Trwa ładowanie...

Miejsca znane z gdańskich legend. Wieczni kochankowie, odwrócone lwy i złoty trunek

Gdańsk słynie z Neptuna, Żurawia, Westerplatte, stoczni i wielu innych zakamarków o ciekawej historii. Z pewnością nie brak tam miejsc do zwiedzania czy plażowania. Dzisiaj jednak schodzimy nieco z utartych szlaków i zabieramy was na spacer śladami trzech gdańskich legend.

 Z Gdańskiem wiąże się wiele niesamowitych legend Z Gdańskiem wiąże się wiele niesamowitych legendŹródło: Adobe Stock
d3wat37
d3wat37

Tak jak Warszawa ma swoją syrenkę, a Kraków smoka wawelskiego, tak też i Gdańsk ma własnych legendarnych bohaterów. Kto wie, kogo uda nam się "spotkać" podczas małej przechadzki?

Legenda o gdańskich kochankach – Annie i Jakubie

Miłość cierpliwa jest, ale nie zawsze łaskawa. Potwierdza to legenda o gdańskich kochankach. Mowa o Annie i Jakubie, którzy chodzili do tej samej szkoły dla ubogich, która mieściła się przy kościele Mariackim. Wspólna droga do szkoły i siedzenie w tej samej ławce zapoczątkowały trwałą przyjaźń. Chłopak był typowym urwisem, który od nauki zdecydowanie wolał bijatyki i psoty. Anna była za to prymuską i wielokrotnie wybawiała przyjaciela z opresji.

Mijały lata, a dawni przyjaciele ze szkoły wydorośleli. Jakub wyrósł na silnego i wysokiego przystojniaka, a Anna na piękną kobietę. Nic dziwnego, że przyjaźń przerodziła się w miłość. Para bardzo się kochała i planowała ślub, ale cały czas doskwierała jej bieda. Jakub postanowił wyruszyć w morze i jako marynarz zdobyć pokaźny majątek dla przyszłej rodziny. Anna płakała z powodu tej decyzji, ale szanowała zdanie ukochanego i obiecała czekać na jego powrót nawet i 30 lat. Wtedy jeszcze zapewne nie przypuszczała, jak długa będzie ich rozłąka.

d3wat37

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

"Halo Polacy". Mieszka w Korei Południowej od 15 lat. "Tutaj to ja jestem kurą domową"

Mężczyzna zaciągnął się na statek, a kobieta podjęła na lądzie pracę służącej. Z każdym rokiem miała coraz więcej wątpliwości. Nic nie wskazywało na to, żeby Jakub kiedykolwiek do niej powrócił. Dała mu jednak słowo, że będzie czekać tyle, ile będzie trzeba. Nadeszła starość, a wraz z nią przeminęła uroda. Jedyne co pozostało to dokuczliwa bieda.

Anna zamieszkała w przytułku św. Ducha i prosiła przechodniów o jałmużnę. Pewnego dnia przy kościele Mariackim pojawił się nowy nędzarz. Okazało się, że to stary Jakub, który podczas jednego z rejsów dostał się do niewoli tureckiej, gdzie dopadła go starość. Żebrzący kochankowie mimo upływu lat od razu się rozpoznali i zamieszkali razem w przytułku.

Ulica św. Ducha w Gdańsku Adobe Stock
Ulica św. Ducha w Gdańsku Źródło: Adobe Stock, fot: PIOTR ARNOLDES

Co ciekawe, w tamtych czasach na żebranie trzeba było uzyskać specjalne pozwolenie. Wymagane było zdanie egzaminu ze znajomości prawd wiary i modlitwy. I tak oto historia zatoczyła koło. Anna znowu pomagała w nauce Jakubowi, dzięki czemu zdał egzamin i mógł oficjalnie prosić o jałmużnę. Zakochani zmarli razem podczas epidemii dżumy. O ich legendarnej miłości przypominają dwie figury starców na barokowym portalu dawnego domu opieki szpitala św. Ducha przy ul. U Furty 3.

d3wat37

Legenda o lwach z gdańskiego ratusza

W herbie Gdańska znajdują się lwy. Dlaczego akurat one? Wyjaśnienia spróbujmy poszukać w miejscowej legendzie. Dawno temu zapadła decyzja o przyozdobieniu miejskiego ratusza nowym herbem. Jego wykonania miał podjąć się mistrz Daniel Eggert, który lubował się w rzeźbieniu lwów. Jak na prawdziwego artystę przystało, chciał stworzyć wyjątkowe dzieło, które będzie podziwiane przez mieszkańców i przyjezdnych.

Miejscy radni urządzili huczne wydarzenie, które miało podtrzymać na duchu mieszczan obawiających się represji ze strony Prus. Gdy w końcu nastąpiło uroczyste odsłonięcie herbu, zamiast oczekiwanych oklasków rozległy się głosy oburzenia. Z koroną, krzyżami i tarczą było wszystko w porządku, ale dlaczego lwy patrzyły w jednym kierunku zamiast spoglądać na siebie?

Złote lwy z gdańskiego herbu Adobe Stock
Złote lwy z gdańskiego herbuŹródło: Adobe Stock

"Czyżby Daniel mógł aż tak się pomylić?" - zastanawiali się coraz bardziej zdenerwowani gdańszczanie. Wtem z tłumu wyszedł Krzysztof, stary mistrz kamieniarstwa. Spojrzał uważnie na nowy herb i oznajmił, że lwy przecież patrzą w kierunku Drogi Królewskiej – Wyżynnej i Złotej Bramy, które czekają na uroczysty wjazd polskiego króla Stanisława, który udzieli wsparcia Gdańskowi. To wytłumaczenie ostatecznie przekonało mieszkańców, a mistrz Daniel mógł odetchnąć z ulgą.

d3wat37

Niestety, przepowiednia do końca się nie sprawdziła. Pomoc nie nadeszła, a Gdańsk wkrótce dostał się pod pruską strefę wpływów. Ale ostatecznie wrócił po latach do Polski. A lwy dalej zdobią fasadę Ratusza Miejskiego, patrząc w tym samym kierunku (choć w innych miejscach i oficjalnym herbie są już zwrócone ku sobie).

Legenda o Neptunie i słynnej nalewce

W czasie spaceru po Gdańsku nie można oczywiście pominąć fontanny Neptuna, stojącej przy Długim Targu, przed wejściem do Dworu Artusa. Według kolejnej legendy gdańszczanie byli tak zadowoleni z nowej fontanny powstałej w miejscu studni, że zaczęli masowo wrzucać do wody złote dukaty.

Pomnik Neptuna w Gdańsku Adobe Stock
Pomnik Neptuna w GdańskuŹródło: Adobe Stock
d3wat37

Władca mórz podobno nie był zachwycony zaśmiecaniem, więc uderzył swoim trójzębem i rozbił monety w drobne płatki, które od tej pory zdobią złocistym blaskiem słynny likier ziołowo-korzenny Goldwasser (co można przetłumaczyć jako "złota woda"). Podobno raz na sto lat, o północy, przy dźwiękach carillonu, powtarza się owe zjawisko, podczas którego fontannę zalewa złoty trunek. Ciekawe, czy uda nam się doczekać tego niecodziennego "wydarzenia"?

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d3wat37
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d3wat37