Qaqwqwrqw

Co łączy Dolny Śląsk i monstrum z filmów grozy. Historia prawdziwa

Małe miasto na Dolnym Śląsku. Trup ściele się gęsto, dżuma zbiera gorzkie żniwo. Grabarze uwijają się jak w ukropie. Niebawem plotka zamieni ich życie w piekło. Sześciu mężczyzn i dwie kobiety oskarżeni zostaną o rozprzestrzenianie zarazy. Zostaną spaleni żywcem.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
W Ząbkowicach Śląskich żyje ok. 15 tys. mieszkańców
W Ząbkowicach Śląskich żyje ok. 15 tys. mieszkańców (Shutterstock.com)
Qaqwqwrqw

Ich historia nie pozostanie bez echa, ponieważ zainspirowała pewną pisarkę do stworzenia powieści grozy. Dość powiedzieć, że wszystko to zdarzyło się w miasteczku Frankenstein, które tuż po wojnie w 1946 r. otrzymało nową nazwę Ząbkowice Śląskie.

Tajemniczy proszek z ludzkich zwłok

Rok 1606. W miasteczku Frankenstein wybucha zaraza, ale też panika. Ludzie są przerażeni. Nie ma rodziny, która nie pochowałaby bliskiej osoby. Bezmyślnie rzucone zdanie, że za tę tragedię odpowiedzialni są ci, którzy wyprawiają zmarłych na drugi świat, nagle nabrało ciężaru, gdy u jednego z nich znaleziono pojemniki z trującym proszkiem.

Qaqwqwrqw

‒ W takich sytuacjach wyłącza się racjonalne myślenie, a zaczyna działać strach. I kiedy nie ma się świadomości, jak choroba się rozprzestrzenia, co sprawia, że kolejni ludzie na nią zapadają, to zaczyna się szukanie winnych. To nie tylko ząbkowicki ewenement. Tak się akurat złożyło, że podczas przeszukania w ich domach znaleziono jakieś tajemnicze eliksiry, mikstury, których pochodzenia nikt nie potrafił wyjaśnić. Uznano to za powód winy i w ten sposób doszło do procesu, a następnie skazania ‒ tłumaczy w rozmowie z WP Ewa Pazdioara, etnolog, pasjonatka historii miasta, która na co dzień pracuje w Izbie Pamiątek Regionalnych w Ząbkowicach Śląskich.

Ruszył proces, rozpoczęła się machina tortur, podczas których grabarze przyznali się do niestworzonych historii. Podczas męczarni zeznali, że zwłoki służyły im do tego, żeby sporządzać z nich trujący proszek, który następnie rozsypywali na progach domostw. Przyznali się również do smarowania nim klamek i kołatek. Ale to jeszcze nic. Ponoć ich stałą praktyką było… bezczeszczenie zwłok ciężarnych kobiet. Rozcinali ich brzuchy, wydobywali z nich nienarodzone dzieci, a ich serca zjadali na surowo.

Qaqwqwrqw

Podczas procesu wyszły na jaw i inne rzeczy. Grabarze na torturach przyznali, że nie mieli żadnych barier, nie tylko okradali zwłoki i domy pogrążonych w żałobie bliskich, ale także ograbili miejscowy kościół z ołtarzowych obrusów, a dwa nakręcane zegary także sproszkowali, by wykorzystać je do czynienia czarów.

Paweł Onyśków / pl.wikipedia.org
Podziel się

Świeczka z ręki martwego dziecka czyniła niewidocznym

Można się zastanawiać, skąd te eliksiry w "domach pogrzebowych". I czy wiadomo, co mogło być w tych tajemniczych pojemnikach?

Qaqwqwrqw

‒ Grabarze w tamtych czasach zajmowali się produkcją leków. Przypuszcza się, że być może powstawały one na bazie ludzkich zwłok. Nie tylko w czasach renesansu czy średniowiecza traktowane one były jako środki magiczne. Zresztą do dzisiaj w niektórych społecznościach tak się traktuje szczątki ludzkie, szczególnie niektóre z nich, np. serce mogło dać odwagę, ale i siłę osobie, która je spożyła. Być może takimi właśnie medykamentami handlowali bohaterowie ząbkowickiego procesu, aby ludziom przywrócić zdrowie i siły ‒ opowiada Pazdioara.

