Ameryka Łacińska z dziećmi. "Wiemy, na co uważać i jakie triki stosują miejscowi przestępcy"

Aga i Adam podróżują z dwójką małych dzieci w najdalsze zakątki świata. Szczególnie urzekła ich dawna stolica Gwatemali, Antigua. Kolorowa, ciekawa, na tyle bezpieczna, że można odwiedzić ją z najmłodszymi - bardzo im się podoba.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Agnieszka Sawicka wraz z mężem Adamem podróżuje z dwoma kilkuletnimi synkami: Bartkiem i Antosiem
Agnieszka Sawicka wraz z mężem Adamem podróżuje z dwoma kilkuletnimi synkami: Bartkiem i Antosiem (bialo-czarni.net)
WP

Antiguy nie może zabraknąć na trasie zwiedzania Gwatemali. To jej dawna stolica, położona w środkowej części kraju, na zachód od stolicy obecnej. W górzystym regionie, na wysokości ponad 1500 m n.p.m., przez co klimat jest tam ostrzejszy i chłodniejszy. Kolonialne miasto, zniszczone trzęsieniami ziemi w 1773 r. (właśnie dlatego stolicę przeniesiono w spokojniejsze miejsce), ze śladami dawnej urody, z siatką uliczek przecinających się pod kątem prostym jest znanym centrum nauki języka hiszpańskiego i miejscem uwielbianym przez turystów.

- Antigua jest inna niż reszta Gwatemali. Niektórzy miejscowi mówią wręcz, że to "burbuja", czyli bańka, która ma niewiele wspólnego z całym krajem. Na pewno jest dużo bardziej bezpieczna, ale też bardziej skomercjalizowana i droga - ostrzega Agnieszka Sawicka, która wraz z mężem Adamem prowadzi blog Biało-Czarni Wśród Kolorów Świata, podróżując z dwoma kilkuletnimi synkami: Bartkiem i Antosiem. - Nam i naszym dzieciom się jednak podobała. Uważamy wręcz, że to idealne miejsce na „wdrożenie się” w specyfikę kraju. Miejsce i czas na przestawienie się i wejście w rytm, zwyczaje miejscowych. Bezpieczeństwo, kolorowe uliczki, fajne knajpki z pysznym jedzeniem, mnogość atrakcji - to elementy, które sprawiają, że czujemy sympatię do Antiguy. Nasz starszy syn do tego stopnia polubił miasto, że uprosił nas i w drodze powrotnej spędziliśmy jeszcze tam jeden wieczór - dodaje.

Joanna Klimowicz
Podziel się
WP

Największą miłością Czarno-Białych jest Ameryka Łacińska, opisy wędrówek - soczyste, a rady - nieocenione. Korzystałam z nich, czytając blog przed podróżą do Gwatemali, a post o jej kolorach mnie zachwycił. Nie odwiedziłam wszystkich polecanych przez Agę atrakcji w "Starej Gwatemali" (to dokładnie oznacza Antigua Guatemala), ale dołożyłam kilka własnych.

Spokój brukowanych uliczek

WP

Do Antiguy dojechałam z Flores na północy kraju (stamtąd wyrusza się na zwiedzanie Tikal - miasta Majów). Niestety, podróż zaczęła się pechowo, od oszustwa. Niejaki Enrique z firmy Jaguar dosiadł się do busa, którym jechaliśmy z Belize do Flores. Kupiliśmy u niego zarówno bilety na następny dzień do Tikal, jak i od razu do Antiquy. Zainkasował po 400 quetzali od osoby (200 zł), co i tak było zbyt wygórowaną kwotą, ale najgorsze, że później okazało się, że bilety mamy tylko do Guatemala City, a na dalszą trasę nie są ważne (są podrobione) i musimy sobie radzić sami. Jako że byliśmy wykończeni całonocną podróżą i był bardzo wczesny ranek, razem z innymi oszukanymi turystami wzięliśmy taksówkę colectivo i wydaliśmy kolejne 350 quetzali. Zszokowane miny Australijczyków, którzy zjeździli całą Azję, a tu natknęli się na taką bezczelność, mówiły same za siebie. Zasięgnęli języka i okazało się, że pracownik firmy Jaguar wiele lat przesiedział w więzieniu za te same oszustwa. Omijajcie dużym łukiem!

Tak czy inaczej, dojechaliśmy do urokliwej Antiguy. Można się po niej powłóczyć, tropiąc ślady dawnego świata i nakładającą się na nie współczesność (Indianka w tradycyjnym stroju przechodząca pod lokalem McDonald; koncert muzyki poważnej w ruinach katedry; bank wymieniający walutę mieszczący się w reprezentacyjnym barokowym pałacu).

