WP

Matki Polki ruszają w Himalaje. "Niemożliwe nie istnieje"

Wyprawą w Himalaje chcą pokazać, że wszystko da się zrobić, jeśli się tego chce. "Nawet mamy mogą odłożyć fartuszki, ściereczki, kredki i ruszyć na Mount Everest" - mówią w rozmowie z WP Anita Krzemińska oraz Marta Gregorczyk - matki Polki z Radomia.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Ania i Marta wyruszają w Himalaje w październiku
Ania i Marta wyruszają w Himalaje w październiku (www.facebook.com/MamyNaSzczycie)
WP

Jeśli komuś wydaje się, że Himalaje to miejsce, które zarezerwowane jest wyłącznie dla starych wyjadaczy; osób, które na wbijaniu czekanów i raków w skały czy lód zjadły zęby, to jest w błędzie. W tym roku do bazy pod Mount Everest zamierzają dotrzeć Anita Krzemińska oraz Marta Gregorczyk - na co dzień zapracowane mamy, które gotują, piorą, sprzątają i realizują się zawodowo. W wolnych chwilach oddają się swojej pasji – wspinaczce. W październiku chcą spełnić wielkie marzenie. W ramach obchodów odzyskania przez Polskę niepodległości, wezmą udział w wyjątkowej wyprawie - "Polskie Himalaje 2018" - która ruszy w stronę Dachu Świata.

- To duże przedsięwzięcie i jesteśmy dumne, że możemy w nim uczestniczyć – przyznają w rozmowie z WP. - Będzie to okazja do poznania wielu ciekawych ludzi, ale również sprawdzenia siebie na wielu płaszczyznach i dołożenia od siebie małego kamyczka. To wyjątkowy rok dla Polaków. Mamy nadzieję, że przy okazji polscy himalaiści dopiszą się jeszcze w historii jako pierwsi zdobywcy K2 zimą – trzymamy za nich kciuki.

Akcja "Polskie Himalaje 2018" to jedna z najbardziej interesujących inicjatyw, towarzyszących 100. rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Jedno z haseł idei brzmi: "Każdy może mieć swoje Himalaje". Cała inicjatywa podzielona będzie na trzy etapy: maraton w Katmandu – stolicy Nepalu, która położona jest na wysokości ponad 1000 m; piesza ekspedycja do bazy znajdującej się pod szczytem Mount Everest oraz wielka zorganizowana wyprawa na sam szczyt. Ostatni projekt to wyzwanie dla profesjonalistów. Pozostałych wyzwań może podjąć się niemal każdy. Anita Krzemińska i Marta Gregorczyk postanowiły skorzystać z tej szansy - zamierzają wziąć udział w trekkingu do bazy, która położona jest na wysokości 5400 m n.p.m. Swój wkład w akcję nazwały "Mamy na Szczycie".

WP

Matki Polki ruszają na Everest

Kim są kobiety, które stwierdziły, że marzenia są po to, by je spełniać? Same o sobie mówią - matki Polki. Anita pracuje jako instruktorka fitness i trener personalny. Na co dzień opiekuje się dwiema córkami. Marta jest fizjoterapeutką, ma córkę i syna. Obie są aktywne zawodowo, ale odkąd zostały mamami, to obowiązki macierzyńskie postawiły na szczycie listy priorytetów. I te wyznaczają im teraz rytm życia. Ale nie brakuje też miejsca na pasję, którą w ich przypadku jest wspinaczka. Hobby rozwinęło się do tego stopnia, że zamarzyły o wyprawie w Himalaje.

Jeszcze kilka lat temu żadna z nich nie przypuszczała, że w niedalekiej przyszłości Mount Everest znajdzie się dla nich na wyciągnięcie ich ręki. Zresztą jak same przyznały, nie wiedzą, jak potoczyłoby się ich życie, gdyby nie spotkanie na ściance wspinaczkowej. Początkowo ta forma rekreacji miała się stać dla każdej z nich po prostu odskocznią od codzienności. Na ściankę przyszły z różnych powodów. Ale potem pasja całkowicie je pochłonęła. Później przyszło marzenie o Dachu Świata. Pierwotnie wydawało się, że z kategorii tych niemożliwych do realizacji. Czas jednak pokazał, że dla zaprawionej w bojach matki rzeczy niemożliwe nie istnieją. Dziś każdą wolną podporządkowują mozolnemu treningowi. Gdy nadejdzie październik, chcą być gotowe. Do misji przygotowują się skrupulatnie od dawna.

