Trwa ładowanie...
d48xjeq

Koronawirus ściągnął je do domu. Niesamowita podróż "Somos dos"

Samotna mama wyjechała w podróż przez świat z niespełna dwuletnią córeczką. Mała Gajka wychowywała się w drodze. Po sześciu latach wędrówki dopiero koronawirus sprowadził je do Polski.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Asia i Gaja podróżowały przez kilka lat
Asia i Gaja podróżowały przez kilka lat (Somos dos)
d48xjeq

Asia Nowak zadziwiła wszystkich, wyruszając w niekończącą się podróż razem ze swoim szkrabem w nosidełku. Przemierzała świat nieśpiesznie, podejmując dorywcze prace, radząc sobie z dziennym budżetem 23 zł na osobę, zaprzyjaźniając się z lokalnymi mieszkańcami. Swoimi przygodami, spostrzeżeniami, troskami i emocjami dzieli się na blogu "Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej". Nazwa bloga pochodzi z języka hiszpańskiego i oznacza "jesteśmy dwie".

Dwa marzenia

Asia już od studiów dużo podróżowała, wspinała się, zdobywała sześciotysięczniki, żeglowała.

d48xjeq

- Miałam dwa wielkie marzenia. Pierwszym było mieć szczęśliwą, radosną rodzinę. Złożyło się jednak tak, że nie mogłam go zrealizować, bo tuż przed urodzeniem Gai okazało się, że zostanę samotną mamą. Mój świat się wtedy rozsypał. Zapadłam na depresję - opowiadała Asia podczas II Festiwalu Podróżników Online zorganizowanego przez Klub Podróżników "Soliści". - To, że w ogóle dziś tu stoję i uśmiecham się, zawdzięczam mojemu drugiemu marzeniu - o podróży.

Wiedziała, że musi wyjechać, bo to była jedyna droga powrotu do dawnej siebie. Tyle, że już nie mogła sama, bo na świat przyszła córeczka. Postanowiła więc wyjechać razem z nią. Po latach ocenia, że ta decyzja, choć ryzykowna, była najlepszą, jaką mogła podjąć.

Czy się bała? Pewnie. Przed wylotem jak zdarta płyta powtarzał się sen, że traci córeczkę - ktoś ją porywa, odbiera jej. Ale klamka zapadła, 7 maja 2014 roku rodzice odwieźli je na lotnisko w Balicach, a ich nowe życie rozpoczęło się w Ameryce Łacińskiej.

Start w Peru

Początkowo zamieszkały u koleżanki, którą Asia poznała podczas jej pierwszej podróży z plecakiem po Peru. Niestety, sytuacja rodzinna w domu gospodarzy szybko zmusiła je do wyprowadzki. Tamtejsza Polonia skontaktowała ją z Cecylią, peruwiańską psycholożką po krakowskim UJ, która zaprosiła je do siebie. Dzięki Cecylii Asia dowiedziała się o wolontariacie w letniej szkole języka angielskiego dla dzieci, gdzie została zaakceptowana jako nauczycielka.

d48xjeq

Tyle że wolontariat był w wiosce położonej na wysokości 3,5 tys. m n.p.m. Zdawała sobie sprawę, że aby tam zamieszkać, musiała zaaklimatyzować siebie i córeczkę, aby uniknąć choroby wysokościowej. Przez kilka dni wyjeżdżały więc razem w Andy i zaczynając od 2700 m n.p.m. codziennie zwiększały wysokość o 300 m n.p.m., na noc wracając jednak w bezpieczne miejsce.

W trakcie wolontariatu Asia zabierała Gaję ze sobą na lekcje, które prowadziła do wieczora - w Ameryce Łacińskiej taki widok nikogo nie dziwił.

Nauczyciele mieli co tydzień wycieczki, dzięki czemu Asia mogła w bezpiecznych warunkach oswajać podróżowanie wtedy z półtorarocznym dzieckiem i uczyć się, popełniając błędy.

- Każdą z tych lekcji odrabiałam sumiennie, ciesząc się, że nie wydarzyło się nic złego. Potem, jak już przyszedł moment, by zdecydować, czy wracam czy zostaję (miała kupiony powrotny bilet na lot po trzech miesiącach - red)., pomyślałam sobie: "Chyba wiem, chyba mam mniej więcej pomysł jak trzeba podróżować z dzieckiem". Zostałyśmy i tak właśnie zaczęła się nasza wielka przygoda - dodaje Asia.

d48xjeq

Zaczęła się, ale chyba same się nie spodziewały, że aż tak się rozwinie. Najpierw eksplorowały Andy podczas trekkingów, na mułach, z wypakowanymi sakwami. Po 10 miesiącach w Peru przyszedł czas na Boliwię, Ekwador i pół roku w Kolumbii.

Pomógł im syryjski uchodźca

Łódkostopem przeskoczyły do Panamy i przez Amerykę Środkową dotarły do Meksyku. W Los Angeles złapały samolot do Bangkoku, przemierzyły całą Tajlandię, Malezję, Laos, Kambodżę, pół roku spędziły w Indonezji, a kolejne osiem miesięcy na Filipinach. Dalej był Hong Kong i trawers przez Chiny do Kazachstanu, Kirgistanu, Uzbekistanu. Potem Emiraty Arabskie i wreszcie Sri Lanka. Po niej miał być Nepal, Indie, Borneo, Moluki i Papua, ale zamiast tego był koronawirus i podróż do Polski.

