Trwa ładowanie...
d35s622

Polka o życiu w Singapurze. "Brak uśmiechu i emocji zaskakuje"

- Czasem marzy mi się, aby polski rząd mógł trochę nauczyć się od rządzących Singapurczyków. Jestem pewna, że wtedy żyłoby się w Polsce lepiej – opowiada Kasia Jastrzębska-Kupiec, która od 6 lat mieszka w kraju 435 razy mniejszym od Polski - Singapurze.
Share
Widok na marinę w Singapurze
Widok na marinę w SingapurzeŹródło: 123RF, Fot: Noppasin Wongchum
d35s622

Aleksandra Wiśniewska: Jak znalazłaś się w Singapurze – mieście-państwie, położonym na południowym krańcu Półwyspu Malajskiego?

Kasia Jastrzębska-Kupiec: Pochodzę z Krakowa tak jak mój mąż Piotrek, który zajmuje się zarządzaniem siecią hoteli. Ze względu na jego pracę często przemieszczaliśmy się – Niemcy, Anglia, znów Polska, potem Mauritius i teraz Singapur. Mieszkamy tu już od 6 lat, a początkowo miały być tylko 2-3. Przyjechaliśmy tu z Mauritiusa – rajskiej wyspy na Oceanie Indyjskim, gdzie spędziliśmy niecałe 3 lata.

Co cię najbardziej zaskoczyło w azjatyckim Mieście Lwa?

d35s622

Pierwsze, co mnie tutaj najbardziej uderzyło, to tłum ludzi. Na Mauritiusie populacja wynosi ok. 1,2 mln na ponad 2 tys. km kw., a w Singapurze jest to 6 mln na 725 km kw. Ponad połowę stanowią Singapurczycy. Druga część to ekspaci. Zaliczamy się do nich i my.

Kolejnym zaskoczeniem był brak uśmiechu czy jakichkolwiek emocji na twarzach tego tłumu. Mieszkając na Mauritiusie, przywykłam do uśmiechniętych ludzi. W Singapurze musiałam nauczyć się żyć z "zimnymi", nieokazującymi emocji Singapurczykami.

Singapur to inaczej Miasto Lwa 123RF
Singapur to inaczej Miasto Lwa Źródło: 123RF

Z czego, twoim zdaniem, wynika ten chłód i brak uśmiechu?

d35s622

Zastanawiam się często, czy nie wynika z tego, że większość dzieci zaraz po narodzinach jest przekazywana pod opiekę niani. Tutaj nazywają ją "auntie" (dop. red. ciocia). Większość społeczeństwa zatrudnia pomoce domowe. Kobiety te pracują i mieszkają wraz ze swoim pracodawcami. Są to zazwyczaj panie z sąsiednich krajów, najczęściej z Filipin czy Indonezji. Za około 600 dolarów singapurskich wykonują wszystkie prace domowe; zakupy, sprzątanie, pranie, gotowanie i przede wszystkim, opiekę nad dziećmi. Przez to, bardzo często, dzieci mają bliższy kontakt z "auntie" niż z rodzicami.

Na co dzień na ulicach, w sklepach czy restauracjach widać elegancką mamę, a obok pomoc domową, pchająca wózek, niosącą dziecko na ręku czy karmiącą je w restauracji. W czasie, kiedy między mamą a dzieckiem buduje się największa więź, kiedy rodzą się najpiękniejsze emocje, dziecko w Azji jest zazwyczaj z obcą kobietą.

Wspomniałaś o ekspatach – jak wygląda singapurski rynek pracy z twojej strony?

Od 4 lat pracuję dla belgijsko-greckiego małżeństwa. Prowadzą dwa duże sklepy wnętrzarskie oraz dwie restauracje, w których jestem zatrudniona.

d35s622

Singapur jest państwem prawa. Tutaj nie ma możliwości pracy "na czarno". Nikt nie zaryzykuje, bo wiąże się to z potężnymi karami dla pracodawcy, a dla nielegalnego pracownika z deportacją i zazwyczaj dożywotnim zakazem wjazdu do kraju.

