Trwa ładowanie...
Ewa Zgrabczyńska.
Ewa Zgrabczyńska. (PAP, Fot: Bartosz Jankowski;)
WP Gwiazdy
magazynwp:sg

Jak "Pani Lwica" tygrysy ratowała

Jestem wariatką od kotów dużych i małych, dzikich i domowych, mam fioła na punkcie zwierząt, co gorsza ani hejt, ani leki na tę moją "chorobę" nie działają - mówi WP Ewa Zgrabczyńska. Jej walka o ratowanie tygrysów poruszyła Polaków. Tym większe było ich oburzenie, gdy w poznańskim zoo, którym kieruje Zgrabczyńska zaczęły się kontrole. Wszak złamała prawo.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie

WTOREK, 22 PAŹDZIERNIKA, WŁOCHY

Okolice Rzymu. Środkowe Włochy. Lekarz weterynarii przegląda ostatnie dokumenty przewozowe. Kierowcy Marco i Alessio zamykają tylne drzwi samochodu. Przed chwilą napoili i nakarmili zwierzęta. Zawiozą je do Dagestanu. Są nieco przerażeni, ale przyjęli zlecenie. W końcu wiozą nie potulne owieczki, a drapieżniki. Dziesięć tygrysów. Weterynarz kończy papierologię. Rozpoczyna się podróż.

Źródło: PAP / Klatki, w których tygrysy miały być przewiezione na trasie o długości kilku tysięcy kilometrów.

Marco i Alessio bez problemów przejeżdżają przez Włochy, Austrię i Słowację. Wjeżdżają do Polski. Czy poją tygrysy? Tego nie wiemy. Wiemy za to, że karmią je kupowanymi po drodze kurczakami. Zwierzęta siedzą cicho. Z wyjątkiem jednego – jest pobudzony, ryczy.

CZWARTEK, 24 PAŹDZIERNIKA, POLSKA

Transport dociera ok. godz. 22.00 do Koroszczyna w woj. lubelskim. Do polsko-białoruskiej granicy jest 5 km. Kierowcy robią sobie przerwę. Irytuje ich niespokojne pomrukiwanie z naczepy.

PIĄTEK, 25 PAŹDZIERNIKA, POLSKA

Dojeżdżają na przejście. Tuż przed południem zaczyna się kontrola transportu. Graniczny lekarz weterynarii Jarosław Nestorowicz prawdopodobnie otwiera przyczepę, nie stwierdza nieprawidłowości. Słyszy, że odpoczynek zwierząt zaplanowano w Briańsku. To 900 km od Koroszczyna.

Nestorowicz prosi o dokumenty, ale jest problem – kierowcy nie mają oryginałów świadectw weterynaryjnych. Polak informuje Włochów, że mogą mieć problemy z Białorusinami. Marco i Alessio przekraczają granicę.

PIĄTEK, 25 PAŹDZIERNIKA, BIAŁORUŚ

Po stronie białoruskiej od razu są problemy, ale nie z tygrysami. Włosi nie mają wiz. Zostają cofnięci do Polski.

SOBOTA, 26 PAŹDZIERNIKA, BIAŁORUŚ

Ok. godz. 1.20 samochód ponownie wyrusza na Białoruś. I znów jest zawrócony. Białoruskie służby graniczne nie zezwoliły na wjazd tygrysów – brakuje oryginałów świadectw weterynaryjnych zwierząt.

NIEDZIELA, 27 PAŹDZIERNIKA, POLSKA

Blady świt. Godz. 5.45. Samochód z tygrysami podjeżdża pod rampę siedziby Granicznego Lekarza Weterynarii w Koroszczynie. Drapieżników nie ma ani gdzie przechować, ani wyładować. Posterunek graniczny udostępnia akcesoria do pojenia i żarcie dla tygrysów.

Ok. godz. 18.35 weterynarz Nestorowicz odbiera telefon z ambasady Włoch. To tą drogą lekarz dowiaduje się, że jeden z tygrysów zdechł.

PONIEDZIAŁEK, 28 PAŹDZIERNIKA

Kierowcy nie chcą wracać do Włoch. Weterynarz szuka rozwiązania. Dzwoni do zoo w Zamościu, Płocku i Warszawie. Dociera do zoosafari w Borysewie. Wszędzie słyszy: "Nie przyjmiemy zwierząt. To niezgodne z prawem".

Źródło: Facebook.com / Merida Waleczna. To ona była najbardziej agresywna i chciała rozwalić klatkę. Trzeba było wzywać do pomocy pododdział antyterrorystyczny poznańskiej policji.

Mirosław Kalicki, doktor nauk weterynaryjnych Gdańskiego Ogrodu Zoologicznego: – Nie można na podstawie doniesień medialnych ferować wyroków. Nie można opierać się na opiniach, że ogrody zoologiczne w Polsce kierują się złą wolą, bo nie chciały przyjąć tygrysów.

Gdy Jarosław Nestorowicz traci już nadzieję, udaje mu się dodzwonić do Poznania. – Tak, przyjmę tygrysy – słyszy od dyrektor tamtejszego zoo Ewy Zgrabczyńskiej. – Ale tylko dwa.

Małgorzata Chodyła, rzeczniczka prasowa ogrodu zoologicznego w Poznaniu: – Gdy dowiedzieliśmy się, że do ratowania jest 9 tygrysów i nikt inny nie pomoże, to opiekunowie zwierząt drapieżnych przyszli do pani dyrektor i powiedzieli: "Musimy uratować wszystkie".

Źródło: Facebook.com / Gogh. Dostał takie imię, bo ma odgryzione lewe ucho.

Ostateczna decyzja była jednak inna. Do Poznania jedzie siedem tygrysów, a dwa wyruszają do zoo w Człuchowie, które również zgodziło się pomóc.

WTOREK, 29 PAŹDZIERNIKA

Graniczny lekarz weterynarii zawiadamia policję o możliwości popełnienia przestępstwa znęcania się nad zwierzętami przez Włochów. Sprawa trafia do prokuratury. Policja składa do wójta gminy Terespol wniosek o odebranie zwierząt dotychczasowemu właścicielowi.

Źródło: Facebook.com / Toph. Tygrysica dużo "gada" - mruczy, "śpiewa". Łagodna i kontaktowa.

Wieczór. Godz. 20.00. Jarosław Przybylski, lekarz weterynarii Ogrodu Zoologicznego w Poznaniu przeprowadził sekcję zwierzęcia, które zdechło. Informuje, że powodem śmierci była "mechaniczna niedrożność przewodu pokarmowego" wynikająca z błędów żywieniowych w trakcie transportu. Mówiąc prostym językiem - to efekt złego karmienia zwierzęcia. To jest taka karma, która zapycha przewód pokarmowy.

ŚRODA, 30 PAŹDZIERNIKA

W godzinach popołudniowych transport z tygrysami rusza do Poznania i Człuchowa.

CZWARTEK, 31 PAŹDZIERNIKA.
GODZ. 3.28

Na Facebooku poznańskiego zoo pojawia się post:

"Przyjechały. Chude, odwodnione, z zapadniętymi oczami, futra obklejone odchodami, odparzenia od moczu, w totalnym stresie, bez woli i chęci do życia. Pokrzywione grzbiety, straszliwy smród w aucie. Skrzywdzone, cierpiące i upodlone. Dwójka z nich już w drodze na tymczasowy pobyt w Człuchowie, jadą pod opieką lekarza i opiekuna. Kolejna dwójka w stodole, nakarmiona, napojona, obłożona słomą, odpoczywa po podróży.

Źródło: Facebook.com / Aqua. To największy i najbardziej zestresowany tygrys spośród zwierząt uratowanych w poznańskim ogrodzie zoologicznym.

I koszmar, z którym musimy zmierzyć się od rana – w rozpadającej się skrzyni tygrys oszalały ze stresu i agresywny. Jego klatka zagradza dostęp do pozostałych. W pozostałych skrzyniach zwierzęta zrezygnowane, ale żywe. W jednej – brak oznak życia. Ze względu na bezpieczeństwo zwierząt i ludzi musimy odczekać do świtu, bo dopiero za dnia spróbujemy przetransportować rozpadającą się skrzynię. Sytuacja jest dramatyczna. Kondycja zwierząt – bardzo zła".

Tak, to prawda. Tygrysy jechały w zatrważających warunkach. Nie w ciężarówce, tylko w przyczepie do transportu koni. 10 klatek i skrzyni było upchniętych w taki sposób, że napoić czy nakarmić można było tylko osobniki, znajdujące się w pierwszych klatkach. Do pozostałych nie było dojścia.

Źródło: Facebook.com / Samson. Czujny. Poczuł się już na tyle dobrze, że zaczął witać opiekunów leżąc na grzebiecie z łapami w górze.

Anna Plaszczyk, Fundacja VIVA: – Część zwierząt była zamknięta w skrzyniach, w których były tylko niewielkie otwory, przez które nie dało się ich napoić ani nakarmić. Nie było też zapewnionej wentylacji. Myślę, że dla tych zwierząt najgorsze było to, że w jednej z tych skrzyni czy też klatek umierał inny tygrys. One na pewno miały tego świadomość, a potem jeszcze musiały z tymi zwłokami jechać w tym samym samochodzie. To na pewno powodowało u nich potworne cierpienie psychiczne. Nie mam żadnych wątpliwości.

GODZ. 11.17

"Dwie kolejne dziewczyny uratowane! W tym nasza agresywna waleczna i rozwalająca klatkę. Te są już po stronie życie. Walczymy dalej" – to kolejny post na profilu zoo w Poznaniu.

GODZ. 14.03

Kolejny poruszający wpis: "Następne trzy tygrysy uwolnione! Mamy chłopaka w bardzo złym stanie, z zanikami mięśni, kaszlem, ubrudzonego i wychudzonego. Cierpiał straszliwie, w zbyt małej klatce, był w niej wciśnięty tak, że nie mogliśmy go wyciągnąć. Nie pił i nie jadł od wielu dni. Będziemy teraz zwierzaka leczyć, wygrzewać, karmić i poić. W jego oczach jest tylko ciemność...".

Źródło: Facebook.com / Kan. Nerwowy, nadal znajduje się w dużym stresie.

Mirosław Kalicki, lekarz weterynarii: – Czy te zwierzęta były wesołe, czy smutne, to jest to kwestia subiektywna. Nie wiemy, skąd pochodzą, ani w jakich warunkach były przetrzymywane przed transportem. Nie znamy też ich historii. Czy były w cyrku, czy może w jakieś pseudohodowli.

Tygrysy, tak jak każde zwierzęta trzeba transportować w bezpieczny dla nich i ludzi sposób i w odpowiednich warunkach. Określa to dyrektywa unijna 1/2005. Istotne jest również, żeby transport ten nie trwał za długo. Bardzo ważny jest również wymiar humanitarny.

Taki transport odprawia lekarz weterynarii w miejscu, w którym ładuje się zwierzęta do samochodu. Czy weterynarz widział ten transport? Czy go odprawiał? Czy dokumenty były prawidłowo wystawione? Tego nie wiemy. Bo też można przyjąć, że ktoś stwierdził, że to są odpowiednie warunki. Mnie się wydaje, że nie.

PIĄTEK, 1 LISTOPADA.
GODZ. 8.32

Zoo informuje: "Odpoczywają. Powolutku i niepewnie zaczynają obchodzić pomieszczenia. Jakby nie wierzyły, że nie nadeszła śmierć. U nas ciągle łzy w oczach i stres, bo z jednej strony mamy Meridę Waleczną, która pożera jedzenie, już potrafi wspiąć się na kratę czy zdrapać drapaczek oraz rzucić nam rykiem soczyste przekleństwa (na cały ród ludzki), z drugiej tą maleńką słabą tygrysicę, o której myśleliśmy, że nie żyje i która jeszcze tkwi w cieniu śmierci... Nadal walczymy".

GODZ. 18.27

"Kochani, nie wiem nawet jak podziękować za wasze wsparcie, najdrobniejsze i największe gesty pomocy, wpłaty, słowa pełne dobra. (…) Ale ja myślę o tych setkach transportów niewykrytych, przepłaconych, naznaczonych cierpieniem pseudohodowlach i cyrkach ze zwierzętami, o rzeźniach, futrach zdzieranych żywcem i zwierzętach będących towarem.

O cierpieniu, które możemy zakończyć. Apeluję o zmianę w prawie, o zakaz widowisk cyrkowych z udziałem zwierząt i nowelizację Ustawy o ochronie zwierząt. Ponad podziałami" – pisze dyrektor Ewa Zgrabczyńska.

Źródło: Facebook.com / Softi. Ostatnia uratowana tygrysica, o której myślano, że nie żyje. Jest bardzo delikatna, ale powoli dochodzi do siebie.

Małgorzata Chodyła, rzeczniczka poznańskiego zoo: – Pracowanie z taką wojowniczką, która nie kłania się nikomu i niczemu i niczym nie przejmuje, to ogromny zaszczyt. Wiele osób uważa, że skoro było tak od lat, to musimy się z tym pogodzić. A to nie tak. U niej nie ma czegoś takiego, jak "pogódźmy się z tym". Mogę z nią iść na każdą wojnę. Mogę być trzy dni w pracy, nie przebierać się, kolejny raz nakładać na twarz warstwę pudru, spać z twarzą na klawiaturze, kiedy czekaliśmy na tygrysy, bo nie było czasu na sen.

SOBOTA, 2 LISTOPADA

"Śpią. W cieple, najedzone, napojone, spokojne. Pod pysiem – zabawka-przytulanka. Muszą teraz zebrać tygrysie siły i odzyskać ducha. A ja już siadam do obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej ponad podziałami politycznymi oraz apelu o stworzenie azylu, (…)

Rozpoczynam działania, które staną się tarczą ochronną dla innych tygrysów i krzywdzonych zwierząt. Zostałam zaproszona przez Adwokatów Zwierząt do Parlamentu Europejskiego na konferencję w sprawie kryzysu związanego z przemytem i takim okrucieństwem.

Czuję takie wsparcie od was kochani, że damy radę, zmienimy Europę na lepszą dla zwierząt. No bo kto, jak nie my? Bo tygrysy uratowaliśmy razem, mocą waszego wsparcia" – pisze Zgrabczyńska.

Na post dyrektor odpowiadają tysiące Polaków, którzy popierają jej pomysł stworzenia azylu. Szacunkowy koszt tej inwestycji to 6 mln zł. Polacy przelali już ponad milion.

NIEDZIELA, 3 LISTOPADA

Jerzy Owsiak, szef Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy ogłosił, że na pomoc tygrysom przekaże pieniądze, jakie ma dostać w związku z przyznaniem mu Nagrody im. Andrzeja Wajdy.

PONIEDZIAŁEK, 4 LISTOPADA

Zwierzęta dochodzą do siebie.

"Gogh, Softi, Kan, Samson, Toph i Merida. Samiec Aqua ciągle się ukrywa, wychodzi tylko do jedzenia, nie chciał się pokazać, a my nie chcieliśmy go niepokoić. Wasze wielkie wsparcie daje nam siłę, by walczyć o ich życie, zdrowie i godność" – informuje zoo w kolejnym wpisie.

WTOREK, 5 LISTOPADA

Gdy Polska żyje sprawą uratowanych tygrysów i bestialstwem ludzi, którzy je przewozili, jak grom z jasnego nieba na pracowników zoo spada wiadomość: ktoś złożył donos na poznański ogród zoologiczny.

Powiatowy Lekarz Weterynarii zaczyna kontrolę i 30-dniową kwarantannę, a Główny Inspektorat Weterynarii wydaje oświadczenie, że "stan zdrowia zwierząt nie budził wątpliwości, zarówno podczas przeprowadzanej kontroli dobrostanu przy wyjeździe, jak i podczas oględzin osób posiadających kwalifikacje do oceny stanu zdrowia zwierząt dzikich utrzymywanych w niewoli z Ogrodów Zoologicznych w Poznaniu i Człuchowie. Doniesienia medialne co do tragicznej kondycji zwierząt należy uznać za nieprawdziwe".

Źródło: Forum / Jarosław Przybylski przy klatkach, w których przewożono tygrysy. To pod opieką weterynarza poznańskiego Ogrodu Zoologicznego znajdowały się zwierzęta.

Anna Plaszyk, Fundacja VIVA: – Jesteśmy empatyczni, ale niestety wybiórczo. Oburza nas transport tygrysów w nieprawidłowych warunkach, ale nie widzimy, albo nie chcemy widzieć, transportów innych zwierząt, które są dla nas tylko kotletem, tylko mięsem. Pani Zgrabczyńska przeciwstawia się wykorzystywaniu zwierząt w cyrkach, co też nie jest typowe dla dyrektorów ogrodów. Wykonuje ogromną pracę, jeśli chodzi o edukację, ale za każdym razem, kiedy to robi, pada ofiarą swojego dobrego serca i w zamian za udzieloną pomoc, nękają ją kontrole, ma nieustające problemy. Ciągle musi się tłumaczyć ze swoich decyzji, które miały ratować zwierzęta.

