WP

Horror w Grecji. Rozmawiamy z Polkami, które były w miejscach trawionych przez ogień

Ogień w Grecji rozprzestrzeniał się przez ostatnie kilkadziesiąt godzin w zastraszającym tempie. Widziały to na własne oczy m.in. Polki, które mieszkają w tym kraju. Cały czas rośnie liczba zaginionych osób i ofiar, wśród których są polscy turyści.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
"Gdy dotarliśmy na miejsce, ogień szalał i trawił kurort. Ludzie uciekali w popłochu, a tych co utknęli na plaży, ewakuowano łodziami" - mówi pani Sylwia, mieszkanka Pireusu.
"Gdy dotarliśmy na miejsce, ogień szalał i trawił kurort. Ludzie uciekali w popłochu, a tych co utknęli na plaży, ewakuowano łodziami" - mówi pani Sylwia, mieszkanka Pireusu. (Instagram.com, Fot: exarticis)
WP

Na południu Grecji, w regionie Attyka, trwa od poniedziałku walka z ogromnym pożarem. Ogień pojawił się m.in. na przedmieściach Aten oraz w oddalonym o ok. 70 km od stolicy kurorcie Kineta. Udało nam się skontaktować z Polkami, które są w Grecji. Pani Sylwia mieszka w Pireusie, mieście należącym do aglomeracji ateńskiej, natomiast pani Ania w stolicy.

– Około południa pojechałam z partnerem z Pireusu na plażę do oddalonego o godzinę drogi miasteczka Kineta. Już jadąc tam widzieliśmy dym, ale nie zdawaliśmy sobie sprawy ze skali żywiołu. Gdy dotarliśmy na miejsce, ogień szalał i trawił kurort. Ludzie uciekali w popłochu, a tych co utknęli na plaży, ewakuowano łodziami. Paliły się domy oraz samochody. To był przerażający widok – mówi w rozmowie z WP pani Sylwia, która od 20 lat jest mieszkanką Grecji.

WP
Facebook.com
Podziel się

Wyjaśnia, że pożar coraz bardziej się rozprzestrzeniał, dlatego chciała szybko wracać do domu. Jednak okazało się, że główna autostrada została zamknięta i nie było innej drogi powrotnej.

– Uciekliśmy do oddalonej o 20 km Lutraki. Szukaliśmy schronienia w hotelu, ale nie było wolnych pokoi, więc spaliśmy w samochodzie. W nocy latały helikoptery, które uczestniczyły w akcji ratowniczej. Potem był tak gęsty dym, że już nic nie było widać – opowiada pani Sylwia.

WP

Dodała, że strażacy walczyli z żywiołem całą noc i główna trasa była już rano przejezdna. Pojechała z partnerem do Pireusu. Polka wyjaśnia, że sytuacja w Atenach i okolicy jest pod kontrolą, choć widać kłęby dymu unoszące się nad miastem i czuć swąd. Potwierdza to także pani Ania.

– Sytuacja na chwilę obecną jest opanowana. Tylko w niektórych miejscach występują tlące się pozostałości po pożarach, które są dogaszane przez helikoptery gaśnicze. Sprzyja temu ustanie porywistych wiatrów, które potrafiły w kilka sekund przenieść ogień z miejsca na miejsce, nawet o kilkadziesiąt metrów - stąd tyle ofiar śmiertelnych – mówi w rozmowie z WP Anna Semaniak, która mieszka w Atenach.

WP

– Żyję w Grecji wiele lat i nie pamiętam tak dużego pożaru w tym regionie. Nie doświadczyłam też tak silnego wiatru jak wczoraj. Na szczęście dzisiaj jest już spokojnie. Ponadto w niektórych miejscowościach nawet zaczyna kropić – informuje pani Sylwia.

Anna Semaniak tłumaczy, że mieszkańcy Aten nie ucierpieli i mogą czuć się bezpiecznie. – Jedyną niecodzienną rzeczą było pojawienie się wczoraj na niebie kłębów dymu. Za ich sprawą nad miastem zapanował mrok w środku dnia. Dziś wszystko pokryte jest pyłem, oddychać nie jest łatwo. Część dróg jest nieprzejezdnych – mówi.

WP

Ewakuacja turystów

Mieszkanka Aten poinformowała, że ewakuacja odbyła się we wszystkich miejscach zagrożonych pożarem. Nie było możliwe zorganizowanie jej jedynie w okolicach, w których domy są mocno oddalone od siebie.

– Na tych terenach mieszkańcy sami decydowali, czy zostaną na miejscu oraz gdzie się udadzą. Zwłaszcza ludzie starsi odmawiają opuszczenia swojego domostwa i ryzykując życiem pozostali w nich, ograniczając się do polewania wodą terenu wokół domu i do modlitwy. Inni postanowili ratować się, udając się w stronę "bezpiecznych" plaż. Jednak pożar dotarł aż do morza i cześć z nich zginęła. Natomiast ci, którzy próbowali płynąc zostali pochłonięci przez ogromne fale – przekazuje Polka.

WP

W Grecji zginęli polscy turyści

Na chwilę obecną ciężko podać dokładna liczbę ofiar. Szacuje się, że może sięgać nawet 100 osób. Wiadomo, że zginęło co najmniej dwóch polskich urlopowiczów. Osoby te były w grupie turystów ewakuowanych z hotelu Ramada.

– Zatonęła łódź z 10 osobami. Wśród nich były dwie osoby z naszego biura – przekazał w rozmowie z WP Adam Górczewski, rzecznik prasowy biura podróży Grecos. Okoliczności tragedii wyjaśnia na miejscu policja. – W tym rejonie przebywa ponad 400 klientów naszego biura. Zostali przetransportowani do hoteli w bezpiecznym miejscu - dodał. Przyznał, że biuro ma środki, by ewentualnie ewakuować turystów.

Przedstawiciel Grecosa zapewnił, że turyści, którzy będą chcieli wracać do Polski, będą mieli taką możliwość. Ci, którzy zrezygnują z wyjazdu w najbliższym czasie, dostaną zwrot kosztów lub będą mogli zmienić kierunek wycieczki.

WP.PL
Podziel się

Greckie media jako główną przyczynę pożarów podają celowe podpalenia

– Co jakiś czas słyszy się, że ktoś umyślnie podpalił np. łąkę czy las. Te osoby robią to po to, żeby spalić to, co znajduje się na danym terenie, ponieważ dzięki temu mogą stawiać w tych miejscach domy, osiedla czy sklepy. Tym razem, jeśli było to celowe podpalenie, to sytuacja ewidentnie wymknęła się spod kontroli – tłumaczy pani Sylwia. Na koniec rozmowy dodała, że pożary szalały w ostatnich dniach w wielu miejscach w Grecji, w tym w Chani na Krecie, Skopelos czy Rafinie. Jednak najpoważniej ucierpiała położona nad Zatoką Sarońską Kineta.

Masz newsa, zdjęcie lub filmik? Prześlij nam przez dziejesie.wp.pl

Zobacz też: Pożary w Grecji. Wstrząsające zdjęcia i nagrania

WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP