Trwa ładowanie...
dqxvf65
29-01-2007 18:52

Frankfurt. Wioska przy lotnisku

Dla wielu to tylko przystanek po drodze, dla innych wyłącznie miejsce pracy, do którego przyjeżdża się rano jak do wielkiego biurowca z kilkoma tysiącami drzwi i wind.

Share
dqxvf65
(fot. Poznaj Świat)
Źródło: (fot. Poznaj Świat)

Dla wielu to tylko przystanek po drodze, dla innych wyłącznie miejsce pracy, do którego przyjeżdża się rano jak do wielkiego biurowca z kilkoma tysiącami drzwi i wind. Frankfurt nad Menem to dla większości jedynie punkt, w którym się ludzie zatrzymują, nocują, bywają, przesiadają, spotykają lub załatwiają interesy. Jeśli życie jest podróżą, to Frankfurt przypomina wielki ruchliwy dworzec na jej trasie.

Statystycznie co piętnaście lat wymienia się cała ludność Frankfurtu. To jak transfuzja nowej, świeżej krwi. Może dlatego ma się uczucie, że w mieście tym puls bije znacznie szybciej.

dqxvf65

Wioska przy lotnisku
Tutaj wszystko odbywa się szybciej. Zgryźliwi i zazdrośni turyści z leniwej Bawarii twierdzą, że gdy w lokalnej telewizji Frankfurtu w wiadomościach podaje się na koniec prognozę pogody, to w Bawarii udało się dopiero przedstawić prezenterów. Frankfurt jest gorącym tyglem wymieszanych kultur. Mieszkają tu ludzie osiemdziesięciu narodowości. Prawie co trzeci mieszkaniec nie ma niemieckiego obywatelstwa. Z tych, co je mają, bardzo duża, niezbadana część (Niemcy nie uznają podwójnego obywatelstwa) posiada także jeszcze jakieś drugie. We Frankfurcie – czasami mam takie uczucie – jedynymi cudzoziemcami są nieświadomi tego miasta Niemcy z prowincji, którzy nie potrafią zrozumieć, że tutaj nie istnieje coś takiego jak „wolny od akcentu niemiecki”.

Tu się mówi, myśli i śni w wielu językach. Może dlatego też to miasto jest tak niezależne i tak tchnące świeżością pomysłów na życie. Może także dlatego Frankfurt tworzy zupełnie nowe trendy, które pokazuje na targach. Co tydzień w halach targowych zlokalizowanych w centrum miasta buduje się nowe ekspozycje. Aby zaistnieć z czymś nowym, trzeba to pokazać i zaprezentować tutaj, we Frankfurcie. Dotyczy to prawie wszystkiego: od nowych samochodów (największe targi samochodowe w Europie; w roku 1900 odbyły się pierwsze na świecie, właśnie we Frankfurcie) do nowych książek (kultowe wręcz targi książki, co roku w październiku).

Poza tym Frankfurt jest miastem małym. Dla niektórych na tyle, aby nonszalancko nazywać je „wioską przy lotnisku”. Czasem sam tak robię, gdy chcę opisać znajomym sedno tego miejsca. Lotnisko w dużym stopniu definiuje „krwiobieg” tego miasta. Co minutę startuje lub ląduje tutaj samolot. Ponad czterdzieści tysięcy ludzi (największy pracodawca we Frankfurcie) utrzymuje siebie i swoje rodziny z pracy pośrednio lub bezpośrednio związanej z lotniskiem.

Wrażenie metropolii wynika głównie z tego, co się tutaj dzieje, a nie z rozmiaru miasta. Mieszka tutaj zaledwie 650 tysięcy ludzi. To mniej niż w Poznaniu lub we Wrocławiu. Frankfurt nie jest nawet stolicą tak zwanego landu (odpowiednik polskiego województwa). Frankfurt to zapewne najmniejsza metropolia świata. Ale... nigdzie indziej w Niemczech na metr powierzchni miasta nie przypada tyle euro, dolarów, franków szwajcarskich lub jenów. Na każdym rogu jest tutaj jakiś bank lub siedziba jakiegoś ubezpieczenia. Nic dziwnego, że i Unia Europejska umieściła tutaj swój bank centralny, zresztą bardzo blisko drugiej co do wielkości (po Londynie) europejskiej giełdy. We Frankfurcie jest osiemnaście razy więcej banków niż kościołów. Chociaż kościołów wszystkich światowych religii jest tutaj także bardzo dużo. Łącznie z polskim, po drugiej stronie Menu.

(fot. Poznaj Świat)
Źródło: (fot. Poznaj Świat)

Banki jak świątynie
Banki wyglądają tu jak świątynie. Religie Deutsche Bank, Commerzbank, Dresdner Bank i Citibank. Człowiek ma, wchodząc, czuć ich potęgę i swoją małość. Trudno określić ich architektoniczny styl. Ja nazwałbym go „oszklonym neomarmurem”. Banki tworzą unikatowy skyline Frankfurtu. Wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju w Niemczech. Podobny do Manhattanu w Nowym Jorku (oryginał jest nie do podrobienia). Dlatego niektórzy nazywają Frankfurt „Mainhattanem”. Albo „Bankkokiem”. Można go (skyline) podziwiać i w dzień, i w nocy. Najlepiej przechodząc jednym z dziewiętnastu (!) mostów na drugą stronę Menu.

dqxvf65

Warto przejść się do starego Sachsenhausen, najstarszej historycznie dzielnicy Frankfurtu (nie ma niczego wspólnego z kojarzonym przez Polaków obozem koncentracyjnym; ten znajduje się na terenie byłej NRD, w Oranienburgu).

W każdej tutejszej restauracji jest coś ciekawego. W jednej tradycyjne wino jabłkowe Äppfelwein (rzekomo najlepsze w Niemczech) i uprzejmi, prawdziwi Niemcy, oczywiście z przodkami ze Śląska lub Mazur, a w innej, pięćset metrów dalej, najlepsze australijskie piwo i befsztyk z mięsa kangura. Niedaleko jest także amerykański „piano bar”, gdzie nigdy nie było żadnego pianina, ale za to prawdziwy, ujmujący blues śpiewany przez zachrypnięte grube Murzynki, oryginalnie na plakacie z Teksasu, ale tak naprawdę z Galussviertel, najbiedniejszej dzielnicy Frankfurtu, gdzie się urodziły i gdzie chodziły do niemieckiej szkoły. Sachsenhausen dla nocnego turysty to najlepszy adres we Frankfurcie. W nocy Frankfurt jest jeszcze bardziej, chociaż dość obłudnie, międzynarodowy.

Bardziej w przyszłość
W dzień Frankfurt potrafi być dostojny. Gdyby zapomnieć o bankach, giełdzie i targach – Frankfurt jest historyczny, intelektualny, literacki i artystyczny. Historia tego miasta bierze swój początek (VIII wiek) w małej osadzie przy brodzie przez Men. W XIV wieku staje się ona centrum handlowym całego regionu i rozkłada po obu stronach Menu połączonych pierwszym mostem („Alte Brücke”). W XVII wieku, gdy Frankfurt liczy 19 tysięcy mieszkańców, powstaje tutaj pierwsza w Europie giełda. W 1749 rodzi się we Frankfurcie Goethe, a sto lat później osiedla się tutaj Artur Schopenhauer. W 1929 roku przychodzi na świat Anne Frank, która poprzez swoje pamiętniki daje dowód okrucieństwu narodowego socjalizmu w Niemczech.

dqxvf65

W latach 1943–1944 Frankfurt praktycznie znika z powierzchni ziemi, zamieniając się w gruzowisko na skutek bombardowań lotnictwa amerykańskiego i brytyjskiego. W okresie „cudu gospodarczego” po wojnie miasto szybko się odbudowuje, powstaje lotnisko, znowu zaczyna działać giełda. Dzisiaj jest to jedno z najbardziej nowoczesnych miast w Niemczech, żyjące bardziej przyszłością niż przeszłością. Ślady tej drugiej porozrzucane są pomiędzy szklano-marmurowymi wieżowcami banków. Kilka z nich należy do „klasyki” na liście turysty. Koniecznie trzeba odwiedzić kościół Świętego Bartłomieja z początku XII wieku. Chociaż nigdy nie był siedzibą żadnego biskupa, nazywany jest katedrą. Warto się wspiąć (324 schody) na wieżę, aby podziwiać stamtąd panoramę Frankfurtu.

Kilkaset metrów od katedry znajduje się słynny Römerberg. Kiedyś, w zamierzchłych czasach, największe targowisko na ziemiach zamieszkanych przez Germanów – później stało się miejscem ważnych wydarzeń w historii cesarstwa. Tutaj koronowano głowy wielu książąt i królów, a także... publicznie je ścinano. Dzisiaj jest to plac zamknięty z jednej strony historycznymi budynkami (tak zwany pruski mur), a z drugiej imponującym ratuszem (siedziba władz miasta od sześciuset lat!). Ratusz to trzy połączone ze sobą budynki z imponującym frontonami. Z jego balkonu niemiecka drużyna piłkarska, która w 1996 roku zdobyła mistrzostwo Europy, pozdrawiała rozentuzjazmowany tłum.

Z Römerbergu bardzo niedaleko jest do Paulskirche (kościół Świętego Pawła). Unikatowa eliptyczna budowla w neoklasycystycznym stylu przez wiele wieków cesarstwa była miejscem obrad parlamentu. Kilka minut spaceru starymi uliczkami Frankfurtu dzieli Paulskirche od domu Goethego. W okazałym budynku przy Grossen Hirschgraben 28 sierpnia 1749 roku przyszedł na świat autor „Fausta” Johann Wolfgang Goethe. Dzisiaj obok domu, w którym się urodził, znajduje się muzeum poświęcone poecie. Absolutny turystyczny „mus” nawet dla tych, którzy nie znosili Goethego jako autora lektur szkolnych.

Zapach pieniędzy
We Frankfurcie nie można nie poczuć zapachu pieniędzy. Najłatwiej tuż przy „katedrze kapitalistów”, jak nazywają mieszkańcy tutejszą giełdę. Położony w centrum miasta charakterystyczny budynek w neorenesansowym stylu, z fasadą wykonaną z żółtego piaskowca, otoczony jest małym placem, na którym stoją potężne, odlane z brązu figury byka i niedźwiedzia. Gdyby wielbicielom finansów sama giełda nie wystarczyła, mogą przejechać metrem do... muzeum pieniędzy (w dzielnicy Ginnheim), gdzie, między innymi, w trakcie multimedialnego pokazu jest okazja osobiście komputerowo symulować wpływ giełdy na gospodarkę całego świata.

dqxvf65

Pozbyć się pieniędzy we Frankfurcie można najłatwiej i najszybciej w sklepach rozlokowanych przy i w pobliżu ulicy Goethego. Niedługa i wąska uliczka może wprowadzić każdego w konsumpcyjny rausz. Rozlokowały się tutaj wykwintne sklepy z najbardziej znanymi markami. Wystawy sklepowe przyciągają dekadencką kompozycją i natychmiast... odstraszają cenami. Niektórzy twierdzą, że we Frankfurcie można na krótkiej Goethestrasse wydać więcej pieniędzy niż w tym samym czasie na kilkukilometrowej Piątej Alei w Nowym Jorku.

Ruch i praca
Frankfurt kojarzy się wielu albo z lotniskiem, albo z targami. Tereny targowe same w sobie nie są interesujące, warto natomiast stanąć przy wieży targowej. Oddany do użytku w 1990 roku budynek Messeturm z różowobrązowego marmuru był wtedy najwyższą (256,5 metra) budowlą Europy.

Do dzisiaj jest znakiem rozpoznawczym Frankfurtu. W czasach powszechnego terroryzmu, ze względów bezpieczeństwa nie jest, niestety, dostępny dla zwiedzających. U stóp wieży targowej znajduje się jedna z najbardziej znanych współczesnych rzeźb Europy. Gigantycznych rozmiarów, pomalowana na czarno metalowa figura uderzającego młotem mężczyzny (Hammering Man), zaprojektowana w 1991 roku przez rzeźbiarza Jonathana Borofsky’ego. Ta ruchoma rzeźba symbolizuje i ruch, i pracę. Dokładnie to, czym na co dzień żyje Frankfurt.

dqxvf65

Warto wyjrzeć za lotnisko
To być może mało znany fakt, ale Frankfurt jest także małą metropolią kultury. I to wszelakiej. Po drugiej stronie Menu, wzdłuż nabrzeża, rozlokowały się w dostojnych budowlach siedziby pięciu muzeów, które czasem otwierane są dla zwiedzających nawet w nocy (wtedy bezpłatnie). Perełką w skali całych Niemiec jest Muzeum Sztuki Nowoczesnej (MMK), szczycące się jedną z największych w Europie kolekcji dzieł Andy’ego Warhola. Sam postmodernistyczny budynek muzeum (oddany do użytku w 1991 roku) w centrum starego Frankfurtu to prawdziwy rarytas architektoniczny.

Miasto przyciąga jak magnes wielbicieli muzyki. Opera we Frankfurcie to najczęściej nagradzana sala koncertowa w Niemczech. Bilety na większość przedstawień wykupione są już na miesiące wcześniej. Podobnie jak na miesiące przed trzeba rezerwować bilety na koncerty słynnych gwiazd muzyki pop. Odbywają się one w tak zwanym Festhalle, budynku tuż obok wieży targowej. Trasy koncertowe największych gwiazd rozpoczynają się w Niemczech przeważnie tutaj. Frankfurt to być może tylko „wioska przy lotnisku”, ale warto czasem je opuścić i sprawdzić, co się dzieje poza nim.

_ Źródło: Janusz L. Wiśniewski / Poznaj Świat _

dqxvf65
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
dqxvf65