Trwa ładowanie...
d1tjjxr

Ania Cieślak o miłości w podróży. Dlaczego nie

Z Anią Cieślak - aktorką znaną z "Masz na imię Justine", "Na dobre i na złe", "Dlaczego nie" - o podróżach i najważniejszych rolach rozmawia Agnes Lecznar.

Share
d1tjjxr
(fot. Archiwum)
Źródło: (fot. Archiwum)

_ "Aktor z natury jest takim podróżnikiem. Za każdym razem odbywa podróż w głąb postaci, którą buduje." Z Anią Cieślak - aktorką znaną z "Masz na imię Justine", "Na dobre i na złe", "Dlaczego nie" - o podróżach i najważniejszych rolach rozmawia Agnes Lecznar. _

Czego nauczyła Cię obsypana nagrodami, dramatyczna rola w filmie „Masz na imię Justine”?

Przede wszystkim odpowiedzialności. Byłam zaraz po szkole teatralnej, a miałam świadomość, że ciągnę główna rolę w filmie. Pierwszym pytaniem w mojej głowie było, po co taki film? Po co pokazywać takie rzeczy, przecież to okrutne! Teraz już wiem czemu – ku przestrodze. To brzmi infantylnie, nudnie, może pedagogicznie, ale właśnie po to. Po premierach w różnych miastach podchodziły do mnie kobiety ze stowarzyszenia do walki z nietolerancją „Lambda”, i opowiadały mi swoje historie. To był dla nich niesamowicie ważny film. Przychodziły do mnie nauczycielki i mówiły, że chcą pokazać ten film w szkole. Wyraz artystyczny, wyrazem artystycznym, ale ważne jest by ludzie widzieli w filmie prawdę. Ja w ogóle jestem nastawiona bardzo do ludzi i dla ludzi.

Tak też jesteś oceniana, „miła, sympatyczna, kochana”.

To jest i wada i zaleta jednocześnie. Czasami mam za mało czasu, żeby usiąść i skupić się na sobie, żeby skumulować energię na daną chwilę. Ja ciągle ze wszystkimi gadam, do wszystkich się uśmiecham, od wszystkich chcę się wszystkiego dowiedzieć. Taka właśnie jest moja mentalność, mój charakter i nie mam zamiaru z tym walczyć.

*Obok Maćka Zakościelnego i Małgorzaty Kożuchowskiej grasz w komedii romantycznej „Dlaczego nie” Ryszarda Zatorskiego, która wejdzie na ekrany kin już w styczniu. *

d1tjjxr

Rysiek Zatorski chciał żeby ta historia miała w sobie dużo piękna i dużo słońca. Dla mnie, na początku, taka uwaga wydawała się abstrakcyjna. Co to znaczy, dużo słońca i dużo piękna? Z drugiej strony jak wróciłam po zdjęciach do teatru, to zdałam sobie sprawę, że zaraził mnie światłem i radością życia. W scenariuszu pojawia się mnóstwo bajek, z Maćkiem Zakościelnym, naliczyliśmy ich ze trzydzieści. Strasznie się dobrze bawiliśmy podczas kręcenia tego filmu.

Grana przez Ciebie postać jest zupełnie inna niż dramatyczna Justine. Jaka jest Małgosia?

Małgosia jest takim dużym dzieckiem, nawet jak coś się jej nie uda, podniesie się i pójdzie dalej. Chciałam, żeby była prawdziwa i naturalna. Była to dla mnie ogromnie trudna rola do zagrania. Małgosia ma w sobie nieskażone piękno, czystość, która pozbawiona jest cenzury i strachu.

Jesteś szczęśliwa, że poprzez „Masz na imię Justine” dałaś ludziom coś więcej niż wrażenia artystyczne. Co da ludziom „Dlaczego nie”?

Ten film da ludziom iskierkę optymizmu i miód dla duszy. To jest historia lekka, prosta i przyjemna, po prostu bajka. Ja marzę o tym, żeby móc ludziom opowiadać bajki, żeby zarażać ich dobrem i jasnością, ponieważ mamy w sobie tego bardzo mało. Ludzie potrzebują bajek, wzbraniają się, ale ich potrzebują.

Dostałaś wiele polskich i międzynarodowych nagród za rolę Justine… Dostaliśmy!

Ja zawsze mówię „dostaliśmy”. To jest nasza historia, historia wszystkich, którzy pracowali przy tym filmie. Tylko mnie widać, ale pracowaliśmy nad nim wszyscy.

Kiedy myślisz o sławie - czekasz na nią, czy się jej obawiasz?

Ja nie rozumiem słów „sława”, „gwiazda”, „sukces”. To znaczy, rozumiem, ale mi prywatnie nie są one do niczego potrzebne. Czuję się osobą całkowicie spełnioną. Pracuję, dostaję propozycje różnych ról. Mam możliwość konfrontowania swojego warsztatu aktorskiego z filmem, teatrem i serialem. Jeśli mówimy o sukcesie, to on już jest. Nie potrzebuję być ani osobą medialną, ani zarabiać wielkich pieniędzy.

Czy udało ci się w tym roku znaleźć czas na wakacje?

Spędziłam dwa tygodnie na Majorce. Oczywiście było wielu turystów, ale są takie miasta jak Soler, czy Valdemosa, gdzie jest wspaniale. Kwitną pomarańcze, na śniadanie pija się mleko migdałowe.

Zwiedziłaś klasztor w Valdemosie?

Oczywiście, mieszkał tam Chopin z George Sand. Wiesz co mnie najbardziej rozbawiło? Teraz klasztor przyciąga wielu turystów właśnie tym, że przebywała tam ekscentryczna para. A kiedy oni tam żyli, miejscowa ludność, przerażona gruźlicą Chopina, wcale ich nie akceptowała. Teraz ludzie z całego świata przyjeżdżają, żeby zobaczyć fortepian, czerwoną różę oraz pokój, w którym spał pianista. Przebywając w klasztorze budowałam historię tego miejsca po swojemu. Uważam, że aktorzy, w ogóle ludzie, powinni podróżować. Każda osoba jest księgą, w której zapisuje się życie. Dzięki podróżom nasze księgi doświadczeń, emocji, życia stają się o wiele bogatsze i bardziej kolorowe.

Powiedziałaś kiedyś, że szukasz silnych emocji i w grze aktorskiej i w życiu. Co myślisz o sportach ekstremalnych?.

Między innymi, za to uwielbiam swój zawód. Czy to z rozsądku, czy ze strachu pewnie nie odważyłabym się na wiele rzeczy, które robię będąc aktorką. W „Justine” gram postać uciekającej, chcącej popełnić samobójstwo dziewczyny. Dla mnie sportem ekstremalnym było stać, jako Justine, na parapecie piątego piętra, będąc przywiązaną przez kaskaderów liną przypiętą do stringów. W „Dlaczego nie” mieliśmy zdjęcia podwodne. Prawie godzinę chodziliśmy, z Maćkiem Zakościelnym, po dnie jeziora z obciążnikami przy pasie i nogach. Grając, byłam na butli z tlenem nurka, który na podniesienie mojej ręki podpływał i mi go dawał. Dzieje się coś niesamowitego, ponieważ ja jako Anna Cieślak być może bym się przeraziła, ale ja jako Małgosia, nie mogłam się przestraszyć, bo sama przecież do tego jeziora chciałam wejść.

Tak mocno pochłania Cię dana rola, że przestajesz myśleć o niebezpieczeństwie?

Jeśli mam do zagrania scenę, to nie myślę o tym, że na przykład nurkuję, ponieważ to jest element wykonawczy.

A robiłaś coś ekstremalnego na Majorce?

Tak, odpoczywałam. To jest dla mnie skrajnie ekstremalny wyczyn.

Zdjęcia do „Dlaczego nie” powstają na Mazurach, „Masz na imię Justine” kręciliście w Berlinie i Luxemburgu. Z „Justine” zjeździłaś liczne festiwale na całym świecie, Mons, Sankt Petersburg, Montreal. Gdzie podobało ci się najbardziej?

