Trwa ładowanie...
d3bvo5y

Historie podróżne: Stambuł, ulica słodkich migdałów (albo ogórków) 10

M., mój stambulski znajomy, tłumaczy: – Tadli Badem, a "badem" ma w tureckim właśnie dwa znaczenia: albo migdał, albo ogórek. Ja wiem, tobie bardziej pasowałaby ta pierwsza nazwa, jest bardziej poetycka, ale to pewnie raczej ta druga. Sąsiedzka okolica nosi bowiem przydomek "Bostan", a to nic innego jak "ogród warzywny". Musisz wiedzieć, że w dawnych czasach stambulskie ogórki uchodziły za najlepsze w całym kraju. (śmieje się) Kiwam głową. To tu, na Tadli Badem, pod numerem 10, 26 listopada 1855 r. umarł Adam Mickiewicz.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Głowa Adama Mickiewicza – kopia rzeźby Xawerego Dunikowskiego – na tle reprodukcji ryciny przedstawiającej Stambuł w XIX wieku; element starej (2005-2014) wystawy w domu na Tadli Badem
Głowa Adama Mickiewicza – kopia rzeźby Xawerego Dunikowskiego – na tle reprodukcji ryciny przedstawiającej Stambuł w XIX wieku; element starej (2005-2014) wystawy w domu na Tadli Badem (Kontynenty)
d3bvo5y

I

Turystyczne szlaki stambulskie wiodą zazwyczaj innymi drogami, obok. Sercem krajoznawczym miasta jest dzielnica Sultanahmet, po europejskiej stronie. Tam oczywiście Pałac Topkapi z bajecznymi zbiorami, Wielki Bazar oraz okolice dawnego antycznego Hipodromu, wokół którego rozsiadły się monumentalne budowle: Hagia Sophia oraz Błękitny (a właściwie niebieski) Meczet. Przy Hipodromie mieści się też Muzeum Sztuki Tureckiej i Islamskiej – możemy je porównać z naszym warszawskim Muzeum Narodowym – zajmujące dawny pałac Ibrahima Paszy, jednego z głównych urzędników i wodzów sułtana Sulejmana Wielkiego. M. irytuje się: – Po międzynarodowym sukcesie tego telewizyjnego gniota "Wielkie stulecie" wzrosła nam nagle frekwencja, ale tych turystów nowego typu w ogóle nie interesują ani nasze zbiory, ani nasze wystawy – przychodzą po prostu obejrzeć dom Ibrahima. W serialu grał go bardzo przystojny aktor, a postać scenarzyści uwikłali w rozliczne dworskie intrygi oraz romanse…

M. jest ważnym kustoszem w Muzeum Sztuki Tureckiej i Islamskiej, opiekuje się też – choćby dlatego, że jako jeden z nielicznych pracowników tam zatrudnionych włada językiem angielskim – Muzeum Adama Mickiewicza, które organizacyjnie jest oddziałem jego macierzystej instytucji.

Kontynenty

II

30 grudnia 1855 r. na statek "Euphrate", który nazajutrz wyruszył do Marsylii, załadowano trumnę poety. Od 26 listopada spoczywała w krypcie domu, w którym dokonał żywota. A dom, w którym zmarł Mickiewicz, drewniany, spłonął w wielkim pożarze dzielnicy Pera w 1870 r. Odbudowany został w dziesięć lat później za sprawą przemysłowca Henryka Groplera, ale przez Józefa Ratyńskiego jako dom murowany. I to na nim właśnie został położony po polsku i po francusku napis, że tu zmarł Adam Mickiewicz. W 1909 r. odbyła się w nim uroczystość ku czci Polaków poległych podczas wojny krymskiej, zaś w roku 1933 wmurowano następną tablicę z medalionem i popiersiem poety. Pierwszą ekspozycję w tym prywatnym jeszcze domu zorganizowało Muzeum Mickiewicza w Warszawie (tak się wtenczas nazywało obecne Muzeum Literatury) w stulecie śmierci poety – w 1955 r. W 1979 r. rząd Republiki Turcji wykupił budynek z rąk prywatnych, a Türk ve Islam Eserleri Müzesi (czyli rzeczone Muzeum Sztuki Tureckiej i Islamskiej) przystąpiło do jego remontu. Na jesieni 1984 r. otrzymał wystawę z prawdziwego zdarzenia, opracowaną przez Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie wedle scenariusza kustosz Haliny Natuniewicz. Następną stałą wystawę w tym muzeum zorganizowano w 150. rocznicę śmierci Mickiewicza i uroczyście otwarto 25 listopada 2005 r. Spiritus movens tego przedsięwzięcia był długoletni i legendarny już dyrektor Muzeum Literatury – śp. Janusz Odrowąż Pieniążek, a autorem scenariusza kustosz Łukasz Kossowski.

