Aktywny weekend z Suzuki - Świętokrzyskie
Ledwie dwie godziny drogi samochodem od Warszawy, jeszcze mniej od Krakowa, Lublina czy Łodzi znajduje się województwo świętokrzyskie - jedno z najmniejszych i najmniej znanych w Polsce. Aż trudno uwierzyć, że na tym skrawku naszego kraju odnaleźć można tak wiele różnych rozrywek.
Ledwie dwie godziny drogi samochodem od Warszawy, jeszcze mniej od Krakowa, Lublina czy Łodzi znajduje się województwo świętokrzyskie - jedno z najmniejszych i najmniej znanych w Polsce. Aż trudno uwierzyć, że na tym skrawku naszego kraju odnaleźć można tak wiele różnych rozrywek.
Region ze stolicą w Kielcach to malownicze, choć niewysokie góry, bogactwo staropolskich pałaców i zamków oraz wiele możliwości aktywnego spędzenia wolnego czasu. Znakomite warunki dla uprawiania sportu znajdą tu np. kolarze. W Świętokrzyskiem zlokalizowano wiele szlaków o intrygujących nazwach: _ Szlakiem tetrapoda _, _ Chłopy i pany _, _ Żeromszczyzna _ czy _ Świętokrzyscy Indianie _. Miłe chwile spędzą tu również miłośnicy koni i pieszych wycieczek.
Również nasze Suzuki SX4 S-Cross na świętokrzyskich drogach czuje się jak gazela na sawannie. Płynnie pokonuje zakręty w pobliżu Łysicy, nie daje się tutejszym szutrom pod Ćmielowem, moc pokazuje na lokalnych ekspresówkach. Zobaczcie, jakie miejsca odwiedziliśmy na naszej trasie po Świętokrzyskiem.
_ Tekst: Maciej Wesołowski/udm _
Park Rozrywki i Miniatur Sabat Krajno
Podpinam się dwoma karabińczykami do stalowej liny tyrolskiej, poprawiam kask i rzucam się w przepaść. Lecę. Kiedy już trochę opadną emocje, rozglądam się wokół. Pode mną wodospad Niagara i opera w Sydney, nieco dalej słynne wieże World Trade Center, Krzywa Wieża, Tadż Mahal czy Chiński Mur. Aby tego doświadczyć, nie musiałem lecieć do Australii, Indii, Pizy czy Rzymu. To wszystko, w formie miniatur (zwykle w skali 1:25), umiejscowiono w świętokrzyskim Krajnie. Miniaturowych pereł architektury jest tu dwadzieścia osiem (docelowo ma być sto), wśród nich wyjątkowo prezentuje się rzymska bazylika św. Piotra w skali 1:13. Żeby było jeszcze ciekawiej, tłem dla nich wszystkich jest najwyższy w Górach Świętokrzyskich szczyt - Łysica (621 m n.p.m.).
W samym parku linowym poza jazdami na linach można przespacerować się po chybotliwych mostkach na wysokości pierwszego czy drugiego piętra, ewentualnie rzucić się z wysokości ośmiu metrów na linową pajęczynę. Krajno oferuje też niezwykłe sugestywne kino 6D oraz mnóstwo atrakcji dla dzieci, tj. zorbing, autodrom, stacja kosmiczna czy eurobungee, a w planach m.in. prawdziwy rollercoaster i żyroskop. Zimą tuż obok działa zaś stok narciarski. Trasa liczy sobie ok. 850 metrów, a wyjątkowości dodaje jej możliwość szusowania w pobliżu egipskich piramid czy też londyńskiego Big Bena (w miniaturze, rzecz jasna).
*Przykładowe ceny: *
Park Miniatur - 20 zł (15 zł ulgowy), Park Linowy - 20 zł, kino 6D - 10 zł/seans, zorbing - 10 zł/7min
fot. www.sabatkrajno.pl
Góry Świętokrzyskie
Swoją nazwę góry wzięły od Świętego Krzyża (595 m n.p.m.), zwanego też Łysą Górą, leżącego w sercu tego niewielkiego, ale bardzo malowniczego pasma. Według legendy, relikwię drzazgi z Krzyża Świętego miał przywieźć w te okolice żyjący w XI wieku węgierski królewicz Emeryk. I to podobno z jego inicjatywy ufundowano tu klasztor benedyktynów, który można podziwiać do dziś. Ile w tym prawdy? Trudno dociec. Faktem jest, że bazylika stoi tu do dziś i jest uważana za najstarsze polskie sanktuarium. Inna sprawa, że według legendy to tutaj swoje zloty miały mieć niegdyś okoliczne czarownice. Jak dogadywały się z mnichami?
Wieś Nowa Słupia u podnóża Łysej Góry to świetny punkt wypadowy po okolicznych górach i wzgórzach, na których fascynują tzw. _ gołoborza _, a więc rumowiska skalne, a także "puszcza jodłowa" oraz jedyny w Polsce rezerwat modrzewia polskiego. Wiele tu szlaków pieszych z rewelacyjnymi widokami, a także tras rowerowych. Już za 20-25 zł można wypożyczyć jednoślad i ruszyć w trasę.
Zamek w Chęcinach
Jeśli Chęciny, to oczywiście zamek. Powstała na przełomie XIII i XIV wieku twierdza od lat zachwyca nie tyko historyków. Wśród jego założycieli był m.in. Władysław Łokietek, jeszcze przed koronacją. Zwłaszcza w XIV wieku była to jedna z najważniejszych polskich warowni. Tu odbywały się cykliczne zjazdy krajowego rycerstwa, stąd w 1331 roku stąd wyruszyło polskie rycerstwo na bardzo ważną dla państwa Bitwę pod Płowcami, a w burzliwych czasach wojen z wojowniczymi zakonnikami trafiło wielu krzyżackich jeńców. Popularna legenda mówi o Białej Damie, straszącej o północy na zamku. Ma to być duch królowej Bony, która przez jakiś czas mieszkała w Chęcinach, a po śmierci męża chciała wywieźć z Polski do Włoch dużą część zgromadzonego tu majątku. Wozy z kosztownościami utonęły jednak w okolicznej rzece, a duch Bony do dziś nie może się z tym pogodzić. Obecnie zamek jest remontowany. Niebawem ujrzymy go w pełnej krasie, jak za czasów piastowskiej i jagiellońskiej świetności.
Okolice Chęcin to także słynna jaskinia krasowa "Raj". Mimo, że niezbyt długa (zwiedza się 180 metrów podziemnych korytarzy) zachwyca unikatowym na skalę światową zagęszczeniem stalaktytów. Temperatura wewnątrz wynosi 8-10 stopni, wilgotność - 95 procent. Tu też odkryto ślady neandertalczyka sprzed 60-70tys. lat. Zainteresowanie jaskinią jest tak wielkie, że bilety trzeba rezerwować ze sporym wyprzedzeniem. Bilet normalny w sezonie kosztuje 18 zł, a łącznie ze zwiedzaniem Centrum Neandertalczyka - 29zł.
Szydłów i Grabki Duże
Otoczone średniowiecznymi murami miasteczko robi wrażenie już z drogi przelotowej. Ale naprawdę zaimponować może dopiero jego długa historia. Pierwsza osada powstała tu w XII wieku. Prawa miejskie nadał jej w XIV wieku król Władysław Łokietek, a jego syn, Kazimierz Wielki wzniósł tu zamek i kościół pod wezwaniem św. Władysława. On też otoczył Szydłów potężnymi murami miejskimi z trzema bramami: krakowską, opatowską i wodną. Później, przez wieki, szybko rozwijał się tu handel oraz cechy rzemieślnicze, m.in. kowalski, bednarski czy krawiecki. Wielkie dochody przynosił tranzyt wina i chmielu oraz stad bydlęcych. Istniała tu też duża i prężna gmina żydowska. Do dziś z czasów świetności przetrwały w Szydłowie mury miejskie z blankami i strzelnicami oraz zabytkowy kościół farny, a także późnorenesansowa synagoga.
Bardzo ciekawą historię kryje też zespół pałacowy w położonych pod Szydłowem w Grabkach Dużych. Jego pomysłodawca,żyjący w XVIII wieku kasztelan małogoski Stanisław Rupniewski, przez pewien czas przebywał w niewoli tureckiej, gdzie przeszedł na islam. Gdy wrócił pałac w Grabkach zaczęto nazywać haremem. Nie ma dowodów, by rzeczywiście istniał tam dom dla wielu kobiet kasztelana, nawet jeśli wskazuje na to ośmioboczny kształt budowli, z rozmieszczonymi symetrycznie pokoikami dobudowanymi do głównej sali. Faktem jest jednak, że Rupniewski znany był w okolicy ze swojego wielkiego upodobania dla uciech cielesnych i ładniejszej z płci.
