Trwa ładowanie...
Sprawdziłam, jak wygląda sezonowa praca nad morzem
Sprawdziłam, jak wygląda sezonowa praca nad morzem Źródło: Archwium prywatne, fot: Hanna Szczypiór
29-08-2022 06:15

Jak wygląda praca w restauracji nad morzem? "Nie dałabym rady tak codziennie"

Praca sezonowa nad morzem to dla wielu - szczególnie młodych - osób szansa na zarobek połączony z wypoczynkiem. Licznych ogłoszeń nie brakuje zarówno w internecie, jak i w witrynach sklepów czy restauracji. Poszukiwani są głównie sprzedawcy oraz pracownicy gastronomii. Postanowiłam na własnej skórze sprawdzić, jak wygląda typowy dzień pracy w restauracji nad morzem. Zdradzę, że zaskoczeń nie brakowało.

Share

Artykuł jest częścią cyklu #JedziemyWPolskę. Chcesz opowiedzieć o czymś, co dzieje się w Twojej miejscowości? Pisz na dziejesie@wp.pl.

Wszystkie teksty powstałe w ramach cyklu #JedziemyWPolskę znajdziesz tutaj.

Praca sezonowa to dla wielu osób szansa na podreperowanie budżetu czy sposób na zarobienie większej kwoty pieniędzy, którą później przeznaczają np. na dalekie podróże. Sama nie raz z tej opcji korzystałam, ale jednak zawsze wybierałam zatrudnienie za granicą. Z drugiej strony miałam z tyłu głowy myśl, że spędzenie całych wakacji nad morzem i praca np. w restauracji to świetny pomysł - szczególnie dla kogoś, kto kocha Bałtyk, ale przyszło mu mieszkać w Krakowie.

d325x0y

Choć od lat pracuję na etacie i wakacje przeznaczam raczej na odpoczynek od pracy, to postanowiłam sprawdzić, jak to naprawdę jest z tą sezonową pracą nad morzem. Spędziłam więc kilka dni w jednej z nadmorskich miejscowości, pracując w restauracji oraz przyglądając się jej właścicielom, innym pracownikom i klientom. Paragony grozy, przyrządzane w pośpiechu jedzenie, roszczeniowi turyści - taka jest wizja wielu osób. A jak było naprawdę?

Bolesne zderzenie z rzeczywistością

Byłam nastawiona dość bojowo. Praca w restauracji? Przecież to nic trudnego ani wyjątkowo męczącego. W końcu mam jakieś doświadczenie z pracy w kawiarni, pomagałam też w sprzątaniu lokali gastronomicznych czy organizowaniu degustacji. Zresztą skoro przetrwałam kilka winobrań we Francji, to przecież nic mnie nie zaskoczy ani nie pokona. Och, jaka ja byłam naiwna. Wbrew pozorom zadowolenie z mojej twarzy zniknęło szybciej, niż się tego mogłam spodziewać. - Wiesz, co jest najtrudniejsze w tej pracy? Znalezienie dobrych i lojalnych pracowników - mówi mi na początku właściciel, podkreślając, że marzy o tym, aby co roku pracować z tą samą ekipą.

Byłam nastawiona do nowej pracy wręcz bojowo
Byłam nastawiona do nowej pracy wręcz bojowo Źródło: Archiwum prywatne, fot: Hanna Szczypiór

Wbrew pozorom praca w restauracji nie zaczyna się w momencie otwarcia jej dla klientów. Co prawda, tego się w sumie spodziewałam, ale wydawało mi się, że dwie czy trzy godziny to aż za dużo czasu. "Przecież nie ma tam aż tyle do zrobienia" - myślałam sobie. Nasza restauracja działa od godz. 13, ale pracę w kuchni zaczynamy już o godz. 10. Ze względu na serwowanie przede wszystkim pizzy, trzeba wcześniej przygotować nie tylko ciasto. Co ważne, to które robimy danego dnia, wykorzystamy dopiero w następnych. Jak podkreślają właściciele, w tym przypadku najważniejsze jest zrobienie go w takiej ilości, aby go nie zabrakło, ale i za dużo nie zostało. W szczycie sezonu piec opuszcza dziennie niemal 200 placków.

d325x0y

Ciasto po wyrośnięciu trzeba podzielić na porcje o odpowiedniej wadze, a następnie szybko uformować je w kulki (aby nie zdążyło ponownie za bardzo wyrosnąć) i przenieść do chłodni. Proste? Z jednej strony tak, ale trzeba działać sprawnie.

Początkowo pracujemy w kilka osób, jednak co chwilę ktoś jest odrywany od pracy. Poranek to również czas dostaw, a tych często nie da się umówić na konkretną godzinę. Warzywa i owoce, napoje, nabiał, słomki czy kubki do napojów na wynos - wszystko trzeba sprawdzić, a późnej odpowiednio rozpakować. Oprócz mnie w pracy są zwykle trzy osoby (właściciele - w tym szefowa kuchni - oraz pomoc kuchenna), więc wymaga to robienia kilku rzeczy naraz oraz - przede wszystkim - opanowania. No tak, na początku był chaos.

Przygotowaliśmy ciasto, rozpakowaliśmy dostawy - czas nie stoi w miejscu, więc do otwarcia coraz bliżej. Codziennie trzeba uzupełnić m.in. wszystkie składniki dodawane do pizz. Rukola musi być świeża, pomidory i papryki odpowiednio pokrojone, podobnie kurczak czy pieczarki. Na szczęście do krojenia tych ostatnich mamy specjalną maszynę. Trudno mi sobie wyobrazić, ile trwałoby zrobienie tego bez niej. Turyści często zamawiają capricciosę, więc pieczarek potrzeba naprawdę sporo.

W krojeniu pieczarek wspomagamy się maszyną
W krojeniu pieczarek wspomagamy się maszyną Źródło: Archiwum prywatne, fot: Hanna Szczypiór

Ból pleców i marzenia o plaży

Oprócz pizzy w restauracji serwowane są również dania ze świeżym makaronem. Tak, dobrze czytacie - świeży makaron w sezonowej restauracji. To spore wyzwanie, ale właściciele podkreślają, że to zupełnie inna jakość i taki poziom chcą utrzymywać.

Makarony nie są przygotowywane na miejscu - jak się dowiaduję, wymagałoby to zatrudnienia kolejnej osoby oraz osobnego pomieszczenia i zakupu sprzętu. Zamawiane są co kilka dni. Do lokalu docierają zamrożone lub zabezpieczone ciekłym azotem. Warto podkreślić, że dania z nimi nie tylko lepiej smakują, ale i są szybciej przygotowywane niż w przypadku suchego makaronu. Co ciekawe, szefowa kuchni zdradza mi, iż nie brakuje miejsc, gdzie zwykły makaron gotowany jest wcześniej, a później tylko mieszany z gorącym sosem i dodatkami. Wszystko, aby szybko wydać danie klientowi. - Można to od razu zauważyć oraz wyczuć w smaku - dodaje.

d325x0y

Do otwarcia coraz bliżej, a oprócz kuchni trzeba przygotować też salę i część stolików, które znajdują się na zewnątrz lokalu. Zwykle należy to do obowiązków którejś z kelnerek, która po prostu danego dnia zaczyna pracę wcześniej. Właściciele przyznają, że zakres obowiązków jest zmienny. - Wszystko zależy od dnia i potrzeb, w tej pracy trzeba być elastycznym - tłumaczą. Miłą pogawędkę szybko kończymy, czas wrócić do pracy.

Krzesła trzeba od nowa ustawić, a stoliki umyć
Krzesła trzeba od nowa ustawić, a stoliki umyć Źródło: Archiwum prywatne, fot: Hanna Szczypiór

Zaczynam ochoczo od zamiatania podłogi. Po chwili okazuje się, że robię to zbyt mało energicznie, więc przykładam się jeszcze bardziej. W efekcie po 15 minutach zaczynają mnie boleć plecy. "No tak, to nie to samo co siedzenie osiem godzin przed komputerem. Nawet jeśli często bywam na siłowni" - przechodzi mi przez myśl. Po zamiataniu zaczynam mycie podłogi oraz rozstawianie krzeseł. Później wycieranie stolików. Mam wrażenie, że czas leci coraz szybciej, a w czarnym t-shircie oraz długich spodniach jest wyjątkowo gorąco. "Wolałabym leżeć na plaży, ale przecież się nie poddam" - mówię sobie. Na koniec jeszcze podlewanie kwiatów i roślin, które mamy na tarasie. Przychodzi reszta pracowników, możemy otwierać.

Utrzymanie pięknego ogródka wymaga sporo pracy
Utrzymanie pięknego ogródka wymaga sporo pracy Źródło: Archiwum prywatne, fot: Hanna Szczypiór

Każdy dzień jest inny

Jak wygląda dzień pracy? Trudno generalizować, bo niemal każdy jest inny. Raz przez kilka godzin dzieje się niewiele, raz od razu o 13 wchodzimy na pełne obroty. W takim miejscu wiele zależy od pogody czy dnia tygodnia. Zwykle najwięcej klientów pojawia się w piątki, bo dla wielu to ostatni dzień urlopu i po tygodniu wypoczynku wracają w sobotę do domów. Część gości przychodzi w porze typowo obiadowej, inni dopiero po plażowaniu, czyli ok. 17. Tak naprawdę słońce i upał jednych przyciągają do lokali, a innych trzymają od nich z daleka, bo wolą wypoczywać nad morzem. Nie ma reguły.

d325x0y

W ciągu dnia moje obowiązki są różne, głównie dlatego, że nie mam konkretnego stanowiska. Przynoszenie produktów z chłodni, składanie pudełek na pizzę, pomoc przy obsłudze kilku stolików - nie ma czasu na nudę, jakieś zajęcie zawsze się znajdzie. Ale pomówmy o klientach, bo ci potrafią zaskoczyć - zarówno pozytywnie, jak i negatywnie.

O doświadczenia wypytuję kelnerki. One pracują już ponad miesiąc, więc mają sporo anegdot do opowiedzenia. Zacznijmy od tych pozytywnych. - Największe napiwki są od Niemców. Tygodniowo da się dodatkowo zarobić ok. 600 zł - mówi mi jedna z dziewczyn. Do tego wiele osób docenia tutejszą kuchnię i restaurację odwiedza nawet codziennie podczas swojego pobytu. - Jesteśmy trochę na uboczu, ale jak ktoś już do nas trafi, to zwykle zostaje na dłużej. Są tacy, którzy spędzają tutaj wakacje od lat i zawsze do nas zaglądają - tłumaczą właściciele.

Klienci z piekła rodem

Oczywiście nie zawsze jest tak wesoło. Część klientów przelewa swoją frustrację właśnie na obsługę.

- Potrafią kłócić się o wiele spraw, np. wmawiają nam, że podajemy sztuczną bitą śmietanę i nie docierają do nich żadne tłumaczenia. Wiedzą lepiej. Jeden pan użył argumentu, że jego żona ma rację, bo piecze ciasta, więc się na tym zna. Nie to co my - słyszę od szefowej kuchni, która podkreśla, że czasami nawet ciężko skomentować niektóre pretensje. - Ludzie potrafią zmienić zdanie, kiedy np. ich pizza jest już gotowa. Jedna pani stwierdziła, że teraz to ona w sumie zamiast capricciosy (pizza z serem, szynką i pieczarkami) wolałaby funghi (pizza z serem i pieczarkami). Nie widziała w tym żadnego problemu - dodaje jeden z pracowników.

Bywają też tacy, którzy mimo wyraźnego napisu przy wejściu, aby poczekać na obsługę, wchodzą do lokalu i zaczynają rewolucję: przestawiają stoły, krzesła. - Kiedy zwróci się im uwagę, są bardzo oburzeni. Straszą wyjściem z lokalu, mówią, że stracimy klientów, ale takich gości, którzy nie szanują naszych zasad, nie żałujemy - tłumaczy właściciel.

Składanie pudełek do pizzy jest proste, ale czasochłonne
Składanie pudełek na pizze jest proste, ale czasochłonne Źródło: Archiwum prywatne, fot: Hanna Szczypiór

"Nie dałabym rady tak codziennie"

Dzień pracy mija w mgnieniu oka. Choć kuchnia działa do godz. 21-21:30, to ostatni goście często wychodzą po 22. Łatwo policzyć, że część pracowników jest tutaj od 12 godzin, a to jeszcze nie koniec. Trzeba posprzątać i przygotować lokal na kolejny dzień. Krzesła lądują na stołach, a naczynia w wyparzarce. Można w końcu podsumować, ile sprzedaliśmy pizz, makaronów, sałatek i przystawek. Często jest też czas na wspólny posiłek przeplatany rozmowami o dniu pracy. I tak niemal codziennie aż do końca wakacji.

d325x0y

"Chyba nie dałabym rady tak codziennie pracować" - myślę, kładąc się spać i zastanawiając, ile złożyłam pudełek na pizze. Bolą mnie nie tylko plecy, ale też stopy, mimo że miałam wygodne buty. Zegarek dawno mi się rozładował, jednak jeszcze przed godz. 13 było na nim niemal 10 tys. kroków. Kolejnego dnia znów to samo. Co prawda, zaczynając o godz. 13, mogłabym pójść rano na plażę - to zaledwie kilka minut od miejsca zakwaterowania, ale chyba wolałabym się wyspać. - My od początku sezonu byliśmy na plaży dwa razy, a jest już połowa sierpnia - mówił mi właściciel.

Chyba moja wizja wakacji połączonych z pracą nie do końca jest zgodna z rzeczywistością... Ale w końcu za zarobione pieniądze - a w przypadku stanowiska kucharza to nawet pięciocyfrowa kwota - można pojechać na luksusowe all inclusive.

Hanna Szczypiór, dziennikarka Wirtualnej Polski

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Parawanoza tam nie dotarła? "Jest ich dużo mniej"

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.

Podziel się opinią

Share