Po trzykroć Kirgizja
Okolica była malownicza. Żar bijący z nieba, gorący wiatr, który podnosił tumany kurzu i ciskał nam je w twarz, plener i scenografia przygotowane do ekranizacji historii bitew pod El Alamein. Podoba się? Myślicie, że piszę z planu filmu biograficznego o losach słynnego Lisa Pustyni?
Okolica była malownicza. Żar bijący z nieba, gorący wiatr, który podnosił tumany kurzu i ciskał nam je w twarz, plener i scenografia przygotowane do ekranizacji historii bitew pod El Alamein. Podoba się? Myślicie, że piszę z planu filmu biograficznego o losach słynnego Lisa Pustyni?
Po trzykroć Kirgizja
Rok później Bomber bez specjalnych przygotowań i bez większych awarii (tylko raz urwało się koło) dowiózł nas do Kirgistanu. Zdobyliśmy w końcu naszą upragnioną dziewicę. Nazwaliśmy ją Dżakszy, co po kirgisku znaczy „dobro”, bo gdyby nie serdeczność i dobroć ludzi, których spotkaliśmy podczas podróży na wschód, nigdy nie udałoby się nam jej pokonać.
Po trzykroć Kirgizja
Po trzykroć Kirgizja
Po trzykroć Kirgizja
I już prawie jestem pod El Alamein, od którego zaczęła się ta historia. Podczas powrotu z wyprawy do Kirgistanu (epizod drugi) razem z Kakusiem, która w chwilach wolnych od wspólnego wspinu jest moją siostrą, postanowiliśmy pojechać do tego kraju samochodem. Zamysł ten świetnie wpasowywał się w nasze marzenie o niezdobytej górze. Nie dość, że wejdziemy tam, gdzie jeszcze nikt nie był, ale i zobaczymy i poczujemy na własnej skórze, jak tam jest daleko i jak się tam samemu dociera.
Po trzykroć Kirgizja
Morze Kaspijskie nas rozczarowało – płytkie i zamulone, ale było naszą jedyna szansą na wymoczenie naszych doczesnych postaci po osiemdziesięciu godzinach podróży. Jedyną kaspijską atrakcją okazał się dojazd do wody – polna, piaszczysta droga przez step była dla nas namiastką rajdu Paryż–Dakar. Odświeżeni, ruszyliśmy w dalszą drogę.
Po trzykroć Kirgizja
Nasze powitanie z Kazachstanem trwało siedem godzin. Zazwyczaj jest tak: wjeżdża się na granicę i jest pierwsza kontrola paszportów oraz wydanie talonu. Potem kontrola celna oraz bieganie do kilku okienek po pieczątki na talon, a następnie wyjazd. A tutaj niby wszystko tak samo, ale trzeba wykupić wremiennyj wwoz, a pan, u którego się to robi, gdzieś się zawieruszył. A najważniejsza pieczątka na talon pochodziła od Szeryfa siedzącego w jedynym klimatyzowanym pokoju w promieniu miliona kilometrów.
Po trzykroć Kirgizja
Po trzykroć Kirgizja
Bomber zastrajkował i już nic nie mogło go zmusić do jazdy. Sytuacja wyglądała następująco: byliśmy jakieś 120 km na północ od Aralska, na stepie, w samochodzie z zatartym silnikiem, a dookoła nie było nawet drzewa, na którym można by się powiesić! Nie mówiąc już o tym, że do Kirgistanu mieliśmy ciągle 1500 km, a do naszej wymarzonej doliny Kaindy – prawie 2000 km. Kierowca pierwszego napotkanego kamaza zgodził się pociągnąć nas kilka kilometrów do stepowej knajpki.
Po trzykroć Kirgizja
Po paru godzinach jazdy, raz stepem, raz asfaltem, dotarliśmy do wioski, w której centrum poziom wertepów sięgnął zenitu. Nagle pojawił się nowiuśki g ładziutki asfalt, przypominający poziomem gładkości i otoczeniem tor Formuły 1 w Bahrajnie. Nasza asfaltowa sielanka nie trwała długo – na drodze wyrosły potężne instalacje gazowe, przy których kończył się asfalt.
Po trzykroć Kirgizja
W tym momencie stanowiliśmy najliczniejszą polską emigrację stepową w promieniu kilkuset kilometrów. Przyznam się szczerze, że do tego momentu myślałem, że robimy jakąś ekstremę.
Po trzykroć Kirgizja
Szybko dotarliśmy do wioski Bozuciuk, gdzie mieszkał Dżedar – nasz znajomy, poznany dwa lata wcześniej. Chwilowo nie było go w domu, oczekiwanie umiliła nam jego siostra, serwując rosół z barana. Po pierwszej łyżce poprosiłem o czosnek i ku zdziwieniu gospodarzy zjadłem czarkę rosołu z główką czosnku.
Po trzykroć Kirgizja
Okolica była malownicza. Żar bijący z nieba, gorący wiatr, który podnosił tumany kurzu i ciskał nam je w twarz, plener i scenografia przygotowane do ekranizacji historii bitew pod El Alamein. Podoba się? Myślicie, że piszę z planu filmu biograficznego o losach słynnego Lisa Pustyni?