Zamek Krzyżtopór, Ujazd
Legend o Krzyżtoporze jest całe mnóstwo. Według kroniki Ossolińskich sierpniową nocą 1649 roku mieszkańców zamku obudził tętent kopyt. Ale zamiast spodziewanego oddziału strażnicy dojrzeli jedynie sylwetkę husarza, właściciela zamku Krzysztofa Baldwina. Kiedy chcieli otworzyć mu bramę, rozpłynął się we mgle. Niedługo potem dowiedzieli się, że Baldwin zginął w bitwie. Od tego czasu cień jeźdźca w zbroi regularnie jest widywany na murach i basztach. Inna opowieść mówi o lochu zamkowym, w którym ukryte są skarby. Aby się do nich dostać, pokonać należy potrójne drzwi: z żelaza, dębu i jesionu. Na tych ostatnich widnieje jakoby krzyż i topór.
Położone w miejscowości Ujazd dobrze zachowane ruiny zamku Krzyżtopór to znakomity przykład XVII-wiecznej architektury obronnej. Swą nazwę zamek zawdzięcza umieszczonym na bramie wjazdowej płaskorzeźbom. To jednocześnie herb, jak i wyraz przekonań fundatora imponującej budowli, Krzysztofa z Ossolińskich. Całość zbudowano według swoistego klucza: cztery baszty symbolizują pory roku, 52 pokoje - tygodnie, 365 okien - dni w roku.
Za zwiedzanie zamku zapłacimy 10 zł za bilet normalny i 7 zł za ulgowy.
fot. Maciej Wesołowski/WP
Pałac w Kurozwękach
Pierwszy drewniano - murowany zamek rycerski wybudował tu w XIV wieku Dobiesław z Kurozwęk. Miał on charakter obronny i na jakiś czas stał się centralną siedzibą jego rodu. Na przełomie XVII i XVIII wieku za sprawą kolejnych właścicieli, Lanckorońskich, Kurozwęki były jednym z najważniejszych ośrodków polskiego kalwinizmu. Na ten czas nawet miejscowy kościół stał się zborem ariańskim Braci Polskich. W tym czasie przebudowana budowla była już bardziej pałacem, niż zamkiem obronnym. Obraz rezydencji posłużył później Stefanowi Żeromskiemu jako inspiracja podczas pracy nad "Popiołami".
Tuż obok pałacu swoją siedzibę ma kurozwęcka stadnina koni. Jazda konna w terenie z instruktorem to koszt 40 zł za godzinę. Krótka przejażdżka kucykiem dla dzieci - 5 zł. Przejazd dwuosobową bryczką w okolicach pałacu - 60 zł, czteroosobową - 100 zł.
Manufaktura w Ćmielowie
Manufaktura w Ćmielowie to ewenement na skalę europejską. Pierwsze cuda z porcelany w tym świętokrzyskim miasteczku wytwarzano już na początku XIX wieku. Potem, przez lata, sztukę ręcznego wypalania i malowania opanowano tu do perfekcji. Przed wojną ówczesnemu jej właścicielowi, Bronisławowi Kryńskiemu, udało się odkryć tajemnicę różowej porcelany. I nie chodzi tu o malowanie na różowo, a produkt, który po wypaleniu ma taki kolor. Niestety, Kryński zmarł przedwcześnie, zamordowany przez hitlerowców. Przepis udało się odtworzyć ze starych dokumentów pisanych cyrylicą dopiero po siedemdziesięciu latach. Dziś różowe zastawy są ozdobą i dumą zakładu, a tajemnica receptury zamknięta jest na dnie sejfu. Nie należy się temu dziwić - róż to wśród porcelan prawdziwy arystokrata, jest dużo droższy od bieli (cena malutkiej różowej filiżanki do espresso to 289 zł w promocji). Fabryka Porcelany AS Ćmielów ma go w ofercie jako jedyny zakład w Europie. Pochodzące stąd wyroby trafiły już do rąk i na salony wielu
koronowanych głów czy najważniejszych polityków na świecie.
