Trwa ładowanie...
ycipk-4mcno4

Śladami kolibrów na Trynidadzie. Wyjątkowe widowisko przygotowane przez naturę

Nie tylko pogoda, plaże i ocean. Niektóre wyspy wymykają się folderowym opisom Karaibów, a ich największe atrakcje kryją się nie nad oceanem, a w głębi lądu. Taką wyspą jest Trynidad - raj dla wszystkich miłośników ptaków. Pojechałam sprawdzić, jak wygląda.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Trynidad słynie z wielobarwnych, rzadko spotykanych w innych częściach świata ptaków
Trynidad słynie z wielobarwnych, rzadko spotykanych w innych częściach świata ptaków (Magda Popek)
ycipk-4mcno4

Trynidad - czyli większa i położona bliżej Wenezueli połówka państwa Trynidad i Tobago - na naszej karaibskiej trasie znalazł się nieprzypadkowo. Postanowiliśmy, że po nieudanych (albo prawie nieudanych) próbach przyjrzenia się z bliska kolibrom w Wenezueli i na Margaricie, pojedziemy w miejsce, którego ten maleńki ptak jest symbolem. A skoro już lecieliśmy na Trynidad, pojawiła się okazja spotkania jeszcze jednego wspaniałego ptaka - ibisa szkarłatnego - i obejrzenia jednego z najbardziej magicznych przedstawień organizowanych przez naturę…

Po trzech dniach spędzonych na plażach Margarity, na Trynidadzie szukaliśmy zupełnie innych atrakcji i bez wahania zdecydowaliśmy się zajrzeć wgłąb wyspy.

W ciągu kilkudniowego pobytu odwiedziliśmy wiele ciekawych miejsc i przeżyliśmy naprawdę zaskakujące przygody - z rejsem turystyczną łodzią podwodną włącznie. Jednak żywe w mojej pamięci pozostały dwa miejsca i dwa popołudnia, które w nich spędziliśmy.

ycipk-4mcno4
Magda Popek
Podziel się

Pierwszym z nich jest Asa Wright Nature Centre. To niezwykłe centrum przyrodnicze zostało założone w 1967 r. w celu ochrony dzikiej doliny rzeki Arima i jest jednym z najstarszych na Karaibach.

Główne obiekty centrum znajdują się na dawnej plantacji Spring Hill Estate, gdzie uprawiano kawę, kakao i owoce cytrusowe. Dziś rośliny uprawne stanowią tylko ułamek krajobrazu rezerwatu. Dominuje imponujący, tropikalny las deszczowy, zapewniający żyjącym tu gatunkom idealne warunki do rozwoju.

Przyjechaliśmy do Asa Wright na spotkanie z dziką przyrodą, ale tym, co urzekło nas w pierwszej kolejności, była baza centrum. Piękny kolonialny budynek. Wspaniały taras z miękkimi fotelami. Biblioteczki, książki, stare meble. Herbata i ciasto. Choć w budynku było kilka osób, dominował spokój, a wszystkie rozmowy toczyły się leniwym szeptem, jak w angielskim klubie dżentelmena. Nawet nasza sześcioletnia wówczas córka natychmiast wyczuła atmosferę miejsca i błyskawicznie się do niej dostosowała, choć nikt nie zabraniał jej biegać i rozmawiać. Chyba sama wyczuła, że większa ruchliwość i głośniejsze okrzyki spłoszą to, co przykuwało uwagę wszystkich - ptaki.

ycipk-4mcno4
Magda Popek
Podziel się

W planach mieliśmy wędrówkę po lesie deszczowym, ale szybko zostaliśmy uspokojeni, że przewodnik da nam znać, gdy zbierze się grupa i będziemy gotowi wyruszyć. Zamówiliśmy więc herbatę i spokojnie usiedliśmy w wygodnych fotelach na werandzie. Kilka metrów od niej rozwieszone zostały karmnik i poidła dla ptaków, które skutecznie wabiły skrzydlatych mieszkańców rezerwatu.

Małe, duże, kolorowe i jednobarwne - przedstawiciele różnych gatunków pozwalali się podziwiać w pełnej okazałości. Na nas jednak największe wrażenie robiły kolibry. Różnobarwne, niewiarygodnie małe, machające skrzydełkami tak szybko, że ludzkie oko nie daje rady za nimi nadążyć. Były wszędzie. I w poidełkach, i w kwiatach obrastających budynek krzewów. Wreszcie mogliśmy podziwiać je w pełnej krasie i przekonać się, że warto było gonić za tymi pięknymi stworzeniami przez pół świata.

Spacer po lesie deszczowym okazał się niemniej emocjonujący niż podziwianie ptaków z werandy. Głównie za sprawą fantastycznych przewodników, dzięki którym mogliśmy w tej zielonej gęstwinie dostrzec stworzenia, które bez ich pomocy z pewnością umknęłyby naszej uwadze - od niewielkich, ale zabójczych pająków, przez ogromne mrówki dźwigające zielone liście, po wspaniałe, wielkie jak dłoń motyle - w tym chyba najpiękniejszego dziennego motyla - błękitnego jak niebo morpho.

ycipk-4mcno4
Magda Popek
Podziel się

Miejsce jest tak bajeczne, że trudno jest je opuścić. My nie mogliśmy oderwać oczu od rosnących dziko orchidei, nasza córka z niechęcią zrezygnowała z bujania się na lianach. W końcu trzeba jednak było opuścić las. Na szczęście po powrocie do bazy i ponownym usadowieniu na werandzie spotkały nas kolejne niespodzianki. Do kręcących się wokół karmników ptaków dołączyły inne fantastyczne i piękne stworzenia, które na wolności trudno oglądać z tak bliska - warany i kapibary.

Drugim magicznym miejscem, które odwiedziliśmy na Trynidadzie, było Caroni Swamp. Aby zwiedzić to olbrzymie namorzynowe mokradło, musieliśmy mieć przewodnika. I to przewodnika z łodzią. Znaleźliśmy go jednak bez trudu, bo wyprawy do namorzynowego lasu, połączone z podziwianiem zlatujących na nocleg szkarłatnych ibisów, są jedną z atrakcji turystycznych wyspy. Wodna wyprawa robi wrażenie od samego początku.

Niezwykła roślinność, którą z perspektywy łodzi możemy podglądać od środka, stanowi fascynującą scenerię życia licznych zwierząt. Najczęściej możemy dostrzec ptaki i odpoczywające na gałęziach węże. Gdy nadchodzi zmierzch, przewodnicy wyprowadzają łodzie z meandrujących między drzewami wąskich wodnych ścieżek i wypływają na szerokie rozlewisko. Łodzie przypływają ze wszystkich stron i ustawiają się w odległości kilkudziesięciu metrów od zielonej ściany drzew i krzewów, tworząc coś w rodzaju teatralnej widowni.

ycipk-4mcno4
Magda Popek
Podziel się

Turyści proszeni są o rozmawianie szeptem i następuje pełne napięcia wyczekiwanie. Po kilku minutach przybywają ci, na których wszyscy czekają - wspaniałe czerwone ibisy. Nadlatują z różnych kierunków - w mniejszych i większych grupach. Po kilkunastu minutach ściana drzew - wcześniej zielona - wygląda jak gigantyczna bożonarodzeniowa choinka, cała upstrzona czerwonymi punktami.

Widowisko trwa ok. 30 minut, aż uszu publiczności przestają dochodzić dźwięki wydawane przez udające się na nocny spoczynek ptaki i zapada absolutna cisza.

Łodzie odpływają niemal bezszelestnie, a zwierzęta, pewnie przyzwyczajone do obecności ludzi, zupełnie nie zwracają na nie uwagi. Powrót przez ciemny, namorzynowy las jest idealnym zakończeniem tego niezwykłego, przygotowanego przez naturę, widowiska.

ycipk-4mcno4

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Zobacz też: Niezwykłe podmorskie nagranie

0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.

ycipk-4mcno4

ycipk-4mcno4
ycipk-4mcno4