Konkurencja na rynku kulinarnym sprawia, że niewiele jest we Wrocławiu restauracji, które opuszcza się z niesmakiem. Zdarza się, że wysokie ceny nie są adekwatne do przeciętnej jakości, albo z typu niezobowiązującej włoskiej czy greckiej tawerny robi się lokal z zadęciem. Jednak te przerosty formy nad treścią łatwo można wyczuć, obserwując bacznie ilość i „jakość” klienteli. Wrocław, który powinien być stolicą kuchni kresowej, pod tym względem jest niestety dosyć ubogi. Mimo tych braków obraz ogólny kultury biesiadnej Wrocławia na tle Europy jest coraz bardziej pozytywny i tak naprawdę każdy znajdzie tu coś dla siebie. Na śniadanie pierwsze lub drugie, zwane ostatnio lunchem (ale niekoniecznie we Wrocławiu) można udać się do Soul Cafe – maleńkiego bistro przy placu Solnym z wyśmienitą kawą i pysznymi kanapkami. Obiad lub kolację w Rynku warto zjeść Pod Gryfami (Rynek 2) w zabytkowej kamienicy zaraz przy narożniku z kościołem Św. Elżbiety. Obok w „Lwowskiej” serwują pyszne gołąbki kresówki i pieczeń ļ la
Dzieduszycki. Minibrowar Spiż w piwnicach nowego Ratusza z wejściem od pomnika Fredry zaspokoi pragnienie najwybredniejszych piwoszy. Kochany przez niemieckie wycieczki ma najlepsze piwo w mieście, świeżutkie, warzone prawie na oczach gości: jasne, ciemne i jedyne w Polsce białe piwo pszeniczne. Trudno też choćby nie zerknąć do Piwnicy Świdnickiej – najstarszej jadłodajni Wrocławia ze smakowitymi przekąskami na ciepło we wnętrzach o niepowtarzalnym klimacie. Oszczędnym spokojnie można polecić bar Vega nieopodal pręgierza z salą wegetariańską na górze, gdzie jest samoobsługowo, dla niepalących i bezalkoholowo, ale za to smacznie, zdrowo i tanio. Po drugiej stronie – w kamienicy wschodniej pierzei Rynku – znajduje się La Scala z prawdziwie włoską kuchnią z dobrych produktów, wśród których są na przykład świeże mule (na dole nie wolno palić i jest taniej). Na popołudniową kawkę i ciasteczko wpaść można w ciemno do wszystkich „Włochów” oraz do Arzata, Pod Gryfy, do Witaminki. Gdy się zapragnie jednocześnie
dobrej muzyki i czegoś drobnego na ząb, warto przejrzeć ofertę klubów i pubów. Wśród nich przy samym placu Solnym znajdzie się bar restauracyjny jak Ragtime Cafe, irlandzki Guiness i John Bull z wyspiarskim piwem. Zataczając szersze koło wokół Rynku warto wstąpić do Sankt Petersburga na bliny z kawiorem lub inne delicje arystokratycznej kuchni rosyjskiej. W JaDce, koło Teatru Współczesnego słono się płaci, ale wiele dań kuchni polskiej nie ma równych sobie w okolicy i do tego można się tu doszukać elementów śląskich, czego dokuczliwie brakuje w mieście. Trochę przemieszano tu konwencję pałacową z wiejską, co znajduje też swoje odbicie w menu, np. kluski śląskie podaje się z kawiorem i można zamówić wykwintną (tak!) kaszankę na musztardowym musie ze śliwkami zawiniętymi w boczek. Gdy głód dokuczy nam podczas zwiedzania Dzielnicy 4 Wyznań lub zachodniej części Promenady, można zajrzeć do zachwalanego Vincenta na Ruską, do Sarah koło synagogi z domową kuchnią żydowską lub po drugiej stronie ulicy Włodkowica
dużo droższej Casablanki. Między operą i Teatrem Lalek jest uroczy pub pod Zielonym Kogutem z pełnym polotu wystrojem wnętrza i miłą, relaksującą atmosferą; warto zwrócić uwagę na umieszczone na ścianach widoki dawnego Wrocławia. Przy ważnym skrzyżowaniu Świdnickiej z Piłsudskiego do gwarnego wnętrza zaprasza Kuchnia Marche – reklamująca się jako bazar kuchni świata z interesującym systemem samoobsługowym. W tym samym budynku od strony nasypu kolejowego wchodzi się do cenionego Splendido w stylu słodko zagraconej hiszpańskiej oberży (ślimaki z serem paluszki lizać i wyśmienita dorada z czosnkiem po katalońsku). W położonej nieopodal, za teatrem muzycznym Capitol „dziupli” w nasypie kolejowym znajduje się malutka, ale znakomita Armine z oryginalną kuchnią ormiańską (dobrze jest wcześniej telefonicznie zarezerwować stolik) dysponująca zupami na baraninie, dużymi porcjami potraw z grilla i kawą parzoną w tygielku. Gdy głód przciśnie w okolicach dworca kolejowego Wrocław Główny, trzeba się kierować do Galicji z
Franzem Josephem jak żywym spoglądającym z portretu na ścianie (uwaga na ceny).