Joanna Klimowicz
Podziel się
WP

Zgubić się nie da - ze względu na równoległe i prostopadłe ulice, ale też na trzy punkty na horyzoncie, wyznaczające kierunki: na południe wulkan Agua (Woda), a na zachód Fuego (Ogień) i Acatenango. Można tak chodzić bez celu po brukowanych uliczkach, kupić od indiańskiej sprzedawczyni owoce, których nazw, kształtów i smaków jeszcze nie znamy, usiąść w cieniu drzew w Parku Centralnym i gapić się na Katedrę de Santiago (równie piękną w dzień, jak i w nocy, bo efektownie oświetloną).

A kiedy zgłodniejesz, polecam tradycyjną restaurację (może raczej jadłodajnię lub bar) - Casa de doña Victoria Giorgis „Mama Ita” w dzielnicy hosteli młodzieżowych. Na stole wyląduje dużo pysznego domowego jedzenia: kurczaki z rożna, ziemniaki, guacamole i torille, a za wszystko zapłacisz 30 quetzali (15 złotych). W którejś z knajpek obiad można popić typowym gwatemalskim trunkiem - micheladą. To dziwna na pierwszy rzut oka mieszanka piwa, soku pomidorowego, sosu worcester, soku z limonki, lodu, w szklance otoczonej solą. Pyszna!

Joanna Klimowicz
Podziel się
WP

Agnieszka Sawicka poleca jeszcze: spacer na wzgórze Cerro de la Cruz, charakterystyczny żółty łuk - Arco de Santa Catalina i znajdujące się nieopodal Muzeum Czekolady.

Dawka adrenaliny

Jest w mieście miejsce nie mające nic a nic ze spokoju Parku Centralnego. To położony za targiem dworzec chicken busów, gdzie ludzie się tłoczą i spieszą, a od samych autobusów wzroku nie sposób oderwać - wyglądają wprost jak bożonarodzeniowe choinki, tak są kolorowe, przyozdobione, świecące. To popularny środek transportu w całej Ameryce Łacińskiej.

WP
Joanna Klimowicz
Podziel się

Miałam nadzieję, że da się chicken busem dojechać nad Pacyfik, ale kierowcy powiedzieli, że do Puerto San Jose bezpośredniego połączenia nie ma (trzeba przesiadać się Escuintla), a do Monterrico kursuje tylko jeden dziennie. Na wybrzeże jedzie się autem 2,5 godziny, więc by zaoszczędzić czas, zdecydowałam się na wycieczkę do Monterrico „zwykłym” busem z lokalnej agencji turystycznej (70 zł bilety w dwie strony; usługa door to door). Warto! Bezkresna plaża z czarnym wulkanicznym piaskiem, oceaniczne fale kotłujące człowiekiem jak szmacianą lalką i tanie jak barszcz kokosy... Obiad polecam u rozgadanego Alexa, z rozrzewnieniem wspominającego Kalifornię, podającego w rodzinnej restauracji Costa Linda najlepszą zupę rybną, z owocami morza, jaką jadłam. Alex zdradził też parę mrocznych tajemnic Antiguy - bezpieczna jest z pozoru, a podskórnie nękana walkami gangów narkotykowych...

Zupełnie inna porcja adrenaliny, jaką można zafundować sobie w starej stolicy - tym razem już polecana - to wycieczka na wulkany, nawet te wciąż aktywne. Biało-Czarni także wybrali się na wulkany, ale w wersji bezpiecznej, bo z dziećmi.

- Zaletą Antiguy jest jej położenie - w czasie kilku dni zrobiliśmy kilka wycieczek: skoczyliśmy na wspomniane wybrzeże Pacyfiku, wdrapaliśmy się na wulkan Pacaya, co do dzisiaj jest powodem do dumy dla naszego Bartka, który wszedł tam o własnych siłach. Pojechaliśmy też któregoś wieczoru za miasto, żeby obserwować erupcje wulkanu Fuego (tego samego, którego potężny wybuch był opisywany kilka miesięcy temu w polskich mediach). To było ogromne marzenie naszego syna, które udało się spełnić - opowiada Agnieszka. - Ale nie tylko dalsze wycieczki stanowią dla nas i naszych dzieci atrakcję. Wystarczy przejść się po ulicach, podziwiać kolorowe stroje miejscowych Indianek, skosztować lokalnych owoców i przysmaków, posłuchać śpiewnego hiszpańskiego na ulicy, przejść się na mecz lokalnej drużyny i pooglądać zwykłą codzienność mieszkańców, którzy mimo naprawdę ciężkiego życia zachowują wiele radości, by zakochać się w Gwatemali.

bialo-czarni.net
Podziel się

Bezpieczeństwo

Przyznam, że w obecnej stolicy kraju - Ciudad de Guatemala czułam się parę razy nieswojo, pytam więc jak kwestie bezpieczeństwa widzą podróżujący po Ameryce Łacińskiej rodzice z maluchami. Biało-Czarni uważają, że sytuacja jest gorzej przedstawiana w mediach niż ma się faktycznie.

