Najstarsi kanibale świata
W sercu dżungli Papui Nowej Gwinei, w niedostępnych lasach żyje jedno z najstarszych plemion świata. Mała, prymitywna, ale zarazem fascynująca kultura, której znakiem rozpoznawczym stał się praktykowany przez nią przez wiele pokoleń? kanibalizm.
W sercu dżungli Papui Nowej Gwinei, w niedostępnych lasach żyje jedno z najstarszych plemion świata. Mała, prymitywna, ale zarazem fascynująca kultura, której znakiem rozpoznawczym stał się praktykowany przez nią przez wiele pokoleń… kanibalizm.
Mowa o plemieniu Kombai, które liczy zaledwie 4 tysiące członków. Ludzie wierzący w demony, męskie czarownice i bojący się ciemności bardziej niż czegokolwiek innego. Dotarcie do nich stanowi nie lada wyzwanie. Aby tego dokonać, trzeba przetrwać nie tylko ciężką wędrówkę przez dżunglę, ale i „chłodne” – o ile nie wrogie – powitanie przez uzbrojonych w łuki wojowników tego plemienia.
Najstarsi kanibale świata
Mieszkańcy zachodniej części wyspy Kombai, to jedno z najbardziej odizolowanych plemion na Ziemi. Jednak nie tylko miejsce zamieszkania wpływa na ich odosobnienie. Kombai mają bowiem głęboko zakorzenioną potrzebę obrony swojego terytorium przed ingerencją obcych. Kontakty ze światem zewnętrznym ograniczają się zaledwie do sporadycznych odwiedzin podróżników, ciekawych tego, jak się żyje w głębi dżungli bez prądu, bieżącej wody, a także ubrań.
Najstarsi kanibale świata
Kombai ubierają się bowiem dość skromnie. Jedynym okryciem ciał mężczyzn jest specjalna ozdoba na penis. Tzw. koteka to podłużne, wydrążone w środku warzywo, które muszą mieć na sobie zawsze w obecności kobiet. One z kolei noszą wiązane na biodrach, wykonane z suchych liści drzew skromne spódnice. To specyficzne ubranie – czy też raczej jego brak – jest głównym znakiem rozpoznawczym tej społeczności.
Najstarsi kanibale świata
Kombai znani są także ze sztuki budowania drewnianych domów na drzewach, na wysokościach sięgających nawet kilkudziesięciu metrów. Stąd też przydomek „ludzi drzew”. Praca nad stworzeniem nowej chaty zazwyczaj trwa kilka dni i jest bardzo niebezpieczna. Wspierające ją drzewa nie zawsze wytrzymują ciężar mocowanych do nich kolejnych konstrukcji. Często załamują się z trzaskiem i padają na ziemię. Wtedy ciężka praca rozpoczyna się od nowa. Kombai, średnio co dwa lata, opuszczają swoje domy – tyle bowiem wytrzymuje drewno, z którego są one zbudowane.
Najstarsi kanibale świata
Dieta Kombai to z jednej strony fascynująca, zaś z drugiej - odrażająca sfera ich życia. Ich przysmakiem są tłuste larwy żyjące w pniach drzewa sago – jednego z głównych „żywicieli” plemienia. Roślina ta jest także źródłem mączki sagowcowej. Gdy nadchodzi pora uzupełnienia zapasów jedzenia, na wyprawę w poszukiwaniu drzew udaje się mała grupa mężczyzn. Znaleziony sagowiec ścinają za pomocą prymitywnych toporków, które pamiętają jeszcze ręce nieżyjących już przodków plemienia. Gdy pień leży powalony na ziemi, do pracy przystępują kobiety. Ich zadaniem jest wyciosanie kory i łyka drzewa, a następnie dotarcie do białego miąższu. To z niego po długich godzinach przygotowań wytwarzane są pożywne, choć niemal pozbawione smaku placki. Kombai nie gardzą także pieczonymi w ognisku szczurami, wężami czy dzikimi świniami. Są to jednak specjały, o które w dżungli wbrew pozorom jest naprawdę ciężko. Szczególnie wtedy, gdy spadnie - trwający kilka, a czasem nawet kilkanaście dni - deszcz.
Najstarsi kanibale świata
Kiedyś jednym ze składników diety Kombai było także… ludzkie mięso. Jednak od kilkunastu lat nie pojawiają się informacje o kanibalistycznych praktykach wśród członków plemienia. Ludożerstwo było ściśle związane z wierzeniami i przesądami, jakimi Kombai żyją do dziś. A głównie z przekonaniem, że źródłem każdej choroby, jaka spada na mieszkańców wioski, jest męska czarownica – suangi. Według legendy jest to pół-człowiek, pół-wampir, który swoje ofiary zabija. Potem wysysa z nich krew oraz duszę. Ich ciała wypełnia ziemią i trawą, by rodzina zabitego nie rozpoznała w tak „stworzonym” zombie martwego człowieka. Tak ożywione postacie miały wracać do swoich domów i obwieszczać przerażonej rodzinie, kto je skrzywdził.
Najstarsi kanibale świata
Wtedy rozpoczynało się polowanie na czarownicę. Bliscy ofiary dopadali suangi, mordowali go, a następnie zjadali ciało, by pomóc duszy skrzywdzonego wydostać się z jego wnętrzności. Dziś, jak twierdzą sami Kombai, kanibalizm to już przeszłość. Obecnie, części zabitego ciała suangi rozwiesza się na rosnących przy wiosce drzewach. Chcą tym samym ostrzec kolejne czarownice przed podobnym losem.
Najstarsi kanibale świata
To, co najczęściej paraliżuje życie Kombai, to częste i zarazem intensywne deszcze. Życie w wiosce wówczas zamiera, ponieważ niemożliwe jest ani polowanie, ani zbieranie larw sagowych, ani łowienie ryb w wezbranych rzekach. Gdy więc wyczerpują się zapasy, których zazwyczaj nie ma dużo, zaczyna się ciężki okres głodowania. Niektórzy uciekają się wówczas do dramatycznych prób zdobywania jakiegokolwiek pożywienia. Jednak wyprawa do grząskiej dżungli, gdy z nieba leją się strumienie wody, niemal zawsze kończy się porażką.
Czy życie członków plemienia Kombai to faktycznie – jak sami twierdzą – ideał? Czy duszne, deszczowe lasy Papui Nowej Gwinei, w których ciężko o większą zwierzynę niż dzika świnia, to kraina mlekiem i miodem płynąca? O tym trzeba się przekonać samemu.
Dołącz do pisarza Marka Anstice’a oraz dziennikarza Olly’ego Steedsa i przekonaj się, co znaczy bycie prawdziwym Kombai. „Życie wśród Kombai: przygody Marka i Olly’ego” od 27 maja, w każdy piątek, o godz. 21.30 na kanale Discovery World.