Enzo83 / pl.wikipedia.org
Podziel się

Etnograf dodaje, że takie praktyki w tamtych czasach były akceptowane.
‒ Złodzieje wierzyli, że gdy wejdą do domu, który chcą okraść ze świeczką zrobioną z ręki martwego dziecka – to będą niewidoczni. To raczej kwestia ludzkich wierzeń niż zabobonów – dodaje mieszkanka Ząbkowic Śląskich.

Grabarzy skazano na okrutną śmierć przez okaleczenie i spalenie żywcem. Podczas tortur wskazali domniemanych wspólników, którzy również zostali oskarżeni o najgorsze. Łącznie stracono 17 osób.

Qaqwqwrqw
Izba Pamiątek Regionalnych w Ząbkowicach Śląskich
Podziel się

Burzowy wieczór nad Jeziorem Genewskim

Dwieście lat później, 16 czerwca 1816 r., w willi Diodati nad Jeziorem Genewskim, spotykają się: George Lord Byron, poeta Percy Bysshe Shelley (przyszły mąż Mary), Mary Godwin (później Mary Shelley) oraz młody lekarz i pisarz włoskiego pochodzenia - doktor Polidori. Podczas kolacji nad jeziorem rozpętuje się burza. Rozmowa toczy się wokół metafizycznych zainteresowań Shelleya i eksperymentów doktora.

"Spędziłam lato 1816 r. w okolicach Genewy. Było wyjątkowo zimno i deszczowo, i wieczorami zbieraliśmy się przy kominku, delektując się niemieckimi opowiadaniami o duchach. Te baśnie budziły w nas chęć, by je naśladować. Przyjaciele oraz ja postanowiliśmy, każde z osobna, wymyślić historię opartą na fenomenach nadprzyrodzonych" – wspominała po latach pisarka.

Qaqwqwrqw

To wtedy w wyobraźni Mary powstaje opowieść o doktorze Frankensteinie, który postanowił stworzyć idealnego człowieka. Dwa lata później jej powieść jest gotowa. Zostaje stworzona postać potwora, który choć chce kochać, zostaje odrzucony za swą inność i w rezultacie zabija swojego stwórcę, na trwałe wpisuje się w kulturę, inspirując kolejnych artystów.

Izba Pamiątek Regionalnych w Ząbkowicach Śląskich
Podziel się

Ewa Pazdioara przedstawia nieco inną hipotezę tamtych wydarzeń.

- Całkiem prawdopodobne, że to John Polidori opowiedział trójce przyjaciół historię o grabarzach z Frankensteina. Był osobą bardzo ciekawą świata. Spędzał mnóstwo czasu w bibliotekach, interesował się nietypowymi wydarzeniami. Szperał po jakichś zapiskach. Być może dotarły do niego kazania pastora, które wydano drukiem w Lipsku. A może artykuły opublikowane w gazecie Newe Zeytung wydawanej w Augsburgu. Jednocześnie był pasjonatem najnowszych nowinek dotyczących historii, fascynował się powstawaniem elektryczności – dodaje pracowniczka Izby Pamiątek Regionalnych.

Izba Pamiątek Regionalnych w Ząbkowicach Śląskich
Podziel się

W Ząbkowicach Śląskich wciąż pamięta się o tych mrocznych wydarzeniach historycznych. Organizowane są spektakle i liczne atrakcje. W maju odbędzie się Wieczór z Frankensteinem, podczas którego głównym bohaterem jest monstrum z bliznami. Nikogo nie pozbawia życia, a jest jedynie maskotką i żywym dowodem, że powieści i filmy grozy miały początek w małym miasteczku na Dolnym Śląsku.

Izba Pamiątek Regionalnych
Podziel się

– Opowieść o genialnym naukowcu, który eksperymentował na ludzkich zwłokach jak grabarze i z tych doświadczeń na końcu zrodził się potwór zwany Frankensteinem, jest dla naszego miasta ważną ciekawostką i istotną częścią historii, którą pragniemy pielęgnować – podkreśla Pazdioara.

W mieście wykorzystuje się także legendę, że w Krzywej Wieży, której odchylenie od pionu wynosi 2,14 m, swoje eksperymenty przeprowadzał dr Frankenstein.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Zobacz też: „Mały Książę” po śląsku. Laik tego nie przeczyta

Qaqwqwrqw
Qaqwqwrqw
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
Qaqwqwrqw