WP

- Nasze przygotowania opierają się przede wszystkim na budowaniu doskonałej kondycji fizycznej. Wydolny organizm to prawidłowa praca wszystkich układów i narządów wewnętrznych naszego ciała. Jest to niezbędne do pokonywania trasy na coraz większej wysokości – wyjaśniają. - W życiu codziennym również jesteśmy aktywne – biegamy, ćwiczymy na siłowni, próbujemy też różnych innych form aktywności np. squasha, boksu. Oprócz przygotowań o charakterze kondycyjnym, zajmujemy się też kompletowaniem sprzętu niezbędnego do wyprawy.

Niemożliwe nie istnieje

Październik z jednej strony będzie czasem, w którym będą miały "pięć minut" tylko dla siebie. Z drugiej strony, jak zauważają, nawet wtedy będą przede wszystkim mamami. Zresztą pomiędzy obiema sferami - macierzyństwem oraz wspinaczką – z łatwością odnajdują analogię. Marta Gregorczyk porównała trudy związane z wychowaniem dzieci do wyzwania, jakim jest wejście na Mount Everest. - Stawianie czoła jednemu i drugiemu wymaga wytrwałości, ale daje mnóstwo satysfakcji - mówi. Choć konfrontacja z najsłynniejszym ośmiotysięcznikiem będzie ich czasem, nie zabraknie też pozbawiona aspektu wychowawczego. Ruszając w stronę najwyższego szczytu Ziemi, chcą pokazać swoim dzieciom, że jeśli czegoś bardzo w życiu się chce, to można to osiągnąć.

WP

Oczywiście w grę zawsze wchodzą dodatkowe obawy. Szczególnie w kontekście wydarzeń, jakie miały niedawno miejsce na Nanga Parbat. To właśnie dlatego kwestia bezpieczeństwa podczas realizacji zadania będzie dla nich jednym z priorytetów. Także z tego względu nie będą podejmować zbędnego ryzyka.

- Z uwagą śledziłyśmy wydarzenia na Nanga Parbat. Działały na naszą wyobraźnię. My jednak nie będziemy się wspinały. Pokonamy trasę do Base Camp Mount Everest. To oczywiście też już jest znacząca wysokość i może dopaść nas choroba wysokościowa – tłumaczą radomianki. - Zdobywanie ośmiotysięczników zostawiamy jednak zawodowcom. Trzymamy za nich kciuki i kibicujemy z całego serca. Dla nas najważniejsza na tym etapie jest droga, a nie cel – szczyt. Rozmawialiśmy ostatnio o tym, że chodzenie po górach podobne jest do medytacji. Mimo, że idziemy w grupie, jesteśmy sami ze sobą, mamy czas na przemyślenia, na układanie sobie w głowie pewnych spraw, które z perspektywy poziomu morza wydają się beznadziejne lub nie do rozwiązania. W górach jest to, czego nie mamy na co dzień. Jest cisza, spokój, ale też niewygoda, pot, a czasami łzy. Naszą wyprawą w Himalaje chcemy pokazać, że niemożliwe nie istnieje. Nawet dwie kochające mamy mogą odłożyć fartuszki, ściereczki i kredki, a potem założyć buty trekkingowe i plecaki.

Poza Everestem, "Mamy na Szczycie" mają do zdobycia jeszcze jeden ważny cel. - Przy okazji naszych przygotowań i treningów chcemy zarazić pasją do sportu inne kobiety, głównie mamy małych dzieci. Same wiemy, że jest to trudne, ponieważ potrzeby mam są zazwyczaj realizowane na końcu. Często trudno jest zrobić ten pierwszy krok, ponieważ wszystko, co nieznane, jest dla nas straszne. Dlatego organizujemy różnego rodzaju otwarte treningi biegowe, squash, boks, na które można przyjść, poznać inne mamy i spędzić aktywnie czas w fantastycznym towarzystwie. Mamy nadzieję, że zamiłowaniem do aktywności i pasją do gór zarazimy więcej kobiet, a one swoje dzieci – opowiadają Anita i Marta.

WP

Zobacz też: "Mam w sobie dużo gniewu" - mówi Elisabeth Revol.

WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP