Trwa ładowanie...

Centralna Portugalia zaskakuje na każdym kroku. "Spełnienie marzenia o raju na ziemi"

Rzut kamieniem od Lizbony skrywają się miejsca tak fenomenalne, że aparat pojęciowy wysiada. Sekretne plaże, wyspy jak w Azji czy miejsca święte. Oto pięć najwspanialszych miejscówek portugalskiego regionu Centro. Poleć tam, zanim odkryją je ludzie z Instagrama.

Berlengas zachwyca od pierwszego wejrzeniaBerlengas zachwyca od pierwszego wejrzeniaŹródło: WP, fot: Anna Jastrzębska
d4g6gt3
d4g6gt3

Macie takie miejsca, o których słyszeliście (a nawet widzieliście zdjęcia i filmy), że są "cudowne", "rajskie", "niezrównane", a gdy docieraliście na miejsce, okazywało się, że jest zyliard razy lepiej, niż mogliście sobie wyobrazić? Ja tak miałam z Portugalią. Ten kraj to jedna wielka niespodzianka: gdy myślisz, że piękniej już być może, za chwilę okazuje się, że byłaś w błędzie. I tak codziennie. Kilkanaście razy dziennie.

Najbardziej zaskoczył mnie pod tym względem region Centro, który – jak się okazało – ma do zaoferowania znacznie więcej niż tylko Lizbonę. W odległości 100-150 km od niej skrywają się miejsca tak fenomenalne, że co by o nich nie napisać, i tak wszystko będzie nieadekwatne.

Mimo wszystko podejmuję się tej próby i przedstawiam wam pięć najwspanialszych miejscówek do zwiedzenia w Centralnej Portugalii. Dobra rada: od razu zarezerwujcie kilka sesji u psychoterapeuty po powrocie do Polski. Bo w Peniche, Óbidos czy Tomarze jest tak pięknie, że potem wszędzie indziej wydaje się słabo.

Berlengas, czyli archipelag ziemskich rozkoszy

Godzinę drogi od Lizbony skrywa się iście rajska miejscówka. Peniche. Miasteczko wymarzone na wakacje. Urokliwe (spokojnie mogłoby służyć za scenografię jakiejś komedii romantycznej czy dokumentu o tym, że życie jest cudem). Z plażami, które wspomina się latami. Z idealnymi warunkami do surfowania. Z punktami widokowymi na zjawiskowe skały walczące z oceanem...

d4g6gt3

Będąc w Lizbonie, pojedźcie tu bezwzględnie. Ale pod żadnym pozorem na tym nie poprzestańcie, bo w Peniche najwspanialsza jest... łódź płynąca na Berlengas. Koniecznie popłyńcie na największą z wysp tego mikroskopijnego archipelagu – oddaloną o ok. 10 km od stałego lądu Berlenga Grande. Polecam motorówkę – przy spokojnym oceanie rejs trwa kilkanaście minut do pół godziny, a widoki... co jeden, to lepszy. Kolega twierdzi, że można się oszukać i poczuć jak w Tajlandii. Można, to fakt, ale tu jest fajniej – bo i podróż krótsza, i nie ma hord turystów. Sekretne plaże, które pochowały się w zatoczkach – to spełnienie mojego marzenia o raju na ziemi. A to dopiero początek.

Peniche WP
PenicheŹródło: WP, fot: Anna Jastrzębska

Wyspa, cała objęta ścisłą ochroną jako rezerwat przyrody (codziennie może ją odwiedzić tylko 550 osób), wita nas imponującym fortem. Miłośnicy przygód mogą przenocować w warowni São João Baptista (św. Jana Chrzciciela), na miejscu działa bowiem hostel. Gdyby nie fakt, że wolę prywatne łazienki i łóżka king size, napisałabym, że warto, bo lokalizacja jest obłędna.

Chciałabym codziennie robić spacer po blisko 288 schodkach w stronę latarni, która góruje nad wysepką, by po drodze móc napawać się tym pięknem: dywanem zieleni bogato upstrzonej kwiatami, uciekającymi spod stóp jaszczurkami oraz koloniami mew i maskonurów, które objęły tę wyspę w swe wyłączne władanie. No dobrze, nie wyłączne – do spółki ze słońcem, oceanem i wiatrem. Ten wyjątkowy koktajl żywiołów pozwala tu poczuć prawdziwą wolność. Uderza do głowy lepiej niż bąbelki.

d4g6gt3

Caldas da Rainha, czyli spa królowej i ceramiczne klejnoty

Kompleks budynków starego sanatorium przypomina trochę świat z Hogwartu. A już niedługo zadzieje się tu prawdziwa magia, bo miejsce to zostanie przekształcone w luksusowy hotel połączony ze spa. Baza jest całkiem niezła: pod miastem Caldas da Rainha tryskają źródła o uzdrawiających właściwościach. O ich niezwykłym działaniu przekonała się na własnej skórze królowa Eleonora, która pod koniec XV w. napotkała wieśniaków pluskających się w śmierdzącym bajorze i wychwalających zalety zdrowotne takich kąpieli. Zaintrygowana, zanurzyła się w wodzie i ze zdziwieniem odkryła, że choć śmierdzi zgniłym jajem, to rzeczywiście pomaga (m.in. na choroby skóry i reumatyzm).

Eleonora była władczynią mądrą i dbającą o lud, wybudowała więc tu dla poddanych szpital (prawdopodobnie najstarszy na świecie, stosujący terapię wodami termalnymi z siarkowodorem). Ale królowa wyprzedzała trendy i myślała o zdrowiu holistycznie, zatem kurację ciała musiała poprzedzać kuracja duszy. Stąd też do szpitala dokleiła kościół, a wokół całości stopniowo rozrosła się osada. Dziś to 50-tysięczne uzdrowiskowe miasteczko zachwyca klimatem: uliczkami, po których można spacerować bez końca w poszukiwaniu ceramicznych jaskółek (przyklejanych przez mieszkańców do elewacji budynków "na szczęście") i zaglądając do licznych sklepików z lokalnym rękodziełem.

Przy czym trzeba wiedzieć, że Caldas da Rainha słynie z naprawdę "ch**owych sklepów" (jeden nosi nawet dokładnie taką nazwę, po portugalsku: loja do ca..lho). W asortymencie, jak wskazuje nazwa, królują męskie członki. Dowolnego koloru, wielkości, kształtu, uskrzydlone, rozeźlone, w rozmaitym anturażu – ceramiczne klejnoty. Podobno pierwszy powstał na zlecenie króla Ludwika I, który chciał z wizyty Caldas przywieźć do domu oryginalną pamiątkę. Bordalo Pinheiro, założyciel słynnej do dziś manufaktury ceramiki, zrobił dla władcy coś bardzo wyjątkowego. A "louça fálica" stała się dziedzictwem regionu.

Źródło: Anna Jastrzębska, WP
W Caldas da Rainha magnesy na lodówkę mają kształt męskiego przyrodzenia

Fatima, czyli jak trójka dzieciaków zmieniła historię

Jeszcze 100 lat temu było tu pastwisko. Dziś, za sprawą trójki dzieciaków – pastuszków z odległego o 2 km Aljustrel – Fatima to jedno z największych i najbardziej zadziwiających na świecie centrów kultu maryjnego.

d4g6gt3

Miejsce, w którym od maja do października 1917 r. Łucji, Hiacyncie i Franciszkowi rzekomo ukazywała się Matka Boska (a objawienia, uznane przez kościół katolicki, zostały zakończone spektakularnym "cudem słońca"), nie ma obecnie wiele z dawnego klimatu.

Maleńka kapliczka, upamiętniająca miejsce, gdzie pastuszkom rzekomo ukazała się "Pani Jaśniejsza niż Słońce", przycupnęła z boku wielgaśnego placu rozciągającego się między Bazyliką Matki Bożej Różańcowej a Bazyliką Trójcy Przenajświętszej. Bardziej to przypomina kompleks konferencyjny niż centrum kultu, a całe miasteczko podporządkowane jest sprzedaży nierzadko groteskowych dewocjonaliów i suwenirów. Na niektórych działa odpychająco, ale uwierzcie mi – to miejsce, które trzeba zobaczyć. Ma w sobie "to coś".

Dalsza część artykułu pod materiałem wideo

"Halo Polacy". Jak podróżować po Wietnamie? Nie każdy wie, że ten kraj ma kilka stref klimatycznych

Warto zajrzeć też do Aljustrel, niewielkiej wioski położonej zaledwie kilka kilometrów dalej. To tu przyszli na świat pastuszkowie, tu też podobno jeszcze przed objawieniami maryjnymi wcześniej ukazywał się anioł. Dziś cała miejscowość żyje z turystyki i sprzedaży pamiątek. Klimat jest jedyny w swoim rodzaju, a spotkanie i zamienienie kilku słów z kuzynami dzieciaków, które zmieniły historię tego miejsca, jest bardziej niż łatwe.

d4g6gt3

Tomar i Batalha, czyli kamienne koronki

Niespełna 30 km od Fatimy (ok. 150 od Lizbony) znajduje się Tomar, 40-tysięczne miasto nazywane ostatnią twierdzą templariuszy w Europie. Słynie z imponującego, wpisanego na listę UNESCO klasztoru Zakonu Chrystusa, od którego zaczynamy zwiedzanie.

Klasztor, templariusze, zimne mury... nie będzie szału – myślałam. Jakże miło się rozczarowałam: był szał. Po pierwsze: ekscytację wzbudza już fakt, że to właśnie tu Umberto Eco czerpał wenę do napisania "Imienia Róży"(po zwiedzaniu polecam wypić kawę w Café Paraíso, w której zwykł przesiadywać legendarny pisarz, gdy w głowie rodziły się pomysły do jego opus magnum).

Źródło: Anna Jastrzębska, WP
Tomar

Po drugie: klasztor w Tomarze to nieistniejąca nigdzie indziej na świecie galeria azulejos (tradycyjne portugalskie płytki ceramiczne pokryte warstwą kolorowego szkliwa, zdobione w różnych technikach). Pojedyncze egzemplarze mogą zachwyca (i zachwycają, na przykład wizerunkami świętych na elewacjach budynków nad drzwiami wejściowymi), ale kiedy składają się na większą całość – dopiero wtedy pokazują, co potrafią. W Tomar powstały z nich niezrównane mozaiki. Nie można się napatrzeć.

d4g6gt3

Po trzecie: założony przez Zakon Ubogich Rycerzy Chrystusa klasztor stanowi swego rodzaju architektoniczny fenomen. Fascynujący i jedyny w swoim stylu miks gotyku, elementów orientalnych, manuelińskich i renesansowych jest niczym wielkie dzieło sztuki wypełnione znaczeniami. Z pewnością to jeden z nielicznych obiektów sakralnych, w którym w roli wykwintnych ornamentów zobaczycie glony, algi, muszle, koralowce, liny okrętowe, sieci rybackie, a nawet... karczochy. To najważniejsze składowe stylu manuelińskiego (na cześć Manuela I Szczęśliwego), będącego wizualnym hymnem ku podbojom morskim, na których potęgę budowała Portugalia w XV-XVI wieku...

Wszystko wysycone symboliką, nie ma tu rzeczy przypadkowej. Weźmy karczochy – z jednej strony symbolizowały odrodzenie i zmartwychwstanie, z drugiej – były niezbędne w życiu ówczesnych marynarzy. Ze względu na dużą zawartość witaminy C były zabierane w długie wyprawy, by chronić załogę przed szkorbutem. Prawda, że mądre?

Jeśli chodzi o styl manueliński, klasztorowi w Tomarze nie ustępuje urodą klasztor w oddalonym o nieco ponad 50 km mieście Batalha. Jest równie imponujący, a tutejsze kamienne koronki chyba nawet przewyższają urodą te tomarskie. Nie muszę chyba dodawać, że warto zobaczyć.

d4g6gt3

Óbidos - portugalski cud

O tym miasteczku nie napiszę wiele, bo co by nie pisać, wyjdzie banał. Sześciotysięczne Óbidos, jeden z siedmiu cudów Portugalii, wita nas bramą wyłożoną cudownymi płytkami azulejos, a potem jest tylko lepiej. Biało-błękitne, średniowieczne, wpisane na listę UNESCO.

Źródło: Anna Jastrzębska, WP
Óbidos

Zostało w 1441 r. podarowane ośmioletniej królowej Isabel przez zaledwie dziesięcioletniego król Portugalii Alfonso z okazji ich zaślubin. Otoczone warownymi murami, którymi można obejść całość dookoła (kosmos!, polecam zwłaszcza nad ranem lub przy świetle zachodu). Będąc na miejscu, spróbujcie ginji – to słodki i wysycony smakiem likier wiśniowy, podawany zazwyczaj w kieliszkach z czekolady. Tak smakuje niebo. Resztę zobaczcie na zdjęciach.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl
d4g6gt3
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d4g6gt3