d3bvo5y

W roku 2014 natomiast przypadała rocznica 600-lecia nawiązania stosunków dyplomatycznych pomiędzy Turcją a Polską, planowano z tego powodu dość huczne obchody. I zapadła decyzja, że powstanie kolejna, dostosowana do współczesnych czasów, wystawa stała w Muzeum Adama Mickiewicza w Stambule. I znów Muzeum Literatury przypadła rola twórcy i organizatora tej ekspozycji.

Kontynenty

Zobacz też: Niewidzialna wystawa. Podróż, która zmienia życie

III

Ale właściwie czemu w ogóle Mickiewicz zawitał do dawnego Konstantynopola? Przypomnijmy, że wieszcz wiązał nadzieje z toczącą się właśnie wojną krymską – każda wojna z Rosją, w jego mniemaniu, stanowiła jakąś szansę, by powalczyć o polską niepodległość. Mickiewicz snuł marzenia o stworzeniu polskiego wojska na wygnaniu (Legionu Polskiego), które w takiej wojnie z zaborcą walczyłoby o prawo do decydowania o przyszłym kształcie naszego, wolnego już, kraju. Marzył też o utworzeniu oddziałów żydowskich (tzw. Legionu Żydowskiego), które mogłyby wspierać polskie walki o wolność.

d3bvo5y

Niewątpliwie inspiracją dla romantycznego pisarza było powstanie polskiego wojska na emigracji w latach 90. XVIII wieku, kiedy Legiony Dąbrowskiego, u boku wojsk napoleońskich, toczyły boje o "wolność Waszą i Naszą". Sentyment do napoleońskiej epopei polskiego wojska zapisał zaś w Panu Tadeuszu…

Mickiewicz nie był w swym internacjonalnym myśleniu o umiędzynarodowieniu sprawy polskiej, przy okazji toczących się właśnie w Europie konfliktów zbrojnych, odosobniony. Liczni polscy oficerowie, uczestnicy powstania listopadowego, podążali podobną drogą, wykazując się nawet większym od wieszcza radykalizmem. Przypadki Michała Czajkowskiego (Sadyka Paszy) oraz generała Józefa Bema, którzy przeszli na islam, by zostać wysokimi rangą oficerami armii tureckiej, są wszak powszechnie znane.

Wieszcz niewiele jednak zdziałał w Stambule, spędził tu raptem dwa miesiące. Gdy zmarł, najprawdopodobniej na cholerę, która wtenczas panowała w mieście, pojawiły się spiskowe teorie, że być może został otruty arszenikiem (w domyśle – przez tajne służby carskie). Dokładna przyczyna śmierci nigdy jednak nie została wyjaśniona.

