Trwa ładowanie...

Norwegia. Polacy w poszukiwaniu zorzy polarnej. "To jest zawsze nowy spektakl"

Katarzyna i Robert Musioł przekonują, że mają najwspanialszą pracę na świecie. Są łowcami zorzy polarnej. Zjawisko, które większość ludzi pragnie zobaczyć choć raz w życiu, oni podziwiają regularnie. - Każda zorza jest inna, to jest zawsze zupełnie nowy spektakl - mówią autorzy bloga katandrob.eu poświęconego atrakcjom turystycznym północnej Norwegii.

Share
Katarzyna i Robert Musioł
Katarzyna i Robert MusiołŹródło: Archiwum prywatne
dw6rr6r

Magda Bukowska: Sezon na zorze właśnie się zaczyna, jednak większość ludzi, żeby podziwiać kolorowe niebo, rusza na północ w okolicach grudnia. Czy zimą szansa na zobaczenie zorzy jest większa?

Dla tworzenia się zorzy polarnej pora roku nie ma tu znaczenia. To, czy się pojawi zależy od wiatru słonecznego, a aktywność słoneczna trwa cały rok. Latem zorzy po prostu nie widać. Na północy Norwegii jest wtedy dzień polarny, co znaczy, że przez całą dobę jest widno.

dw6rr6r

Nie musimy jednak czekać do grudnia czy stycznia, gdy ciemności panują niemal bez przerwy, by oglądać piękne zjawiska na niebie. Sezon jest długi. Trwa od końca września do końca marca. W październiku mamy taką samą szansę zobaczyć zorzę, jak w styczniu. Do tego taniej i bardziej kameralnie.

Dlaczego?

Bo tutaj sezon turystyczny jak najbardziej istnieje. My pracujemy w Tromso, możemy więc powiedzieć, jak to wygląda tutaj, ale myślę, że sytuacja jest podobna we wszystkich miejscach, do których jeździ się "na zorze".

Turyści z Europy masowo zaczynają przyjeżdżać w grudniu. W okresie świąteczno-noworocznym znalezienie noclegu zakrawa na cud, a ceny, np. lotów, gwałtownie rosną. Potem jest okres ferii zimowych, też mocno obłożony. Na przełomie stycznia i lutego do Tromso przyjeżdża też bardzo wielu gości z Chin, którzy w nietypowej dla nich scenerii, świętują chiński Nowy Rok. W tym okresie ciężko więc o nocleg, trudno też znaleźć miejsce na wycieczki - zwłaszcza te bardziej kameralne. Bo są też autokarowe wyprawy na zorze. Na jeden parking zjeżdża kilka pojazdów i 200 - 300 osób stoi razem i czeka na pokaz.

Zorza polarna Archiwum prywatne
Zorza polarnaŹródło: Archiwum prywatne

Nie brzmi to kusząco…

Widoki są oczywiście równie spektakularne, ale jeśli jedziemy raz w życiu na taką wyprawę, to warto pomyśleć o tym, żeby przeżyć tę noc wyjątkowo, a nie stojąc w tłumie.

dw6rr6r

Zakładam, że za tę wyjątkowość trzeba jednak zapłacić. I tu pojawiacie się wy - łowcy zorzy polarnej - w tłumaczeniu z języka romantycznego, na bardziej prozaiczny - przewodnicy i organizatorzy wycieczek na podziwianie zorzy polarnej.

(Śmiech). Zgadza się.

Pomówmy więc o waszej pracy i wyprawach od strony praktycznej. Zaczynamy może od tego, dlaczego warto skorzystać z pomocy przewodnika?

