"Polak, Węgier, dwa bratanki, i do szabli, i do szklanki." Sprawdzamy, jak wiele jest prawdy w tym przysłowiu

"Kiedy przypadkowy Węgier dowiaduje się, że jestem Polakiem, pyta, skąd znam węgierski, a później zaprasza na piwo" - mówi w rozmowie z WP Paweł Michalak, który mieszka w Budapeszcie i prowadzi bloga pawelmichalak.hu.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Budapeszt to miasto, które każdy powinien odwiedzić
Budapeszt to miasto, które każdy powinien odwiedzić (Shutterstock.com, Fot: Krisztina Papp)
WP

WP: Dlaczego Węgry?
Paweł Michalak: Moja węgierska przygoda zaczęła się, gdy miałem siedem lat i oglądałem w telewizji satelitarnej programy po węgiersku. Tata zapytał mnie, dlaczego wybieram tę stację, a ja nie bardzo wiedziałem, co odpowiedzieć. Myślę, że już wtedy zwyczajnie podobało mi się brzmienie języka węgierskiego. Podobało do tego stopnia, że gdy przyszedł czas, by wybrać studia, postawiłem na hungarystykę. Wcześniej, przez kilka miesięcy próbowałem studiować filozofię, jednak nie odnalazłem się na tym kierunku. Miarka przebrała się, kiedy jeden z wykładowców źle wymówił nazwisko węgierskiego wynalazcy długopisu (śmiech). Następnego dnia zrezygnowałem z filozofii i od nowego roku zacząłem naukę na wydziale hungarystyki. Po studiach wyjechałem na stypendium do Budapesztu, potem zacząłem tu pracować... i tak już zostało.

Archiwum prywatne
Podziel się
WP

23 marca świętujemy Dzień Przyjaźni Polsko-Węgierskiej. Czy ta przyjaźń rzeczywiście istnieje?
- Węgrzy odnoszą się do Polaków bardzo przyjaźnie. Co ciekawe wielu z nich zna słynne przysłowie o Polakach i Węgrach - bratankach. Mam nawet wrażenie, że używają go częściej niż Polacy i wykazują większy sentyment do kwestii przyjaźni polsko-węgierskiej oraz naszej wspólnej historii. Kiedy przypadkowy Węgier dowiaduje się, że jestem Polakiem, na samym początku pyta, skąd znam węgierski. Później dziwi się, że chciałem studiować taki mało popularny język. A na końcu zaprasza na piwo (śmiech). Oczywiście to ekstremalny przykład, ale dobrze obrazuje stosunek Węgrów do Polaków. Oczywiście znajomość języka z pewnością pomaga szybciej zdobyć sympatię, ale nie jest niezbędna, by się porozumiewać i nawiązywać przyjaźnie. Większość Węgrów, zwłaszcza młodych, swobodnie porozumiewa się po angielsku.

Wspomniał pan stare przysłowie: "Polak, Węgier, dwa bratanki, i do szabli, i do szklanki." Czy faktycznie tak wiele nas łączy, czy może są jakieś różnice, przez które trudno było panu odnaleźć się nad Balatonem?
Nie wydaje mi się, żeby coś sprawiało mi trudności w codziennym życiu. Na pewno wciąż nie mogę się przyzwyczaić do średniej jakości usług. Idąc do państwowego lekarza musimy czekać, płacąc przy kasie - liczyć się z tym, że niekiedy nie usłyszymy "dziękuję", a reszta zostanie niedbale wyrzucona na ladę. Ale to takie drobiazgi. Generalnie bardzo łatwo poczuć się na Węgrzech jak w domu. Pewnie dlatego, że faktycznie różnice kulturowe są nieznaczne. Tym, co zwraca uwagę, jest większa spontaniczność Węgrów. Są też mniej formalni. W większości sytuacji życiowych nie jest konieczna znajomość wyszukanych form grzecznościowych. Najczęściej posługujemy się drugą formą liczby pojedynczej czasownika - czyli mówimy po prostu na "ty". Kiedy wchodzimy do sklepu ekspedienci witają się z nami mówiąc "szia", czyli "cześć". Ma to miejsce nawet wtedy, kiedy różnica wieku wynosi 50 lat. Podobnie jest w miejscu pracy. Do swojej szefowej nie mówi się raczej per "pani", tylko skraca się dystans. Jeżeli nawet na początku jest oficjalnie, zazwyczaj szybko pada pytanie, czy możemy przejść na "ty". Najbardziej bawi mnie to, że Węgrzy witają się ze sobą wszędzie - także w windzie albo w publicznych toaletach. Nie ma znaczenia, że się nie znamy. Zawsze usłyszymy "szia" albo "hello". Wciąż mnie to rozczula. Pamiętajmy jednak, że nie możemy przesadzać, więc idąc do urzędu lub do lekarza lepiej zacząć od form grzecznościowych i poczekać na rozwój sytuacji.

WP
Shutterstock.com
Podziel się

Bardzo ciepło mówi pan (i pisze) o Węgrzech. Co szczególnie ceni pan w tym kraju?
Ładną pogodę (śmiech) i wyluzowanych, bezpośrednich ludzi. Oczywiście Węgrzy bywają wybuchowi. Czasem wyzywają się przez otwarte okna w autach, ale to rzadkie sytuacje. Generalnie wydają mi się mniej zawistni i agresywni niż Polacy. Inaczej się też upijają (śmiech). Bardziej pozytywnie. O! To faktycznie jest pewna różnica, o której wcześniej nie pomyślałem. Na Węgrzech przejście koło grupki wstawionych osób, nawet w nocy i na totalnym odludziu, nie jest przeżyciem z kategorii niemiłych doświadczeń. Raczej nie usłyszymy przekleństw i zaczepek. Węgrzy zwyczajnie ustąpią drogi i przeproszą za ewentualny kłopot. Prawdopodobnie z tego wynika też większa pobłażliwość tutejszej policji do osób pijących alkohol w plenerze, co teoretycznie jest tu zakazane. Ponieważ Węgrzy raczej nie robią burd, nikt nie wyciąga z takiego picia konsekwencji. Najwyżej - jeśli na łonie natury węgierskim winem rozkoszuje się większa grupa - Policja patroluje okolicę, by w razie incydentów móc szybko zareagować.