- Mamy doświadczenie w podróżowaniu po tym regionie i zwyczajnie wiemy, na co uważać, jakie są typowe triki stosowane przez miejscowych przestępców. Ponadto zawsze, w czasie każdego wyjazdu pytamy miejscowych gdzie jest niebezpiecznie, które rejony omijać etc. Często też ludzie sami z siebie do nas podchodzą i nas ostrzegają. Na przykład kiedy pojechaliśmy na kilkugodzinną wycieczkę nad Pacyfik, godzina powrotu wypadała po zmierzchu (ponieważ Gwatemala leży stosunkowo blisko równika, ściemnia się zdecydowanie wcześniej), więc taksówkarz, który nas odwoził na autobus powrotny doradził nam, żebyśmy nie wsiadali na dworcu, bo tam po zmierzchu jest nieprzyjemnie, tylko odwiózł nas na przystanek w centrum miasta, gdzie było dużo ludzi, otwartych sklepów. Tego typu sytuacje zdarzają się nam często i zawsze życzliwe porady miejscowych bardzo cenimy - opowiada Agnieszka Sawicka.

Joanna Klimowicz
Podziel się

Dzieci w podróży - jak to się robi

Z ciekawością pytam ją też o to, że radzili sobie w tak długiej podróży z dwójką dzieci.

- Normalnie - śmieje się. - Tak samo, jak sobie radzimy w życiu codziennym, a czasem było nawet łatwiej, bo 24 godziny na dobę byliśmy we czwórkę, czyli dwoje dorosłych do opieki nad dwójką dzieci, co w związku z pracą zawodową w Polsce nie jest możliwe. Oczywiście, w takiej podróży są trudne momenty, wyzwania, ale jesteśmy na nie przygotowani. Kilka lat temu podróżowaliśmy przez 5 miesięcy po Ameryce Łacińskiej z naszym wówczas dwuletnim synem i wiele się wtedy nauczyliśmy. Zresztą kiedy tylko możemy, podróżujemy z naszymi dziećmi - czy to w Polsce, czy w Europie, czy właśnie w Ameryce Łacińskiej, więc - jak to się mówi - jesteśmy zaprawieni w bojach - mówi Agnieszka.

Według Agi i Adama kluczowe w takiej podróży jest zwolnienie tempa i niezakładanie ambitnych celów: że się zwiedzi masę atrakcji czy zrobi wiele rzeczy. Z dziećmi czasem się to udaje, a czasem - nie. Grunt to nie odczuwać wtedy frustracji.

bialo-czarni.net
Podziel się

- Sztuką jest nauczyć się cieszyć z bycia razem w egzotycznym miejscu i chłonięcia miejscowej kultury w tempie, które odpowiada nam wszystkim, czyli naszym dzieciom również - tłumaczą.

Druga ważna rzecz - zawsze starają się dobrze przygotować i pod względem zdrowotnym (przed każdą podróżą odwiedzają dobrego lekarza medycyny podróży, gdzie przyjmują potrzebne szczepienia i kompletują apteczkę), ale też pod kątem zabieranych rzeczy. Bagaż nie może być duży i ciężki, ale musi zmieścić potrzebne drobiazgi. Pamiętają też o sensownym pakowaniu: ubrankach na zmianę w podróży, chusteczkach, przekąskach, wodzie, drobnych zabawkach.

- W trakcie podróży po Gwatemali mieliśmy ciężki dzień - całodzienny przejazd z południa kraju na północ. Wyjechaliśmy z miejscowości Panajachel o 5 rano, a do Flores dotarliśmy po 21. Po drodze mieliśmy tylko godzinną przesiadkę w stolicy. Nasze dzieci były bardzo cierpliwe, ale nie obyło się bez "przygód". Jeden w czasie podróży zwymiotował, a drugi się posiusiał. Jak to z dziećmi bywa, normalna sprawa. Jednak dzięki temu, że mieliśmy wszystkie potrzebne rzeczy w podręcznym bagażu, bardzo szybko opanowaliśmy sytuację - relacjonuje Agnieszka.

I podsuwa trzecią ważną rzecz: - Dystans i spokój. Staramy się nie przejmować rzeczami, na które nie mamy wpływu i dostosowywać do lokalnych warunków. Na przykład w Polsce zawsze dzieci wozimy w fotelikach samochodowych, tymczasem w egzotycznych miejscach, do których jeździmy, często są one nie do zdobycia. Akceptujemy więc fakt, że w danym kraju podróżuje się inaczej i nie rwiemy włosów z głowy.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Zobacz też: Malta - wyspa niezwykła

WP
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP