Trwa ładowanie...
Weekend spędzałam na polu namiotowym "U Stolema" w Ostrzycach
Weekend spędzałam na polu namiotowym "U Stolema" w OstrzycachŹródło: WP Turystyka
15-08-2022 07:03

Pod namiotem na Kaszubach. "Mam wrażenie, że przeniosłam się w czasie"

Moi rodzice na biwak jeździli co roku. W wakacje pod namiotami spędzali całe tygodnie. Spali w lesie, bez prądu i bieżącej wody. A jak dziś wyglądają polskie kempingi? Mój telefon nie dzwoni od dwóch dni. Nie chcę wracać do miasta.

Share

Artykuł jest częścią cyklu #JedziemyWPolskę. Chcesz opowiedzieć o czymś, co dzieje się w Twojej miejscowości? Pisz na dziejesie@wp.pl.

Wszystkie teksty powstałe w ramach cyklu #JedziemyWPolskę znajdziesz tutaj.

Gdy dojeżdżamy na pole namiotowe "U Stolema", jak na złość zaczyna padać deszcz. Leje jak z cebra. Patrzymy na siebie, nie wysiadając z samochodu. Sprawdzaliśmy pogodę. Nawet na niezawodnych skandynawskich aplikacjach. Natura bywa jednak przewrotna. Nakładamy kaptury i biegniemy prosto do baru. Namiotem zajmiemy się później.

d1icjoo

Oberwanie chmury zgrało się z porą kolacji, więc przy stolikach nie ma gdzie usiąść. W środku jest gwarno i niespokojnie. Najbardziej z powodu deszczu cierpią dzieci, które jeszcze chwilę temu beztrosko kopały piłkę. Największą zmorą wczasów pod namiotem jest deszcz. Nie wiadomo, co ze sobą zrobić.

- Jak ten namiot to przeżyje, to będzie cud – mówi jeden z biwakowiczów, wyglądając przez foliowe okno.

Po południu dostaliśmy alert RCB. Zapowiadali burze z gradem. "Zabezpiecz rzeczy, które może porwać wiatr". Jak porwie namiot, to z nami w środku. Polecimy razem ze śledziami i zatrzymamy się na pierwszym płocie.

Pod wiatą zaczynają się debaty, dyskusje przy piwie, czułe rozmowy i przepychanki. Chłopcy krzyczą, że już tylko kropi. Chcą dalej grać w piłkę. Matka każe im się uspokoić, nie będzie ich przebierać z mokrych gaci. – Nie chce mi się tego słuchać! – krzyczy dzieciak. – A mi twoich głupich pytań – odpowiada zniecierpliwiona.

Źródło: WP Turystyka
Kemping chwilę przed oberwaniem chmury

Życie na kempingu: "codziennie ktoś mnie tutaj zaskakuje"

W końcu przestaje padać. Zza chmur przebija tęcza, a tuż za nią wyłania się chylące się ku zachodowi słońce. Robi się bajecznie. Korzystamy z okazji i rozkładamy namiot. Potem idziemy uregulować płatność. W drewnianej budce siedzi młody brodaty chłopak. Ma na sobie bluzę i czapkę z daszkiem. Wygląda jak swój.

Przedstawiam się i nie owijam w bawełnę: mówię, że będę węszyć. Ale bez obaw, nie szukam draki. Chcę zobaczyć, jak dziś biwakuje się na Kaszubach. Recepcjonista ma na imię Wiktor. Pochodzi z Kartuz i ożywił się na wieść, że jestem dziennikarką. Sam chce zostać dziennikarzem. W tym roku wybiera się na studia.

Na tym kempingu jest pierwszy raz. Pracuje sześć dni w tygodniu i zbiera na wyjazd do Grecji. Od początku sezonu spotkał tutaj całe mnóstwo pozytywnie zakręconych ludzi. Jest tym naprawdę podekscytowany.

d1icjoo

- Koleś, z którym się teraz tutaj bujam, jest w wieku mojego starego. To taki luzak, że hej. Nie wiedziałem, że czterdziestolatek może być tak wyluzowany – opowiada. – Codziennie ktoś mnie tutaj zaskakuje. Ludzie mają takie zajawki, że w życiu bym się nie spodziewał – mówi mi.

Źródło: WP Turystyka
Na polu namiotowym płaci się osobno za każdą osobę, namiot oraz pojazd

Za dwie osoby dorosłe, namiot i auto płacimy 70 zł. Cena jak marzenie. Sanitariat pierwsza klasa. W porównaniu z innymi, które w życiu widziałam, tutaj jest naprawdę schludnie. Widać, że ktoś o to dba.

Ścieżka wokalna: od disco polo po Marylę Rodowicz

Ruszamy na spacer wzdłuż jeziora. Nabrzeżem można dojść aż do centrum Ostrzyc. Do wsi uporczywie wołają nas niosące się po tafli wody odgłosy imprezy w oparach disco polo.