WP
Shutterstock.com
Podziel się

Skoro już wypłynęło węgierskie wino… kuchnia naszych bratanków kojarzy się przede wszystkim właśnie z lokalnym winem oraz papryką. Z pewnością jednak jest znacznie bogatsza?
Podobno każdy węgierski przepis zaczyna się od słów "weź jedną paprykę..." (śmiech). Coś w tym jest, ale oczywiście to tylko żart. No pół żart, biorąc pod uwagę, że paprykę możemy znaleźć nawet w kupionym na Węgrzech sushi, a idąc rano do pracy zdarza mi się widzieć osoby jedzące to warzywo na śniadanie… (śmiech). Oprócz najbardziej oczywistych potraw na Węgrzech, czyli zupy gulaszowej, zupy rybnej i langosza, warto spróbować także cigánypecsenye (pieczeń cygańska), hortobágyi palacsinta (naleśniki z mięsem), czy paprikás csirke (udka kurczaka w sosie pomidorowo - paprykowym). Ciekawych potraw jest tu oczywiście wiele. Prawie tyle, ile doskonałych win, które dodatkowo kupimy w bardzo przystępnych cenach. Tym, co łączy kuchnię węgierską z wszystkimi kuchniami tej części Europy, a więc i polską, jest to, że wiele dań jest dość ciężkich i tłustych. Mitem jest jednak przekonanie, że węgierskie potrawy są wyjątkowo pikantne. Moim zdaniem wiele z nich jest raczej zbyt słodka. Dotyczy to np. zupy pomidorowej czy kapusty kiszonej.

Shutterstock.com
Podziel się
WP

Polacy na Węgrzy są dobrze przyjmowani, wino jest pyszne i tanie, a kuchnia warta polecenia. Po takiej rekomendacji natychmiast przychodzi ochota na wyjazd nad Balaton. To jakie miejsca na Węgrzech warto odwiedzić?
Jeśli przyjeżdżamy na Węgry na urlop i mamy ograniczony czas na zwiedzanie, nie warto kombinować, tylko rozpocząć od najbardziej popularnych atrakcji, które znajdziemy we wszystkich przewodnikach. Ja osobiście w Budapeszcie proponuję wybrać się na Cytadelę, ale koniecznie wieczorem, bo w dzień efekt jest znacznie mniej spektakularny. Warto też wejść na punkt widokowy na Bazylice św. Stefana (bilet kosztuje 600 Ft, czyli ok. 8 zł). Polecam także wycieczki w rejony winiarskie, np. do małych miasteczek nad Balatonem. Poza pięknymi widokami, można tam znaleźć lokalnych winiarzy i zaopatrzyć się w kilka butelek wspaniałych trunków. W tym samym celu warto też pojechać w okolice Egeru lub Tokaju. A gdy już tam będziemy, znajdźmy dom tańca i koniecznie wybierzmy się na zabawę. Bilety kosztują zazwyczaj kilka złotych, a frajda jest ogromna. Można się pobawić, a jednocześnie przyjrzeć z bliska węgierskim tradycjom i strojom ludowym. Warto też odwiedzić Szentendre - najbardziej śródziemnomorskie węgierskie miasteczko, a jeżeli mamy naprawdę dużo czasu, pojechać np. do urokliwego Szegedu, zwanego "miastem słońca".

Shutterstock.com
Podziel się

Czy planując wypoczynek na Węgrzech powinniśmy przygotować się na jakieś niespodzianki, np. absurdalnie wysokie ceny, zaskakujące przepisy?
Z pewnością zanim zarezerwujemy hotel na Węgrzech warto zapoznać się z opiniami o danym miejscu. Wiele osób jest zaskoczonych, że najtańsze tutejsze hostele, to po prostu odpowiednio przystosowane mieszkania. Oczywiście nie ma w tym nic złego, jeśli jednak mamy inne oczekiwania, łatwo się rozczarować. Tym bardziej, że poziom niektórych z nich jest faktycznie niski i raczej nie mógłbym ich polecić. Dlatego sprawdzajmy oceny i opinie w internecie. Warto też zastanowić się, w jaki sposób będziemy poruszać się po miastach. Np. w Budapeszcie komunikacja miejsca działa bardzo sprawnie i zdecydowanie warto z niej korzystać. Jeśli planujemy dłuższy pobyt i więcej kursów, lepiej kupić bilet okresowy, np. na 72 godziny. Jeśli zwiedzamy Węgry samochodem, musimy pamiętać o obowiązkowej winiecie i zwracać uwagę czy parkujemy w dozwolonym miejscu. Bo kary za niewłaściwe parkowanie są tu niestety wysokie. Generalnie, jeśli mamy jakieś wątpliwości, najlepiej poprosić o radę mieszkańców. Jak już wspominałem Węgrzy są bardzo otwarci, a do tego życzliwie nastawieni do Polaków, więc z pewnością pomogą!

WP

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Zobacz też: oto zalety wakacji first minute.

WP
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP