Tunezja śladem „Gwiezdnych wojen”
Wcale nie w odległej galaktyce, ale w niewielkim afrykańskim kraju, położonym nad Morzem Śródziemnym, rozgrywała się saga George’a Lucasa. Do dziś można podziwiać kultowe filmowe lokacje, zagubione pośród wypalonych przez słońce gór i piasków pustyni.
Tunezję kojarzycie wyłącznie z pięknymi plażami, świetną pogodą i pięknym morzem? Najwidoczniej „moc nie jest z wami”. Niekończące się wydmy Sahary, ciągnące się kilometrami szoty (słone, często wyschnięte jeziora, których tafle niemal oślepiają bielą) oraz wręcz powalające na kolana góry, pośród których przycupnęły gaje palmowe, to Tunezja nieco bardziej surowa niż ta znana z wakacyjnych kurortów. Ale też nieskończenie fascynująca.
Niewielki, położony w Afryce Północnej kraj swoimi atrakcjami mógłby obdzielić wiele innych, o znacznie większych terytoriach. Wystarczy rzut oka na kilka fotografii, by zrozumieć, dlaczego tak bardzo to miejsce ukochali filmowcy. Tunezyjskie plenery na plany zdjęciowe wybrali m.in. twórcy filmów "Angielski Pacjent", "Żywot Briana", "Indiana Jones". A także „Gwiezdnych Wojen”, które zapoczątkowały wielką hollywoodzką miłość do tutejszych krajobrazów – czasami wyglądają one tak, jakby naprawdę były z innej planety. Zobacz te najbardziej wyjątkowe.
Zobacz też: Tunzeja - święto Sahary w Duz
Matmata
To absolutny „must see” dla każdego szanującego się fana George’a Lucasa. Ale również wszystkich, którzy cenią niecodzienne widoki. Matmata, położona w środkowej Tunezji, na skraju Sahary, należy do najbardziej zadziwiających miejsc, jakie przyjdzie wam kiedykolwiek zobaczyć.
Nazywana bywa „wioską troglodytów”. To pejoratywne określenie zawdzięcza niedocenieniu „konstrukcyjnego” mistrzostwa jakie posiedli Berberowie zamieszkujący te rejony. Od niepamiętnych czasów ich domostwa znajdują się nie na powierzchni ziemi, lecz pod nią. Wydrążone w miękkich, piaszczysto-gliniastych skałach izby mieszkalne i pomieszczenia gospodarcze (jedno- lub dwupoziomowe) otaczają zazwyczaj obszerny dziedziniec. Konstrukcje, choć przypominają wielkie dziury w ziemi, są świetnie pomyślane – nawet w największe upały gwarantują przyjemny chłód, a zimą (która w tych okolicach potrafi być naprawdę bardzo surowa), zapewniają względne ciepło.
Matmata
Jedna z tych podziemnych konstrukcji wystąpiła w 1976 r. w pierwszej (czyli czwartej chronologicznie) części „Gwiezdnych Wojen” – "Nowa nadzieja” oraz w 2002 r. w prequelu „Atak klonów”. Choć wydrążone w skale gospodarstwo niewiele różni się od pozostałych „domów troglodytów”, nikt nie ma wątpliwości, że to prawdziwa gwiazda Matmaty. Wciąż można znaleźć tu resztki filmowych dekoracji, a male ńki hotel Sidi Driss, działający w tym miejscu, pozwala spędzić noc w „odległej galaktyce”.
Nie bez powodu bez względu na porę roku ściągają tu tłumy z całego świata. Także Polacy często docierają w to miejsce. Jak mówi Klaudyna Mortka z serwisu Wakacje.pl: „Wycieczka do Matmaty jest jedną z najchętniej wybieranych wycieczek fakultatywnycyh przez turystów wyjeżdżających na wypoczynek do Tunezji. Najczęściej jest częścią dłuższej wycieczki fakultatywnej, np. w połączeniu z Douz, czyli Wrotami Sahary, czy przejażdżką na wielbłądzie”.
Mos Espa
Po zwiedzeniu „domów troglodytów” w Matmacie, bardzo łatwo uwierzyć, że i to miejsce żyło kiedyś prawdziwym życiem. Wioska stojąca pośród „wielkiego niczego” na pustyni, nigdy jednak nie była zamieszkana. Dlatego do dziś nie ma oficjalnej nazwy, poza tą, która została jej nadana na potrzeby filmowe - Mos Espa. Zbudowana od podstaw przez ekipę George’a Lucasa na potrzeby „Mrocznego widma” z 1999 r., wystąpiła w trzech częściach kultowej serii (jako filmowy kosmoport na planecie Tatooine). Oddalona jest o kilkanaście kilometrów od Nefty – saharyjskiej oazy, nazywanej „miastem tysiąca wież”.
Mos Espa
Skupisko opuszczonych, wypalonych przez słońce domków nie jest objęte żadnymi profesjonalnymi działaniami konserwatorskimi. Wystawione na działanie pustynnego wiatru i piasku, niszczeje w szybkim tempie. Tylko nieudolnie przybite gdzieniegdzie deski świadczą o tym, że mieszkańcy Nefty (niektórzy próbują zarabiać na atrakcji turystycznej np. oferując przyjezdnym zdjęcia z pustynnymi lisami czy „ciepłe skóry barana” – te słowa z pewnością usłyszycie tu po polsku), troszczą się o swój „skarb”.
Jeszcze do niedawna dojazd w to miejsce był dosyć utrudniony. Obecnie z Nefty można dostać się do „kosmoportu” samochodem osobowym porządną asfaltówką. Niezmotoryzowani mogą oczywiście skorzystać z szerokiej oferty wycieczek – świetnym punktem wypadowym jest położone nieco dalej miasto Tauzar, które warto odwiedzić ze względu na unikalną, wzniesioną w cegle architekturę
Sidi Bouhel
Znany szerzej jako kanion „Gwiezdnych Wojen”, swą rzeczywistą nazwę zawdzięcza wybudowanemu w okolicy marabutowi (czyli rodzajowi kaplicy wybudowanej dla uczczenia pamięci jakiegoś świętego). Otoczony przez niewysokie góry, wydaje się mieć naprawdę nieziemską lokalizację. Jednak w kinie grał nie tylko odległe galaktyki – można było go zobaczyć m.in. w „Poszukiwaczach zaginionej Arki” Stevena Spielberga i „Angielskim pacjencie” Anthony'ego Minghelli.
Jeśli chodzi o gwiezdną sagę, kanion wystąpił w „Nowej Nadziei” i „Mrocznym Widmie” i na trwałę zapisał się w głowach filmowego hitu fanów jako miejsce, w którym Obi Wan Kenobi po raz pierwszy spotkał Luke'a Skywalkera. A czy wy wyruszycie na spotkanie "obcych światów" w Tunezji?