Kościoły, które pochłonęła lawa
Niszczycielska potęga wulkanu to siła, nad którą człowiek wciąż nie jest w stanie zapanować. Po wybuchu zostają potoki lawy, a później - pokrywający wszystko kurz wulkaniczny. O ile sama erupcja jest spektakularna, to pozostałości po katastrofie rzadko wzbudzają zainteresowanie wśród turystów. Są jednak miejsca na świecie, gdzie żywioł został skonfrontowany z budowlami sakralnymi. Sprawdźcie sami, jak wyglądają kościoły, które częściowo oparły się wybuchowi pochodzącemu z samego z wnętrza Ziemi.
Niszczycielska potęga wulkanu to siła, nad którą człowiek wciąż nie jest w stanie zapanować. Po wybuchu zostają potoki lawy, a później - pokrywający wszystko kurz wulkaniczny. O ile sama erupcja jest spektakularna, to pozostałości po katastrofie rzadko wzbudzają zainteresowanie wśród turystów. Są jednak miejsca na świecie, gdzie żywioł został skonfrontowany z budowlami sakralnymi. Sprawdźcie sami, jak wyglądają kościoły, które częściowo oparły się wybuchowi pochodzącemu z samego wnętrza Ziemi.
Niewielka wyspa na Karaibach, Montserrat jest cała usiana wulkanami. Od 1995 roku miały tu miejsce wstrząsy i erupcje, które doprowadziły do tragicznego w skutkach wybuchu w 1997 roku. Wtedy to wulkan Soufrière Hills niemal zmiótł z powierzchni Ziemi stolicę wyspy, Plymouth. Zginęło 20 osób, a ponad połowa mieszkańców była zmuszona opuścić Montserrat. Do dnia dzisiejszego Plymouth pozostaje niezamieszkane. Jednym z najbardziej wstrząsających widoków jest bezimienny kościół, który niemal zatonął w lawie. Jest to jeden z nielicznych budynków, który nie został całkowicie zniszczony.
at/pw
Paricutin, Meksyk
Jest coś niezwykłego, a jednocześnie niemal cudownego w budowlach, które były w stanie częściowo oprzeć się zabójczemu kataklizmowi. Ludzie wierzący widzą w tym interwencję boską, ateiści uznają to za przypadek i skutek lepszej konstrukcji kościoła niż pozostałych budynków. W Meksyku w 1943 roku doszło do wybuch wulkanu Paricutín, w wyniku którego wioska San Juan Parangaricutiro została dosłownie zalana lawą. Wraz z nią wrząca ciecz pokryła kościół i pobliski cmentarz. Z całej świątyni nietknięta pozostała jedynie wieża i główny ołtarz, przy którym do dnia dzisiejszego sprawowane są nabożeństwa. Cud? Obecnie na wpół zrujnowany kościół częściowo wzmocniony otaczającą go lawą jest popularną atrakcją turystyczną.
Cagsawa, Filipiny
Barokowy kościół w Cagasawa na Filipinach wznieśli franciszkanie w XVII wieku na miejscu świątyni, którą złupili i spalili duńscy piraci. W niecałe 100 lat później został niemal doszczętnie zniszczony z powodu erupcji wulkanu Mayon. Miejsce jest pod rządową ochroną Muzeum Narodowego Filipin, a ciekawa historia przyciąga tu regularnie turystów odwiedzających wyspę. Wieża zrujnowanego kościoła stojąca w cieniu wciąż aktywnego wulkanu ma być symbolem nieustannego zagrożenia ze strony nieokiełznanej natury.
Savai'i, Samoa
Jedna z wyspa Samoa, Savai'i ma dość nietypową atrakcję turystyczną. To kościół Londyńskiego Towarzystwa Misyjnego, z którego po wybuchu w 1905 roku pozostały jedynie mury. Przez świątynię płynęły strumienie lawy, po której z lubością spacerują teraz odwiedzający to miejsce turyści. Zastygła ciecz utworzyła fantazyjne wzory, a otaczająca kościół dżungla powoli przejmuje to miejsce w swoje władanie. Jedyny fragment świątyni, który nie został zniszczony to "Grób Dziewicy" - miejsce pochówku tutejszej zakonnicy, które mordercza lawa otoczyła, ale nie zalała.
Piton Sainte-Rose, Reunion
Na wschodnim wybrzeżu wyspy Reunion na Oceanie Indyjskim znajduje się kościół, który wybuchowi wulkanu zawdzięcza swoją nazwę. W kwietniu 1977 roku wioska Piton Sainte-Rose została niemal całkowicie zniszczona przez wybuch Piton de la Fournaise. Śmiercionośna lawa otoczyła kościół i częściowo wdarła się do środka, jednak nie wyrządziła większych szkód. Wkrótce świątynia została odrestaurowana, ale budynek wciąż otacza solidny "kołnierz" lawy. Nazwa przybytku brzmi teraz Notre Dame des Laves - Najświętszej Maryi Panny na Lawie.
Maca, Peru
Niektóre miejsca regularnie cierpią od wybuchów wulkanu, a mimo tego ludzie nie opuszczają ich i starają się funkcjonować w cieniu nieustannego zagrożenia. Tak jest choćby w przypadku Etny czy Wezuwiusza, gdzie życie na przysłowiowej beczce prochu stało się normą. Nie inaczej jest w przypadku Maca w południowym Peru, które w latach 80. XX wieku kilkakrotnie zostało zniszczone przez wulkan Sabancaya. Gdyby tego było mało, teren jest aktywny sejsmicznie, zatem mniejsze lub większe trzęsienia ziemi w tym rejonie to codzienność. Tutejszy kościół Santa Ana za każdym razem opiera się zarówno pyłowi i lawie wulkanicznej, jak i trzęsieniom ziemi. Mimo że częściowo zniszczony, wciąż jest dowodem na to, ze niektóre budynki są w stanie przetrwać największy kataklizm. Cud czy właściwa konstrukcja? Tego się chyba nigdy nie dowiemy.