Podczas zwiedzania Żywego Muzeum Porcelany (bilet normalny - 18 zł, ulgowy - 14 zł) możemy obejrzeć cały proces produkcyjny, a nawet samemu spróbować swoich sił w projektowaniu czy malowaniu kolejnych filiżanek czy figurek.
Sandomierz
Ostatnio Sandomierz znany jest głównie z kręconego w mieście popularnego serialu _ Ojciec Mateusz _. Turyści zjeżdżają tu, by przejść się śladami słynnego księdza, ale rzecz jasna to nie jedyny powód, by odwiedzić to przepiękne miasto. Jak magnes przyciąga do Sandomierza niezwykła historia i wielka uroda tutejszej starówki. Miasto było ważnym punktem na mapie Polski już w czasach Bolesława Chrobrego, a Gall Anonim nazywał je, obok Krakowa i Wrocławia, jednym z trzech najważniejszych miast Królestwa. Dziś ranga Sandomierza spadła, ale spacer po "krzywym" rynku lub wycieczka podziemiami (bilety: 10 zł dorośli i 6 zł dzieci) pod Starym Miastem robi wrażenie na każdym turyście. Nas nieodmiennie zachwyca tutejsza bazylika Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, której korzenie sięgają XII wieku i XIV-wieczny ratusz z zegarem. Przy okazji wizyty w Sandomierzu warto zahaczyć o pobliski wąwóz Królowej Jadwigi i Góry Pieprzowe, powstałe z mułowych i ilastych łupków. Brunatno - szare, niewysokie (do 200 m
n.p.m.) pasma pięknie kontrastują z wijącą się tu doliną Wisłą.
Zamek w Baranowie Sandomierskim
Wprawdzie budowla leży już poza granicą województwa świętokrzyskiego, ale jak najbardziej klimatem pasuje do regionu. Zamek na planie prostokąta zaczęli budować u schyłku XVI wieku Leszczyńscy; z których wywodził się przyszły król Polski. Potem swoje dodawali kolejni właściciele, m.in. Krasiccy, Lubomirscy, Dolańscy. Powstał imponujący obiekt w stylu renesansowo - manierycznym, z elementami barokowymi. Mimo licznych i bardzo poważnych zniszczeń, dokonanych głównie przez Armię Czerwoną, Baranów udało się odrestaurować i dziś znów zachwyca, także wnętrzami, w których udało się odtworzyć atmosferę dawnej szlacheckiej Polski. Na uwagę zasługują także wspaniałe baranowskie ogrody (14 hektarów). Aby poczuć się trochę jak król Leszczyński w najlepszych latach, w zamkowych komnatach warto przenocować (210-450 zł za noc ze śniadaniem) lub zorganizować sobie wesele w stylu staropolskim. Magnesem mogą być również tutejsze pola golfowe (18 dołków).
Dąb Bartek, Zagnańsk
Na koniec naszej przygody z ziemią świętokrzyską w Bartkowie pod Zagnańskiem odnajdujemy najsłynniejsze drzewo w Polsce, liczący od 700 do 1000 lat, według różnych wyliczeń, dąb Bartek. Obwód jego pnia przy ziemi wynosi ponad 13 metrów, a rozpiętość korony to 20 X 40 metrów. Drzewo nie jest w najlepszych stanie; podtrzymują je gigantyczne podpory i nie ma pewności, jak długo wytrzyma na takiej przyrodniczej emeryturze. Tak czy inaczej, raz w życiu zobaczyć Bartka trzeba.
Wrażenia z jazdy Suzuki SX-4 S CROSS:
Z Zagnańska kierujemy się prosto na ekspresówkę w kierunku Warszawy. Kiedy przypadkiem gubimy się w plątaninie polnych dróg, z opresji po raz kolejny ratuje nas napęd na cztery koła 4wd Allgrip naszego Suzuki SX-4 S- Cross i system nawigacji. Mając wystarczająco wysoki prześwit pomiędzy podwoziem a nawierzchnią drogi, nie musimy się obawiać o uszkodzenie samochodu na dziurawych polnych drogach. Z kolei przed uszkodzeniem karoserii o płot lokalnego gospodarza chroni kamera i czujniki cofania; kiedy za bardzo zbliżamy się do słupka piszczy tak, że mamy ochotę wyskoczyć z auta. O dobry nastrój, jak zawsze, dba system multimediów.
_ Tekst: Maciej Wesołowski/udm _