Wiele osób wierzy, że jeśli przyjedzie do Tromso w grudniu, to wystarczy, że wyjdzie z hotelu i zobaczy zielone niebo. Niestety to tak nie wygląda. Oczywiście możemy mieć szczęście i gdy tylko oddalimy się trochę od świateł miasta, zobaczymy fantastyczną zorzę. Niestety jest znacznie większe prawdopodobieństwo, że tak się jednak nie zdarzy. Przewodnicy, którzy specjalizują się w "tropieniu" zórz, mają dostęp do wielu informacji meteorologicznych i na bieżąco je śledzą, a dzięki doświadczeniu i znajomości terenu, potrafią z dużym prawdopodobieństwem określić, gdzie i kiedy zorza się pojawi. To takie połączenie wiedzy i intuicji, która czasem wbrew prognozie, podpowiada, że dziś warto pojechać w miejsce A, a nie w B.

dw6rr6r

Organizatorzy wycieczek znają też piękne lokalizacje, czy to w górach czy w fiordach, gdzie podziwianie nieba smakuje najlepiej. Do tego dochodzą oczywiście kwestie organizacyjne. Przewodnik dysponuje pojazdem, robi za kierowcę, zatroszczy się o koce, posiłek, przygotuje ognisko i opowie nie tylko o zorzy, ale też o miejscach, w których się znajduje, zabawi lokalnymi legendami.

Zorza polarna zachwyca Archiwum prywatne
Zorza polarna zachwycaŹródło: Archiwum prywatne

Wszystkie wycieczki wyglądają tak samo?

Nie. Generalnie są trzy rodzaje wycieczek. Najtańsze są wyprawy autokarowe. Cała grupa (ok. 50 osób) zbiera się w wyznaczonym miejscu. Kierowca jedzie na jeden parking, ludzie wysiadają, podziwiają niebo i wracają do punktu zbiórki. W cenie ok. 400 zł od osoby za noc, mamy więc wyłącznie transport.

dw6rr6r

Za wycieczki minibusami zapłacimy ok. 550 - 600 zł od osoby. Tu, poza mniejszą liczbą osób w grupie (do 16), zwykle dostajemy też specjalne kombinezony, pamiątkowe zdjęcia, posiłek (a przynajmniej ciepły napój), czasem ognisko.

Niewiele więcej, bo ok. 700 zł za noc, zapłacimy za wycieczki w grupach maksymalnie 8 osobowych. W cenie mamy wszystko, przede wszystkim dużą mobilność. Zdecydowanie łatwiej przenieść się z mniejszą grupą, jeśli okaże się, że w danym miejscu warunki nie są zbyt sprzyjające. Często są to podróże w miejsca oddalone nawet o 100 czy 200 km od Tromso. Spędzamy czas przy ognisku, przewodnik pełni rolę kaowca, oczywiście serwuje posiłki, pomaga przy robieniu zdjęć. Naszym zadaniem jest sprawić, by dla gości ta noc była niezapomniana, by czas oczekiwania im się nie dłużył, no i oczywiście, by zobaczyli upragnioną zorzę.

Zwykle się udaje?

Tak. Choć czasem wymaga to długich poszukiwań. W zeszłym sezonie mieliśmy taką wycieczkę. Zaczęliśmy wcześnie - ok. 17, bo do miejsca, gdzie miały być idealne warunki, mieliśmy dobre 200 km. Dojeżdżamy. Pogoda faktycznie wymarzona. Niebo czyściutkie, warunki idealne. Rozpalamy ognisko, jemy, opowiadamy miejscowe legendy. I tak mija godzina, potem druga, trzecia… zaczyna się niepokój, robi się chłodno. Goście usłyszeli już wszystkie legendy Wikingów, znają związane z zorzą przesądy. Wiedzą, że gdy zorza się pojawi to trzeba ubrać czapkę - bo według podań może spalić włosy. Że nie można gwizdać, ani machać białym materiałem - to ze względu na ryzyko porwania.

dw6rr6r

A zorzy nadal nie ma. Ale wszyscy decydują, że chcą poczekać. Ok. 3 w nocy w końcu decydujemy się na powrót, z nastawieniem, że będziemy stawać po drodze, jeśli coś zacznie się na niebie budować. W końcu, po 4 rano, widzimy przez okno, że niebo się powoli zieleni. Stajemy w zupełnie przypadkowym miejscu, czekamy może 5 minut i zaczyna tańczyć zorza. Ale jaka! Kolory jak z bajki. Zielony, różowy, czerwony… Tym razem trzeba było naprawdę długo poczekać, za to udało nam się "upolować" jedną z najpiękniejszych zórz, jaką widzieliśmy w życiu.

