Trwa ładowanie...
Turyści planujący urlop na Półwyspie Helskim, rezerwują pobyt nawet z półrocznym wyprzedzeniem
Turyści planujący urlop na Półwyspie Helskim, rezerwują pobyt nawet z półrocznym wyprzedzeniem

Fenomen polskiej Kalifornii. Noclegi rezerwują nawet z rocznym wyprzedzeniem

Półwysep Helski to niekwestionowana stolica polskich wakacji. Nasi rodacy jeżdżą tam od lat i to w takiej liczbie, że w szczycie sezonu kempingi pękają w szwach. W ramach akcji "JedziemyWPolskę" pojechałam tam, by sprawdzić, na czym polega fenomen tego miejsca i czy rzeczywiście tak trudno jest o spontaniczny nocleg.

Share

Artykuł jest częścią naszego cyklu #JedziemyWPolskę. Chcesz opowiedzieć o czymś, co dzieje się w Twojej miejscowości? Pisz na dziejesie@wp.pl!

Mówi się, że Półwysep Helski to nasza mała Kalifornia. Że życie na kempingu to prawdziwe "żyćko": wydziarani faceci, wysportowane dziewczyny, dzieci beztrosko hasające między przyczepami, a wszystko to skąpane w promieniach letniego słońca.

Mówi się też, że niektóre miejsca na półwyspie są elitarne, a w wielu ciężko o nocleg nawet z wyprzedzeniem, bo trzymający się kurczowo swojej wakacyjnej bańki, zmęczeni pracą ludzie z wielkich miast, rezerwują pobyt nawet z rocznym wyprzedzeniem.

d3vw1yk

Podobno spontaniczny wypad na półwysep to akcja nie do ogarnięcia, bo baza noclegowa nie dźwignie już kolejnych rezerwacji bez wyprzedzenia. To prawda. Na Helu jest chyba tylko jeden kemping, który przyjmuje turystów z namiotami. Postanowiłam to jednak sprawdzić na własnej skórze i pojechałam tam bez rezerwacji.

Korki na Półwysep Helski najłatwiej ominąć jadąc motocyklem Źródło: WP Turystyka

Półwysep Helski? Tu nie ma szans na spontaniczny nocleg

Na Hel najłatwiej dojechać pociągiem albo motocyklem - w przeciwnym razie utknie się w korkach. To rzecz, która bezdyskusyjnie łączy cały przekrój ludzi spędzających wakacje na półwyspie: wspólne stanie w kolejce do wjazdu i wyjazdu.

My byliśmy sprytniejsi, więc namiot i ekwipunek załadowaliśmy na jednoślad i pomknęliśmy między samochodami. Sam dojazd to jednak dopiero połowa sukcesu; trzeba jeszcze załatwić nocleg. Nie jest to łatwe, gdy kempingi załadowane są po brzegi, a wszystkie linie telefoniczne zajęte.

- Pole namiotowe jest tylko na Polarisie. Reszta kempingów przyjmuje turystów wyłącznie do domków holenderskich i przyczep - mówi mi pracownik jednego z ośrodków na Półwyspie Helskim. Sam się dziwi, że interes tak się kręci. Nie mają nawet żadnej strony internetowej. - Miejsca mamy zajęte do końca sezonu, ale mam swoją tajną miejscówkę, do której odsyłam turystów, którzy chcieliby spędzić tutaj jedną czy dwie noce - tłumaczy.

Oczywiście sprawdziliśmy najpierw opcję z noclegiem na Polarisie w Chałupach, gdzie owszem, przyjmuje się turystów z namiotami, ale właściciele dbając o swój interes wymagają, by zarezerwować co najmniej 4 noce. A to średnio nam się opłacało.

Nocleg z namiotem na kempingu Polaric co najmniej na 4 doby
Nocleg z namiotem na kempingu Polaric co najmniej na 4 doby Źródło: WP Turystyka

Zgłosiliśmy się więc do osoby prywatnej, która "z dobrego serca" przyjmuje zbłąkane dusze na swój trawnik przy plaży w Kuźnicy. Wbrew pozorom było tam tych dusz całkiem sporo. Wśród nich mieszkaniec Warszawy, który takie właśnie miejsce ma przed oczami, kiedy myśli o wyjeździe na Półwysep Helski.

d3vw1yk

- W Warszawie mieszkają 3 miliony ludzi. Tutaj jestem na nieoficjalnym kempingu, gdzie nie ma tłumów jak np. we Władysławowie. Kameralnie, bez imprez i z dobrą bazą wypadową zarówno do biegania, jak i na trasy rowerowe. Przyjechałem pociągiem, śpię w prywatnym ogródku i to są dla mnie idealne wakacje - mówi mi turysta, który chce pozostać anonimowy.

Za nocleg w prywatnym ogrodzie zapłaciliśmy 50 zł i czuliśmy się całkiem swojsko. Mieliśmy do dyspozycji własny kawałek trawnika oraz prysznic z toaletą. I nawet był papier toaletowy.

Nocleg w prywatnym ogrodzie w Kuźnicy
Nocleg w prywatnym ogrodzie w Kuźnicy Źródło: WP Turystyka

Bez tych paskudnych tłumów

Okazuje się, że wielu Polaków wybiera mniejsze miejscowości, gdzie mogą wypocząć bez tłumów i zgiełku. Niektórzy z nich w te same miejsca powracają od lat i nie zamierzają zmieniać swojej wakacyjnej koncepcji. Na pierwszym miejscu stawiają komfort wypoczynku, a na drugim ciszę i spokój podczas urlopu

- Przyjeżdżam do Kuźnicy z wnukami od 8 lat. Dzieciakom się tutaj nie nudzi. Mają plażę, morze i niekończącą się zabawę. Pluskają się godzinami z rozmaitymi zabawkami i materacami. Nie wyobrażam sobie wakacji w innym miejscu - opowiada pan Andrzej z Warszawy. - Tutaj jest mniej ludzi. Nikt na nikim nie siedzi i nie ma kramów jak w innych miejscach. Dzięki temu jest spokojnie i nie ma tych paskudnych tłumów, które się przewalają po deptakach w większych miejscowościach - dodaje.

Pan Andrzej z Warszawy
Pan Andrzej z Warszawy na urlopie w Kuźnicy Źródło: WP Turystyka

Na chwilę wytchnienia poza dużymi ośrodkami decydują się też ci, którzy polskiego morza nie widzieli od lat i chcieliby mieć je choć na chwilę nieco bardziej "na wyłączność". Nocleg z dala od popularnych imprezowni wybrała m.in. polska rodzina, która na urlop do Polski przyjechała z Niemiec.

d3vw1yk

- Po 27 latach zdecydowaliśmy się, że jednak przyjedziemy odwiedzić polskie morze. Normalnie mieszkamy w Niemczech, w Alpach. Góry mamy na co dzień, a Bałtyku nie widzieliśmy od bardzo dawna. Chcieliśmy to poczuć i zobaczyć. To zupełnie co innego niż wakacje all inclusive za granicą - opowiadają.

Wakacyjny korpus na Półwyspie Helskim tworzą jednak fani sportów wodnych. To oni zespajają to miejsce i nadają mu niepowtarzalnego charakteru. Niektórych może jednak zastanawiać, dlaczego tysiące Polaków wolą spędzać wakacje nad polskim morzem, zamiast za tę samą cenę wyjechać w o wiele bardziej atrakcyjne miejsce za granicą? Odpowiedź jest prosta.

Przyciąga ich tutaj Zatoka Pucka i jej wyjątkowa specyfika. Jest płytka i wieją na niej równe wiatry, w odróżnieniu np. od wiatrów jeziornych, które nazywa się rwanymi. Zatoka Pucka jest też równa i dlatego łatwiej się na niej trenuje. Można pójść w jej głąb nawet i 500 metrów, a woda i tak będzie sięgała kolan. No i jest coś jeszcze...

Półwysep Helski to mekka fanów sportów wodnych
Półwysep Helski to mekka fanów sportów wodnych Źródło: WP Turystyka

- To jest po prostu czar polskiego morza. Woda to jest woda, ale kluczem jest pogoda. Bo po słońce Polacy jadą do Grecji, a na półwysep przyjeżdżają po wiatr. Dodatkowo działa tutaj potrzeba pozostania w związku ze swoją ojczyzną. Nie ma to jak polskie morze – mówi pan Waldek pracujący w jednym z kempingów.

Dzięki temu, że na półwyspie króluje kitesurfing, przyjeżdża tam dużo młodych ludzi, którzy wybierają to miejsce ze względu na niepowtarzalny klimat i "mindset".

- Nie ma tutaj przepychu środowisk. Wszyscy mają podobną zajawkę i podobny styl życia. Trenować może każdy, kto ma taką potrzebę i nikt nikogo tutaj nie ocenia - mówią mi Ewa i Miłosz, których spotykam w drodze na kemping Chałupy 6.

d3vw1yk

Miejsce, które ma swój czar

Na Półwysep Helski przyjeżdża dużo ludzi z Wrocławia, Bydgoszczy, Torunia czy Warszawy. Towarzystwo jest naprawdę mieszane, nie brak również turystów z zagranicy. – Dominuje "Deutschland", ale 70 proc. z nich to emeryci – mówi pan Waldek. - Trafiają się też Białorusini i Litwini. Wszyscy wyjeżdżają zachwyceni - dodaje.

Wiele osób, które spotkałam podczas swojego pobytu na Półwyspie Helskim, powiedziało mi, że znalazło tam to, czego szukało. Dla jednych to chillout w przyczepie, a dla innych odrobina szaleństwa i wieczorne imprezy.

Źródło: WP Turystyka

- Nasz kemping i kilka innych są przez tzw. baleciarzy ochrzczone mianem sypialni. Nic się u nas nie dzieje, cisza, spokój. Jest na tych kempingach oczywiście młodzież, ale ja im każę chodzić nad morze. Mówię im: morze jest cierpliwe, ono was nie zatopi. Tam się możecie bawić do bladego świtu. I wracają nad ranem tacy wypluci, wymięci. A na ośrodku dzięki temu jest spokój - żartuje pan Waldek.

Są i tacy, którzy do szczęścia potrzebują tylko przyczepy blisko morza. Z takim nastawieniem do Chałup przyjeżdża np. Ula, która wakacje na Półwyspie Helskim spędza z mężem i rodziną już od 6 lat. Magia tego miejsca sprawia, że mogłaby tam mieszkać cały czas.

- Kiedy mieszkasz w przyczepie, większa część twojego życia toczy się w przedsionku. To miejsce robi za salon, jadalnię i pokój zabaw. Gramy tam w karty, planszówki, bawimy się z dziećmi, a czasem nawet i pracujemy. Osobiście nie lubię dużych skupisk ludzkich, więc nawet jak organizujemy imprezę, to w prywatnym gronie - mówi Ula.

Życie na kempingach toczy się swoim rytmem
Życie na kempingach toczy się swoim rytmemŹródło: WP Turystyka

Najbardziej fascynujące jest jednak życie na co dzień, a nie w czasie weekendu, kiedy na półwysep przyjeżdżają ci, którzy szukają wytchnienia po trudnym tygodniu. Najciekawszy jest widok turystów, którzy w poniedziałkowy ranek snują się po kempingu, porządkują swoje domki po weekendzie, wynoszą śmieci i szorują plandeki nad kamperami. Taki obraz przypomina mi sceny rodem z amerykańskich filmów o hipisowskich wioskach.

d3vw1yk

Półwysep Helski to dobrze zorganizowana struktura

Ci, którzy na Półwysep Helski przyjeżdżają od lat, cenią sobie organizacyjny porządek i można to zauważyć, odwiedzając to miejsce nawet na chwilę. Zgodnie z opiniami turystów, najbardziej zorganizowanym kempingiem są Chałupy 6, gdzie cyklicznie odbywają się imprezy i wydarzenia kulturalne.

- Właściciele kempingów starają się zapewnić atrakcje swoim gościom. Od lat najlepiej w tym obszarze radzi sobie kemping Chałupy 6. W tym sezonie zorganizowano cykl wydarzeń spod szyldu "Plan na lato" - co sobotę na scenie znajdującej się w centrum kempingu odbywają się koncerty. Jest super nagłośnienie, wyjątkowy klimat i piękne otoczenie drzew, świateł i surferskich dodatków rozwieszonych na otaczających parkiet budowlach - mówi Halszka Gronek, stała bywalczyni Chałup.

"Plan na lato" - Chałupy 6
"Plan na lato" - Chałupy 6Źródło: WP Turystyka

Nawet jeśli nie uda się wam zorganizować noclegu podczas spontanicznego wypadu na Półwysep Helski, nie martwcie się tym i spróbujcie poczuć atmosferę naszej małej Kalifornii. Weźcie deskę pod pachę, przespacerujcie się plażą w kierunku zachodzącego słońca i poczujcie ten magiczny, hipisowski klimat. I ja tam byłam, miód i wino piłam, a to, co widziałam - wam opowiedziałam.

I oczywiście zarezerwowałam już pobyt na przyszły rok.

Wszystkie teksty powstałe w ramach cyklu #JedziemyWPolskę znajdziesz tutaj.

Spędziłam samotną noc w lesie. "Przypominają mi się wszystkie horrory, które widziałam"

Wszystkie teksty powstałe w ramach cyklu #JedziemyWPolskę znajdziesz tutaj.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.

Podziel się opinią

Share