Grecja. Życie codzienne oczami Polki
Grecja szykuje się na tegoroczny sezon wakacyjny, a coraz więcej Polaków rezerwuje wczasy w tym kraju. Co warto wiedzieć o aktualnej sytuacji w Helladzie oraz jej mieszkańcach? Renata Karagiannaki, autorka bloga "Wszystkie drogi prowadzą do Grecji", mieszka tu od 25 lat i chętnie opowiada o życiu codziennym.
Karolina Laskowska, WP: Niebawem rozpoczęcie sezonu turystycznego. Jak wygląda sytuacja epidemiczna w Grecji?
Renata Karagiannaki: W przestrzeniach zamkniętych i otwartych należy nosić maseczki. Obecnie mieszkańcy nie mogą swobodnie przemieszczać się w godzinach 05:00-21:00. Istnieje od tego kilka wyjątków, np. dojazd do pracy czy wyjście do lekarza. Zostały otworzone zakłady fryzjerskie, salony kosmetyczne i stanowiska archeologiczne. Sklepy, które nie sprzedają podstawowych produktów, restauracje i szkoły pozostaną na razie zamknięte.
Do pierwszego lockdownu Grecy podeszli bardzo odpowiedzialnie. Przestrzegali obostrzeń i obecnie większość z nich to robi. Ale są też grupy osób, które nie chcą się do nich stosować. Jedni są zmęczeni i podenerwowani, a inni doszukują się różnych teorii spiskowych. Podobnie jak w innych krajach. Część Greków, choć może wydawać się to śmieszne, uważa, że tam, gdzie żyją, wirusa nie ma i się nie zarażą.
Występuje też niewielki problem z osobami starszymi, które stanowią tu duży odsetek mieszkańców. Pomimo zakazów opuszczają bardzo często domy i przesiadują na zewnątrz w większych grupkach. Tłumaczą to tym, że są starsi i nawet jeśli się zarażą, to nie szkodzi, bo i tak długo już nie pożyją.
WIDEO: Szczepienia dzieci w wakacje. Dr Sutkowski komentuje
A co Grecy, których pani zna, sądzą o szczepieniach?
Da się dostrzec niepokój związany ze szczepionkami. Mimo wszystko ludzie się jednak szczepią. Złośliwi twierdzą, że gdyby szczepionki były np. drogie lub dostęp do nich był utrudniony, to wtedy Grecy by się buntowali i ich stosunek do szczepień byłby inny. Walczyliby, by były w zasięgu ręki dla każdego.
Jeden z moich znajomych porównał to do pewnej sytuacji z przeszłości. Pierwszy gubernator niepodległej Grecji Joanis Kapodistrias sprowadził tu ziemniaki. Postanowił rozdać je za darmo pod uprawę i do zjedzenia, by rozsławić się wśród mieszkańców. Obywatele ich nie przyjęli. Zdecydował więc, że postawi straż, by ich pilnowała, jakby były czymś wartościowym. Co się później wydarzyło? Ludzie zaczęli kraść, bo chcieli je koniecznie zdobyć.
Jak ogólnie postrzega pani Greków?
To pogodny naród. Nie przejmują się rzeczami, na które nie mają wpływu. Uwielbiają spotkania w kawiarniach. Są gościnni i komunikatywni. Nie mają też problemów z zadawaniem różnych pytań i często stawiają rozmówcę w niezręcznej sytuacji. Zaznaczają jednak, że nie trzeba na wszystko odpowiadać.
Popularne powiedzenie siga – siga (powoli) przekłada się na ich powolny tryb życia. Grecy są też bardzo przywiązani do tradycji. Rodzina w ich życiu odgrywa ważną rolę.
Bardzo lubię radosne powitanie Greków – Kalimera, Ti kanis (Dzień dobry, jak się masz). Zbliża ludzi i jest okazją do zamienienia kilku słów. Bardzo mi go brakuje w Polsce.
Co początkowo zaskoczyło panią po przylocie do Grecji?
Sjesta, która jest dla Greków rzeczą świętą. Byłam bardzo zaskoczona, jak mocno ta drzemka jest przez nich celebrowana.
Zdziwiło mnie też, że Grecy do momentu chrztu dziecka nie zwracają się do niego po imieniu. Na chłopca wołają "Bebis", a na dziewczynkę "Beba". Grecy uwielbiają dzieci. Nikogo nie dziwi nawet, gdy w autobusie starsza babcia ustępuje dziecku miejsca, a nie odwrotnie.
Zaskakujący jest również sposób prowadzenia samochodów. Grecy często jeżdżą pod prąd, parkują gdzie się da, na drugiego i czasem na trzeciego, nie używają za bardzo kierunkowskazów i jeżdżą po alkoholu.
Co ciekawe, często można tu spotkać osoby, które na ulicy plują za siebie. Jeśli kogoś spotkało nieszczęście, Grek pluje za siebie trzy razy, by czasem i jego nie dotknęło.
Szokujące są też tradycje związane z pochówkiem. Po co najmniej trzech latach wyciąga się trumnę. Tradycja mówi, że osoby bliskie myją wtedy kości i czaszkę zmarłego. Najpierw wodą, a potem obmywają czerwonym winem i bazylią. Dalej przykrywają czaszkę białym płótnem i ją całują. Potem wkładają ją wraz z koś