Rząd singapurski bardzo dba o swoich obywateli, dlatego to oni mają pierwszeństwo zatrudnienia. Ale ze względu na to, że mają dość wysokie mniemanie o sobie, nie podejmują prac na tzw. szeregowych stanowiskach. Do takich prac, najczęściej są zatrudniani obywatele sąsiednich krajów – z Malezji, Filipin czy Indonezji. Na budowach zatrudniani są głównie mężczyźni z Indii. To jest tzw. tania siła robocza Singapuru. Singapurczycy są zazwyczaj lekarzami, prawnikami, finansistami czy biznesmenami. Ekspaci natomiast pracują w korporacjach, na stanowiskach managerskich i dyrektorskich. Rekrutacja na takie stanowiska zazwyczaj odbywa się na odległość, przed przyjazdem do Miasta Lwa. Bardzo ciężko jest znaleźć pracę na miejscu. Najwięcej Polaków tutaj mieszkających pracuje w bankowości i IT.

Aby móc pracować w Singapurze, trzeba uzyskać pozwolenie na pracę, tzw. EP (Employment Pass). Pracodawca występuje o nie do Ministry of Manpower – odpowiednika naszego Ministerstwa Pracy. Musi zapewnić pracownikowi umowę o pracę na minimum rok i minimalną wypłatę, która obecnie wynosi 4,5 tys. singapurskich dolarów. Jeszcze rok temu, oczywiście po spełnieniu odpowiednich warunków, nie było problemu z otrzymaniem EP. Od lutego bieżącego roku, sytuacja bardzo się zmieniła.

Widoki w Singapurze są zachwycające 123RF
Widoki w Singapurze są zachwycające Źródło: 123RF

Ma to związek z wybuchem pandemii?

d35s622

Tak. Zanim COVID-19 dotarł do Singapuru, tutejsze Ministerstwo Pracy było bardziej hojne w wydawaniu EP. Jednak, jak podają lokalne media, od lutego pracę w Singapurze straciło ponad 60 tys. obcokrajowców. Obecnie MOM niechętnie wydaje EP, często też nie przedłuża wcześniej wydanych pozwoleń na pracę, a co za tym idzie – pobytu w Singapurze.

Jak pandemia zmieniła życie codzienne na wyspie?

W Singapurze pierwszy przypadek koronawirusa wykryto w drugiej połowie stycznia 2020 r. Zarażonym był 66-letni obywatel Chin, z Wuhan. Przyjechał do Singapuru celebrować Chiński Nowy Rok, który jest największym świętem w Azji.

d35s622

Singapur był jednym z pierwszych państw, w których COVID-19 pojawił się poza Chinami, i już w styczniu można było wyczuć panikę w całym kraju. Kolejki w sklepach, wykupiony papier toaletowy i wiele innych produktów - to było na porządku dziennym.

Singapurski rząd zareagował na wirusa natychmiast i po raz kolejny przekonaliśmy się, że to jedno z najbardziej zorganizowanych państw świata. Z dnia na dzień pojawiły się aplikacje rządowe, gdzie można było uzyskać informacje o sytuacji covidowej oraz aplikacje do monitorowania przemieszczania się ludzi, w celu śledzenia rozprzestrzeniania się nowych zarażeń.

W walce z pandemią rząd zaimplementował najnowsze rozwiązania technologiczne. Każde miejsce - lokal, sklep, park – przy wejściu ma tabliczkę lub nakleję z kodem QR. Są w nim zawarte danego miejsca - nazwa, adres, itd. Kod skanuje się telefonem, żeby się zarejestrować, a potem wyrejestrować. Ma to na celu "śledzenie" nowych zachorowań i szybkie ich wyłapywanie. Jeśli okaże się, że w tym samym czasie byłeś tam z kimś, kto jest zarażony COVID-19, Ministerstwo Zdrowia skontaktuje się z tobą i wyśle na 14-dniową kwarantannę. W parkach pojawiły się czworonożne roboty, które przypominały spacerującym o zachowaniu bezpiecznego dystansu.

Klienci centrum handlowego w Singapurze stoją w kolejce zachowując dystans społeczny Getty Images
Klienci centrum handlowego w Singapurze stoją w kolejce zachowując dystans społeczny Źródło: Getty Images

Brzmi jak opis z filmu o przyszłości.

d35s622

A to nie koniec. W marcu rząd wprowadził tzw. Circuit Breaker (lockdown). Musieliśmy siedzieć w domach. Obowiązkowe było noszenie maseczek, dezynfekcja rąk, zachowanie bezpiecznej odległości. Zamknięto biura i szkoły oraz wiele branż usługowych. Wprowadzono zakaz spotkań i ograniczono zakupy, jeśli chodzi o liczbę niektórych produktów. Wejść do sklepu można było w wyznaczonych dniach według numerów identyfikacyjnych, odpowiadających naszym numerom PESEL.

Singapur zamknął swoje granice. Nikt, poza obywatelami kraju, nie mógł wjechać. Wykonywano mnóstwo testów, wybudowano polowe szpitale. W połowie czerwca sytuacja ustabilizowała się na tyle, że wprowadzono tzw. fazę II Circuit Breaker. Jesteśmy w niej do tej pory, mimo że aktualnie praktycznie nie ma nowych zachorowań. Maseczki są już stałą częścią garderoby, również na plaży czy przy basenie. Spotkania w grupach ograniczone są do 5 osób, wielu ludzi nadal pracuje zdalnie.

Podróżowanie w celach turystycznych jest praktycznie nadal niemożliwe. Zdecydowana większość "uwięzionych" w Mieście Lwa korzysta z tzw. "staycation", czyli wakacji na miejscu. Najbardziej popularną destynacją jest oczywiście singapurska wyspa Sentosa z hotelami, plażami, restauracjami, klubami i mnóstwem atrakcji, jak park tematyczny Universal Studios.

Universal Studios Getty Images
Universal Studios Źródło: Getty Images

Mimo że obecnie dość często ogarnia mnie wściekłość na decyzje rządowe, związane z restrykcjami covid-owymi, to z drugiej strony, dzięki nim czuję się tu bezpieczna. Lubię to państwo za poczucie bezpieczeństwa, które zapewnia swoim obywatelom, ale i obcokrajowcom tu mieszkającym. Czasem marzy mi się, aby polski rząd mógł trochę nauczyć się od rządzących Singapurczyków. Jestem pewna, że wtedy żyłoby się w Polsce lepiej.

Kasia Jastrzębska-Kupiec Archiwum prywatne
Kasia Jastrzębska-Kupiec Źródło: Archiwum prywatne

Jak wspominasz życie przed pandemią w Singapurze?

Niesamowitym dla mnie doświadczeniem była organizacja tutejszych imprez masowych, takich jak wyścigi F1 czy turniejów tenisowych WTA (Women's Tennis Association). Dzięki tym imprezom miałam przyjemność porozmawiać osobiście z Agnieszką Radwańską czy Robertem Kubicą. Mimo że nie jestem fanką F1, każdego roku czekam na to wydarzenie. Każdego dnia po wyścigach odbywają się koncerty. Podczas tych imprez miałam okazję zobaczyć Bon Jovi, Maroon 5, Rolling Stones, Kylie Minogue, Red Hot Chili Peppers, Duran Duran. Nie stałam się fanką F1, ale na pewno fanką tej imprezy (śmiech).

Za to, odkąd pamiętam, byłam fanką tenisa i oglądanie na żywo turniejów WTA było jednym z moich marzeń. Szczególnie kiedy do singapurskiego finału w 2015 r. dobrnęła moja rodaczka – krakowianka, Agnieszka Radwańska. Kiedy w finale pokonała Petrę Kvitovą, oszalałam z radości. Po finale Aga wyszła z trofeum, a ja – bez głosu, ale pełna pozytywnych emocji. 27 października 2015 r. na Stadionie Narodowym w Singapurze Radwańska zagrała swój kolejny mecz turniejowy z Pennettą. Moja córka, Karolina, rzucała tenisistkom monetę, która rozpoczyna mecz.

Kasia z Robertem Kubicą Archiwum prywatne
Kasia z Robertem Kubicą Źródło: Archiwum prywatne

Przez pandemię obecnie życie w Singapurze przypomina trochę życie w bańce. Czujemy się bardzo odizolowani od reszty świata. Mimo wszystko staram się myśleć pozytywnie i trzymam kciuki za szybki powrót do normalnego, "przed-covidowego" życia dla nas wszystkich.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Wielka płaszczka z Sigapuru. Rybacy złowili prawdziwego giganta

d35s622

Podziel się opinią

Share
d35s622
d35s622