W pierwszej chwili zdaje nam się, że to dyskoteka albo domówka, która przeniosła się do ogrodu. Im bliżej centrum jesteśmy, tym bardziej utwierdzamy się w przekonaniu, że to dyskoteka. Kilka kroków dalej, zza rogu wyłania się jednak nieduża scenka, a pod nią kilkadziesiąt osób skaczących równo z bitem. A niech mnie – myślę. Tego jeszcze nie grali.

Źródło: WP Turystyka
W Ostrzycach odbywał się letni festyn

Trafiliśmy w samiusieńki środek wiejskiego festynu. Na scenie trzech gości śpiewa "Tak, tak żono moja, nigdy nie zapomnę. Gdy cię zobaczyłem już mi spadły spodnie", a widownia robi chórki pod dyktando lidera. "Łapy w górę!" – krzyczy zachrypniętym głosem wokalista zespołu B-QLL, a tłum skacze i piszczy.

d1icjoo

Stoimy tak dłuższą chwilę i w zdumieniu obserwujemy, jak genialnie ci kolesie podgrzewają zabawę i jak ten performens działa na odbiorców. Oni się tak świetnie bawią, że aż im zazdroszczę. Idziemy się rozejrzeć.

Oprócz głównej sceny na placyku przy jeziorze są również typowo jarmarczne stoiska. Ludzie kręcą się między stoiskami z piwem, pajdami chleba ze smalcem i watą cukrową, a punktami z biżuterią i chińskimi świecidełkami. Znów zaczyna padać, więc postanawiamy wrócić na pole namiotowe.

Źródło: WP Turystyka
Festynowe stoiska obfitowały w przeróżne atrakcje

Pod wiatą impreza w pełni. Siadamy przy wolnym stoliku, by wypić piwo przed spaniem. Ekipa z naszej prawej strony ewidentnie zawłaszczyła przestrzeń, ale pozostałym to nie przeszkadza. Z głośnika lecą hity z przełomu lat dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych.

Najpierw Ich Troje, potem Łzy i Maryla Rodowicz. A to przecież młodzi ludzie siedzą. Gdzie Young Leosia i Mata? Mam wrażenie, że przeniosłam się w czasie i mocno zatęskniłam do tamtych lat.

Przeboje z nutą nostalgii

Nad jeziorem nie ma zasięgu, co jeszcze bardziej wzmaga tę nostalgiczną aurę. Czujemy się przez to trochę zagubieni. Co jakiś czas łapię się na tym, że odruchowo chwytam za telefon, by sprawdzić social media. Ciągle zapominam, że nie ma tutaj połączenia z internetem.

Do środka wchodzi Wiktor. Jest w nieco lirycznym nastroju. Siada przy nas i naciąga mocniej czapkę na głowę. Odpala papierosa, po czym mówi, że skończył wieczorny obchód. Teraz może wyluzować.

- Byłem u jednych gości, ale zwinąłem się stamtąd, bo gadali o tirach. Stwierdziłem, że to nie mój klimat. Nie mój vibe. Mówię wam, różni ludzie tutaj przyjeżdżają. Widzieliście tamtego gościa, który mieszka w dawnej radiostacji? Ziomek wygląda, jakby jechał do Ukrainy z tym sprzętem. Policzyłem mu to jako kamper, ale on mówi, że to jest "crazy kamper" – opowiada.

d1icjoo

Mówi, że jeden turysta postawił mu ostatnio flaszkę za pomoc w znalezieniu idealnego miejsca na kempingu. Ze studentami z Warszawy imprezował niedawno do bladego świtu, ale o szczegółach rozmawiamy nieoficjalnie. Pytam o lokalny park linowy. Podobno to najwyższy na Kaszubach. Latem pewnie są tutaj tłumy.

- No właśnie nie – oburza się. – Jak jest ciepło, to bardzo mało osób korzysta z tego parku linowego. Tak samo minigolf stoi pusty. Ludzi do tego typu atrakcji najbardziej przyciąga angielska pogoda. Jak jest pochmurnie, ale nie pada, to wtedy jest najwięcej turystów – tłumaczy Wiktor.

A sporty wodne? Jezioro Ostrzyckie jest spore, ale nie tak duże, by zasiedlili je żaglarze. Tutaj dominują SUP-y, kajaki i rowery wodne. Jest wiele kąpielisk, a woda w jeziorze ciepła i czysta, więc korzystają z tego rodziny z dziećmi.

Noc jest upalana. Kładziemy się spać z nadzieją, że obudzimy się w jednym kawałku. Mój towarzysz niedoli zasypia od razu, czule pochrapując. Ja jeszcze długo ugniatam sobie legowisko, wpasowując się w dołki na murawie. Impreza pod wiatą trwa w najlepsze.

Przeboje lat 90. ustąpiły współczesnym hitom. Tu króluje disco polo. Śmiechy i okrzyki radości wdzierają się niemiłosiernie do namiotu. Z zewnątrz słychać nawet najmniejsze piśnięcie. Posiedzenie kończy się ok. drugiej w nocy. W końcu zasypiam. Po piątej budzi mnie pełny pęcherz. Czas więc na wyprawę do toalety. Buty na szczęście są tylko lekko wilgotne.

Udaje mi się jeszcze zasnąć. O dziewiątej budzą mnie odgłosy porannej krzątaniny. Mojego ukochanego dawno nie ma już w namiocie. Jakieś dzieciaki rozpoczęły poranny mecz siatkówki. Nie jestem pierwszej świeżości. Bolą mnie plecy i mam spuchnięte oczy. Przyda się poranna toaleta.

Emeryci i renciści w jednym kotle z imprezowiczami

Gdy idziemy umyć zęby, napotykamy szykujących się do aktywności sportowców. Młoda para siedzi na rozkładanych fotelach i przygotowuje śniadanie na kuchence gazowej. Wyglądają na minimalistów. Przy namiocie leżą dwie deski do pływania, więc zagajam rozmowę.

Źródło: WP Turystyka
Biwakowicze korzystają z infrastruktury kempingowej

- My na SUP-ach pływamy już czwarty rok. Serio, to jest świetna zabawa, polecam każdemu, bo dużo fajniej się pływa niż na kajakach – zdradzają mi Wojtek i Gabrysia, których spotykam, wypoczywających na leżakach. - Zazwyczaj wybieramy się na SUP-y w zestawie z namiotem, chyba, że jedziemy na pół dnia, to celujemy w jeziora bliżej Gdańska, jak Otomińskie czy Osowskie.

d1icjoo

Mianują się biwakowiczami "namiotowymi". Widują na kempingach turystów z czajniczkami elektrycznymi, ale dla nich to odbiera cały urok temu hobby. Sami korzystają z kuchenki turystycznej. Nie nastawiają się na picie, tylko na sport. Szukając bazy noclegowej, nie kierują się tym, czy na miejscu spotkają imprezującą młodzież czy szukających spokoju miłośników przyrody.

- Czasem trafi się na emerytów i rencistów, a czasem na imprezę i absolutnie nam to nie przeszkadza. W obu przypadkach można porozmawiać, zawrzeć nowe znajomości i miło spędzić czas – mówią mi. – Raz przez trzy dni super bawiliśmy się z ekipą Ślązaków i bardzo miło wspominamy wieczorne grillowanie i pogaduszki – dodają.

Nie chcę wracać do miasta

Taki właśnie klimat panuje na kempingu nad jeziorem Ostrzyckim. Mieszają się tu ze sobą starzy i młodzi. Przyjeżdżają, by odpocząć, poimprezować i odetchnąć od miasta. Ciekawe, że większość aut ma znajome tablice rejestracyjne. Kaszuby to azyl mieszkańców Pomorza.

Zdarzają się jednak obcokrajowcy, jak np. właściciel wspomnianego "crazy kampera". Matthias przyjechał z partnerką z Niemiec. Lubią podróżować po Polsce. Dla nich jest tutaj ładnie i przede wszystkim tanio.

- To nie jest nasz pierwszy raz w Polsce. Często przyjeżdżamy, bo nam się tutaj bardzo podoba. Przekroczyliśmy granicę niedaleko Szczecina i jedziemy do Darłowa, Ustki i Łeby. Teraz zatrzymaliśmy się tutaj na trzy dni. Potem ruszamy do Gdańska. Jeśli starczy czasu, chcielibyśmy też pojechać na Mazury – zdradza.

Źródło: WP Turystyka
Matthias z partnerką przed swoim "crazy kamperem"

Gdy pytam o ceny, uśmiecha się. Różnica jest znacząca. No i jest czysto. Ludzie sympatyczni, czego chcieć więcej? Pewnie, że zapozuje z partnerką do zdjęcia. Nie ma problemu, jest dumny ze swojego domu na kółkach. Odrobina kreatywności pozwoliła mu zagospodarować niewielką przestrzeń dawnej stacji radiowej. Gdy kończymy rozmawiać, wsiadają na dmuchany kajak i niespiesznie wypływają na jezioro.

Na kempingu czas płynie inaczej. Gęstnieje, rozciąga się jak nagrzana guma. Ktoś czyta książkę, ktoś inny rozwiązuje krzyżówkę. Młoda para gra w badmintona. Chłopcy odbijają piłkę na boisku do siatkówki. Rytm dnia wyznacza natura. Gdy słońce wyszło z zenitu i zaczyna burczeć w brzuchu, to znaczy, że czas na obiad.

Telefon nie dzwoni już drugi dzień. Wczoraj było mi z tym nieswojo. Dziś czuję się jak na dobrze prosperującym odwyku i z dumą spaceruję po ośrodku, upajając się widokami i zapachami lasu. Nie chcę wracać do miasta.

Monika Sikorska, dziennikarka Wirtualnej Polski

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.

Podziel się opinią

Share