Najniebezpieczniejsze zwierzęta świata
Kto jest groźniejszy - lew czy hipopotam? Kto może ukraść torbę w podróży, a kto wejść nam do namiotu? Opowiadamy o zagrożeniach ze strony zwierząt - na lądzie, w wodzie i powietrzu.
Kto jest groźniejszy - lew czy hipopotam? Kto może ukraść torbę w podróży, a kto wejść nam do namiotu? Maria Brzezińska opowiada o zagrożeniach ze strony zwierząt - na lądzie, w wodzie i powietrzu.
Uganda, Park Narodowy Murchison Falls, obozowisko jednej z agencji organizujących safari. Śpię sama, w dużym namiocie. Wieczorem pracownicy zapalają kaganki i ustawiają je przy wejściu. - Płomień lampy odstrasza hipopotamy, ale i tak do rana lepiej nie wychodzić z namiotu - mówią. W środku nocy budzi mnie dziwny odgłos. Zaspana siadam na posłaniu, wyglądam przez okienko w namiocie i momentalnie się rozbudzam, gdy jakieś trzy metry przed sobą widzę pasącego się hipopotama. Wielkie cielsko błyszczy w świetle księżyca i naszych kaganków. Zamieram, zafascynowana widokiem, choć mam świadomość, że oddziela nas tylko cienka płachta namiotu. Po kilku minutach zwierzę spokojnie znika w gąszczu, a mnie przypominają się zasłyszane w ciągu dnia opowieści, że hipopotamy zabijają więcej ludzi niż lwy, słonie i rekiny razem wzięte.
Tekst: Maria Brzezińska, www.podroze.pl
Krokodyle
Odsuńmy więc na bok krzykliwe nagłówki w mediach i przyjrzyjmy się statystykom. Rekiny zabijają średnio 10 osób rocznie. Podobnie wilki czy niedźwiedzie. Lwom i słoniom przypisuje się po ok. 100 śmiertelnych ataków na ludzi, tymczasem krokodyle co roku uśmiercają średnio aż 1000 osób! I to nie tylko te afrykańskie (w tym przypadku zagrożeni są głównie miejscowi, a turyści raczej są bezpieczni, bo zazwyczaj wpływają na ich terytorium na pokładzie rzecznego statku i nie kąpią się poza wyznaczonymi miejscami), ale również australijskie. W Australii występują dwa gatunki, mniejsze - słodkowodne i większe - słonowodne. Te ostatnie, pieszczotliwie nazywane przez miejscowych the salties, żyją przede wszystkim w wodzie słodkiej, ale wyróżniają się tym, że tolerują również wodę słoną. Najbardziej trzeba uważać w północnej Australii - spotkać je można głównie w pobliżu ujść rzeki do oceanu oraz w jeziorach, rzekach i potokach do około 100 kilometrów w głąb lądu. Jeśli kempingujemy, pamiętajmy, by rozbić namiot
przynajmniej 50 metrów od wody. Oczywiście nie kąpiemy się poza obszarami oznaczonymi jako bezpieczne, a jeśli płyniemy łódką, nie wkładamy stóp ani rąk do wody - krokodyl potrafi wyskoczyć nad powierzchnię z prędkością torpedy. W pościgu za "zwierzyną" może również wybiec z wody na brzeg i rozpędzić się do 30 km/h. I choć po kilkunastu metrach zmęczy się i zatrzyma, nie spacerujmy bezpośrednio nad wodą, uważajmy na dzieci i psy. W Stanach Zjednoczonych najwięcej wypadków zgłaszanych jest na Florydzie, gdzie zamieszkuje liczna populacja aligatorów. Na szczęście zgłoszenia zazwyczaj dotyczą niespodziewanych wizyt w przydomowych basenach czy ogródkach, a ataki na ludzi zdarzają się rzadko (kilka rocznie).
