WP Turystyka

  
Polecane
Tematy
18-04-2017 (13:04)

Kamil Giżycki - przy nim chowa się nawet James Bond

19 kwietnia to rocznica śmierci Kamila Giżyckiego - zawadiaki, oficera, podróżnika i pisarza. Perypetie agenta 007 w porównaniu z przygodami, jakie przeżywał Polak, są nudne niczym flaki z olejem.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Kamil Giżycki - przy nim chowa się  nawet James Bond
(East News, Fot: Andrzej Szypowski)

Walczył w I wojnie światowej w armii Austro-Węgier, był jeńcem na Syberii, którą przemierzył wzdłuż i wszerz, bił się z bolszewikami w armii admirała Kołczaka, później był podporucznikiem w polskiej dywizji syberyjskiej, pojmany przez czerwonoarmistów, spędził dwa miesiące w sowieckiej katowni, z której zbiegł do Mongolii, gdzie nadal walczył z czerwoną zarazą... Mało? A to dopiero początek. W Mongolii poznał słynnego barona Romana Ungerna von Sternberga, dawnego oficera carskiego, który przez lata był postrachem "władzy radzieckiej" we wschodniej Azji. Polski zawadiaka walczył w armii "krwawego barona", a także kierował fabryką produkującą na jej potrzeby granaty, miny i gazy bojowe. Obok Antoniego Ferdynanda Ossendowskiego był jednym z najbardziej zaufanych współpracowników carskiego arystokraty. Podobno tylko ci dwaj nasi ziomkowie znali miejsce ukrycia skarbu "krwawego barona" (dotąd zresztą nie odnalezionego).

Po śmierci Ungerna von Sternberga Giżycki kontynuował walkę z bolszewikami. W Mandżurii został instruktorem wojskowym armii tamtejszego watażki (zwano ich wówczas – war lordami), generała Zhang Zuolina, wziął też udział w powstaniu antybolszewickim w Jakucji w 1922 roku.

flickr.com
Podziel się

Po raz pierwszy uciekł z domu, mając 6 lat

W 1923 roku powrócił do Polski. W jego życiu zaczął się spokojniejszy, ale wcale nie mniej ciekawy, okres. A miał wówczas zaledwie 30 lat, z których 24 cztery spędził na ekscytujących, pełnych przygód wyprawach. Tak, to nie pomyłka - 24 lata! Gdy bowiem po raz pierwszy uciekł z domu, miał niespełna 6 lat. Przez 3 dni małe, ale wcale nie przestraszone dziecko wędrowało po lesie w poszukiwaniu grzybów.

Nie była to jedyna ucieczka z domowych pieleszy małego Kamila. Do drugiej doszło, gdy chłopak miał "aż" 11 lat. Wkraczającemu w dorosłość młodzianowi nie wystarczały przydomowe zagajniki, tym razem z rodzinnego Podhala dotarł aż nad… Morze Śródziemne do Marsylii. Chciał tu zamustrować się na statek płynący do któregoś z egzotycznych krajów. Zamiar ten jednak spalił na panewce, gdyż niedoszłego wilka morskiego odnaleźli we francuskim porcie zamartwiający się jego zniknięciem rodzice.

Giżycki zamiast na pokład trafił do gimnazjum ojców jezuitów w Chyrowie, jednej z najlepszych szkół średnich w ówczesnej Europie.

flickr.com
Podziel się

Władzę bolszewików zwalczał ogniem i mieczem

Po ukończeniu gimnazjum młodzieniec studiował na politechnice w Monachium. W 1914 roku, jako poddany cesarza Franciszka Józefa, został zmobilizowany do armii Austro-Węgier. Skierowano go na front wschodni. Ciężko ranny, znalazł się wkrótce w niewoli rosyjskiej. Trafił na Syberię.

Gdy wybuchła rewolucja październikowa, zetknął się tam ze zbrodniami bolszewików, których został odtąd zażartym wrogiem. W swoich wspomnieniach "Przez Urianchaj i Mongolię", jednym z największych bestsellerów książkowych w II Rzeczypospolitej, napisał: "Ileż to nieszczęsnych ofiar bolszewicy zamordowali w sposób tak bestialski, że na samo wspomnienie o tym krew ścina się w żyłach. Zwykle około północy czekiści wyprowadzali pewną liczbę więźniów do głębokiej piwnicy. Przy słabym świetle… widać na ścianach sople krwi i ślady mózgów ludzkich… Po chwili wchodzi komisarz w towarzystwie kilku drabów z obnażonymi szablami, na których wyraźnie widać zakrzepłą krew i pęczki ludzkich włosów. Komisarz wyjmuje spis nazwisk i spośród obecnych wywołuje niektórych, po czym ustawia ich w szereg. Na dany znak – zbiry rzucają się na bezbronne ofiary i zaczynają je siec. Świst szabel, przeraźliwe krzyki i jęki mordowanych, zagłusza turkot specjalnie w tym celu puszczonego motoru – po chwili wszystko cichnie…".

Młody Polak zwalczał "władzę sowiecką" ogniem i mieczem w szeregach armii admirała Kołczaka, a potem walcząc w 5 Dywizji Strzelców Polskich. Ochraniał tu przed bolszewikami Kolej Transsyberyjską, jedną z najważniejszych magistrali dawnego imperium carskiego. Przeżył rozbicie dywizji, w styczniu 1920 roku, wyrywając się z kotła przygotowanego przez bolszewików. Ukrył się wśród cywilów.

Wikimedia Commons - Uznanie Autorstwa CC BY
Podziel się

Dwa razy uciekł z sowieckiego więzienia

W ręce bolszewików wpadł wkrótce potem. Trwające 2 miesiące śledztwo było pasmem nieustannych tortur. Giżycki nie tracił jednak ducha. Korzystając z zamieszania wśród strażników i panującego powszechnie pijaństwa, zbiegł z kazamatów i przedostał się do syberyjskiej tajgi. Zorganizował tu partyzancki oddział białych. Walcząc w okolicach Urianchaju, na pograniczu z Mongolią, zdobył Białocarsk - stolicę tego regionu.

Ranny, ponownie dostał się w ręce bolszewików, którym wkrótce znów uciekł. Trafił do Mongolii, gdzie wstąpił do Azjatyckiej Dywizji Konnej barona Romana Ungerna von Sternberga. U boku "krwawego barona" walczył przez rok. Razem ze swoim wodzem wyprawił się w lecie 1921 roku za Bajkał. Tam w wyniku zdrady baron wpadł w ręce komunistów i został przez nich rozstrzelany. Kamilowi Giżyckiemu, który dowodził wojskami chemicznymi dywizji Ungerna, udało się wydostać z zasadzki i przedostać przez pustynię Gobi do Mandżurii. Latem 1922 roku zaciągnął się do armii generała Popielijajewa, która wspierała antybolszewickie powstanie w Jakucji.

Do Polski powrócił rok później, gdy sowieci tłumili już ostatnie antykomunistyczne ruchy oporu przeciwko ich władzy na Dalekim Wschodzie.

Nasza Księgarnia
Podziel się

Zrezygnował z kariery plantatora, by bronić ojczyzny

Do ojczyzny dotarł bardzo okrężną drogą – przez Oceanię i afrykańskie Wybrzeże Kości Słoniowej. Zamieszkał we Lwowie. W kraju długo nie zagrzał jednak miejsca. Rogatą duszę obieżyświata ciągle gdzieś coś nosiło. W 1926 roku wyruszył wraz z Antonim Ferdynandem Ossendowskim do Afryki Zachodniej. W następnych latach kilkakrotnie penetrował dzikie ostępy Czarnego Lądu. W 1934 roku kupił dużą, liczącą blisko 8 tys. akrów, plantację rycynusu.

Biznesmenem był jednak krótko. W 1939 roku wziął udział w kampanii wrześniowej, później był żołnierzem Armii Krajowej. Po wojnie, jak znaczna część lwowiaków, osiadł we Wrocławiu. Żył z pisania książek podróżniczych (przede wszystkim dla dzieci i młodzieży) oraz słuchowisk radiowych. O wznowieniu jego przedwojennych książek, w których opisywał walki z bolszewikami, nie mogło być mowy. Zostały one ponownie wydane po roku 1989. Kamil Giżycki od dawna już wówczas nie żył. Bohaterski żołnierz, podróżnik i pisarz zmarł 19 kwietnia 1968 roku.

East News
Podziel się
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.