Tego samego dnia siedem tygrysów (tych z Poznania) odwiedziła lekarz weterynarii Hester van Bolhuis z hiszpańskiego stowarzyszenia AAP Primadomus. Przyjechała sprawdzić, czy są gotowe do podróży. Część tygrysów trafi do azylu, w którym będą miały bardzo dobre warunki.

ŚRODA, 6 LISTOPADA

Grzegorz Wegiera, Powiatowy Lekarz Weterynarii (w rozmowie z PAP): – To nie jest jakaś nagonka na panią dyrektor Zgrabczyńską z tego tytułu, że wzięła tygrysy.

Podkreślił, że nie groził dyrektorce zoo odebraniem statusu jednostki zatwierdzonej, tylko tłumaczył, że brak kwarantanny może, zgodnie z przepisami, skutkować taką decyzją. Jego zdaniem ogród zoologiczny powinien wystąpić o objęcie kwarantanną tygrysów. Przyznał, że w tej sprawie miał utrudniony kontakt z dyrekcją.

Mirosław Kalicki, lekarz weterynarii: – Teraz w Europie jest tendencja do zakazywania występowania zwierząt w cyrkach. Nie oceniam, tylko mówię, że tak jest. W momencie, gdy wprowadzamy zakazy, to zwierzęta gdzieś się muszą podziać. Coś trzeba z nimi zrobić. Ja nie wiem, jak było w tym przypadku. Polskie prawodawstwo nie pozwala na sprowadzanie zwierząt (Ustawa o ochronie przyrody), jeżeli nie ma się odpowiednich warunków do ich przetrzymywania.

Nie rozumiem więc, dlaczego wszystkie ogrody zoologiczne w Polsce otrzymały łatkę bezdusznych i niewrażliwych na cierpienie zwierząt. Prawo zabrania nam przyjmowania ich do nieodpowiednich warunków. To jest nielegalne.

I podkreśla: – Cieszymy się, że jest miejsce, w którym pomaga się cierpiącym zwierzętom, tylko że procedura pomocy musi odbywać się zgodnie z prawem. Nie może być tak, że robiąc jedną dobrą rzecz dla jednych zwierząt, możemy zaszkodzić innym.

Źródło: East News / Ewa Zgrabczyńska i niedźwiedzica Cisna, którą udało się uratować z rąk pseudo hodowcy.

Przy okazji walki o życie tygrysów, zaczyna się niepostrzeżenie inne starcie.

Małgorzata Chodyła, rzeczniczka prasowa: – Nie wszystkim wydaje się to oczywiste, ale to jest lekcja feminizmu w praktyce. Absolutnie bulwersuje mnie ciągłe zarzucanie tak mocnej kobiecie (dyr. Zgrabczyńskiej) i tak nieustępliwej wojowniczce: rozemocjonowania, rozchwiania czy niestabilności. Takie określenia nigdy nie padają wobec silnych, wojowniczych mężczyzn, polityków czy urzędników. Kiedy mężczyzna ma takie cechy, jest samodzielny, bezkompromisowy, nieustępliwy i ona też taka jest. I pora, żeby panowie się nauczyli, że odwaga, żelazna konsekwencja, siła – to są określenia, które mają też żeńskie końcówki.

Ewa Zgrabczyńska: – Nie jestem wojowniczką ani dobrym materiałem na bohatera tylko zwykłym zoologiem przekonanym o potrzebie ochrony zwierząt, który zrobi wszystko, co jest konieczne, żeby nie było więcej takich transportów śmierci. Silnie identyfikuję się z własną płcią, a kobiety biologicznie, ze względu na konieczność energochłonnej produkcji komórek jajowych, konieczności rodzenia, odchowania i ochrony potomstwa, mają ogromny potencjał biologiczny i wielką siłę do przeprowadzania rewolucji.

CZWARTEK, 7 LISTOPADA

Poznańskie ZOO organizuje briefing prasowy. Chce odeprzeć zarzuty Głównego Inspektoratu Weterynarii oraz Powiatowego Lekarza Weterynarii. Ogród pokazuje materiał wideo, na którym widać, w jakim stanie były zwierzęta.

