopów, a oni wyluzowani, nigdzie się nie spieszą. Postanawiam więc, że od jutra będę spędzać czas inaczej, tak jakbym był stąd. Rozpytuję, co o moim pomyśle sądzą amsterdamscy tubylcy. Odzew w serwisie internetowym poświęconym couchsurfingowi jest bardzo pozytywny. Victor zachęca mnie do odkrywania wielokulturowości Amsterdamu
Atrakcje Holandii - Amsterdam, jakiego nie znacie
Po zakupach znów pora na kulturę. Jednym z muzeów poleconych przez Erika jest Foam, galeria, która wydaje też renomowany magazyn fotograficzny. Zajmuje ona tylko jedną kamienicę, przez co zdjęcia są bardzo starannie wyselekcjonowane. Problemów z przestrzenią nie ma Muzeum Filmowe EYE, które niedawno wyniosło się na drugi brzeg rzeki Ij (bonusem jest więc niezapomniana wycieczka promem) do futurystycznego gmachu. To wielkie kino studyjne i muzeum w jednym; zwiedzając interaktywną ekspozycję, poznaje się historię holenderskiej i światowej kinematografii. Wieczorem trafiam do miejsca o nazwie Roest (czyli rdza), alternatywnego klubu schowanego w dawnych zabudowaniach portowych. Za wystrój lokalu służą stare i pordzewiałe sprzęty, a w środku, choć tłum już niemały, dwóch chłopaków wyglądających dziwnie nawet jak na Amsterdam kręci hula hop. Dzień kończę, wcielając w życie poradę Teda, by poznać świat tutejszych squatów, na koncercie w OT301. To miejsce co prawda nie jest już squatem, a
centrum kultury niezależnej, ale dawny klimat pozostał. Połowa jazzbandu gra ze sceny, druga połowa - siedząc przy stołach pośród publiki. Można oczywiście bawić się bardziej mainstreamowo w klubach wokół placu Leidseplein. Najbardziej oblegane to Melkweg, Sugarfactory, Chicago Social Club oraz Paradiso, nazwany tak, bo mieści się w dawnym kościele.
Atrakcje Holandii - Amsterdam, jakiego nie znacie
Ted radzi jeszcze, bym po prostu powłóczył się po dzielnicach De Pijp i Jordaan oraz koniecznie przesiadł się na rower. Z kolei Anna poleca wizytę w browarze 't Ij, który mieści się w starym wiatraku. Tych porad nie powinno się jednak stosować jednocześnie
Atrakcje Holandii - Amsterdam, jakiego nie znacie
To miasto mnie lubi. Ostatniego dnia wynajmuję więc rower. Pomarańczowy z dużym logo wypożyczalni, a nie czarny jak tutejsi. Przestałem się jednak upierać przy udawaniu, że nie jestem turystą i jadę po pamiątki. Na pływaj ącym targu kwiatowym kupuję cebulki żonkili, a kawałek dalej nabywam spory zapas wafli z syropem