Sankt Petersburg jest miastem, do którego chciałabym wrócić. Ja się zakochałam w Rosjanach.

Dlaczego?

Są bardzo wyraziści, charakterni, niesamowicie dumni. Nie są mili, są tacy, jacy są. Jak mają ochotę to się uśmiechną, jak im się coś nie spodoba, to cię wyśmieją. Jestem także pod ogromnym wrażeniem dyscypliny, kondycji i stanu warsztatu aktorskiego Rosjan. Wszyscy młodzi aktorzy mówią tam świetnie po angielsku, są bardzo sprawni fizycznie. Strasznie chciałabym pojechać do Rosji na warsztat. Sankt Petersburg sam w sobie, częściowo odrestaurowany, ale brudny też jest fascynujący. Bagienne położenie wytwarza prawdziwie depresyjny klimat.

Dobrze się czujesz w takiej depresyjnej atmosferze?

To jest miasto Raskolnikowa, w ogóle Dostojewskiego. Problemem Polski jest brak klasy średniej. W Rosji ten brak podniesiony jest do potęgi. Samochody na ulicach są albo dziesięciometrowymi limuzynami z basenem na dachu i złotymi klamkami albo nadającymi się na złom zaporożcami i pobiedami. Limuzyny są czyściutkie i lśniące, a reszta samochodów jest myta tylko do poziomu klamki, żeby się za bardzo nie pobrudzić. W listopadzie lecę do Chicago na kolejny festiwal filmowy i jestem ogromnie szczęśliwa z tego powodu. Warto było dać z siebie wszystko dla roli, ponieważ teraz zwiedzam świat dzięki temu. Podróże są moją największą nagrodą. Aktor z natury jest takim podróżnikiem. Za każdym razem odbywa podróż w głąb postaci, którą buduje.

To jest psychologiczna podróż.

Tak jak turysta wyjeżdżając w egzotyczne miejsce, wchodzi w świat, którego nie zna, tak ja budując postać wchodzę w obcy świat. To co mówi Krystian Lupa, że całą fascynacją i całym fenomenem jest ta podróż, którą odbywamy, od początku pracy, do momentu, w którym powstaje spektakl.

Lupa miał chyba bardzo duży wpływ na Ciebie.

Ogromny. Mimo tego, że nie znosiłam go na początku. W ogóle nie rozumiałam co on do mnie mówił. Wszyscy byli zachwyceni Lupą, Lupą. A ja mówię, jaka Lupa, jaki Lupa, o co tu w ogóle chodzi? Kiedyś się wkurzyłam na zajęciach i powiedziałam: „Ja nie wiem co Pan do mnie mówi, ja nie rozumiem Pana języka. Ja się staram, ja chcę, ale nie rozumiem!” On mi odpowiedział: „Widocznie jeszcze nie masz w sobie tego czegoś, nie jesteś gotowa żebyśmy się spotkali.” I miał rację.

Czy teraz masz już to coś?

Mam potrzebę spotkania z nim, a gotowość…nie wiem. Chciałabym z nim popracować, ale muszę najpierw mocno zbudować swój świat. On jest takim przewodnikiem. Jak się udasz w podróż z nim to…to możesz już nie wrócić. (śmiech)

d1tjjxr

_ Anna Cieślak jest młodą, utalentowaną i bardzo zapracowaną aktorką. Wystepuje w serialach, jak i na deskach Teatru Słowackiego w Krakowie. Za rolę w filmie „Masz na imię Justine” została obsypana wieloma polskiemi i międzynarodowymi nagrodami, a film jest kandydatem Luksemburga do Oscara w kategorii filmu nieaglojęzycznego. Już niedługo, obok Małgorzaty Kożuchowskiej i Maćka Zakościelnego, zobaczymy Anię w komedii romantycznej „Dlaczego nie”. _

d1tjjxr
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d1tjjxr
d1tjjxr