Mongolia – podróż po błękit
Chubsuguł to dla Mongołów nie jezioro, ale "Matka Morze”. Potężna i tajemnicza, sprawia, że podróż przez bezkresne mongolskie stepy staje się podróżą po kolory nieba.
W porcelanowej czarce paruje świeża porcja zielonej herbaty z dodatkiem mleka i odrobiny soli. Ma delikatny smak, doskonale gasi pragnienie i rozgrzewa. Napojem nazywanym tu sutej czaj gospodyni podejmuje w tradycyjnej jurcie przybyszów z odległego kraju. Uśmiechem gasi niepewność pierwszych chwil w nowej rzeczywistości, od tego momentu pachnącej jaczym mlekiem i modrzewiowymi szyszkami, którymi pali się w piecyku. Podróż dobrze rozpocząć od łyka gorącej herbaty, a potem pozwolić się nieść. W bezkres.
Bezmiar różnorodności
Mongolia to nieodkryte serce Azji Środkowej. Rozciąga się na powierzchni pięciokrotnie większej niż Polska, a mimo to na mapie wydaje się zagubiona między przykuwającymi wzrok połaciami Rosji i Chin. Jej stepy ciągną się aż po horyzont, który nie uznaje żadnych ograniczeń. Intryguje i kusi - łagodnie wijącą się drogą, biegnącą w sobie tylko znanym kierunku; rozmytą granicą stepu, przechodzącą w piaski pustyni Gobi lub gubiącą się na ścieżkach modrzewiowej tajgi i bagien porośniętych dziko rosnącym czosnkiem; pastelowymi szczytami Ałtaju, pnącymi się aż po strzępy chmur; potężnymi jeziorami o taflach skrzących się w słońcu.
Naszą podróż kontynuujemy ku brzegom najgłębszego z nich.
Jezioro, które stało się morzem
W wietrzny dzień szum fal, rozbryzgujących się na wąskich pasach kamienistych plaż, słychać już z daleka. Nie milknie podczas rozbijania obozowiska, rozniecania ognia i prób wypatrywania pierwszych gwiazd na niebie pokrytym smugami granatu. Kołysze do snu. Chubsuguł to dla Mongołów nie jezioro, ale Dalai Eej – "Matka Morze". Piękna i potężna, rozlewa swe wody od podnóża Sajanów Wschodnich na dalekiej północy kraju, aż po przytulone do jej południowego krańca miasteczko Hatgal. Ponad sto trzydzieści kilometrów krajobrazów zmieniających się niczym w kalejdoskopie.
Na północ od Ułan Bator
Ze stolicy kraju, Ułan Bator, do granic ajmaku (administracyjny odpowiednik województwa) chubsugulskiego, gdzie znajduje się jezioro Chubsuguł, jest bez mała 700 km. Dotrzeć tu można lokalnym autobusem, pokonującym drogi rządzące się swoimi prawami, chybotliwe drewniane mosty i płytkie strumienie. "Jeśli wolno jedziesz, na pewno dojedziesz” - mówi mongolskie przysłowie i trudno się nie zgodzić, wysiadając po kilkunastu godzinach w stolicy ajmaku – mieście Mörön. Stąd jeszcze tylko dwie godziny do upragnionego celu. Mörön to miasto nad rzeką Delger mörön , w którym warto złapać oddech. Zagubić się w labiryncie piaszczystych ulic otoczonych wysokimi płotami i malowanymi bramami. Obserwować codzienny ruch na targowisku, przyglądając się tradycyjnych mongolskim strojom del i smakując świeży chleb z dżemem jagodowym na jednym z licznych straganów. A potem ruszyć dalej. Tam, gdzie podróże odbywa się na końskim grzbiecie.
Galopem w nieznane
Dla Mongoła koń to towarzysz życia i przyjaciel. "Między końskimi uszami wieje niebiański wiatr" - mawiają nomadzi pędzący na swych wierzchowcach. Podróżując w siodle, można doświadczyć pełni Mongolii. Dotrzeć tam, gdzie nie dojedzie samochód i gdzie stopy mogą sią okazać zawodne.
Na północno-zachodnim brzegu Chubsugułu, daleko od cywilizacji, jest się sam na sam z pustką i milczącą potęgą natury. Jezioro jest położone w tym samym systemie rowów tektonicznych co Bajkał i połączone z nim wijącą się nitką rzeki Selengi. Nazywane bywa „błękitną perłą Mongolii”; pełnymi uczucia głosami śpiewa się o nim pieśni, przyjeżdża się zanurzyć dłonie w lodowatej, rześkiej toni. To w końcu i po prostu „Jezioro o Niebieskiej Wodzie”, jak z języka tuwińskiego przełożyć można jego nazwę. Za jego sprawą podróż po Mongolii staje się podróżą po błękit.
Barwy mongolskiej duszy
Niebieski jest w Mongolii kojarzony z bogiem niebios, Tengri, stworzycielem ludzi, obecnym w szamańskich wierzeniach, które wciąż są tu żywe. Przy odrobinie wyobraźni duchy przeszłości ujrzeć można w szarpanych wiatrem chadakach – jedwabnych szarfach zawieszanych na samotnych drzewach, głazach i kopcach owo. Te ostatnie są ustawiane w miejscach magicznych, niebezpiecznych lub zwyczajnie pięknych. Takich jak jezioro Chubsuguł. Hipnotyczne, tajemnicze, o wszystkich kolorach nieba.