Hipopotam
Jeszcze wyższe miejsce w statystykach zajmują hipopotamy, które co roku pozbawiają życia blisko 3 tysiące osób. Jak to możliwe? Najczęściej ofiarami są miejscowi, wypływający np. na połów. Zwierzę potrafi podpłynąć i przewrócić łódkę, a rybak, nawet jeśli hipopotam go oszczędzi, ginie od utonięcia - wielu Afrykańczyków nie potrafi pływać. Skąd takie zachowania? Hipopotamy agresywnie bronią swego terytorium, a łódka kojarzy im się z jego naruszeniem. Atakują, gdy zostaną zaskoczone. Jeśli spotkamy je na lądzie - nigdy nie podchodźmy do nich z aparatem! W Ugandzie przytrafiło mi się to dwukrotnie - nie mówię o całych stadach oglądanych podczas safari z bezpiecznego auta, ale o sytuacjach takich jak ta nocą w obozowisku. Najczęstszym błędem, jaki popełniają turyści, jest lekceważenie tych zwierząt, traktowanie ich jak powolne, ociężałe, niegroźne stworzenia. W ciągu dnia najczęściej przebywają w wodzie, ale gdy przyjdzie zmierzch, wychodzą paść się na lądzie. Potrafią odejść od rzeki czy jeziora nawet
na kilka kilometrów. I jeśli wejdziemy im w drogę, rozjuszone zaatakują. Słynna jest historia pewnej turystki, która błysnęła fleszem hipopotamowi, a ten stratował ją na śmierć. Jeszcze bardziej trzeba uważać, gdy mamy do czynienia z matką z potomstwem - wtedy do ataku wystarczy byle pretekst.
Guźce
Z fotografowaniem zwierząt zawsze trzeba być ostrożnym. Będąc w Ugandzie, może i byłam świadoma, że hipopotam jest dużo groźniejszy niż na to wygląda, ale już w przypadku guźca okazałam się bardzo lekkomyślna. Zauważyłam go w obozie, za dnia, gdy spacerował między namiotami. Zaczęłam chodzić za nim z aparatem, myśląc, że pewnie jest oswojony. O naiwności! Kiedy w końcu podeszłam do niego na dwa metry, zirytowany obrócił się i zaszarżował, wyhamowując tuż przede mną! Zobaczyłam tylko wielką głowę, kipiące złością małe oczka i wielkie kły - po czym na szczęście odwrócił się i pogalopował przed siebie, byle dalej od natrętnej fotografki.
Małpy
Podobnie, wielu turystów często nie dostrzega nic groźnego w małpach - wydawać by się mogło, że są nieszkodliwe. Tymczasem bardzo często atakują one ludzi, np. kiedy myślą, że mamy coś do jedzenia. W naturalnym środowisku małpy uciekają przed człowiekiem; ich zachowanie zmienia się w miastach lub miejscach licznie odwiedzanych przez turystów, takich jak świątynie. Jak poznać, że stają się agresywne? Pierwszym ostrzeżeniem jest spojrzenie prosto w oczy, kolejnym sygnałem - otwarcie pyska i wyszczerzenie kłów. Jeśli to nie zadziała, wydają groźne burknięcie, mogą też zamarkować atak - to powinien być dla nas ostateczny sygnał, że lepiej pozbyć się jedzenia, które trzymamy w ręce. W przeciwnym razie może się zdarzyć, że małpa przyskoczy i zacznie gryźć - a lekkie nawet skaleczenie wystarczy, by zarazić się opryszczką. Szacuje się, że 80 procent makaków jest nosicielami tego wirusa. Dodajmy, że np. tylko w samym Nowym Delhi żyje około 10 tysięcy tych małp. Poza ugryzieniami, trzeba uważać na te wszędobylskie
stworzenia również ze względu na ich niepohamowaną ciekawość i skłonność do kradzieży wszystkiego, co się nawinie. Uwielbiają porywać reklamówki, ubrania, potrafią też zabrać aparat lub portfel. Gdy trafią w ich ręce, będą raczej nie do odzyskania.
Bezpańskie psy
Jakie zwierzę kojarzy się nam jeszcze bardziej niewinnie niż małpy, a odpowiedzialne jest za blisko 50 tysięcy zgonów rocznie? Nasi domowi ulubieńcy - psy. Często są nosicielami wścieklizny, a najwięcej przypadków tej choroby spotyka się w krajach rozwijających się (w Azji, Afryce, Ameryce Łacińskiej). Turyści powinni uważać na *bezpańskie psy *szczególnie w Indiach - tam odnotowuje się najwięcej pogryzień ze skutkiem śmiertelnym. Najlepszą metodą ochrony jest przyjęcie szczepionki na 6-8 tygodni przed wyjazdem, a w razie pogryzienia trzeba jak najszybciej odkazić ranę - starannie przepłukać wodą z mydłem i polać jodyną lub alkoholem - a następnie udać się do najbliższego szpitala. Pamiętajmy, że wściekliznę przenoszą też małpy i nietoperze.
Węże
Spośród czyhających na nas zagrożeń, nie zapominajmy o tych syczących, które najtrudniej zauważyć. Na świecie żyje około 2700 gatunków węży, z czego ponad 700 to gatunki jadowite. Do najbardziej jadowitych zalicza się m.in. tajpana pustynnego i węża tygrysiego w Australii, czarną mambę w Afryce, grzechotnika teksaskiego w Ameryce Północnej. Co roku 5 milionów ludzi zostaje ukąszonych, a ofiary śmiertelne mieszczą się w przedziale 30-100 tysięcy! Spora część z nich to osoby żyjące na ubogich terenach wiejskich - rolnicy, myśliwi, rybacy - którzy niechcący nadepnęli na węża lub też zbytnio się do niego zbliżyli. Jak uchronić się przed atakiem? Turystom biorącym udział w zorganizowanych wycieczkach zazwyczaj nic nie grozi, o ile przestrzegają podstawowych zaleceń:
- Nie drażnij ani nie próbuj schwytać węża. Wiele ukąszeń ma miejsce wskutek niepotrzebnej brawury - w USA i Australii blisko połowa przypadków to osoby, które pod wpływem alkoholu chciały się popisać przed innymi.
- Rozglądaj się w terenie, gdzie występują te gady, patrz pod nogi i na boki, uważaj szczególnie w wysokich trawach. Jeśli natkniesz się na węża na swojej drodze, nie ruszaj się i nie panikuj. Nie zaatakuje cię, o ile nie poczuje się zagrożony. Najlepiej wycofać się bardzo powoli, nie czyniąc żadnych gwałtownych ruchów.
- Na wyprawy przez dżunglę zakładaj wysokie kalosze, na sawannie, prerii czy w australijskim Outbacku buty za kostkę, najlepiej ze specjalnymi ochraniaczami na łydki.
- Nie zostawiaj resztek jedzenia w obozowisku - to przyciąga gryzonie, na które nocą polują węże.
- W nocy poruszaj się z latarką, światło odstrasza zwierzęta.
- Pamiętaj, że węże lubią wygrzewać się na skałach i chować w przeróżnych zakamarkach. Pod kamieniami, w opuszczonych szopach, dziurach, ale też w przedsionkach namiotów lub w... twoich butach.
A co w razie ukąszenia? Przede wszystkim w każdym przypadku postępuj tak, jak z wężem jadowitym. Nie nacinaj rany ani nie wysysaj jadu - tak robi się tylko w filmach. W praktyce nie tylko to nie pomaga, ale może przyspieszyć rozprzestrzenianie się trującej substancji - chyba że masz ze sobą specjalistyczny zestaw na wypadek ukąszeń, z odsysarką jadu. Obwiąż bandażem miejsca powyżej i poniżej ukąszenia. Nie bierz aspiryny na ból - rozrzedza krew. Natychmiast udaj się do lekarza, ale nie biegnij, bo szybkie bicie serca bardzo pogorszy twój stan.
Podmodne żyjątka
W tropikalnych wodach również mogą czekać nas nieprzyjemne niespodzianki. Od poparzeń przez ukwiały, ukłuć jadowitych kolców płaszczek czy jeżowca aż po naprawdę niebezpieczne spotkania z najgroźniejszą meduzą świata - osą morską. To ten gatunek odpowiedzialny jest za większość zgonów wskutek kontaktu z meduzami. Aby uniknąć ryzyka, warto zaopatrzyć się w specjalną piankę ochronną (kombinezon zakrywa również dłonie, stopy i głowę).
Komary
Na koniec pamiętajmy, że prym na liście śmiercionośnych stworzeń wiodą... komary, które przenoszą malarię, dengę i inne choroby tropikalne, odpowiedzialne za nawet milion zgonów rocznie. W *krajach zagrożonych malarią *pamiętajmy więc o lekarstwach, repelentach i moskitierze, a w każdą podróż zabierzmy przede wszystkim zdrowy rozsądek. On najlepiej uchroni nas przed wpakowaniem się w kłopoty!
Tekst: Maria Brzezińska, www.podroze.pl