Ewa Zgrabczyńska: – Nie mam najmniejszych wątpliwości, że muszę roznieść system, który nie zapewnia ochrony zwierzętom dzikim i że nie zaprzestanę działań o zmiany w prawie, jak również w postrzeganiu konieczności ochrony zwierząt, dopóki zmiany nie staną się faktem w postaci rozporządzeń wykonawczych.

Anna Plaszek, Fundacja VIVA: – Postawa ogrodu w Poznaniu jest godna pochwały, co zresztą widać po odzewie społecznym. Płyną do niego nieustanne podziękowania, wsparcie finansowe od tysięcy Polek i Polaków, którzy oczekują właśnie takiej postawy, ratowania zwierząt, a nie kurczowego trzymania się chorych procedur.

I dodaje: – Ogrody zoologiczne w Polsce w większości przypadków są skostniałymi instytucjami, które nie nadążają za współczesnymi czasami. A w obecnych czasach, gdy wiemy, że przemyt zwierząt chronionych jest trzecim co do wielkości rynkiem po handlu bronią i narkotykami, to przed ogrodami staje nowe wyzwanie. Ratowanie każdego osobnika.

Pani dyrektor trochę zrewolucjonizowała myślenie Polaków o zoo, bo przyjęła do siebie niedźwiedzia Balu z cyrku. Małą osieroconą niedźwiedzicę Cisnę czy tygrysy z Pyszącej przejęte od pseudohowcy. Te historie zna cała Polska. I wtedy zaczęły się pojawiać głosy z innych placówek, że tak być nie powinno.

Mirosław Kalicki, lekarz weterynarii: – Podziwiamy chęć pomocy pani dyrektor, ale nie można mieć pretensji do ludzi, którzy wykonują swoją pracę, przestrzegają prawa i jednocześnie chcą pomagać, a mimo wszystko oskarżani są o to, że próbują zaszkodzić. Całym sercem jesteśmy za tym, żeby pomagać, ale też jesteśmy za tym, żeby to robić zgodnie z prawem.

Andrea Cassini z włoskiej organizacji LAV (Lega Anti Vivisezione, po polsku Stowarzyszenie przeciwko Wiwisekcji, to odpowiednik naszego OTOZ, Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Zwierząt - red.) zapewniła, że organizacja będzie robić wszystko, żeby pociągnąć do odpowiedzialności osoby, które zorganizowały taki niehumanitarny transport.

8 LISTOPADA, PIĄTEK

Dr Mirosław Welz, w imieniu Głównego Lekarza Weterynarii, dokonał oględzin stanu zdrowia tygrysów w poznańskim ogrodzie zoologicznym.

"Bardzo się cieszymy na tę szybką reakcję i wspólnie rozpoczynamy pracę nad skróceniem okresu kwarantanny oraz przygotowaniem grupy osobników do przewiezienia do ośrodka Adwokatów Zwierząt, gdzie będzie kontynuowana kwarantanna i rehabilitacja naszych najukochańszych nieumarłych" – czytamy na Facebooku zoo.

Pierwotnie kwarantanna miała potrwać do 2 grudnia.

"Kochani! Zżyliśmy się z naszymi nieumarłymi, ze łzami radości każdego dnia oglądamy jak pięknieje im futro, boki przestają być zapadłe i wraca apetyt. Stały się członkami naszych rodzin. Ale w Poznaniu nie posiadamy wybiegów dla siedmiu. (…). Pewnie wyjedzie moja największa miłość, Samson, bo jest już w bardzo dobrej kondycji. I będę tęsknić, dusza mi pęknie, ale oddam go w najlepsze ręce, żeby mógł na wielkim wybiegu w cieple słońca dożyć swoich dni" – napisała dyrektorka. .

Pewnie jeszcze nie raz usłyszymy o wspaniałej postawie dyrektor Zgrabczyńskiej, która powiedziała WP:

– Jestem wariatką od kotów dużych i małych, dzikich i domowych, mam fioła na punkcie zwierząt, co gorsza ani hejt, ani leki na tę moją "chorobę" nie działają.

Tak, mogę być wariatką, ambasadorem, ekscentryczką czy kimkolwiek innym – byle moje działania były skuteczne. Zwierzęta to moje życie, misja i religia.

Polub WP Turystyka
Slot

Podziel się opinią

Share