Kontynenty

IV

Zwyczajowo typowy turysta opuszcza dzielnicę Sultanahmet Mostem Galata przerzuconym przez Zatokę Złoty Róg (drewniani protoplaści obecnej nowoczesnej przeprawy też w historii płonęli niejednokrotnie), by dotrzeć do dzielnicy zwanej dziś Beyoglu, a noszącej niegdyś historyczną nazwę Pera. To kosmopolityczna część dzisiejszego Stambułu, najbardziej przypominająca centra europejskich metropolii. Jej zwieńczeniem jest Aleja Istiklal wiodąca od charakterystycznej Wieży Galata do Placu Taksim.

d3bvo5y

Sam plac to wielka, wyasfaltowana przestrzeń, otoczona przez niezbyt ciekawą architekturę biurowców i hoteli, zamknięta dla ruchu kołowego. Urozmaica tę monotonię pomnik Republiki, wystawiony w 1928 r., miejsce popularnych spotkań stambulczyków, pętla starego, zabytkowego tramwaju jeżdżącego Aleją Istiklal oraz liczne samochody – w tym opancerzone – policji. Plac Taksim jest bowiem zwyczajowym miejscem największych demonstracji politycznych, które od kilku lat mają miejsce w Turcji.

Gdy ekipa z Muzeum Literatury przyjechała w 2014 r. montować kolejną edycję wystawy mickiewiczowskiej, powitały ją armatki wodne oraz granaty gazowe – trwały właśnie kolejne rozruchy związane z obywatelską obroną Parku Gezi (sprawa ciągnęła się od 2013 r.), który miał być zlikwidowany, by dać miejsce kolejnej nowoczesnej galerii handlowej.

Jeśli ruszymy z Taksim w dół Aleją Istiklal, poczujemy się jak na typowym europejskim deptaku w reprezentacyjnej części miasta. Sklepy globalnych marek odzieżowych, kantory wymiany walut na każdym rogu, jakieś banki, lokale gastronomiczne szyte na zachodnią modłę. Jeśli odbijemy z Istiklal w prawo, znajdziemy się w plątaninie uliczek, gdzie królują bary, kawiarnie, herbaciarnie i restauracje – od typowo tureckich po wykwintnie nowoczesne. A jeśli nie ulegniemy namowom i zaproszeniom czasami nieco nachalnych kelnerów i nie usiądziemy przy stoliku, tylko przebijemy się dalej – dojdziemy do Bulwaru Tarlabasi. Po drugiej stronie szerokiej, dwupasmowej alei zaczyna się zupełnie inne miasto.

Tarlabasi cieszy się złą opinią. Niegdyś mieszkali tu między innymi Żydzi i Grecy, których z Turcji przepędzono, a przez środek dzielnicy puszczono arterię, która miała usprawnić komunikację. Trudno powiedzieć, czy tak się stało (korki są nieprawdopodobne), ale jedno stwierdzić można z całą pewnością – Bulwar Tarlabasi rozpruł tę część dzielnicy na pół. Ta część bliżej Istiklal, z której przyszliśmy, należy do wielkiego świata, rozświetlonego, gwarnego i przepojonego zabawą. Oraz zadziwiającą tolerancją obyczajową. Widzieliśmy tam na przykład parę umalowanych i dość ekstrawagancko ubranych gejów trzymających się za ręce, której nikt nie zaczepiał – obrazek raczej nie do uświadczenia w Warszawie czy Krakowie.
To właśnie tę część miasta wspomina z wyjątkową nostalgią w swej autobiograficznej książce "Stambuł. Wspomnienia i miasto" Orhan Pamuk. W Beyoglu, niedaleko Wieży Galata znajduje się założone przez niego samego Muzeum Niewinności, będące czymś na kształt kapliczki wystawionej dawniejszym czasom i rodzinnemu miastu przez pisarza.

Ale ta druga, "zła" strona rejonu Tarlabasi jest jak z innej epoki. Wąskie uliczki, które wyglądają tak, jakby nie sprzątał ich nikt od czasów pobytu Adama Mickiewicza, często krzywawe kilkupiętrowe kamienice, obdrapane i zaliszajone niczym alegorie zaniedbania, szemrani osobnicy w dresach i koszulkach na ramiączkach, bawiące się w kałużach (rano przejeżdża polewaczka) dzieci, które w przedpołudniowej porze powinny być raczej w przedszkolu czy szkole. Mnóstwo małych sklepików z mydłem i powidłem, warsztatów rzemieślniczych oraz suszące się, wywieszone na sznurach rozpiętych między domami, pranie. Po odejściu Żydów i Greków przybyli tu przede wszystkim Romowie oraz dawni pasterze z Anatolii – z ich wielodzietnymi, wielopokoleniowymi rodzinami, oraz ich kozy i kury. Kóz i kur raczej już nie uświadczysz, ale jest coś w wyglądzie, a pewnie i atmosferze tego rejonu, z dawnych środkowoeuropejskich przedwojennych sztetli – jak przytomnie zauważa G., jeden z naszych muzealnych fachowców od montażu.