Środek dnia podczas nocy polarnej Archiwum prywatne
Środek dnia podczas nocy polarnejŹródło: Archiwum prywatne

Zakładam, że widzieliście w życiu setki takich zjawisk. Czy jeszcze robią na was wrażenie?

Jasne. Szczególnie, że każda zorza jest inna, to jest zawsze zupełnie nowy spektakl. Mamy tysiące zdjęć zorzy, a wszystkie różne. Najwspanialsze widoki są wtedy, kiedy zorza zaczyna zmieniać kolor. Z zielonego przechodzi w różowy, czerwony, niebieski. To jest coś wspaniałego, co nigdy się nie nudzi.

dw6rr6r

Poza tym każda wycieczka - choć mają podobny plan - jest innym doświadczeniem. Poznajemy nowych ludzi, uczestniczymy w ich historiach.

Zdarzają się sytuacja nieprzewidziane?

Jasne. I zawsze są witane z wielkim entuzjazmem. A to wyjdzie nam stado reniferów czy łoś i musimy zatrzymać samochód czekając, aż zwierzęta przejdą. A to zza krzaka wyjedzie czołg…

Spotkanie z reniferem na trasie Archiwum prywatne
Spotkanie z reniferem na trasieŹródło: Archiwum prywatne

Czołg?

Pewnej nocy czekaliśmy na zorzę w okolicach Bardufoss, gdzie jest jednostka wojskowa, w której organizowane są manewry NATO. Siedzimy na łące, patrzymy w niebo, cisza, spokój, a tu nagle nie wiadomo skąd wyjeżdżą czołg. Wrażenie było niesamowite, chyba nawet zorza takiego nie zrobiła (śmiech).

Wiele niezwykłych historii piszą też uczestnicy naszych wypraw. Np. mieliśmy kilka ciężarnych klientek z Kraju Kwitnącej Wiśni. Okazuje się, że w Japonii jest przesąd, że jak dziewczyna w stanie błogosławionym zobaczy piękną zorzę, to urodzi piękne dziecko. Presja jest więc duża. Na szczęście do tej pory zawsze nam się udawało trafić naprawdę cudowne zorze.

Regularnie jesteśmy też świadkami zaręczyn w blasku zorzy. Zdarzają się noce, że kilku chłopaków jednocześnie się oświadcza. I tu też mamy szczęście - wszystkie oświadczyny zostały przyjęte (śmiech).

Wiele osób chce też mieć zrobione zdjęcia na tle kolorowego nieba. Najbardziej nietypowa sesja, którą robiliśmy, miała miejsce w zeszłym roku. Dziewczyna z Tajlandii wymarzyła sobie zdjęcia w bikini. Temperatura powietrza - 20 st. C poniżej zera, nawet w ubraniach i przy ognisku ciepło nie jest. Ale dziewczyna miała takie marzenie i dała radę. Wszyscy bardzo ją wspierali i pomagali przy zdjęciach. Podawali jej ciepłe napoje, okrywali kocem między ujęciami i się udało. Zdjęcia wyszły naprawdę piękne.

Wrzesień się kończy, zaczynacie kolejny sezon. Myślicie, że w związku z pandemią będzie inny niż poprzednie?

Na pewno. Lockdown skrócił poprzedni sezon tylko o dwa tygodnie. Niemal do końca pracowaliśmy normalnie, więc pandemia dotknęła nas w niewielkim stopniu. Niestety kryzys nie minął. Już dziś wiemy, że dla nas - ludzi pracujących w branży turystycznej, to będzie bardzo trudny sezon. Za to dla turystów wyjątkowo dobry. Nie będzie tłumów, na pewno będziemy jeździć z bardzo małymi grupami. Innymi słowy, ci którzy przyjadą do Norwegii w tym roku, będą mieli zorze na wyłączność. Będą mogli doświadczyć jej w kameralnej, niemal intymnej atmosferze.

Jeśli chodzi o takie osobiste przeżycie tego zjawiska, ale też doświadczanie innych atrakcji północnej Norwegii - od sportów zimowych, po spotkania z reniferami czy przejażdżki psimi zaprzęgami - lepszego roku chyba nie będzie.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Remont w Prezencie - fragment odcinka nr 3

dw6rr6r

Podziel się opinią

Share
dw6rr6r
dw6rr6r