Asia śmieje się, że pandemia to chyba sprawka jej rodziców, bo wreszcie udało im się ściągnąć swoje dziewczyny do domu.

d48xjeq

Jednak kiedy pandemia wybuchła, wcale nie było jej do śmiechu. Zastała je na Sri Lance. Kolejne kraje zatrzaskiwały granice, z sąsiedniego Wietnamu płynęły niepokojące doniesienia o ostracyzmie wobec Europejczyków. Polska podróżniczka - w poczuciu zagrożenia, niepewności, w obawie o bezpieczeństwo zdecydowała: "Musimy dostać się do cywilizacji!".

Najszybciej jak to było możliwe "przeskoczyły" do Dubaju, gdzie zatrzymały się u przyjaciół poznanych w podróży - u rodziny Firasa, syryjskiego uchodźcy. Tam, przyglądając się zmianom zachodzącym na świecie, zadecydowały ostatecznie o powrocie. Asia tłumaczy, że sensem ich podróży była droga, ludzie i poznawanie świata, a nie spędzanie czasu w lockdownie domowym. Podróż podczas pandemii stała się zwyczajnie niemożliwa.

Stopem, przez kultury, do ludzi

Jak ich podróż wyglądała technicznie? Zatrzymywały się zazwyczaj u osób, które zapraszają podróżników do siebie przez platformę Couchsurfing. Jeśli się nie udawało, szukały najtańszych hosteli, bo budżet miały bardzo skromny. Obie szybko nauczyły się mówić po hiszpańsku, potem w Azji płynnie przestawiły się na angielski, w każdym kraju ucząc się podstawowych zwrotów w lokalnym języku.

d48xjeq

W Ameryce Południowej Asia korzystała z papierowej mapy. Przez długi czas podróżowała bez żadnej elektroniki, okazjonalnie korzystając z kafejek internetowych. Nie gardziła żadnym środkiem lokomocji: autobusami, colectivo, marszrutkami, jeepneyami. Od Kolumbii zaczęły łapać autostop i w ten sposób przejechały większość Ameryki Łacińskiej. Uwielbiały jeździć tirami. Na tylnej kanapie królowała Gaja, Asia natomiast siedziała na miejscu drugiego kierowcy. Obserwując wolno przesuwające się krajobrazy, czując się jak na filmie z National Geographic.

Zdarzały się trudne sytuacje, jak choroby czy wypadek samochodowy. Zmorą było dźwiganie ciężarów, więc podróżująca mama szybko rozdała nadwyżki rzeczy, redukując bagaż do minimum. Gaja rosła i coraz więcej chodziła piechotą.

Świat cieszył je ogromnie. Kolumbijską dżunglę odkrywały razem z biologiem z Bogoty. Wdrapywały się na majańskie piramidy i na wulkany, pluskały w błękitnych lagunach, nurkowały na rafach koralowych. Wędrowały przez pustynie, nocą przy ognisku słuchając wycia kojotów.

d48xjeq

Asia podkreśla, że to nie tylko była podróż przez krainy, ale przez kultury, do ludzi.

- To wszystko było fantastyczną przygodą, bo życie jest fantastyczną przygodą. Trzeba planować i marzyć. Marzenia się nie spełniają, to my spełniamy nasze marzenia - tak Asia Nowak przedstawia swoje życiowe credo.

Syndrom "zagórkowy"

Gdy ludzie pytają, skąd w niej tyle odwagi, Asia odpowiada: - Ja nawet tak nie myślę, że jestem odważna. Starałam się tę podróż przeprowadzić najuważniej i najbezpieczniej jak mogłam. Jak najwięcej uwagi kierowałam na Gaję i jej bezpieczeństwo. Owszem, zdarzały nam się niebezpieczne sytuacje, kilkakrotnie otarłyśmy się o śmierć, ale one równie dobrze mogły wydarzyć się w Polsce. Z tą odwagą to jest troszkę tak jak z syndromem "zagórkowym" - śmieje się. I tłumaczy: - Gdy jesteśmy w Polsce, wśród znajomych, czujemy się bezpiecznie, ale przecież myślimy, że tam za górą to jest strasznie, że tam nas zgwałcą, zamordują, zjedzą. Ale gdy odważymy się pójść za tę górkę, to widzimy, że tam jest takie samo fajne życie, ludzie mili, świat kolorowy. Ale za kolejną górą, to już na pewno…

- To, co nas często limituje, to nasz własny lęk - ciągnie Asia. - Świat generalnie w moim odczuciu jest przyjazny, choć oczywiście wszędzie należy przestrzegać reguł bezpieczeństwa.

Czy wróci na szlak? Niekoniecznie. Zastrzega, że nie planuje, bo koronawirus skomplikował życie na świecie tak, że nikt nie jest w stanie ani przewidzieć, kiedy sytuacja się unormuje, ani co pozostawi po sobie pandemia.

- Zdecydowanie zapuszczamy korzenie. Raczej myślę o pracy w sektorze turystycznym, wykorzystaniu zdobytej wiedzy i umiejętności, niż o podróży samej w sobie. Może któregoś dnia, gdy świat znów będzie bezpieczny, gdy zdarzy się okazja do podróżowania, może wtedy, kto wie?.. - "Somos dos" zerkają na siebie porozumiewawczo i uśmiechają szelmowsko.

O przygodach Asi i Gai można poczytać na blogu "Somos dos - migawki z podróży Małej i Dużej".

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

d48xjeq

Podziel się opinią

Share

d48xjeq

d48xjeq