d3bvo5y

Mówiono nam, żeby nie chodzić tam po zmroku samotnie, a właściwie nie chodzić w ogóle – tylko wzywać taksówkę, jeśli prace nad wystawą przedłużą się do późnych godzin. Ale jest też coś swojskiego i sympatycznego w tej koślawej zabudowie i niewyjściowo wyglądających mieszkańcach. Ekspedient w sklepiku, gdzie na migi chciałem kupić zapalniczkę, dał mi ją za darmo i serdecznie pożegnał, wcześniej oferując herbatę, a jeden z kustoszy, który poszedł do stolarza za rogiem, by przyciąć jakieś listewki, wrócił po dwóch godzinach, mocno rozweselony. Okazało się, że trafił na obiad pracowników – przy stole siedziało czterech ponurych drabów, którzy dali mu talerz, życzyli smacznego i nalali lokalnej anyżowej wódki (raki). Na jednym kieliszku się nie skończyło, ale po posiłku listewki zostały migiem przycięte za jakąś zupełnie symboliczną opłatą.

Miałem wrażenie, że cieszymy się wśród miejscowych opinią lekko zwariowanych: kilku Europejczyków biegających po dzielnicy w poszukiwaniu rozmaitych detali instalacyjnych, gwoździków, śrubek, nakrętek, szyby itp. i siedzących godzinami w tym dziwnym muzeum jakiegoś bliżej nieznanego pisarza z dalekiego kraju. Wyobraźmy sobie sytuację odwrotną – przypuśćmy, że na ulicy Brzeskiej na warszawskiej Pradze mieści się skromna izba pamięci tureckiego pisarza narodowego i nagle pojawia się tam ekipa śniadych monterów i muzealników z jego kraju, by coś tam instalować…

V

Języki orientalne mają zazwyczaj pewną ciekawą właściwość, jeśli idzie o odnoszenie się do przyszłości. Na przykład w języku arabskim istnieje słowo "bukra", które co prawda znaczy "jutro", ale w kontekście wypowiedzi może też oznaczać "później", "kiedyś" czy też "w przyszłości". W języku tureckim podobnie funkcjonuje słowo "yarm", choć może nie ma aż tak szerokiego znaczenia. Swoistą magiczną moc tego słowa poznajemy, gdy przychodzi nam załatwiać sprawy urzędowe.

d3bvo5y

Ciężarówka z gotowymi do montażu elementami wystawy, przygotowanymi jeszcze w Warszawie, stoi na granicy pięć dni, bo urzędnikom coś się wciąż nie podoba w papierach przewozowych, i gdy wreszcie P., doktorantka z Polski, która fluentnie posługuje się tureckim i wspomaga nas w sprawach organizacyjnych, dopytuje się, czego jeszcze potrzeba, dowiaduje się, że będzie, wiadomo, "yarm". Kiedy przyjedzie ekipa sprzątająca po pracach montażowych? "Yarm" (przyjeżdża po trzech dniach). Kiedy możemy oczekiwać określenia terminu oficjalnego otwarcia nowej wystawy przez wysokich rangą oficjeli z Polski i Turcji? – "yarm" (dowiedzieliśmy się ostatecznie wieczorem w przeddzień otwarcia).

Prace mimo to idą w miarę sprawnie. Muzeum jest niewielkie – to dom mający w sumie cztery kondygnacje (wraz z piwnicą, gdzie jest symboliczna krypta z imitacją nagrobka Mickiewicza i wizerunkiem Matki Boskiej Ostrobramskiej) – dużą klatkę schodową i na każdym poziomie dwa pokoje o niewielkiej powierzchni – rozmachu wystawienniczego rozwinąć nie bardzo można. Kustosz Piotr Prasuła, autor koncepcji nowej wystawy stałej, postawił więc na jej nowoczesny design oraz multimedialność, tak by ekspozycja prezentowała podstawowe informacje o poecie i była czytelna dla niepolskiego widza, a widzowi rodzimemu oferowała pewne atrakcje, których w kraju nie spotka. I tak zleciliśmy przetłumaczenie na język turecki ballady Mickiewicza pod tytułem "Renegat". To mało znany utwór z debiutanckiego tomiku wieszcza ("Ballady i romanse", 1822) z podtytułem "ballada turecka". Orientalna opowieść o miłości i śmierci została wreszcie zinscenizowana przez Teatr Ka, działającą w Polsce grupę entuzjastów tradycyjnego, tureckiego teatru cieni (wywodzącego się z XVI w.) oraz nakręcona na wideo. W największej sali Muzeum Mickiewicza w Stambule, gdzie zainstalowaliśmy rzutnik i duży ekran, można obejrzeć dziś unikatowe przedstawienie – lektor czyta tekst ballady po polsku, turecka jest pisemna lista dialogowa, a na ekranie przesuwają się figurki mrocznych bohaterów wiersza.

Kontynenty

Miasto powikłane

I wreszcie nadszedł dzień uroczystego otwarcia. Byliśmy w muzeum już od rana, oficjele mieli przyjechać za kilka godzin. Siedzieliśmy na małym tarasie, mieszczącym się na drugim piętrze budynku, popijając herbatę podawaną tu w mikroskopijnych filiżaneczkach przypominających nieco poszerzoną w talii klepsydrę.

d3bvo5y

Na jakieś trzy godziny przed uroczystościami pojawiła się w okolicy ekipa kilkunastu sprzątaczy, którzy usunęli tony śmieci zalegających od miesięcy okoliczne ulice i chodniki. Zaraz potem przyjechali fachowcy od czyszczenia murów, którzy usunęli graffiti i inne bazgroły z samego muzeum i okolicznych budynków. Potem zaroiło się od tajniaków – jedni w garniturach, inni w T-shirtach i dresach; byliśmy świadkami, jak zwijają z rogu chłopaka. S., plastyk, projektant i wykonawca oprawy całej ekspozycji, patrząc na to wszystko, rzucił refleksyjnie: – A teraz, podobnie jak w PRL-u, powinni przyjechać i pomalować asfalt (pokruszony i nierówny zresztą)… Mylił się – przyjechała sapiąca maszyna, która po prostu położyła nową warstwę asfaltu na starą! Kiedy oficjele wysiadali ze swych limuzyn, dymiło się jeszcze trochę nad ulicą. Obcasy szpilek dostojnych urzędniczek polskiego ministerstwa kultury oraz tureckich urzędów z pewnością pozostawiły w nawierzchni ulicy znaczące dziurki…

M., przy pożegnaniu przed odlotem do Polski, wręczył mi drobny upominek: płytę rockowego zespołu Duman, jednego z najpopularniejszych w kraju. – Posłuchaj zwłaszcza utworu Istanbul, oddaje powikłany charakter naszego miasta. Miał rację.

Do Muzeum Adama Mickiewicza na ulicy Tadli Badem 10 można dojść z Placu Taksim najpierw Bulwarem Tarlabasi (ok. 700 m), potem skręcić w prawo w ulicę Kalyoncu Kullagu (jest nawet słabo widoczny znak) – ok. 300 m stromo w dół.

Zdjęcia: Archiwum Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie

Jarosław Klejnocki – kustosz dyplomowany, dyrektom Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza w Warszawie

Czytaj więcej w najnowszym numerze magazynu "Kontynenty"

d3bvo5y

Podziel się opinią

Share

d3bvo5y

d3bvo5y